2008-03-16 01:14
Komisja Europejska zezwoliła Francji na wyłożenie 99 mln euro na stworzenie - a jakże, europejskiej! - wyszukiwarki Quaero. "Politycznego projektu biznesowego", który został zapowiedziany w 2005 r. przez Jaquesa Chiraca podczas wspólnej francusko-niemieckiej konferencji ministerialnej.
Całe przedsięwzięcie ma kosztować prawie 200 mln euro, które francuski (oraz europejski) podatnik włoży w prace, którym przewodniczy Thompson -- znany francuski producent elektroniki użytkowej (w moich uszach pojęcie "francuska elektronika" brzmi prawie jak "francuski samochód" bądź "francuskie siły zbrojne"). Bo oczywiście, Europa i jej zdrowy rdzeń - Unia - potrzebują własnej wyszukiwarki, a jeszcze bardziej -- wygodnego uzasadnienia do zmarnowania kilkudziesięciu milionów euro wydartych z naszych kieszeni.
.jpg)
Projekt, co oczywiste, będzie równym sukcesem jak Concorde: mnóstwo kasy, wiele hałasu, zero realnego pożytku. Albo jak Forum Pomorze, o którym pisał swego czasu Vagla (polecam też informację o Wrotach Podkarpacia). Nie od dziś wiadomo, że najłatwiej ryzykuje się cudze (podatnicze) pieniądze, zaś skoro niejaka Neelie Kroes, unijna komisarka ds. konkurencji (sic!) powiedziała, że plusy dodatnie będą lepsze, niż "ewentualne zaburzenia mogące wyniknąć z finansowego zaangażowania publicznych pieniędzy" (efekt pracy można pooglądać tutaj).
Projekt Quaero oczywiście skazany jest na porażkę. Żaden rząd nie ma mocy sprawczej, aby zadekretować z mocy prawa stworzenie wyszukiwarki konkurencyjnej wobec Google. Biznes to nie wydawanie dyrektyw, tu nie trzeba biurokracji i wydawania publicznych pieniędzy, tylko po to - bo to chyba podstawowy cel - aby wesprzeć takie firmy jak Thompson. (A później skończy się jak z Nokią, ale kto będzie o tym pamiętał?)
Ciekawy komentarz do sprawy popełnił Michael Arrington (Techcrunch): jego zdaniem kasę na Quaero wyłoży Microsoft (polecam ciekawy tekst Bartka Ciszewskiego sprzed kilku miesięcy), który w związku z tym może spodziewać się serii kolejnych spraw antymonopolowych.
Arrington jest może nieco nieobiektywny - ma bowiem niewymowny luksus życia w kraju, z perspektywy którego Bruksela to li tylko Manneken Pis (symbol tego jak ta cała biurokracja nas traktuje) - ale mam wrażenie, że powoli dochodzimy do stanu, w którym będziemy mogli liczyć na głos rozsądku wyłącznie zza Atlantyku.
PS na zdjęciu Manneken Pis, zdjęcie autorstwa Markusa Koljonena, za Wikipedią.
Całe przedsięwzięcie ma kosztować prawie 200 mln euro, które francuski (oraz europejski) podatnik włoży w prace, którym przewodniczy Thompson -- znany francuski producent elektroniki użytkowej (w moich uszach pojęcie "francuska elektronika" brzmi prawie jak "francuski samochód" bądź "francuskie siły zbrojne"). Bo oczywiście, Europa i jej zdrowy rdzeń - Unia - potrzebują własnej wyszukiwarki, a jeszcze bardziej -- wygodnego uzasadnienia do zmarnowania kilkudziesięciu milionów euro wydartych z naszych kieszeni.
.jpg)
Projekt, co oczywiste, będzie równym sukcesem jak Concorde: mnóstwo kasy, wiele hałasu, zero realnego pożytku. Albo jak Forum Pomorze, o którym pisał swego czasu Vagla (polecam też informację o Wrotach Podkarpacia). Nie od dziś wiadomo, że najłatwiej ryzykuje się cudze (podatnicze) pieniądze, zaś skoro niejaka Neelie Kroes, unijna komisarka ds. konkurencji (sic!) powiedziała, że plusy dodatnie będą lepsze, niż "ewentualne zaburzenia mogące wyniknąć z finansowego zaangażowania publicznych pieniędzy" (efekt pracy można pooglądać tutaj).
Projekt Quaero oczywiście skazany jest na porażkę. Żaden rząd nie ma mocy sprawczej, aby zadekretować z mocy prawa stworzenie wyszukiwarki konkurencyjnej wobec Google. Biznes to nie wydawanie dyrektyw, tu nie trzeba biurokracji i wydawania publicznych pieniędzy, tylko po to - bo to chyba podstawowy cel - aby wesprzeć takie firmy jak Thompson. (A później skończy się jak z Nokią, ale kto będzie o tym pamiętał?)
Ciekawy komentarz do sprawy popełnił Michael Arrington (Techcrunch): jego zdaniem kasę na Quaero wyłoży Microsoft (polecam ciekawy tekst Bartka Ciszewskiego sprzed kilku miesięcy), który w związku z tym może spodziewać się serii kolejnych spraw antymonopolowych.
Arrington jest może nieco nieobiektywny - ma bowiem niewymowny luksus życia w kraju, z perspektywy którego Bruksela to li tylko Manneken Pis (symbol tego jak ta cała biurokracja nas traktuje) - ale mam wrażenie, że powoli dochodzimy do stanu, w którym będziemy mogli liczyć na głos rozsądku wyłącznie zza Atlantyku.
PS na zdjęciu Manneken Pis, zdjęcie autorstwa Markusa Koljonena, za Wikipedią.
Komentarze (6)
Kategoria
paragraf 22



