Zdjęcie portretowe to utwór jak każdy inny
 Oceń wpis
   

bałwanek :) Ciekawy wyrok zapadł wczoraj przed Trybunałem Sprawiedliwości EU: zdjęcie portretowe jest takim samym utworem, jak każda inna fotografia, podlega zatem takiej samej ochronie prawnej. W pewnych sytuacjach może jednak dojść do rozpowszechnienia takiego zdjęcia nawet bez zgody twórcy.

Wyrok wydany w sprawie austriackiej fotografki Evy-Marii Painer przeciwko kilku wydawcom prasowym (sygn. akt C-145/10) dotyczy sporu o publikację zamówionej przez klientkę fotografii portretowej -- a klientką tą była, co bardzo istotne, porwana za młodu i więziona przez 8 lat Natalia Kampusch -- w prasie, bez zgody autora.
Otóż po porwaniu zdjęcia zostały opublikowane przez policję w celu wsparcia poszukiwań, a po ucieczce już 18-letniej Natalii -- kilka gazet wydrukowało jej zdjęcia, w tym także modyfikując rysy twarzy ("postarzając" ją).

Sęk w tym, że za każdym razem wydawcy opatrywali zdjęcie bądź innym nazwiskiem, niż autorki (na marginesie: tak często postępują różne agencje prasowe), bądź też w ogóle bez podpisu. A to stanowi -- podobnie jak modyfikacja obrazu -- naruszenie autorskich praw osobistych twórcy.

Wiedeński sąd, do którego trafił spór, powziął wątpliwość: czy aby prawo nie przydaje "słabszej" ochrony zdjęciom portretowym, a to ze względu na ich realizm, a twórca nie może się wykazać szczególną inwencją i kreatywnością. Z tego względu prasa być może miałaby nawet uprawnienie do publikacji takiego zdjęcia na potrzeby postępowania karnego (jako rodzaj cytatu).

W swoim wyroku Trybunał Sprawiedliwości EU stanął na stanowisku, że ochronie podlega każdego rodzaju działalność twórcza -- czyli kreatywna i oryginalna -- co w przypadku portretu polega m.in. na doborze światła, kąta ujęcia, pozy modela, kadru, a także sposobu opracowania materiału w fazie przygotowania odbitki. W ten sposób każde zdjęcie portretowe staje się wyrazem twórczych możliwości autora -- a więc podlega ochronie prawnoautorskiej.

Co do natomiast możliwości użycia takiego (chronionego) utworu, to i owszem, uprawnienie takie może przysługiwać -- ale tylko organom państwa, nie zaś wydawcom prasy. Wydawcy rzecz jasna mogą się włączyć w te poszukiwania -- i stąd, jak rozumiem, uprawnione jest takie działanie nawet bez wezwania policji czy prokuratury -- o ile jest podjęte w celu odnalezienia osoby porwanej.
Jeśli chodzi o kwestię podpisu pod zdjęciem, to Trybunał Sprawiedliwości przyjął, że nawet jeśli gazety dostały zdjęcie od agencji prasowej, to obowiązkiem tej ostatniej było prawidłowe podpisanie pracy -- wychodząc oczywiście od domniemania, że agencja uzyskała prawidłową licencję na korzystanie ze zdjęcia od autorki.

Tytułem komentarza: rozważania z pewnością w stu procentach pasują do "normalnego", tj. "artystycznego" portretu -- i nie wiem w jaki sposób sąd mógł pomyśleć, że może jednak zdjęcie portretowe jest "gorszym" utworem. Z drugiej jednak strony podkreślić warto, że już w przypadku zdjęć, których kształt określają przepisy prawa (np. zdjęcia do paszportu, do dowodu osobistego) możliwości kreatywnego podejścia twórcy są na tyle ograniczone, że odmówiłbym im prawa do określenia per "utwór". I tu być może przydałoby się coś, o czym napomknął wiedeński sąd: ochrona "mniejsza" ograniczająca się do zagwarantowania twórcy jego praw osobistych (przede wszystkim podpisania pracy), jednak z wykluczeniem ochrony majątkowej.

Druga uwaga, bo o tym też Trybunał nie wspomniał (a przynajmniej nie ma tego w komunikacie prasowym): publikacja zdjęć Nataschy Kampusch nastąpiła po jej ucieczce z niewoli, a więc niewątpliwie celem ich rozpowszechnienia (w tym modyfikacji) bez wątpienia nie było wsparcie poszukiwań, lecz sprzężenie zainteresowania publicznego ("patrz, może idzie obok ciebie!") ze sprzedażą czasopism.

