Odpowiedzialność za głupie żarty
 Oceń wpis
   

Przy niedzieli -- ploteczki. Ciekawe (ale wcale nie zadziwiające): jeśli się bezzasadnie sugeruje -- nawet w felietonie -- iż jakaś osoba zmieniła płeć, można i trzeba liczyć się z odpowiedzialnością za naruszenie dóbr osobistych tej osoby.

Przekonał się o tym Robert Leszczyński, który swego czasu napisał był we "Wprost", iż piosenkarka Tamara Wimer (ps. Isis Gee) dokonała zmiany płci. Sprawa trafiła do sądu, którego zdaniem plotka naruszyła dobra osobiste jak godność i prawo do prywatności -- nakazał więc on wydawcy tygodnika i autorowi opublikowanie przeprosin oraz zapłatę 100 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia. W międzyczasie tygodnik "Wprost" zmienił właściciela, a Leszczyński rozstał się z tym pismem, jednak w ostatnim numerze pojawiły się i przeprosiny Leszczyńskiego i przeprosiny/wyjaśnienia nowego wydawcy.

robert leszczyński przeprasza tamarę wimer

("Super Express" pisze -- to w sumie ciekawe, że ta gazeta zajmuje się takimi rzeczami w kontekście Patrycji Koteckiej -- że po grudniowym wyroku były jeszcze negocjacje, i że owe przeprosiny to efekt tych negocjacji, ale dla mnie sprawa jest prosta.)

W sumie warto zapamiętać, że głupi dowcip wcale nie musi każdego śmieszyć, zaś w kontekście powinności dziennikarza -- jakby na to nie patrzeć "zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości" ma zastosowanie także w felietonistyce -- sprawa jest szczególnie ryzykowna.

Komentarze (6)
O odpowiedzialności prasy za reklamę (która jest utworem)
 Oceń wpis
   

Wrocław, Feniks od ul. Szewskiej

Ciekawe: jak pisze "Rzepa" lubelski Sąd Apelacyjny orzekł, że reklama prasowa to także utwór, a zatem -- naruszając prawa do tegoż utworu trzeba liczyć się z konsekwencjami (zainteresowanych jakiego rodzaju to są konsekwencje -- pytanie zaskakująco często wraca w indywidualnych listelach -- zachęcam do kliknięcia tu).

Tłumacząc z prawniczego na nasze (na wasze): nawet jeśli do przygotowania reklamy wykorzystane zostaną materiały (zdjęcia, pliki) podesłane przez reklamodawcę, końcowy efekt będzie podlegał ochronie na gruncie przepisów prawa autorskiego, o ile nie da się o nim powiedzieć, że nie ma charakteru twórczego i nie jest dostatecznie zindywidualizowany (głębiej zainteresowanych odpowiedzią na pytanie: co trzeba zrobić, żeby zrobić utwór, zachęcam dla odmiany do przeczytania tego tekstu).
Słowem: jeśli tylko w twórczości pojawia się coś, co zwykłem nazywać "iskrą Bożą", to lepiej będzie przyjąć -- niezależnie od tego jakich elementów użyjemy do wytworzenia dzieła -- że efektem naszej pracy jest właśnie chroniony utwór. (Zastrzeżenie o elementach jest o tyle istotne, że przecież może być to kolaż wykonany albo ze śmieci, albo ze skrawków innych utworów. W tej sprawie utwór składał się z odrębnych zdjęć, którym samym w sobie miana utworu odmówiono.)

z ustawy prawo prasowe:
Art. 36. 1. Prasa może zamieszczać odpłatne ogłoszenia i reklamy.
2. Ogłoszenia i reklamy nie mogą być sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego.
3. Ogłoszenia i reklamy muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego.
(...)
Art. 42. (...) 2. Wydawca i redaktor nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam opublikowanych zgodnie z art. 36.
Ciekawie dla mnie brzmią natomiast rozważania dotyczące kwestii zwolnienia się z odpowiedzialności na podst. art. 42 ust. 2 prawa prasowego. Zdaniem sądu przepis ten chroni wydawcę wyłącznie przed skutkami publikacji reklamy niezgodnej z prawem, nie zaś reklamy, która narusza czyjeś prawa autorskie.
Pogląd ten wydaje mi się mocno contra legem: wszakże art. 36 ust. 2 prawa prasowego wyraźnie mówi, że ogłoszenia i reklamy nie mogą być sprzeczne z prawem i zasadami współżycia społecznego -- zatem także na wydawcy spoczywa obowiązek kontroli treści i charakteru przekazu -- i jeśli przepuści reklamę niezgodną z prawem, to zasłonić art. 42 ust. 2 prawa prasowego się nie da. Sęk w tym, że art. 42 ust. 2 pr.prasowego "wchodzi do gry" dopiero w tym momencie, w którym wydawca wykaże, że dopełnił staranności nałożonej nań przez art. 36 ust. 2.

