Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
 Oceń wpis
   

to jest właśnie Olgierd RudakOtrzymuję od jakiegoś czasu listele (wcale nie aż tak liczne -- dzięki!) z pytaniami: (i) co ja w ogóle sądzę o tej ACTA? (ii) dlaczego tu ostatnio tak cicho, czy coś się stało?

Dla zaspokojenia ciekawości P.T. Czytelników postaram się odpowiedzieć -- krótko, w punktach, bo mi się nie chce -- na oba zestawy pytań:

ad. (i) ACTA:

  • moim zdaniem wbrew temu, co chyba twierdzą niektórzy największy problem z ACTA nie polega na tym czy polski rząd konsultował umowę czy jej nie konsultował, a jeśli konsultował to z kim;
  • nie chodzi też o to z kim i jak długo premier czy jakiś minister lubi deliberować przy internetowej kamerce; 
  • największym felerem ACTA jest przecież cel, w jakim zdecydowano się na podjęcie prac nad tą umową: to jeszcze jeden sposób na ingerencję w naszą wolność i prywatność;
  • to efekt dokładnie tej samej polityki, która nakazuje: utajnić prezydenckie opinie prawne dotyczące skoku na OFE, aby następnie uchwalić przepisy o utajnianiu prawie wszystkiego;
  • to zresztą ta sama filozofia, która nakazuje współpracować z niedemokratycznymi reżimami jeśli tylko chcą one poddusić krnąbrnych i opornych (albo zbierać dane o nadawcach i adresatach przelewów, zbierać dane o pasażerach samolotów);
  • generalnie rzecz ujmując jest to filozofia nowoczesnego i omnipotentnego państwa, w którym każda "wolność" jest ważna tylko w granicach ustawy, a każde "prawo" kojarzy się tylko z prawem do wcześniejszej emerytury lub zasiłku; 
  • trudno więc mieć pretensje do rządu, że potajemnie uchwala przepisy, dzięki którym jeszcze lepiej przykręci nam śrubę;
  • a z drugiej strony: czy los wymordowanych będzie w czymkolwiek lepszy, jeśli się okaże, że ludobójstwo zostało prawidłowo i jawnie skonsultowane przez tyrana, w dodatku z reprezentatywną próbką społeczeństwa?
  • czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się społeczeństwo -- na przykład w drodze powszechnego referendum

ad. (ii) cisza:

  • po pierwsze lekkie zmęczenie materiału: najpierw myślałem, żeby dać sobie miesiąc i zobaczyć czy jeszcze będzie mi się chciało, teraz myślę, żeby sprawdzić to na napoleońskim odcinku 100 dni;
  • po drugie niedawno stuknęła mi czterdziecha (dowód na załączonym obrazku), więc pewnie endorfina się trudniej wydziela;
  • coraz wyraźniej dochodzę też do przekonania, że nie ma najmniejszego znaczenia co i jak napiszę, a także to ile osób to przeczyta -- że może parę osób się wkurzy, może ktoś przyśle mi jakieś sprostowanie, a parę innych będzie miało z tego ubaw -- ale generalnie do niczego to nie prowadzi;
  • no i nadal spada mi współczynnik lansu. Spada on mi tak bardzo, że nawet nie mogę napisać, że mogłem odmówić spotkania Prezesowi Rady Ministrów, bo niestety, ale Prezes Rady Ministrów nie chciał poznać mojego zdania ani na temat umowy ACTA, ani na temat zaniedbań w trybie konsultacji, ani na jakikolwiek inny temat.

Toteż trzymajcie się ciepło. Może jeszcze w lutym coś tu napiszę.

Komentarze (2)
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
 Oceń wpis
   

W przedostatnim wpisie poświęconym pewnej wspaniałej umowie międzynarodowej, której nie rozumieją nawet ministrowie zaangażowani w jej opracowanie -- na marginesie: czy tylko ja mam wrażenie, że posłanie ACTA do konsultacji tylko do podmiotów powiązanych z branżą jest równie stosowne, jak konsultowanie wyroku z prokuratorem, z pominięciem tego, co ma do powiedzenia obrońca? -- zabrakło tego, co lubię najbardziej.

