Dozwolony użytek i inne jakby nie przestępstwa
 Oceń wpis
   

W sumie nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że minister czy gliniarz (były gliniarz) -- pojęcie o prawie ma niewielkie, a i gadać z sensem też nie zawsze musi. No ale co zrobiłby taki nieszczęsny domorosły felietonista gdyby nie strzały polityków, którzy mało wiedzą, ale dużo ględzą.

Jak donoszą media, a ja przepisuję za Vaglą, minister Adam Rapacki, ale nie ten od planu Rapackiego, lecz były generał policji, miał się wyrazić na temat obowiązującego prawa per:

"Chociażby Grupa Internet przygotowała kilka propozycji rozwiązań ustawowych, nad którymi będziemy za chwilę musieli się zastanowić, a między innymi wyeliminowanie tego dozwolonego użytku, który pozwala ściągać na przykład pliki muzyczne i przechowywać u siebie. To jest tak, jakbyśmy dali przyzwolenie na dokonywanie kradzieży raz w miesiącu... To można w podobny sposób porównywać ten dozwolony użytek, który dzisiaj jakby nie jest przestępstwem."

W sumie skandal, bo jak nazwać słowa urzędującego jeszcze (piszę "jeszcze", chociaż wiem, że w Polsce włos z głowy za taką wypowiedź nie spadnie) wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, który przestępstwem nazywa instytucję prawną zagwarantowaną ustawowo i w traktatach międzynarodowych, których Polska jest stroną?

Ustawodawca dozwolonemu użytkowi poświęcił kilkanaście artykułów w przepisach ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych -- a minister Rapacki i tak wie swoje.
Konwencja Berneńska o ochronie dzieł literackich swoje, Konwencja Rzymska o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych swoje (i wiele innych swoje) -- a minister Rapacki na to: "pomidor".

Jesteście ciekawi czego wiceminister SWiA nie wie o zjawiskach, które są przyzwoleniem na dokonywanie kradzieży raz w miesiącu, co dzisiaj jakby nie jest przestępstwem?

O na przykład tego, że:

Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (...) Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym (...) -- art. 23 pr.aut.

albo że:

Dozwolone jest przetaczanie cytatów z dzieła już legalnie udostępnionego odbiorcom, pod warunkiem że jest to zgodne z przyjętymi zwyczajami i w stopniu uzasadnionym przez zamierzony cel, a także cytatów z artykułów, zamieszczonych w dziennikach i czasopismach, w formie przeglądów prasy.
Ustawodawstwu (...) zastrzega się możliwość zezwolenia na publiczne rozpowszechnianie, za pomocą środków przekazu przewodowego, artykułów na aktualne tematy (...)
-- art. 10-10bis Konwencji Berneńskiej

albo że:

Umawiające się Państwo może przewidzieć w przepisach swojego prawa krajowego wyłączenie z ochrony zagwarantowanej przez niniejszą konwencję w zakresie prywatnego użytku (...) -- art. 15 Konwencji Rzymskiej o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych

albo że:

Państwa Członkowskie mogą ustanowić ograniczenia praw określonych w rozdziale II w następujących przypadkach: dla użytku prywatnego (...) -- art. 10 dyrektywy 92/100/EWG w sprawie prawa najmu i użyczenia oraz niektórych praw pokrewnych prawu autorskiemu w zakresie własności intelektualnej

(i wiele, wiele innych, co zresztą dowodzi, że im więcej przepisów, tym ciemniej pod latarnią).

Myślę, że w ramach dokształtu departament prawny MKiDN mógłby podesłać MSWiA jakiegoiś bryka na temat prawa autorskiego ;-) zaś minister Rapacki mógłby na przyszłość zdecydowanie rozsądniej ważyć swoje wypowiedzi.

Wrzucając nas wszystkich -- korzystających z ustawowych uprawnień (a może jednak wolności? może faktycznie zasadą jest wolność dostępu do dóbr kultury, a odstępstwem ograniczanie tejże swobody koncepcją praw majątkowych?!) do jednego wora z jakimiś przestępcami, minister Rapacki naprawdę mnie uraził.