Komentarze (20)
Porażka Romana Giertycha w batalii przeciwko wolności słowa
 Oceń wpis
   

Mecenas Roman Giertych nie szczędził swego czasu wysiłków by powiadomić opinię publiczną o jego pretensjach przeciwko administratorom for internetowych, którzy mieli odpowiadać za komentarze użytkowników "jak prasa". Do rozpowszechniania swoich teorii -- nazywam je negacjonizmem prawnym -- użył nawet programu Tomasza Lisa w publicznej TV (warto poczytać o tym jak Tomasz Lis zapraszał do swojego programu innego adwokata-eksperta od spraw dotyczących prywatności -- zapominając przy tym, że ów adwokat jest jego pełnomocnikiem w ważkim sporze...).

Mam zatem nadzieję, że równie wytrwale będzie teraz informował -- może nawet u Lisa -- o tym, że przegrał proces wytoczony wydawnictwu Axel Springerowi o to co ludzie pisali na forum "Faktu".

Sęk w tym, że wbrew temu, co adwokat Roman Giertych opowiadał tu i tam -- a redaktor Lis nie raczył nawet sprawdzić jak jest (i ripostować! wolność słowa, Panie Naczelny tygodnika!) -- art. 14 ust. 1 UoŚUDE trzyma się jeszcze nieźle. Pamiętali o tym sędziowie z warszawskiego Sądu Okręgowego, więc nie ma "precedensu": usługodawca co do zasady nie będzie ponosił odpowiedzialności za treści i dane pochodzące od jego użytkowników, jeśli ich nie moderuje, albo jeśli nie otrzymał informacji o bezprawnym charakterze danych (zaś po otrzymaniu takiej informacji bezzwłocznie uniemożliwił dostęp do tych danych).

I chociaż zdaję sobie sprawę, że to tylko pierwsza instancja, i że adwokat Giertych zapewne będzie apelował (a niech apeluje, choćby i do Strasburgów!), wypada się cieszyć, że wszystko wraca na prawidłowe tory.

Przy okazji chciałbym podpowiedzieć p.p. Radziszewskiej i Sikorskiemu, żeby staranniej dobierali sobie doradców prawnych (szef MSZ, mam nadzieję, z własnej kieszeni płaci za usługi adwokata Giertycha), bo chociaż żaden o sobie na wizytówce per "kauzyperda" nie napisze, to są prawnicy, którzy wiedzą jak jest.

Komentarze (13)
Dwa wesela i pogrzeb wolnego słowa
 Oceń wpis
   

A dziś, przy piątku, o dwóch próbach szachrajstwa, które się nie udały -- i o jednym, które się udało, bo tak prawo chciało:

  • temat pierwszy to pompowanie sprzedaży przez "Wall Street Journal". Otóż okazuje się (a wyczaił to nieoceniony "Guardian"), że należący do Ruperta Murdocha dziennik miał w zwyczaju układać się z europejskimi przedsiębiorstwami: w zamian za powoływanie się na prezesów i dyrektorów w artykułach, kierowane przez nich firmy kupowały dziesiątki tysięcy egzemplarzy gazety za cenę 1 centa od sztuki. Co ciekawe, do pewnego momentu ustawione firemki kupowały gazety za własne pieniądze, ale jak im się odechciało, to News Corp. zaczęła nawet przepychać pieniądze (przez pośredników), żeby tyko łańcuszek się nie urwał.
    Chodziło -- a jakże -- o wykazywanie przed reklamodawcami lepszej cyrkulacji; a było o co się starać, bo tylko holenderski Executive Learning Partnership zapewniała 16% europejskiej sprzedaży "Wall Street Journal".
    Po wykryciu machinacji człowiek stojący za chytrym planem musiał odejść z pracy, zaś News Corp. musi liczyć się z retorsjami zarówno ze strony rynku, a i być może konkurenci nie darują przekrętów (bo pompowanie sprzedaży to przecież czyn nieuczciwej konkurencji);
  • temat drugi to nasz rodzimy OFE Polsat, któremu -- piszę za "Rzeczpospolitą" -- KNF zarzuca sztuczne zawyżanie wartości jednostki funduszu emerytalnego. Mechanizm był dość prosty: 30 września wartość jednostki rozrachunkowej nieoczekiwanie wzrosła o 20 groszy -- a to dlatego, że cudownie wzrosły kursy akcji paru spółek (w dodatku tych mniej płynnych; prasa nic nie pisze wskutek jakich to działań kursy tych akcji wzrosły, a to chyba też byłoby ciekawe?). Dzięki takiemu zabiegowi trzyletnia stopa wzrostu OFE Polsat miała pójść znacząco w górę, przez co mógłby on liczyć m.in. na znacznie lepszą pozycję przy losowaniu szczęściarzy, którzy własnoręcznie nie wybrali funduszu.
    I tym razem się nie udało: Komisja Nadzoru Finansowego próbę window dressing wyczaiła, do obliczeń wzięto dane z 29 września -- a ja się zastanawiam czy to koniec historii?;
  • i trzecia opowieść: niemiecki "Handelsblatt" zdecydował się na opublikowanie wywiadu z prezesem francuskiego BNP Paribas, w którym były tylko pytania -- bez odpowiedzi...
    Serwis Press.pl pisze, że w taki sposób dziennikarze tego ekonomicznego tytułu postanowili zaprotestować przeciwko prawu ograniczającemu wolność słowa, albo -- bo tak rozumiem przesłanie informacji -- przeciwko przepisom umożliwiającym osobie udzielającej wywiadu na manipulację własnymi słowami.
    Otóż po przesłaniu wywiadu do autoryzacji prezes Baudoin Prot zaczął wielokrotnie przeredagowywać własne wypowiedzi, aby w końcu -- miało trwać to miesiąc -- wycofać zgodę na publikację wywiadu.
    Nie da się ukryć, że przepisy dotyczące autoryzacji wypowiedzi -- zwłaszcza rozumiane jako uprawnienie do zmiany sensu wypowiedzi (bo nie mówię o korekcie oczywistych błędów rzeczowych, zwłaszcza jeśli popełni je dziennikarz spisując słowa interlokutora) -- to chore prawo i dobrze, że znajdują się czasem dziennikarze (nawet jeśli będą to przedstawiciele niemieckich redakcji...), którym chce się w jawny sposób zaprotestować przeciwko temu absurdowi.
Komentarze (10)
Jest życie poza Warszawą ;-))
 Oceń wpis
   

Aniołki Kaczyńskiego okładka WprostA teraz coś całkowicie z innej beczki: wystarczało parę zdań wyrażonej opinii o firemkach biorących się za zawodowe ściganie jumiejących internautów dla "Gazety Prawnej", a rozdzwonił się mój telefon w kieszeni.

No dobra, z telewizji zadzwonili tylko dwa razy, ale obie rozmowy były pocieszne:

  • telewizja nr 1, abonamentowa, głos męski: czy mogę udzielić wypowiedzi? No przecież mogę, pod warunkiem, że ekipa przyjedzie do mnie. Czyli dokąd? A, do Wrocławia -- A to skontaktuję się z Wrocławiem. I za kwadrans esemes, że są zarobieni i się nie da. OKej -- jak dla mnie luz;
  • telewizja nr 2, bezabonamentowa, głos żeński: zapraszam do programu o piractwie internetowym, na poniedziałek. Ja na to, że chętnie (w sumie wiedziałem, że będzie skucha, więc mogłem skłamać...), ale chciałbym wiedzieć gdzie i kiedy? Poniedziałek, godzina jakaś tam, a my jesteśmy przy ulicy takiej a takiej.
    Uśmiechnąłem się pod nosem i mówię, że może być problem, bo jestem 360 kilometrów od Warszawy; a panna na to: oj, to szkoda, bo rozumiem, że pan nie przyjdzie do nas? No nie da się...
    I jak już podpowiedziałem jej do kogo jeszcze może się zwrócić, panna do mnie: "to życzę miłego wypoczynku".. A ja jej na to, że to nie wypoczynek, że mieszkam w innym mieście, bo przecież jest jeszcze życie poza Warszawą.