Pytania: a nie mówiłem? 

Dwa lata temu z okładem, w czasie, gdy premier Tusk i jego konfraternia obmyślali chytry plan cenzurowania polskiego internetu (RSiUN) -- przypomnijmy, że chodziło o powołanie internetowego czegoś, gdzie ginęłyby "nielegalne treści" z sieci -- wiedziałem i mówiłem, że podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji z Prezesem Rady Ministrów i dr. Bonim nie ma żadnego sensu, bo to ma tyle sensu, co "przywożę wam pokój!" Neville Chamberlaina (aczkolwiek czy trudno być profetykiem w Polsce?). 

Tymczasem minęły dwa lata, przez które pospotykali się, podebatowali, wypili parę palet mineralnej (tak, wiem, kąśliwy jestem), do rad przy drze Bonim powybierali -- a teraz albo hamletyzują, albo do dymisji się podają... całe 1,5 miesiąca od pierwszej zbiórki... 

Generalna konkluzja jest taka, że mnie to wszystko trochę śmieszy, a trochę tumani -- no ale jeśli ktoś naprawdę myśli, że można bezkarnie tańczyć z diabłem przy świetle księżyca... 

Komentarze (10)
Kiep i frajer kto nie ma dziś "ACTA" w tytule ;-)
 Oceń wpis
   

allegro stop ACTA parodiaOd ładnych paru dni nie ma innego tematu jak ACTA, a wszystko dlatego, że dziennikarze mają newsa z tematu, o którym Piotrek Waglowski pisał dość regularnie od 2,5 roku (zaś pierwszy raz fraza "ACTA" padła u niego już w maju 2008 roku!).
A to czytamy o tym, że minister Zdrojewski zaprzecza, że rząd chciał coś ukryć, a to wicepremier Pawlak "nie wyklucza", że może nic z tego nie wyjdzie, a to mówi się o wprowadzeniu stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie cyberbezpieczeństwa (nieźle to brzmi w kontekście rzekomego zabezpieczenia do strony Prezesa Rady Ministrów: admin i admin1) -- i tylko minister Sikorski broni się dzielnie.

z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
art. 9 Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
art. 89 ust. 1. Ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: (...)
2) wolności, praw lub obowiązków obywatelskich określonych w Konstytucji, (...)
5) spraw uregulowanych w ustawie lub w których Konstytucja wymaga ustawy. (...)
art. 91 ust. 1. Ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy.
2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.(...)

I chociaż pomyślałem sobie, że najlepiej będzie nabrać stylowo wody w usta -- wakacje od blogaska nadal miały trwać -- trudno jednak zdzierżyć, skoro obie strony sporu robią nam wodę z mózgu:

