Sędziowie patentowi powołani wbrew konstytucji?
 Oceń wpis
   
Okazuje się, że nie tylko my w Polsce mamy problemy interpretacyjno-kompetencyjne na najwyższych szczytach obłudy władzy.

Jak donosi New York Times poważny kryzys może zagrozić systemowi patentowemu USA. Wszystko dlatego, że -- począwszy od 2000 roku -- 2/3 spośród wszystkich członków Board of Patent Appeals and Interferences (BPAI, komórka USPTO orzekająca w sprawach odwoławczych) zostało powołanych w sposób niezgodny z konstytucją. Tak przynajmniej dowodzi prof. John F. Duffy z uniwersytetu Jerzego Waszyngtona w swojej analizie.

W dużym skrócie -- Duffy wskazuje, iż zmiana z 1999 r. przepisów umożliwiająca obsadzanie stanowisk w sądzie patentowym przez dyrektora Urzędu ds. Patentów i Znaków Towarowych (Patent and Trademark Office -- USPTO) jest niezgodna z konstytucyjną zasadą powoływania sędziów przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, za radą i zgodą (advice and consent) Senatu. W świetle tej normy powołanie sędziów przez organ administracyjny podległy rządowi -- de facto oznaczające delegowanie kompetencji przez Biały Dom -- jest niedopuszczalne.

Obecna ustawa opiera się na założeniu, iż BPAI jest jednym z działów USPTO, a zatem osoby orzekające o odwołaniach od decyzji wydanych w sprawach patentowych nie są pełnoprawnymi sędziami.
Rzecz w tym, że istotą reformy z 1999 roku było bliższe związanie USPTO z Departamentem Handlu, przez co sędziowie orzekający ramach BPAI stali się pracownikami rządowymi. A to budzi uzasadnione wątpliwości jeśli chodzi o ich bezstronność i niezawisłość (NYT odwołuje się do sprawy Freytag v. Commissioner jako poglądu Sądu Najwyższego, w którym wszystkie tego typu stanowiska są w rzeczywistości stanowiskami sędziowskimi.)

Kwestia wydaje się o tyle ciekawa, że z analizy wynika, iż w większości postępowań przed BPAI prowadzonych przez trzyosobowe składy choćby jeden z członków składu był powołany po wejściu w życie nowych przepisów. A to może oznaczać zakwestionowanie wszystkich rozstrzygnięć poczynionych przez osoby, które nie były do tego powołane oraz -- to chyba gratka nie lada -- solidny cios w podstawy systemu patentowego USA.
Komentarze (3)
Czy jestem piratem? [autodonos]
 Oceń wpis
   
Jak pamiętają najwytrwalsi Czytelnicy Lege Artis, blogasek niniejszy jest lubczasopismem -- świadczy o tym stosowny wpis w rejestrze czasopism prowadzonym przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu.
Status lubczasopisma wiąże się z różnymi wspaniałymi sprawami: po pierwsze chodzę na różne rauty i bankiety, gdzie serwują darmowy alkohol, przyjmuję na staż różne stażystki widuję się z koronowanymi głowami.
Ba, zaproponowano mi nawet audycję autorską w Radiu Maryja, ale (z przykrością) musiałem odmówić.

z ustawy prawo prasowe:
art. 20. 1. Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej "organem rejestracyjnym". Do postępowania w tych sprawach stosuje się przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.
(...)
art. 21. Organ rejestracyjny odmówi rejestracji, jeżeli wniosek nie zawiera danych, o których mowa w art. 20 ust. 2, lub jej udzielenie stanowiłoby naruszenie prawa do ochrony nazwy istniejącego już tytułu prasowego.
art. 22. Organ rejestracyjny może zawiesić wydawanie dziennika lub czasopisma na czas określony, nie dłuższy niż rok, jeżeli w ciągu roku co najmniej trzykrotnie w tym dzienniku lub czasopiśmie zostało popełnione przestępstwo.
art. 23. Rejestracja dziennika lub czasopisma traci ważność w razie niewydania dziennika lub czasopisma przez okres roku od dnia nabycia uprawnień do ich wydawania na czas nie oznaczony lub przerwy w ich wydawaniu przez okres roku, jeżeli redakcja nie wystąpiła o zachowanie rejestracji.

