Jeszcze o konsekwencjach "unijnego" wyroku Trybunału
 Oceń wpis
   

Na marginesie tekściku o wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w którym dotknięto problemu oceny zgodności prawa unijnego (wtórnego) z polską konstytucją -- bo dostałem parę listeli z uwagami od "czego ci tam brak, przecież wszystko jasne!", aż po "ale o co w ogóle biega?" -- pozwolę sobie poświęcić jeszcze parę zdań temu, czego w notce prasowej brakuje -- ale czego, mam nadzieję, nie zabraknie w pisemnym uzasadnieniu:

  • rozstrzygnięcie zostało wydane w (podkreślanym w informacji prasowej) następującym stanie prawnym: skarga odnosiła się do niezgodności z Konstytucją RP prawa wtórnego UE (rozporządzenia) -- czy to oznacza, że Trybunał sugeruje nam, że (i) kontroli podlegać będzie tylko prawo wtórne?, (ii) tylko rozporządzenia KE?, (iii) a może jednak także -- po spełnieniu jakichś warunków (ale jakich?) także pierwotne ustawodawstwo unijne uznać będzie musiało prymat polskiej konstytucji?
  • faktycznie, jest różnica w brzmieniu -- a więc i w zakresie kontroli -- pomiędzy art. 188 (określającym kompetencje TK) i 79 ust. 1 konstytucji (skarga konstytucyjna) -- to właśnie fraza "akt normatywny" pozwoliła na przyjęcie, że możliwe jest rozpoznanie skargi konstytucyjnej na rozporządzenie EU -- jak jednak będziemy zatem w praktyce traktować wydane na podstawie art. 188 pkt 5 orzeczenie odnoszące się do przepisu przeniesionego do krajowego porządku prawnego z ustawodawstwa unijnego?
  • Trybunał miał się wyrazić, że wprawdzie nie może w takim przypadku orzec o utracie mocy przez rozporządzenie KE, może jedna -- po stwierdzeniu ich niezgodności z polskim porządkiem konstytucyjnym -- uniemożliwiać ich stosowanie w Polsce; szukam w konstytucji, szukam w ustawie o TK -- i czegoś takiego jak "uniemożliwić stosowanie" nie widzę (art. 190 ust. 3 konstytucji, art. 71 ust. 2 ustawy o Trybunale). Jak zatem sędziowie raczą to napisać -- zwłaszcza, że jakieś notki prasowe (a nawet uzasadnienie) jest cierpliwe, ale już w sentencji wyroku nie można sobie pozwalać na aż taką dowolność...

Słowem: ubiegłotygodniowe orzeczenie niewątpliwie jest bardzo ciekawe i fajnie byłoby, gdyby Trybunał nie zwlekał z publikacją uzasadnienia -- jednak wydaje się, że to dopiero początek ucierania się relacji polskiego ustawodawstwa z porządkiem unijnym.

Komentarze (9)
Trybunał o prymacie polskiej konstytucji nad prawem unijnym
 Oceń wpis
   

Wczoraj Trybunał Konstytucyjny niezwykle ciekawy i doniosły wyrok, którego prawdziwe znaczenie i konsekwencje poznamy za jakiś czas: w kompetencjach Trybunału leży także badanie zgodności rozporządzeń unijnych z Konstytucją Rzeczypospolitej. Wynika to z zasady nadrzędności naszej ustawy zasadniczej -- i tak jak Trybunał Sprawiedliwości EU odpowiedzialny jest za ocenę zgodności rozporządzeń z pierwotnym prawem unijnym, tak Trybunał Konstytucyjny uprawniony jest do badania ich zgodności z konstytucją polską. Skutkiem negatywnej oceny nie będzie uchylenie normy (bo takich kompetencji TK nie ma i mieć nie może) -- jednak niezgodne z naszą ustawą zasadniczą prawo pochodne nie może być stosowane w polskim porządku prawnym (wyrok z 16 listopada 2011 r., sygn. akt SK 45/09).

Orzeczenie dotyczyło skargi konstytucyjnej na rozporządzenie Rady (WE) nr 41/2001 w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych, któremu skarżący zarzucił niezgodność z konstytucyjną gwarancją sprawiedliwego procesu przed niezawisłym sądem oraz zasadą równości wobec prawa. I chociaż TK skargi nie uwzględnił, sam fakt, że zajął się relacjami prawa europejskiego do prawa krajowego, jest wystarczająco istotny, by poświęcić mu krótką notkę na łamach Lege Artis (krótką z racji tego, że na podstawie komunikatu prasowego trudno wysnuć lepsze wnioski, niż to, co da się właściwie powtórzyć za Trybunałem).