To jest w sumie zabawne jak wiele osób, które szukają kontaktu z ludźmi, o których przeczytali albo zasłyszeli w centralnych mediach ma pewność, że rozmówca musi mieszkać i pracować w stolicy (dotyczy to nie tylko wczorajszej dziennikarki, ale i na przykład różnych organizatorów szkoleń, którzy też czasem do mnie telefonują). Tymczasem mam niesprecyzowane wrażenie, że zwłaszcza dziennikarze -- zwłaszcza próbując skompletować zestaw osób do jakiegoś programu -- powinni najsamprzód obadać z kim dokładnie mają do czynienia, a nie lecieć od razu z tematem... Mail Online on Amanda Knox -- is it journalism?

A dlaczego właściwie o tym piszę? Bo chciałem ostatnio skrobnąć parę zdań na temat mniej lub bardziej zabawnych wpadek dziennikarskich; przy czym mniej zabawna to relacja w Mail Online (to portal brukowca Daily Mail) z łez Amandy Knox po oddaleniu jej apelacji od wyroku, w którym uznano ją winną morderstwa (tymczasem włoski sąd uniewinnił Knox, dzięki czemu mogła ona wrócić do domu) -- zaś bardziej zabawna to pewność z jaką red. Tomasz Lis wpierał Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie wie skąd startują tzw. "aniołki Kaczyńskiego" -- a później się okazało, że bazował na błędnej, lecz sprostowanej informacji podanej przez "Wprost" (czego już naczelny tego tygodnika nie doczytał...)

No i tak doszliśmy do rzetelności dziennikarskiej...


PS popołudniem kolejny telefon, znów telewizja nr 1 (ale tym razem głos damski): czy zechciałbym we wtorek wziąć udział w programie "Gadanie na śniadanie" (czy jakoś tak) -- o ściganiu piratów internetowych. Rozśmieszyło mnie to, więc mówię wprost "tak, jeśli studio jest we Wrocławiu", a dziewczę coś w ten deseń: "oj, nie, w Warszawie, ale czy nie mógłby pan przyjechać? nie da się?"
Niniejszym oznajmiam, że do końca miesiąca nie odbieram żadnych połączeń od prefiksu 799, zaś na wszystkie zaproszenia od TVP2 będę reagował negatywnie po świata kres.

Komentarze (12)
O trzymaniu internetów krótko za gębę
 Oceń wpis
   

Zabawne, ale nie bardzo: administratorzy włoskiej Wikipedii zdecydowali się na jej wyłączenie na znak protestu przeciwko nowemu prawu (można o tym poczytać w komunikacie z 4 października).

Chodzi o projekt ustawy podsłuchowej nakazującej każdemu serwisowi internetowemu korygowanie (usuwanie, prostowanie) treści rzekomo naruszających dobra osobiste każdej osoby -- bez względu na to, czy informacja jest prawdziwa, czy nieprawdziwa. Administrator strony będzie na to miał 48 godzin od otrzymania stosownego żądania -- bez prawa wejścia w polemikę z żądającym, który poczuje, że go skrzywdzono -- a jeśli nie zrobi co do niego należy, zapłaci 12 tys. euro kary.

Nie mam zamiaru ukrywać, że ten spaghetti western przywodzi mi na myśl co może dziać się u nas, jeśli źle pójdą prace nad planowaną nowelizacją zasad notice & takedown (czyli art. 14 ust. 1 UoŚUDE). Na dziś bowiem wychodzi na to, że owszem: e-usługodawca będzie miał obowiązek tymczasowo zablokować dostęp do bezprawnych danych na samo wezwanie osoby, która przedstawi się jako pokrzywdzona -- ale może być też i tak, że ta tymczasowość będzie trwała wieczność.

Gorzej, jeśli ten trend przeniesie się z ziemi włoskiej do polskiej -- czego pewnie chciałby mec. Roman Giertych.

...zresztą po co dumać o zmianach prawa, skoro i bez nich sąd w Tarnowie potrafi polecieć kontra art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, bo autor bloga ponosi odpowiedzialność za bezprawne treści zawarte w komentarzach pod jego blogiem, bo mógł przecież zezwolić na dodawanie komentarzy po zalogowaniu się dopiero, albo moderować komentarze... (o sprawie -- warto! -- poczytać na stronie Obserwatorium Wolności Mediów HFPR).

Komentarze (13)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]
2012-01-30 09:43
masło roślinne:
"Słynne masło roślinne"
Przecież jest wyraźnie napisane, że roślinne i nie sądzę, aby ktokolwiek się pomylił i wziął to[...]