  • minister Boni miał rzekomo powiedzieć, że rząd jednak podpisze się pod ACTA, ponieważ "po dyskusji i analizie dokumentów stwierdzamy, że umowa ACTA w niczym nie zmieni, zgodnie z opiniami prawników, polskiego prawa, także w kwestii praw internautów i funkcjonowania internetu". Dotąd przy takich tekstach przypominało się dr Goebbelsa, który miał powiedzieć, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, jednak dr Boni jest nawet lepszy: kłamie, mówiąc prawdę -- zaś to, niewątpliwie prawdziwe zdanie, jest równocześnie wrednym kłamstwem;
  • sęk w tym, że taka umowa międzynarodowa (po jej ratyfikacji, o czym więcej poniżej) stanowić będzie część krajowego porządku prawnego -- i będzie miała pierwszeństwo przed prawem w randze ustawy, o ile tej ustawy nie da się pogodzić z ACTA (kłania się art. 91 ust. 2 Konstytucji RP);
  • oznacza to, że dr Boni nie myli się w ani jednym momencie: po wejściu w życie umowy ACTA nie będzie potrzeby zmiany ustaw -- ale też minister Boni nie mówi prawdy przez choćby pół chwili: ACTA będzie "ważniejsza" od polskich ustaw, a skoro "Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego" (art. 9 ustawy zasadniczej) to...?
  • rozśmiesza mnie też gadanie, że "okres jego [tj. ACTA] ratyfikacji stanie się okazją do konsultacji społecznych": po pierwsze nie ma żadnego okresu ratyfikacji, jest ustawa zezwalająca na ratyfikację umowy międzynarodowej (mam nadzieję, że rząd nie przeoczy art. 89 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP) i jest podpis prezydenta -- w tym sensie faktycznie podpis kogoś z rządu nie załatwia sprawy wejścia w życie porozumienia -- po drugie mam niemiłe wrażenie, że chce się tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wazeliniarstwu na szczeblu wyfraczonych maestrów towarzyszyć będzie wazeliniarstwo krajowe, gdzie to posłowie będą się lansować na fejsbókach jako obrońcy wolnego słowa;
    premier jest złym człowiekiem ACTA
  • pół zdania wypada poświęcić owej świętej, zagrożonej wolności-prywatności internauckiej: jasne, już to widzę, jak przeciętny zjadacz Onetu boleje nad tym, że może ktoś kiedyś popchnie komuś dane umożliwiające identyfikację jego skromnej osoby (każdego tygodnia dostaję co najmniej kilka listeli od zrozpaczonych "Chomikowców", którym ktoś chce wygarbować futerko -- stąd też wiem, że ludzie nie przejmują się niczym, a o ACTA 99% oburzonych zapomni za tydzień-dwa);
  • tymczasem niebezpieczeństwo swobodnego fruwania naszych danych jest wcale nie takie nierealne: nawet bez ACTA władze brytyjskie mogą wydać amerykańskim organom ścigania poddanego Jej Królewskiej Mości -- dzięki czemu będzie on odpowiadał za swoje czyny przed sądem w USA -- i to mimo że: (i) w życiu jego stopa nie postanęła między Potomakiem a Orange, (ii) choćby na odległość nie zabił, nie okradł nikogo ze Stanów ani też nie zajmował się działalnością szpiegowską, (iii) a wszystko co można mu zarzucać to... odpalenie jakiejś tam wyszukiwarki internetowej;
  • pamiętacie sprawę "Wprost", któremu amerykański sąd kazał zapłacić 5 milionów dolarów zadośćuczynienia na rzecz córy senatora Cimoszewicza? W świecie ACTA może się okazać, że polski internauta stanie przed najdziwniejszym sądem (np. county Orange) za naruszenie najdziwniejszego prawa -- bo przecież art. 27 ust. 4 mówi wprost o obowiązku ujawnienia danych identyfikujących abonenta "posiadaczowi praw";
  • i jeszcze, zamiast podsumowania, coś naprawdę zabawnego: przeciwko ACTA jest... Alllegro (sic!), które nie omieszkało odpowiednio zmodyfikować swojego logo (ciekawe czy zgłosili to do Urzędu Patentowego RP?). 
    A jeśli ktoś chciałby bardzo zaprotestować przeciwko umowie międzynarodowej, to prosta instrukcja obsługi jest na Antyweb.pl: "Miała być paczka a jest jeszcze prościej, oto krótkie info jak zamontować elementy do wyświetlenia toplayera z protestem w sprawie ACTA na waszych serwisach. Dodam, że jest to warstwa, którą można zamknąć – całkowite wyłączenie stron robimy jutro między godziną 19 a 20" -- a później trochę kodu... 
  • o atakach na *.gov.pl pisać mi się nawet nie chce. Także dlatego, że coraz częściej dochodzę do wniosku, że od rządu wolę bezrząd. Ot taki ze mnie anarchista po czterdziestce... ;-) 
Komentarze (47)
Zdjęcie portretowe to utwór jak każdy inny
 Oceń wpis
   