Stanowisko takie jest zresztą zgodne z orzecznictwem Sądu Najwyższego, którego zdaniem "Wydawca nie jest autorem płatnego ogłoszenia, jednak odpowiada za jego treść, jeżeli jest ona sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego (art. 36 ust. 2 pr. pras. w związku z art. 42 ust. 2 pr. pras.). Ogłoszenie jest materiałem prasowym jako każdy opublikowany lub przekazany do publikacji w prawie tekst (art. 7 ust. 1 pkt 4 pr. pras.), w związku z czym jego upublicznienie może rodzić współodpowiedzialność solidarną autora i osoby powodującej opublikowanie tego materiału, a także wydawcy (art. 38 ust. 1 pr. pras.). Każda z tych osób odpowiada jednak za własne postępowanie, które musi być bezprawne, w granicach swoich możliwości i staranności" (wyrok SN z dnia 15 lipca 2004 r., V CK 675/03). 

Tymczasem jak czytam o rozstrzygnięciu Sądu Apelacyjnego w Lublinie to wydaje mi się, że ta jasna, prosta i niebudząca dotąd wątpliwości zasada z niejasnych przyczyn legła w gruzach a nawet została odwrócona na lewą stronę. Po prostu zdaniem sądu zgodnie z art. 42 ust. 2 prawa prasowego wydawca nie będzie ponosił odpowiedzialności za reklamę niezgodną z prawem (a więc śmiało można publikować reklamę wódki??!), natomiast odpowiedzialność za publikowanie na zlecenie osób trzecich "jumanych" treści jest -- nieograniczona.

Komentarze (4)
Trybunał EU: każde państwo może zakazać hazardu w internecie
 Oceń wpis
   

A więc, jakby ktoś miał wątpliwości (albo może choćby nadzieję): zgodnie z dzisiejszym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości EU państwa członkowskie (chciałoby się rzec: prowincje podbite) mogą swobodnie regulować (czyt.: ograniczać) zasady organizowania gier hazardowych w internecie. Nie stoi temu na przeszkodzie art. 49 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Oznacza to, że po raz kolejny rację miało Ministerstwo Finansów -- bez znaczenia jest przy tym, czy MF chce zezwolić, czy raczej zakazać hazardu w sieci.

Zdaniem Trybunału art. 49 traktatu -- to ten, dzięki któremu w zasadzie nie wolno ograniczać swobody prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę w innej niż jego macierzysta prowincji (zakaz ograniczania swobody usług) -- nie stoi na przeszkodzie wprowadzaniu ograniczeń w prowadzeniu biznesu, jeśli jest to uzasadnione celami, zaś zakazy są proporcjonalne do okoliczności.
Wniosek o wydanie orzeczenia prejudycjalnego złożony został w sprawie "Betfair" [achtung! ten link niedługo może być zakazany!] przeciwko niderlandzkiemu Ministerstwu Sprawiedliwości (C-203/08), w której spór dotyczył przepisów prawnych uzależniających prowadzenie działalności w zakresie organizowania hazardu od uzyskania zezwolenia władz holenderskich (w dodatku możliwe jest udzielenie tylko jednej zgody dla każdej z dozwolonych gier losowych -- dzięki czemu praktycznie monopolistą jest De Lotto) oraz generalnego zakazu organizowania hazardu internetowego.