Komentarze (30)
BSA: zawiadomienie w sprawie kontroli legalności softu
 Oceń wpis
   

jaki jest adres BSA?W ramach ciekawostki nie lada: jest sobie taka oto bliżej niesprecyzowana organizacja pod nazwą Business Software Alliance (z pewnością coś w rodzaju stowarzyszenia, ale nie wiadomo, bo śladu jej nie ma ani w Krajowym Rejestrze Sądowym, a i w rubryce "kontakt" podają namiary na Washington DC, London oraz Singapore... a gdzie Olsztynek? ;-) ba, nawet na kopercie jest tylko Business Software Alliance, skrytka pocztowa nr 31, mniejsza z tym.

No i oto okazuje się, że wśród różnych niewątpliwie pożytecznych i praworządnych operacji (po siódme: nie jumiej!) przytrafiło się niedawno BSA rozesłać pocztą do różnych przedsiębiorstw... zawiadomienie w sprawie kontroli legalności oprogramowania.
Zobaczcie zresztą sami:

BSA zawiadomienie o kontroli legalności oprogramowania

W załączeniu zarąbiste pouczenie, włącznie z odpowiedzialnością za "kradzież" programu komputerowego", ocena ryzyka posiadania nielegalnego oprogramowania oraz -- a jakże -- formularz ewidencji oprogramowania z instrukcją wypełnienia. Wystarczy wpisać typ i numer komputera, rodzaj oprogramowania, zaznaczyć czy licencję się ma czy nie (TAK/NIE) oraz wskazać fakturę zakupu... i można odesłać do BSA (na skrytkę pocztową?)

W sumie coś w rodzaju takiego małego auto-da-fé. You're invited.

Na zakończenie parę retorycznych pytań: co to jest BSA? dlaczego BSA rozsyła takie zawiadomienia? do kogo -- tj. według jakiego klucza zostali dobrani adresaci?
I pytania poważniejszej natury: jak to jest, że policji zdarza się przybierać "ludzi z BSA" do asysty w ramach różnych dziwnych operacji?

A stąd możecie sobie ściągnąć dokument, a poniżej obejrzeć w całości (jeśli się Google Docs odblokuje...):

PS w zasadzie jak się przyjrzeć papierowi to prośby (wezwania?) do zwrotu wypełnionej ankietki nie ma. Znaczy się to raczej zagrywka psychologiczna jak sądzę.

 

Komentarze (48)
O zakazie fotografii otworkowej i innych formach terroryzmu
 Oceń wpis
   

fajna pannaNo tak, znów mamy lukę w prawie, której nie zauważyli projektanci ustawy o męczeniu internautów: okazało się, że istnieje tajna grupa (a może sekta?) otworkowców, którzy chodzą po ulicach, wieszają jakieś pudełka po butach na latarniach, zaś na grzeczne pytanie policjanta -- a zezwolenie ma? -- odpowiadają głupawo, że zdjęcia robią.

W skrócie: Gazeta.pl opisuje los człowieka, który ma hobby, co samo w sobie nie jest nawet niebezpieczne (wiele osób ma hobby: oglądają telewizję, myją samochód, etc.), ale jego hobby jest dość dziwaczne. Otóż łazi facet po kwadracie z jakąś obskurną camerą (ściśle: pudełkiem po butach), czym zawraca 4 litery służbom, bo myślą, że to terrorysta jest.

Człowiek i tak ma fuksa (a narzeka i prasie pytluje). Z niego fisza jest (wiceburmistrz), więc jak już radiowozy przyjechały, to na dołek go nie wzięli -- a przecież mogli. Ba, nawet mu tego obskurnego pudełka po butach nie zabrali.
A tak Pan Władza grzecznie pouczył, żeby na przyszłość używać aparatu cyfrowego (a jak ktoś nie ma?), a najlepiej -- nie pstrykać na warszawskim Śródmieściu bo to "powoduje zamieszanie i absorbuje policję". Po czym zerwały się gromkie oklaski i ogólnie: aplauz i zaakceptowanie.