z ustawy prawo własności przemysłowej:
art. 153. 1. Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.
(...)
art. 154. Używanie znaku towarowego polega w szczególności na:
1) umieszczaniu tego znaku na towarach objętych prawem ochronnym lub ich opakowaniach, oferowaniu i wprowadzaniu tych towarów do obrotu, ich imporcie lub eksporcie oraz składowaniu w celu oferowania i wprowadzania do obrotu, a także oferowaniu lub świadczeniu usług pod tym znakiem;
2) umieszczaniu znaku na dokumentach związanych z wprowadzaniem towarów do obrotu lub związanych ze świadczeniem usług;
3) posługiwaniu się nim w celu reklamy.
art. 169. 1. Prawo ochronne na znak towarowy wygasa również na skutek:
1) nieużywania zarejestrowanego znaku towarowego w sposób rzeczywisty dla towarów objętych prawem ochronnym w ciągu nieprzerwanego okresu pięciu lat, po dniu wydania decyzji o udzieleniu prawa ochronnego, chyba że istnieją ważne powody jego nieużywania;
(...)
Do gorszych stron takiej roboty należy konieczność odpisywania na niezliczone listele Czytelników (zasadniczo nie odpisuję ;-) oraz użeranie się ze sprostowaniami i odpowiedziami, do których pomówiony ma zawsze prawo. A że pomawiam często i chętnie -- resztę sobie sami dośpiewajcie.

No i trzeba przestrzegać prawa. Czasaaami...

No i raptem zamiałem wątpliwości -- czy aby wszystko to co tu robię jest legalne, bo może pójdę jednak do więzienia?

Postanowiłem sobie -- z nudów (największe głupoty robi się z nudów) -- poszukać w bazie Urzędu Patentowego RP informacji na temat istniejących (bądź wygasłych) rejestracji znaku towarowego LEGE ARTIS. Nie żebym planował jakieś ruchy w tym kierunku wykonać, ot tak po prostu -- niezdrowa ciekawość.

No i trafiłem na zgłoszenie z 14 lipca 2000 roku dokonane przez Studio Atrium Lelek sp.j. z siedzibą w Bielsku Białej -- spółkę architektoniczną -- która wystąpiła o rejestrację słownego znaku towarowego LEGE ARTIS m.in. w klasie 16 czyli czasopisma-periodyki oraz w klasie 35 czyli usługi reklamowe za pośrednictwem sieci internetowej. I rejestrację taką otrzymała po blisko 5 latach postępowania (to niestety norma jeśli chodzi o prędkość działania UPRP).

Zgodnie z art. 153 prawa o własności przemysłowej uprawniony podmiot ma wyłączne prawo używania znaku towarowego w celach zarobkowych lub zawodowych. Używanie takiego znaku polega w szczególności na umieszczaniu jego na towarach objętych prawem i wprowadzaniu ich do obrotu, świadczenia usług pod tym znakiem, umieszczaniu znaku na dokumentach związanych z towarem oraz posługiwaniu się nim w celu reklamy.
To są prawa, które przysługują Studiu Atrium Lelek sp.j.

Wszystko w porządku -- trochę się boję -- ale przecież nie na darmo mam prawomocny wpis w rejestrze czasopism; a przypominam, iż zgodnie z art. 21 prawa prasowego sąd odmówiłby mi zarejestrowania lubczasopisma LEGE ARTIS, gdyby wniosek ten godził w prawa innej osoby. Z prawniczego na nasze -- nie miałbym ja prawa do takiego tytułu, gdyby wcześniej prawa te miał kto inny.


Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z 1 grudnia 1997 r. (III CKN 443/97) sąd rejestrowy ma obowiązek zbadać czy na rynku prasowym istnieje tytuł identyczny ze zgłoszonym do zarejestrowania. I chociaż przepisy prawa prasowego nie budują żadnych domniemań w odniesieniu do kwestii rejestracji tytułu czasopisma, śmiem twierdzić, iż jeśliby uprawniony do znaku LEGE ARTIS wydawał czasopismo pod takim tytułem, to a) odpowiednie dane podlegałyby wpisowi w stosownym rejestrze, b) nie otrzymałbym postanowienia, które otrzymałem.

Mamy tu zatem do czynienia z dość dziwnym -- acz zapewne niecodziennym -- konfliktem praw: jest podmiot, który zapewnił sobie prawa do znaku towarowego LEGE ARTIS w klasie odpowiadającej za wydawanie czasopism, jednak prawu temu nie towarzyszy niezbędny wpis do rejestru czasopism. Jest też drugi podmiot -- w osobie Waszego Ulubionego Redaktora Naczelnego i Wydawcy -- który nie może liczyć na rejestrację znaku towarowego dla swojego czasopisma, ale czasopismo takie ma pełne prawo wydawać -- co niniejszym czynię z przyjemnością.
(Jest jeszcze trzecia -- dość marginalna -- sprawa domeny, otóż spróbujcie znaleźć coś wolnego z 'legeartis' lub 'lege-artis'... ale biorąc pod uwagę orzecznictwo być może powinienem zacząć na coś liczyć?)