Jak dowiadujemy się z uzasadnienia orzeczenia Betfair to legalne przedsiębiorstwo działające w oparciu o prawo Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (jeśli ktoś się jeszcze dziwi, że jestem monarchistą, niech kliknie tu i porówna to do naszego bezhołowia) oraz prawo maltańskie. Zamierzając wejść na rynek niderlandzki Betfair wystąpiła do władz tej prowincji z pytaniem czy musi uzyskać zezwolenie na prowadzenie działalności hazardowej oraz równocześnie wniosła o udzielenie zezwolenia na organizowanie hazardu w internecie.
Niderlandzkie ministerstwo odmówiło, w odpowiedzi na co Betfair wniosła odwołanie -- aż w końcu sprawa trafiła do sądu, gdzie przedsiębiorca podniósł, iż skoro prowadzi legalny biznes w Zjednoczonym Królestwie, to zgodnie z art. 49 WE -- czyli jednej z najsensowniejszych zasad, które "dała nam Unia" -- namiestnik prowincji niderlandzkiej nie może sprzeciwiać się prowadzeniu przez nich takiej samej działalności na obszarze Holandii.

Niestety, po raz kolejny się okazało, że Unia umie dać, ale umie też zabrać. Co z tego, że art. 49 Traktatu nakazuje równe traktowanie przedsiębiorstw bez różnicy na kraj ich pochodzenia, skoro art. 45 pozwala na jej ograniczenie ze względu na "porządek publiczny, bezpieczeństwo publiczne i zdrowie publiczne". A zatem "w tym kontekście względy moralne, religijne lub kulturowe, jak też konsekwencje moralnie i finansowo szkodliwe dla jednostek i społeczeństwa, które wiążą się z grami i zakładami, mogą uzasadniać istnienie dyskrecjonalnych uprawnień władz krajowych wystarczających dla ustalenia wymogów w zakresie ochrony konsumentów i porządku społecznego".
Tak jakby oddawanie się internetowemu hazardowi groziło AIDS-em, masowymi bijatykami na ulicach Rotterdamu -- albo chociaż świnką!

Reasumując Trybunał doszedł do wniosku, iż:

1) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że nie stoi on na przeszkodzie stosowaniu regulacji państwa członkowskiego, takiej jak analizowana w sprawie przed sądem krajowym, na podstawie której organizowanie lub promowanie gier losowych odbywa się w systemie wyłączności przysługującej jednemu podmiotowi i która zakazuje wszelkim innym podmiotom, w tym podmiotom z siedzibą w innym państwie członkowskim, oferowania za pośrednictwem Internetu usług objętych tym systemem na terytorium pierwszego państwa członkowskiego.
2) Artykuł 49 WE należy interpretować w ten sposób, że zasada równego traktowania i wynikający z niej obowiązek przejrzystości znajdują zastosowanie do procedur przyznawania i przedłużania zezwoleń na rzecz jednego podmiotu w dziedzinie gier losowych, o ile podmiot ten nie jest podmiotem publicznym, którego zarząd podlega bezpośredniemu nadzorowi państwa, lub podmiotem prywatnym, nad którego działalnością władze publiczne są w stanie sprawować ścisłą kontrolę.

 

co można rozumieć wyłącznie w taki sposób: kochani poddani EUrokracji: pamiętajcie, że cokolwiek się zdarzy, urzędnik i tak wie lepiej co dla was będzie dobre.

Komentarze (12)
Lekkie zmiany w karalności pomówienia
 Oceń wpis
   

Już za tydzień przyjdzie nam żyć w nieco innym państwie. Nie, nie mam na myśli czegokolwiek związanego z wyborami prezydenckimi (o moim wyborze, a jakże napiszę -- za czas jakiś).
Już za tydzień będzie funkcjonował zmieniony art. 212 par. 1 kodeksu karnego (a nawet par. 2), a także art. 213 kk. Będzie troszkę więcej wolności słowa (o czym już pisałem).

z kodeksu karnego (od 8 czerwca 2010 r.):
art. 212 § 1  Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności,
podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2 Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
(...)
art. 213 § 2 Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut:
1) dotyczący postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub
2) służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Jeżeli zarzut dotyczy życia prywatnego lub rodzinnego, dowód prawdy może być przeprowadzony tylko wtedy, gdy zarzut ma zapobiec niebezpieczeństwu dla życia lub zdrowia człowieka albo demoralizacji małoletniego.
Podstawowa zmiana wynikająca z uchwalonej 5 listopada 2009 r. ustawy o zmianie kodeksu karnego (i paru jeszcze ustaw karnych) to uchylenie przepisu pozwalającego na wtrącenie do więzienia osoby, która -- może i nadużywając wolności słowa -- dopuściła się pomówienia innej osoby. W miejsce obecnego "podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku" pojawia się "podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności". Zmiany nie nazwę kolosalną -- uważam, że obgadywaniem innych osób w ogóle nie powinien zajmować się sąd karny -- jednak biorąc pod uwagę nastawienie naszych elit politycznych (i nie tylko) to jest niemały krok naprzód.