Ja podpowiem lepsze rozwiązanie: wprawdzie póki co nie można zabronić ludziom robienia zdjęć (bo to byłaby Korea albo Białoruś), ale zawsze można ustawowo dopuścić pewne technologie. Aparat cyfrowy -- tak. Aparat analogowy małoobrazkowy -- tak, ale na legitymację ZPAF. Aparat analogowy formatu 6x4,5 i większego -- na legitymację i na zezwolenie dzielnicowego. Aparat miniaturowy -- tylko CBA, ABW, ETC.
I do tego stosowne sankcje: za aparat w pudełku po butach pół roku ograniczenia wolności. Za niemanie legitymacji ZPAF -- rok w zawieszeniu na 2 lata. I tak dalej.

Powyżej ładne zdjęcie (zajumane z katalogu Victoria Secret, mniam!). Myślę, że takie zdjęcie każdy zrozumie, a nawet na komendzie może sobie wydrukują i na szafce powieszą. (Od razu zastrzegam: pani z pewnością jest dorosła, pełnoletnia, nie ma specjalnej nagości, z pewnością nie ma propagowania nazizmu, więc chyba mnie nie dopiszą do RSiUN?)

Komentarze (28)
Policja odpowiada na pytania o ściganie za film na YouTube
 Oceń wpis
   

Temat wielomiesięcznego ścigania przez aparat państwowy gówniarza, który drwił sobie na YouTube z chorej kobiety na tyle mnie zainteresował -- mój tekst poświęcony tej brawurowej i tajemniczej operacji organów ścigania bardzo zaciekawił licznych P.T. Czytelników Lege Artis -- że zdecydowałem się zadać kilka pytań st. sierżantowi Michałowi Gawrońskiemu, rzecznikowi prasowemu Komendanta Powiatowego Policji w Bytowie.

Oto zestaw pytań, które przesłałem pocztą elektroniczną na adres rzecznika bytowskiej policji (pozwolę sobie wytłuścić kwestie, które trapią mnie najgłębiej):

- znieważenie jest przestępstwem prywatnoskargowym, dlaczego zatem policja zdecydowała się na prowadzenie wielomiesięcznego postępowania wyjaśniającego w tej sprawie? W tekście
pada sformułowanie o akcie oskarżenia -- czy policji wiadomo z jakiej przyczyny będzie wniesiony akt oskarżenia przez oskarżyciela publicznego?
- dlaczego policja, która przez kilka miesięcy nie umiała ustalić tożsamości autora filmu, po otrzymaniu informacji od anonimowego internauty, zdecydowała się na podjęcie wobec rzekomego sprawcy kroków w postaci zajęcia komputera i telefonu komórkowego w ciągu jednego dnia?
- czy dowody przedstawione przez owego anonima były w jakikolwiek sposób zweryfikowane? jeśli tak, to czy przez tych samych policjantów, którzy miesiącami nie umieli określić tożsamości sprawcy?
- jaką policja miała gwarancję, że anonimowy pomocnik wskazał prawidłową osobę? czy nie istnieje obawa, iż w ten sposób może dojść do sytuacji, w której dojdzie do omyłki i przypadkowego rzucenia oskarżenia przeciwko niewinnej osobie?

Sierżant Gawroński był uprzejmy odpowiedzieć błyskawicznie -- zajęło mu to niewiele ponad 24 godziny, co stanowi chlubny rekord wśród indagowanych przeze mnie rzeczników prasowych państwowych jednostek -- pozwolę sobie zatem poniżej przekleić.

1. Przestępstwo znieważenia jest ścigane z oskarżenia prywatnego. W szczególnych przypadkach, jeżeli wymaga tego interes społeczny, oskarżyciel publiczny - w tym wypadku prokurator - może wszcząć takie postępowanie z urzędu. Opisywana sytuacja jest właśnie taką, gdyż nagrana kobieta jest osobą niepełnosprawną i nie może w pełni bronić przed sądem swoich praw.
Prokurator wszczął więc postępowanie z urzędu i przekazał je do prowadzenia Policji. Postępowanie nie trwało kilka miesięcy. Od momentu otrzymania przez Policję materiałów postępowania do przedstawienia zarzutu minął miesiąc.
2. Policjanci cały czas pracowali nad sprawą i posiadali szereg ustaleń.
W międzyczasie otrzymaliśmy płytę od obywatela (za pośrednictwem dziennikarzy), na której znajdowały się informacje pomocne w ustaleniu sprawcy. Policjanci nie podjęli decyzji o przeszukaniu i zabezpieczeniu komputera w ciągu jednego dnia - ich działania poprzedzone były pracą procesową i operacyjną.
3. Oczywiście informacje przedstawione przez anonimowego internautę zostały sprawdzone przez policjantów prowadzących sprawę. Każda tego rodzaju informacja jest dokładnie weryfikowana zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i procedurami.
4. Zapis na płycie, którą otrzymali policjanci okazał się pomocny w prowadzonym śledztwie i potwierdził informacje funkcjonariuszy, którzy jednoznacznie ustalili autora filmu zamieszczonego w Internecie.

