Troszkę na marginesie planów wyposażenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w nowe kompetencje odnoszące się do internetowych serwisów wideo warto zwrócić uwagę na poranny wywiad z Juliuszem Braunem (Tok FM), w którym odniósł się do złożenia do prokuratury doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez Pawła Mitera, który podszywając się pod Jacka Michałowskiego z kancelarii prezydenta, zdołał przekonać zarząd TVP do zawarcia intratnej umowy na prowadzenie programu.
Zawiadomienie dotyczy "usiłowania doprowadzenia TVP S.A. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 39 tys. zł" i zostało zakwalifikowane jako "usiłowanie oszustwa". Zdaniem prezesa Brauna próbę wyłudzenia pieniędzy z telewizyjnej kasy -- Paweł Miter broni się w ten sposób, że jego operacja miała być prowokacją, że chciał pokazać, iż na Woronicza wszystko się załatwia po znajomości albo na polityczne zamówienie -- trzeba wszechstronnie sprawdzić, próba takiego oszustwa nie może pozostać niezbadana (cytat niedosłowny, acz starałem się dość wiernie oddać to, co mówił p. Braun).
Znamienne: Juliusza Brauna nie wkurza i nie oburza zwykłe załatwiactwo panujące w TVP! Juliusz Braun nie grozi, że powyrywa cztery litery tym, którzy pod wpływem -- prawdziwego czy fałszywego -- listela z Kancelarii Prezydenta proponują tworzenie programów komukolwiek. Najwyraźniej zdaniem byłego prezesa KRRiTV przestępstwem nie jest dlań jawne kumoterstwo i działanie pod polityczne zamówienie -- i Miter nie zasłużyłby na ani jedno słowo potępienia, gdyby naprawdę był uczciwie podesłany przez jakiegoś ministra czy innego polityka.
A że nie chodziło o cokolwiek innego niechaj świadczy fakt, że przecież jeden z członków kierownictwa TVP miał prosić Mitera o wstawiennictwo w sprawie powołania nowej rady nadzorczej przez KRRiTV.
Pomyśleć, że to właśnie tacy ludzie będą decydować o tym komu wolno lub nie wolno pokazywać filmików w internetach.