Jest także zmiana w art. 213 par. 2 kk, zgodnie z którą nie będzie już podlegało karze publiczne podnoszenie lub rozgłaszanie zarzutów dotyczących postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną. Dotąd przepis wprost zezwalał na uchylenie się od odpowiedzialności sprawcy, jeśli zarzut taki służył obronie społecznie uzasadnionego interesu (przeto brak tego interesu de facto nie zwalniał od odpowiedzialności!), na co zwrócił uwagę dopiero Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 12 maja 2008 r. (SK 43/05).

Żeby nikt mnie nie posądzał o popadanie w nieuzasadniony zachwyt: niestety, w art. 212 par. 2 kk (pomówienie za pomocą środków masowego komunikowania) -- a więc przepis wymierzony wprost w prasę i dziennikarzy -- nadal zostaje zagrożenie w postaci jednorocznej odsiadki (dotąd były 2 lata, ulga to raczej niewielka).

Jest w zmienionym art. 212 par. 1 kk jeszcze jeden babol, który -- wierzę i mam nadzieję -- ścigani za pomówienie jednostek organizacyjnych (ach, jak żałuję, że dotyczy to tylko tych nieszczęsnych jednostek...) wykorzystają. Otóż w obecnym brzmieniu ochronie podlegały "jednostki organizacyjne nie mające osobowości prawnej", po nowelizacji będą to natomiast ""jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej". Różnica niby niewielka, ale z pewnością da pole do popisu prawnikom z głową na karku.
A jeśli ktoś nie wierzy, niechaj poczyta o historii przecinka w art. 156 par. 1 pkt 2 kk oraz źle postawionemu przez ustawodawcę przecinku w art. 171 prawa bankowego, dzięki któremu rzekomy zakaz używania słowa "bank" w nazwie przedsiębiorstwa jest... no właśnie, jest tylko rzekomym zakazem.

Komentarze (9)
Ochrona prywatności dziennikarza ma swoje granice
 Oceń wpis
   

O ciekawej sprawie pisała wczoraj "Rzepa": zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego na wydawcy prasy spoczywa obowiązek udostępnienia prywatnego adresu dziennikarza, jeśli żąda tego osoba zamierzająca wnieść pozew o naruszenie dóbr osobistych.

wyrok NSA z 11 maja 2010 r., I OSK 963/09"Rzepa" się oburza, ja zaś -- chociaż redakcja nie podała żadnych namiarów na postępowanie, więc nie mogę o nim więcej poczytać (stan faktyczny brzmi podobnie do wyroku WSA w Warszawie z 14 października 2009 r., II SA/Wa 1675/08, ale nie zgadzają się inicjały) -- mam uczucia mieszane.

art. 15 prawa prasowego:
1. Autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska.
2. Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:
  1)   danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
  2)   wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.
(...)
z ustawy o ochronie danych osobowych:
art. 5. Jeżeli przepisy odrębnych ustaw, które odnoszą się do przetwarzania danych, przewidują dalej idącą ich ochronę, niż wynika to z niniejszej ustawy, stosuje się przepisy tych ustaw.
art. 29 ust. 2. Dane osobowe, z wyłączeniem danych, o których mowa w art. 27 ust. 1, mogą być także udostępnione w celach innych niż włączenie do zbioru, innym osobom i podmiotom niż wymienione w ust. 1, jeżeli w sposób wiarygodny uzasadnią potrzebę posiadania tych danych, a ich udostępnienie nie naruszy praw i wolności osób, których dane dotyczą.
3. Dane osobowe udostępnia się na pisemny, umotywowany wniosek, chyba że przepis innej ustawy stanowi inaczej. Wniosek powinien zawierać informacje umożliwiające wyszukanie w zbiorze żądanych danych osobowych oraz wskazywać ich zakres i przeznaczenie.
W skrócie: czytelnik gazety poczuł się urażony wydźwiękiem tekstów opublikowanych na jej łamach, jednak sąd cywilny zwrócił mu pozew żądając podania adresów pozwanych. Powód zażądał zatem od Presspubliki podania tych adresów (podkreślam: nie chodziło o nazwiska autorów), jednak wydawca odmówił, zasłaniając się przepisami prawa prasowego o możliwości zachowania w tajemnicy danych dziennikarza oraz ochroną prywatności osób, wskazując równocześnie możliwość tzw. doręczenia zastępczego (w miejscu pracy).
Powód poskarżył się do GIODO, organ ochrony danych osobowych nakazał Presspublice przekazanie tych danych, wydawca odwołał się do WSA oraz (w następstwie przegranej w pierwszej instancji) wniósł skargę kasacyjną do NSA -- a dalej jak było to już wiemy.