Na zakończenie należy się parę słów komentarza.
Nie będę ukrywał, że wyjaśnienia policji mnie nie przekonują. Szczególnie naiwnie brzmi tłumaczenie pracy operacyjnej i procesowej, która pozwoliła na zweryfikowanie dowodów przedstawionych przez anonimowego internautę, co pozwala rzecznikowi na postawienie tezy, że decyzja o przeszukaniu (przeszukaniu -- ale czego? czyżby sprawcy przeszukano jeszcze mieszkanie?!) oraz zabezpieczeniu komputera nie była podjęta w ciągu jednego dnia.

Owszem, jestem w stanie uwierzyć, że przerzucając dzień w dzień akta funkcjonariusze mogli sobie planować "co mu zrobią jak go złapią", ale jestem prawie pewien, że zamiast "potwierdzenia informacji funkcjonariuszy, którzy jednoznacznie ustalili autora filmu" była po prostu miła Eureka! którą szybko zdyskontowano brawurowym wjazdem na chatę do wiadomego głąba.

(I na zakończenie uwaga, bo dostałem ze dwa listele oburzonych Czytelników, że niby bronię chamstwo: nie, moi drodzy, ja takimi odważniakami gardzę zdecydowanie, bo męczenie słabszych i mniejszych jest dobre gdzieś tak w podstawówce. Ode mnie pewnie typek dostałby fangę w nos.
Zaciekawiło mnie i zaniepokoiło raczej to, że organy z taką zapalczywością zajmują się dłuuuuuuuuugi czas w sumie drobną sprawą, a nie umiejąc jej skończyć -- rzucają się na rewelacyjne materiały przesłane przez W-Zasadzie-Nie-Wiadomo-Kogo).

Komentarze (35)
Sprawca znieważenia z YouTube pojmany przez policję
 Oceń wpis
   

jest V, a gdzie są wskazywacze?Kolejny news, który czytam i chociaż cały się wkurzam, i sam przechętnie strzeliłbym fangę w nos gnojkowi -- zastanawiam się: jakim prawem oni tak!?

Gazeta.pl pisze: parę miesięcy temu jakiś kretyn nakręcił komórką film jak naigrywa się z chorej kobiety i wrzucił to na YouTube. Obejrzało to sporo ludzi, aczkolwiek oczywiście nie byłoby tematu, jakby nie lokalne media, które sprawę opisały -- w konsekwencji czego policja postanowiła stanąć na wysokości zdania. Wszczęto postępowanie ("Nie ma najmniejszych wątpliwości, że doszło do znieważenia" -- to słowa rzecznika prasowego bytowskiej policji), jednak przez kilka miesięcy (!) policja nie umiała ustalić sprawcy.

Na szczęście są jeszcze porządni ludzie, którzy oglądają telewizję. Po jakimś tam programie w Polsacie, w którym opisano całe zamieszanie do telewizji (!) miała przyjść paczka, w której dziennikarze znaleźli płytę, a na płycie zapisane dane rzekomego sprawcy przestępstwa: data urodzenia, adres IP komputera oraz nawet wzrost (!).
Dobrodziejem okazał się anonimowy dobry-haker, który "jest w stanie namierzyć niemal każdego użytkownika internetu na podstawie śladów, które pozostawia odwiedzając kolejne strony".

Dziennikarze od razu zakapowali o sprawie policji (hmm co to mówili o tej telewizji? że współpracuje?), a policja jak to policja -- wszystko wskazuje na to, że zrobiła wskazanemu człowiekowi kipisz na kwaterze ("zabezpieczyliśmy jego komputer i komórkę, które będą dowodami w sądzie").

