Dowiedziawszy się, że finał piłkarskiego pucharu Polski został zwieńczony tradycyjną zadymą czekałem na mocne walnięcie pięścią w stół. I się nie rozczarowałem: szeryf Donald wypowiada wojnę kibolom -- i chociaż premier wydaje się wątpić ("nie wierzę to, że jednym genialnym przepisem wyeliminujemy przemoc na stadionach w Polsce") znów będzie dobrze, a nawet lepiej.
Teraz ma być tak, że jak się wojewoda nie zgodzi (bo będzie niebezpiecznie), to się mecz nie odbędzie. Wprawdzie miesiąc temu premier także groźnie pomrukiwał, ale na wezwaniu do prokuratora (by pseudokibice byli srogo ukarani) się skończyło.
Ale to przecież żadna nowość: ledwie co minister Kwiatkowski zgłosił projekt "sądu odmiejscowionego" (a krytycy, wcale nie tak niesłusznie, zgodnie go wyśmiali). A nieco wcześniej weszła w życie zapowiadana jako remedium na wszelkie bolączki nowelizacja przepisów o bezpieczeństwie imprez masowych, w tym rewolucyjny przepis penalizujący złamanie zakazu stadionowego. A że sąd może orzec taki zakaz na aż 6 lat, to się naprawdę można znudzić...
Ale to nie wszystko. W tzw. międzyczasie -- po zadymach podczas meczu... pucharu Polski -- zapowiedziano przygotowanie przepisów o dozorze elektronicznym dla skazanych na zakaz stadionowy ("w praktyce wygląda to tak, że człowiek ma zakładaną na nogę lub rękę bransoletkę elektroniczną, która umożliwia śledzenie w czasie rzeczywistym jego przemieszczanie się").
Genialne, prawda? I jakie proste: wystarczy zrobić konferencję prasową -- co jest dość łatwe -- a sposoby na załatwienie problemu kibolskich zadym same sypią się jak łupież z głowy.
Przypomnijmy równocześnie, że rozwiązanie (chciałoby się dodać: ostateczne) problemu dopalaczy premier potraktował jako najwyższy priorytet (nie unikając przy tym rozwiązań contra lege), podobnie zresztą stało się z okropnymi hazardzistami.
To ja się pytam: czy wśród zadymiarzy z Bydgoszczy byli osobnicy, co do których orzeczono zakaz stadionowy -- a jeśli tak, to co dalej? A jeśli ich tam nie było -- to czemu, u licha, służy to całe bicie piany?
PS na zdjęciu samotny kajakarz. Jakże mało emocjonująca dyscyplina sportu -- czy ktoś kiedyś słyszał, żeby kibice przy torze się pobili? ;-)