bałwanek :) Ciekawy wyrok zapadł wczoraj przed Trybunałem Sprawiedliwości EU: zdjęcie portretowe jest takim samym utworem, jak każda inna fotografia, podlega zatem takiej samej ochronie prawnej. W pewnych sytuacjach może jednak dojść do rozpowszechnienia takiego zdjęcia nawet bez zgody twórcy.

Wyrok wydany w sprawie austriackiej fotografki Evy-Marii Painer przeciwko kilku wydawcom prasowym (sygn. akt C-145/10) dotyczy sporu o publikację zamówionej przez klientkę fotografii portretowej -- a klientką tą była, co bardzo istotne, porwana za młodu i więziona przez 8 lat Natalia Kampusch -- w prasie, bez zgody autora.
Otóż po porwaniu zdjęcia zostały opublikowane przez policję w celu wsparcia poszukiwań, a po ucieczce już 18-letniej Natalii -- kilka gazet wydrukowało jej zdjęcia, w tym także modyfikując rysy twarzy ("postarzając" ją).

Sęk w tym, że za każdym razem wydawcy opatrywali zdjęcie bądź innym nazwiskiem, niż autorki (na marginesie: tak często postępują różne agencje prasowe), bądź też w ogóle bez podpisu. A to stanowi -- podobnie jak modyfikacja obrazu -- naruszenie autorskich praw osobistych twórcy.

Wiedeński sąd, do którego trafił spór, powziął wątpliwość: czy aby prawo nie przydaje "słabszej" ochrony zdjęciom portretowym, a to ze względu na ich realizm, a twórca nie może się wykazać szczególną inwencją i kreatywnością. Z tego względu prasa być może miałaby nawet uprawnienie do publikacji takiego zdjęcia na potrzeby postępowania karnego (jako rodzaj cytatu).

W swoim wyroku Trybunał Sprawiedliwości EU stanął na stanowisku, że ochronie podlega każdego rodzaju działalność twórcza -- czyli kreatywna i oryginalna -- co w przypadku portretu polega m.in. na doborze światła, kąta ujęcia, pozy modela, kadru, a także sposobu opracowania materiału w fazie przygotowania odbitki. W ten sposób każde zdjęcie portretowe staje się wyrazem twórczych możliwości autora -- a więc podlega ochronie prawnoautorskiej.

Co do natomiast możliwości użycia takiego (chronionego) utworu, to i owszem, uprawnienie takie może przysługiwać -- ale tylko organom państwa, nie zaś wydawcom prasy. Wydawcy rzecz jasna mogą się włączyć w te poszukiwania -- i stąd, jak rozumiem, uprawnione jest takie działanie nawet bez wezwania policji czy prokuratury -- o ile jest podjęte w celu odnalezienia osoby porwanej.
Jeśli chodzi o kwestię podpisu pod zdjęciem, to Trybunał Sprawiedliwości przyjął, że nawet jeśli gazety dostały zdjęcie od agencji prasowej, to obowiązkiem tej ostatniej było prawidłowe podpisanie pracy -- wychodząc oczywiście od domniemania, że agencja uzyskała prawidłową licencję na korzystanie ze zdjęcia od autorki.

Tytułem komentarza: rozważania z pewnością w stu procentach pasują do "normalnego", tj. "artystycznego" portretu -- i nie wiem w jaki sposób sąd mógł pomyśleć, że może jednak zdjęcie portretowe jest "gorszym" utworem. Z drugiej jednak strony podkreślić warto, że już w przypadku zdjęć, których kształt określają przepisy prawa (np. zdjęcia do paszportu, do dowodu osobistego) możliwości kreatywnego podejścia twórcy są na tyle ograniczone, że odmówiłbym im prawa do określenia per "utwór". I tu być może przydałoby się coś, o czym napomknął wiedeński sąd: ochrona "mniejsza" ograniczająca się do zagwarantowania twórcy jego praw osobistych (przede wszystkim podpisania pracy), jednak z wykluczeniem ochrony majątkowej.