I teraz parę zdań czystej teorii. Zielonego nie mam pojęcia jak wybrnąć z hipotetycznej aferki. Z jednej strony wydawanie czasopisma pod tytułem LEGE ARTIS narusza prawa do istniejącego znaku towarowego. Z drugiej strony uprawniony do znaku nie może prowadzić działalności wydawniczej pod tym tytułem, ponieważ prawa do tytułu mam ja.

Istniejące orzecznictwo pomija ten problem, skupia się raczej na kwestii rozstrzygnięcia sporu pomiędzy uprawnionego do firmy przedsiębiorstwa (jednak przedsiębiorstw działających pod firmą LEGE ARTIS jest masa). Wprawdzie tutaj piszą, że przed założeniem gazety warto sprawdzić czy ktoś nie ma takiego znaku towarowego, szkoda jednak, że autor nie zadał sobie trudu podania podstawy prawnej. Nie można bowiem w żaden sposób, z żadnej normy prawnej, wywieść wyższości praw ze znaku towarowego nad prawami z rejestracji tytułu prasowego (i vice versa).

... powiem nawet więcej, korelacja między art. 23 prawa prasowego (utrata ważności rejestracji tytułu prasowego w przypadku półrocznej przerwy w wydawaniu) oraz art. 169 ust. 1 pkt 1 prawa własności przemysłowej (wygaśnięcie znaku towarowego w przypadku 5-letniej przerwy w ciągu 5 lat od wydania decyzji o jego rejestracji) przemawia za tym, że 'moje górą'.
Moje -- i tylko moje -- czasopismo o tym tytule ukazuje się bez półrocznej przerwy i nikt inny takiego czegoś wydawać nie będzie, choćby dlatego, że przepisy prawa prasowego nie przewidują unieważnienia rejestracji tytułu prasowego.
Jest jeszcze norma zakazująca squattingu w odniesieniu do znaków towarowych (zgodnie art. 131 ust. 2 pkt 1 prawa własności przemysłowej Urząd Patentowy nie udzieli praw, jeśli oznaczenie zostało zgłoszone wyłącznie w celu uzyskania ochrony). A skoro ktoś ma znak towarowy ale nie robi gazety -- to co dalej?

Reasumując: ja się nie boję, ja sobie -- szczególnie podbudowawszy się teoretycznie -- radę dam.
Ale to tak Wam na przestrogę. Sprawdzajcie, Drodzy Czytelnicy, czy Wasze pomysły nie są już przez kogoś przyklepane...
Komentarze (3)
Psystar -- czyli czyj jest ten Mac?
 Oceń wpis
   
Często się zastanawiam co sprawia, że wydawać by się mogło nieistotna wiadomość urasta do rangi problemu, nad którym głowią się rozliczne mądre głowy. Weźmy choćby pod uwagę świeży przypadek firmy Psystar -- marginalnego producenta sprzętu informatycznego, który ponoć wypuścił na rynek tanie stacjonarne blaszaki z systemem Mac OS X na pokładzie (mówię 'ponoć', bo ludzie piszą, że są problemy z kontaktem z firmą, zatem być może cała sprawa jest tylko humbugiem).

Nie sądzę aby poruszenie wywołało nawiązanie do ruchu open source: takie głodne kawałki mógłbym wstawiać i ja; chyba łatwo sobie wyobrazić reklamówkę 'skład lubczasopisma Lege Artis wykonano na komputerze wyposażonym w system operacyjny Ubuntu'? Blaszak za pięćset baksów to także żadna rewelacja; rewelacją może być HP Mini-Note, ale nie piecyk.
reklama:
Lubczasopismo Lege Artis składane jest na sprzęcie wyposażonym w system Ubuntu. Ubuntu. Najlepsze dla mężczyzny (i kobiety).

Otóż nie: Psystar odważył się rzucić wyzwanie -- bądź, lepiej: odważył się powiedzieć o tym, że rzuca wyzwanie -- gigantowi. Wystarczało powiedzieć, że Open Mac jest alternatywą dla Apple; bo skoro gigant z Cupertino poświęca się produkcji breloczków, a kwestii laptoków sięga po prefabrykaty Asusa -- to faktycznie zasadne wydaje się pytanie: po co przepłacać? (Skoro tak piszą nawet na Appleblog, to chyba coś musi być na rzeczy...)