Dlaczego uważam, mimo całej mojej afektacji ;-) do żurnalistów, że wydawca "Rzepy" nie do końca w sprawie miał rację?
Otóż art. 15 prawa prasowego wprowadza ochronę tajemnicy nazwiska i danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego. I owszem, w tym zakresie przepis ten jest lex specialis, o którym mowa w art. 5 ustawy o ochronie danych osobowych -- zakaz ujawniania tożsamości dziennikarza, który zastrzegł zachowanie jego nazwiska w tajemnicy wyłącza możliwość udostępnienia jego danych, nawet na podstawie art. 29 ust. 2 UoODO, jednak wyraźnie widać tu dwa ograniczenia: po pierwsze autor musi swoje dane wyraźnie zastrzec (np. podpisując się pseudonimem bądź inicjałami), po drugie zakaz ten dotyczy wyłącznie rozszyfrowania użytego pseudonimu czy inicjałów.
Nie ma tam natomiast nic o innych danych dziennikarza, którego nazwisko jest czytelnikom znane.

Problemem skądinąd zajmował się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (wyrok z 13 lutego 2009 r., II SA/Wa 1570/08), w którym przyjęto wprawdzie, że "W przypadku bezzasadnej odmowy udostępnienia danych osobowych stosownie do wniosku z art. 29 ust. 2 UoODO, GIODO ma prawo -- zgodnie z art. 18 ust. 1 pkt 2 UoODO -- nakazać udostępnienie danych osobowych. Za uzasadnione żądanie udostępnienia danych osobowych uznaje się ich uzyskanie w celu dochodzenia swoich praw przed sądem czy wykonywania orzeczeń np. prowadzenia postępowania egzekucyjnego, gdy dane te dotyczą pozwanego lub dłużnika", ale jeśli autor tekstu zastrzegł poufność swojego nazwiska, to jest inna para kaloszy:

Przepis art. 15 ust. 1 prawa prasowego wyłącza obowiązek ujawnienia danych osobowych dziennikarza -- autora artykułu prasowego w takiej sytuacji, gdy zastrzegł on anonimowość swojego nazwiska, inaczej mówiąc, posłużył się przy sygnowaniu artykułu prasowego pseudonimem. W takiej sytuacji administrator danych powinien kategorycznie odmówić ujawnienia danych osobowych takiego dziennikarza, wskazując, iż posługiwał się on pseudonimem. Odmowa taka będzie mieściła się w ramach art. 29 ust. 2 i 3 w związku z art. 5 UoODO,  albowiem art. 15 ust. 1 prawa prasowego przyznaje dziennikarzowi prawo anonimowości, zaś ustawa o ochronie danych osobowych nie może pozostawać w sprzeczności z innymi ustawami.

Dodać jeszcze warto istotne w moim przekonaniu zdanie z uzasadnienia wyroku przywoływanego przeze mnie na początku felietonu (tj. II SA/Wa 1675/08). Otóż jak wyraził się sąd (sformułowania przeredagowałem by się łatwiej czytało): "Ujawnienie danych adresowych tych osób jest procesowo niezbędne do wytoczenia powództwa o ochronę dóbr osobistych. To, iż powód wystąpił do pozwanego o udostępnienie danych dopiero, gdy sąd zwrócił pozew w części dotyczącej pozwanych wobec niewykonania wezwania sądu do uzupełnienia pozwu o dane adresowe tych osób świadczy o tym, że przedmiotowe dane osobowe są mu konieczne do wytoczenia powództwa."

I to też ma sens.

 

Komentarze (15)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D