Druga uwaga, bo o tym też Trybunał nie wspomniał (a przynajmniej nie ma tego w komunikacie prasowym): publikacja zdjęć Nataschy Kampusch nastąpiła po jej ucieczce z niewoli, a więc niewątpliwie celem ich rozpowszechnienia (w tym modyfikacji) bez wątpienia nie było wsparcie poszukiwań, lecz sprzężenie zainteresowania publicznego ("patrz, może idzie obok ciebie!") ze sprzedażą czasopism.

Komentarze (20)
Kontrola skarbowa na tropie piratów i jumaczy
 Oceń wpis
   

Ustaw podatkowych i okołopodatkowych z założenia nie czytam (lubię bowiem lektury przejrzyste i pożyteczne), nie zwróciłbym przeto uwagi na pewne zmiany w ustawie o kontroli skarbowej, które weszły w życie jeszcze w marcu -- gdyby jeden z P.T. Czytelników nie zwrócił mi uwagi na pewien interesujący problem.

Oto zgodnie z art. 2 ust. 2a organy kontroli skarbowej mogą -- w ramach prowadzonej kontroli rzetelności opłacania się fiskusowi, ujawniania niezgłoszonej działalności gospodarczej oraz poszukiwania nieujawnionych źródeł majątku -- prowadzić czynności w celu rozpoznawania, wykrywania, zapobiegania i zwalczania przestępstw i wykroczeń przeciwko prawom własności intelektualnej.

z art. 2 ustawy o kontroli skarbowej:
1. Do zakresu kontroli skarbowej należy:
1) kontrola rzetelności deklarowanych podstaw opodatkowania oraz prawidłowości obliczania i wpłacania podatków (...);
2) ujawnianie i kontrola niezgłoszonej do opodatkowania działalności gospodarczej;
3) kontrola źródeł pochodzenia majątku oraz przychodów (...) pochodzących ze źródeł nieujawnionych; (...)
2a. W ramach kontroli skarbowej prowadzonej w zakresie, o którym mowa w ust. 1 pkt 1-3, kontrola może obejmować również rozpoznawanie, wykrywanie, zapobieganie i zwalczanie przestępstw i wykroczeń przeciwko prawom własności intelektualnej.
Słowem: przedsiębiorca, który będzie miał problemy, może mieć także dodatkowe komplikacje ze względu na to, że postanowił "oszczędzić" na windowsie czy innym fotoszopie -- uszczuplając w ten sposób przychody Skarbu Państwa. Takoż i fryzjer, który zdecydował się puszczać muzyczkę w zakładzie (i zapomni o tantiemach). A nawet inny przedsiębiorca, który zdecyduje się skorzystać z utworów rozpowszechnionych na darmowej licencji -- przy czym taki niuans może nie być zrozumiany.

Na swój sposób rozumiem intencje przyświecające projektodawcom: z punktu widzenia dochodów podatkowych każde jumanie powoduje, że nie odprowadzamy nieszczęsnych 23% VAT, a sprzedawca czy licencjodawca nie ma nadającego się do opodatkowania przychodu -- z punktu widzenia władzy, która dla paru groszy jest w stanie oskubać człowieka do ostatniego piórka, to nie lada gratka.

Obawiam się jednak, że taki przepis może się okazać wodą na młyn różnych cwaniaczków żerujących na powszechnej naiwności i braku rozeznania w przepisach. Dotąd można było tylko straszyć prokuratorem -- z różnym skutkiem ;-) -- jednak od dwóch tygodni można także straszyć skarbówką.

Komentarze (16)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]