Ryzyko jest, ponieważ zmyślna licencja na Leoparda nie zezwala na instalowanie oprogramowania na innym sprzęcie, niż oznaczony nadgryzionym japkiem na wieczku. A ponieważ Apple słynie z dość restrykcyjnego podejścia do ochrony swoich praw (dostarczając w ten sposób wiele tematów do ciekawych wpisów: warto kliknąć tu i tu, i tu, i tu), zatem pierwsza myśl była prosta: kiedy Jobs naśle na nich swoich prawników.

Rozsądnie o sprawie pisał WIRED: rzecz w tym, że powództwo o naruszenie licencji końcowego użytkownika (EULA) -- gdzie niezbędne jest ścisłe wyliczenie kwoty odszkodowania, a tą można ustalić wyłącznie na podstawie liczby 'nielegalnych' systemów zainstalowanych (i sprzedanych) na maszynach Psystar -- jest o wiele trudniejsze do wytoczenia i pozytywnego zakończenia, niż sprawa o naruszenie patentów.

Sęk jednak właśnie w tym, że uzurpatorzy nie złamali żadnych patentów przysługujących Apple, nie może też być mowy o naruszeniu praw do znaków towarowych
: komputer Psystar nie udaje żadnego z maków, nie znajdziecie tam też żadnego znaczka przypominającego jabłuszko.
Co więcej, na blaszakach z Florydy nie instaluje się 'pirackiego' oprogramowania: wszystkie kopie Leoparda pochodzą z oficjalnego źródła -- Ich jedyny feler polega na tym, że sposób korzystania z niego nie odpowiada woli producenta oprogramowania (aka treści umowy licencyjnej).

Jakby Psystar był polską firmą, pewnie już dawno mieliby desant policji, ABW, CBA i skarbówki. Jednak jakkolwiek by nie śmiać się z przedziwacznego porządku prawnego Stanów, jednego można im pozazdrościć: spory dotyczące naruszenia warunków umów rozstrzygane są przed sądami cywilnymi i organom ścigania nic do tego. Dlatego -- szarlatani czy geniusze -- mogą spokojnie czekać na rozwój wypadków.


P.S. CNET mówi, że Psystar ma kolejne problemy -- tym razem z Powerpay, firmą obsługującą płatności sklepu internetowego, które to przedsiębiorstwo z niewyjaśnionych przyczyn rozwiązało umowę. Producent Open Maków przełączył się na PayPala, jednak CNET nadal wietrzy problemy (tak przynajmniej sugeruje zdanie 'A PayPal representative did not immediately return a call seeking comment on that company's policies regarding sales of goods such as the Open Computer' (podkreślenie moje).
Komentarze (2)
Rejestracja znaków towarowych -- oszuści z WIG/CCIT
 Oceń wpis
   
reklama społeczna: Lege Artis z całych sił popiera akcję linkujmy.org Dziś parę słów na poważnie.

W czasach, kiedy wszyscy walczą o swoje (i nie swoje) znaki towarowe naturalnym odruchem będzie -- rejestrować własne znaki towarowe.
Jeśli robi się coś więcej niż garażowy biznes wydatek na zgłoszenie znaku w UPRP to sprawa naprawdę groszowa, nawet jeśli doliczyć do tego wynagrodzenie dla rzecznika patentowego (czasem warto skorzystać).

Okazuje się jednak, że nawet w tej -- wydawać by się mogło czystej i uczciwej branży -- czyha na nas masa niespodzianek i zagrożeń na wzór "nigeryjskiego przekrętu" (polecam także ten tekst z Technoblog.pl) -- a może raczej oszustów z hiszpańskiej firmy Euro City Guide.

Chętni na uzyskanie rejestracji europejskiego znaku towarowego mogą bowiem spotkać się np. z ofertą WIG - Wirschaftzentrale für Industrie und Gewerbe AG z siedzibą w Zurychu ("Commercial Centre for Industry and Trade"), która jest -- podobnie jak inne tego rodzaju firmy, które OHIM wymienia u siebie na stronie -- pseudoinstytucją oszustów wykorzystujących nieświadomość klientów. Płacąc cwanym Szwajcarom prawie 1,5 tysiąca euro nie otrzymujemy nic, na czym by nam zależało -- rejestracja takiego znaku jest nieważna. Trzeba jeszcze raz wydać pieniądze, już jak Bóg przykazał -- w OHIM.

Poniżej przedstawiam skan faktury, którą szwalbierze przedstawiają do płatności nieświadomym przedsiębiorcom i jeszcze raz powtarzam -- nie dajcie się oszukać: za takie coś się nie płaci!!!