No to ja teraz zadam kilka pytań retorycznych:

  • znieważenie jest przestępstwem ściganym z oskarżenia prywatnego, co oznacza, że pokrzywdzony musi sam napisać akt oskarżenia i iść z tym do sądu (art. 216 par. 1 w zw. z par. 5 kk). Owszem, bardzo możliwe, że pokrzywdzona pozbawiona jest zdolności procesowej, przeto powinien za nią czynności wykonywać jej przedstawiciel (art. 51 par. 2 lub par. 3 kpk), istnieją także przepisy pozwalające przekształcać sprawy o przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego w publicznoskargowe (art. 60 par. 1 kpk), ale szef prokuratury z Bytowa deklaruje, że do końca roku będzie akt oskarżenia. Coś mi tu mimo wszystko nie pasuje;
  • dlaczego do pierdołowatej w sumie sprawie stosuje się dość poważny i uciążliwy także dla rzekomego sprawcy środek dowodowy -- który ja przez pomyłkę cały czas nazywam środkiem zapobiegawczym ;-) bo to jak areszt raczej działa -- czyli zatrzymanie rzeczy (komputera i komórki)? Jak sądzę w takiej sprawie, gdzie dowód przestępstwa (w postaci filmu) leży w sieci, wszystkiego można się w zasadzie dowiedzieć właśnie z samego filmu; a oni robią z tego kolejną aferę hazardową (zaraz się okaże, że szczeniak był kwartał na podsłuchu, bo się organy chciały upewnić);
  • jak to jest, że policja miesiącami nie umie ustalić autora filmu, zaś po otrzymaniu cynku z Polsatu w ciągu jednego dnia już wszystko wie -- tj. wie komu zrobić ów kipisz, zająć kompa i komórkę??! Wobec takiej koronkowej roboty wywiadowczej śmiem twierdzić, że może się okazać, że policja nie przeprowadziła własnego dowodu, lecz oparła się wyłącznie na materiałach przesłanych przez tajemniczego współpracownika, nie weryfikując ich w żaden sposób.
    Dlaczego tak myślę? Bo w jaki sposób policja miałaby zweryfikować w ciągu jednego dnia otrzymane namiary, skoro miesiącami nie umiała sama na to wszystko wpaść??!
  • jeśli tak było (obym się mylił!) to jaką mamy gwarancję -- wyjąwszy to, że sprawca miał się przyznać do popełnienia przestępstwa -- że tajemniczy dobry-haker, który rozpoznaje ludzi na podstawie śladów, które pozostawia ich komputer w internecie, nie wytropił, i owszem -- ale komputer, który ktoś kiedyś sprzedał na Allegro? Więc obecnie problem ma gość, który po prostu kupił sprzęt od faceta, który nakręcił film i wypuścił na YT?...
  • ...albo (obym się po stokroć mylił!), że wskazywacz wystawił na strzał faceta, z którym od dawna ma na pieńku, a policja -- przypominam, ta sama policja, której miesiącami nie udaje się ustalić czegoś, co tajemniczy i anonimowy internauta raz-dwa ustalił -- po prostu poszła po linii najmniejszego oporu -- i po wynik?

To jest piekielnie dziwny temat.
Z jednej strony faktycznie, jak rozumiem, jakiś wredny film. Z drugiej jednak kompletnie niezrozumiałe działanie policji: wielomiesięczne, bezskuteczne poszukiwania sprawcy do sprawy, która w sumie powinna być ścigana z oskarżenia prywatnego (w poważniejszych sprawach przecież standardowo dostaje się umorzenie "ze względu na niemożność ustalenia sprawcy" po 30 dniach!).
Na to wszystko pojawia się usłużny i tajemniczy internauta -- który sławy nie szuka -- a policja od ręki bierze uzyskane od anonima informacje za dobrą monetę...

Pomyślałem Sobie [nazajutrz rano]: ciekawe czy ktokolwiek z policji pomyślał, że owe tajemnicze dowody mogły zostać zebrane w czynie społecznym wprawdzie, ale np. z naruszeniem art. 267 par. 2 kk bądź innych przepisów anty-chakierskich... No ale tak, w Polsce zasady owoców zatrutego drzewa nie ma...

Komentarze (11)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D