PS za informacje dziękuję Miłoszowi z kancelarii WTS Patent. Korzystajcie z usług profesjonalistów.
Komentarze (4)
Apple vs. NYC & Company: Moje jabłko jest najmojejsze!
 Oceń wpis
   
Trzy dni po Prima Aprilie, a już przychodzi mi odszczekać odszczekane: jak donosi magazyn WIRED (szczerze polecam!) Apple Inc. (znany producent drogich i słabowatych komputerów) wystąpił ze sprzeciwem wobec znaku towarowego greeNYC, którym NYC & Company Inc. (organizacja nonprofit nastawiona na popularyzację turystyki w Nowym Jorku) zamierza oznaczać swoją ekologiczną kampanię.

Pech chciał, że greeNYC wpadło na pomysł użycia w swoim logo stylizowanego jabłka z ogonkiem i listkiem (wiadomo, NYC to Big Apple). A wiadomo przecież, że logiem w kształcie nadgryzionego japka posługuje się także Apple... "so it smells like shit" -- jak powiedziałby mecenas Goldbruch z Bronksu.

O dziwactwach w podejściu do tajemnicy firmy, znaków towarowych i innych prawniczych zagrywkach Jobsa pisałem wielokrotnie (np. o podejściu do patentowania czegokolwiek; o blogerze, który zamknął stronkę; o krótkiej wojence o iPhone z Cisco).
Zresztą wystarczy pogrzebać na stronie apple.com, aby znaleźć precyzyjny wykaz wszelkich trademarków; mało tego: w odrębnym wykazie znajdziemy wytyczne mówiące o tym kiedy możemy użyć słów "apple" czy "mac" w domenie internetowej lub nazwie firmy czy produktu.
Jeśli komuś nadal mało -- wskazówki obejmują także reguły pisowni, i tak Apple zabrania używania nazw w liczbie mnogiej ("Correct: I bought two Macintosh computers./Not Correct: I bought two Macintoshes."), przy czym nazwy takie powinny być zawsze pisane z dużej litery.

Ale, czas wracać ad rem. Po tym jak na ulicach Nowego Jorku pojawiły się pierwsze autobusy z jabłkiem z ogonkiem i listkiem, koncern z Cupertino poskarżył się na niedopuszczalne podobieństwo znaków, co może wprowadzać w błąd odbiorców i godzić w ten sposób w międzynarodową renomę Apple Inc. (wyliczanka znaków oraz związanej z tym wartości merkantylnej znajduje się w piśmie, do pobrania tutaj).

W odpowiedzi NYC & Company, Inc. wskazuje, że w żaden sposób nie prowadzi działalności konkurencyjnej wobec Apple Inc., jako organizator działalności turystycznej nie może być w żaden sposób pomylony z korporacją będącą producentem sprzętu informatycznego, przeto stylizowane jabłko z ogonkiem i listkiem oraz nadgryzione jabłuszka nie powinny nikogo wprowadzać w błąd (kopia pisma NYC & Company do pobrania stąd).

W zasadzie za cały komentarz mogą posłużyć moje żartobliwe (obym nie wykrakał!) podpowiedzi względem możliwości skierowania stosownych pozwów przez członków kapeli 24-7 Spyz przeciwko TVN24 i TVN7, czy też przez Naszą Klasę (która już ma domenę naszaklasa.pl) przeciwko Naszemu Dziennikowi (lub vice versa).
Ale ograniczę się do odkrywczej myśli: Apple musi mieć świetnych prawników, skoro są w stanie przekonać zarząd, że warto wygłupiać się z takimi historiami. Albo jest tam takie bezhołowie, że robią co chcą.

Aha, ciekawy jest też sposób rozstrzygania takich sporów. Jak pisze WIRED -- ekipa idzie do sklepów i pyta różne przypadkowo spotkane osoby czy przedstawione im znaczki są do siebie podobne i czy ich podobieństwo mogłoby wpłynąć na ich decyzję.
Możemy się pobawić nawet teraz: powyżej reklamówka greeNYC, w której użyto feralnego logo, poniżej jedna z wariacji nt. logo Apple Inc. Czy komuś te znaki wydają się podobne?

Na zakończenie filmik reklamujący kampanię ekologiczną. Taki sobie, ale zobaczyć można (bo krótki):




[dodane po jakimś czasie]: Czekam aż Apple Inc. wytoczy podobne działa przeciwko Big Apple Moving & Storage, Inc., które także ma jabłuszko w swoim logo ;-)

Komentarze (8)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D