Dość jednak rzec, że zdaniem sędziów:

  • mówiący o skardze konstytucyjnej art. 79 ust. 1 konstytucji nie ogranicza rodzaju aktu normatywnego, którego niezgodność może mieć negatywny wpływ na prawa i wolności obywatelskie -- może być to zarówno akt prawny pochodzący od organu krajowego, ale i norma europejska;
  • polskie sądy i organy administracji publicznej mogą i powinny stosować w swojej pracy rozporządzenia unijne, zaś rozporządzenia EU mogą dotykać sfery praw i wolności obywatelskich;
  • prawo unijne zachowuje pierwszeństwo nad ustawodawstwem polskim (bo tak mówi art. 91 ust. 3 konstytucji), jednak już w przypadku kolizji prawa EU z ustawą zasadniczą prymat zachowuje ta druga -- bo takie są konsekwencje art. 8 ust. 1 Konstytucji RP;
  • oznacza to, że nasza konstytucja może być wzorcem do oceny zgodności prawa europejskiego z fundamentami ustrojowymi Polski (to jest w sumie powtórzenie tez za wyrokiem K 18/04);
  • oczywiście, do pełnej oceny -- w tym obalania -- prawa europejskiego powołany jest Trybunał Sprawiedliwości EU, przeto nasz Trybunał nie może uchylać takich norm -- może jednak stwierdzać ich niezgodność z polskim porządkiem prawnym, a przez to uniemożliwiać ich stosowanie na obszarze Polski (znaczy się: takie rozporządzenie nadal będzie sobie funkcjonować, ale nie u nas);
  • możliwość stosowania konstytucji jako wzorca oceny europejskiego prawa pochodnego ograniczona jest wyłącznie do skargi konstytucyjnej (nie będzie przysługiwać organom państwa uprawnionym do zaskarżenia norm prawnych) i tylko do sytuacji, kiedy ochrona praw człowieka przez organy Unii nie jest wystarczająca.

W samym wątku będącym przedmiotem oceny Trybunału nie znaleziono przesłanek pozwalających na wykluczenie zastosowania zaskarżonego aktu w Polsce (co dla skarżącej strony niewątpliwie jest problemem), jednak samo orzeczenie wydaje mi się nie tylko rozsądne i prawidłowe, także w świetle tego, do czego Unia przecież ma służyć -- a więc na pewno nie do tego, żeby pogarszać sytuację obywateli państw unijnych pod względem gwarancji przysługujących im praw i wolności).

Na koniec jeszcze raz powtórzę: z ostateczną oceną wyroku warto poczekać na pisemne uzasadnienie, jednak bez dwóch zdań -- jest ciekawie.


PS dziś rano temu blogasku cykło 5 lat. Horror -- nie sądziłem, że tak to będzie. Wciągnęło, ale myślę o podleczeniu się z nałogu.
Tym nie mniej dziękuję i pozdrawiam wszystkich P.T. Czytelników Lege Artis!

Komentarze (11)
O wylewaniu dziecka z kąpielą po 11 listopada
 Oceń wpis
   

occupy wall street guy fawkesWychodzi na to, że piątkowe rozróby w Warszawie -- przy czym mało mnie interesuje czyja racja jest najważniejsza w "debacie" pogrobowców Karola Marksa i Ernesta Röhma -- będą miały jeden zasadniczo pozytywny skutek dla naszej władzy: oto nadarzyła się okazja by wygodnie uzasadnić ograniczenie swobód i wolności obywatelskich.

Rząd już planuje zmianę prawa o zgromadzeniach -- nawet konstytucji, jeśli będzie trzeba -- ponieważ jak powiedział Prezes Rady Ministrów "musimy bez histerii zastanowić się, czy potrzebne są zmiany przepisów, jeśli chodzi o swobodę manifestacji i wyrażania poglądów". Zacznie się od zakazu zasłaniania twarzy przez uczestników zgromadzeń publicznych i zwiększenia odpowiedzialności organizatorów za szkody wyrządzone przez uczestników manifestacji (zdaje się, że taki projekt już powstał u prezydenta), być może będzie także zakaz organizowania kilku (konkurencyjnych? -- to wcale nie takie głupie pytanie) imprez równocześnie w jednym miejscu.

Każdy z tych pomysłów jest równie niepotrzebny i szkodliwy, bo wynika z identycznych założeń, jakie podyktowały rządowi zmianę prawa anty-hazardowego -- a także bezskuteczny:

  • od zakazu zasłaniania twarzy lepszy jest zakaz bicia się i rzucania kamieniami -- skądinąd chyba już obowiązujący w naszym prawie? -- a jednak jakoś ten, kto chce sobie porzucać kamieniami nie robi sobie z tego problemu: skąd zatem myśl, że będzie się przejmował zakazem okrycia twarzy jakąś chustą? Czyżby zatem prezydent z premierem faktycznie byli aż tak naiwni, żeby myśleć, że sankcja za występy w zamaskowaniu kogokolwiek -- z chuliganów -- jest w stanie odstraszyć od chuligaństwa?
  • problemem jest bowiem przecież -- warto przypomnieć -- nie to, że ktoś idzie na manifestację w przebraniu (np. w masce katolickiego zamachowca, jak czyni to wielu protestujących na Manhattanie czy w Londynie... oto i siła popkultury w świecie nonkonformistów ;-) -- lecz to, że idzie tam się bić i rozrabiać. Dorzućmy policji nakaz legitymowania wszystkich, którzy przyjdą z zakrytymi buziami (a mnie się znów przypomina finałowa scena "V for Vendetta"), a prawdziwe łobuzy będą miały raj;
  • nie lepiej jest z pomysłem na obciążenie finansowe organizatorów manifestacji: po pierwsze pachnie mi to odpowiedzialnością zbiorową (kodeks cywilny przewiduje różnego rodzaju sytuacje, w których można odpowiadać na zasadzie ryzyka, jednak raczej nie wynika to z zasady "tak bo tak"), po drugie -- jeśli ustawodawca chciałby dać jednak szansę organizatorowi możliwość jakiegoś ekskulpowania się -- byłoby niezwykle trudno wykazać się, że "to nie nasi, oni tu się przyplątali";
  • no właśnie: warto zawsze pamiętać, że pod każdą taką imprezę zawsze może się ktoś podpiąć. Tym razem byli to jacyś kibole-chuligani z jednej, oraz "dobrzy Niemcy", których oczywiście nikt nie zapraszał -- innym razem może być to facet z pistoletem. Czy za strzelaninę w tłumie też ma odpowiadać organizator publicznej manifestacji -- tylko dlatego, że strzały padły ze środka -- albo cieć, jeśli strzelać będzie z okna pobliskiej kamienicy?
  • natomiast co do zakazu organizowania ("wydawania zgody" jak to ładnie mówili) kilku zgromadzeń w jednym miejscu równocześnie, to mogę dodać tylko jedno: w ten sposób wystarczy, że jakaś organizacja albo pojedyncza osoba zmonopolizuje wszystkie dobre punkty w mieście w okolicach 1 i 3 maja, 11 listopada (albo 31 sierpnia) -- i żywy tam nie przyjdzie nikt.

Każda z propozycji pojawiających się po piątkowych zadymach wynika (moim zdaniem) ze skazy, na którą cierpi większość polityków (i osób, które myślą o sobie jako o działaczach): dla każdego z nich zgromadzenie (manifestacja, parada, pikieta) oznacza imprezę zorganizowaną pod egidą władz (państwowych, lokalnych), w której kroczy prezydent (Rzplitej, miasta) -- słowem: oficjałki. Ot proszę, w Paradzie Schumana, którą "poprzedziła Debata dla Europy. Wzięli w niej udział marszałek sejmu Bronisław Komorowski, Tadeusz Mazowiecki, przewodniczący komisji spraw zagranicznych parlamentu europejskiego Jacek Saryusz - Wolski i wiceprzewodniczący parlamentu europejskiego Marek Siwieca". Takie podejście wyklucza pozytywną konotację (choćby w myślach) zgromadzeń nieurzędowych -- jako coś szkodliwego, prowadzącego niechybnie do burd i zamieszania.

Jest jeszcze drugi problem: łże-liberalizm, na który także cierpi wiele z postaci tej tragedii -- w ich wydaniu ów liberalizm polega na wyrażaniu tolerancji i akceptacji wyłącznie dla zjawisk, które samemu się popiera, przez co nie ma on nic wspólnego z tradycyjnym liberalizmem, który "nakazuje" akceptować nawet zachowania, do których samemu nie ma się szczególnego serca (vide nasza dyskusja nt. wtykania biało-czerwonej w psie kupy). I tak koledzy posła Palikota chętnie przejdą się ulicami na znak poparcia dla legalizacji marihuany (nie mówiąc o wspomnianej już Paradzie Schumana) -- jednak analogiczne prawo innych osób do występowania choćby i pod narodowymi hasłami już zdaje się im raczej przeszkadzać.

Słowem: jest źle, w piątek było beznadziejnie, jednak propozycje premiera i prezydenta akurat poprawie bezpieczeństwa niespecjalnie się przysłużą.

 

PS na zdjęciu: jeden z "okupujących Wall Street" w masce Guya Fawkesa (nb. fanatycznego działacza katolickiego, jak zapewne określiłaby go p. Wanda Nowicka). Wychodzi na to, że jeśli kogoś wkurza blokada Zuccotti Park, najprościej uchwalić zakaz -- i po ptokach.

Komentarze (29)
O posłach, co się informacji publicznej nie kłaniają
 Oceń wpis
   

CZARNECKI -- ostatni na liście -- pierwszy w pracy

A teraz, kiedy już z grubsza wiadomo komu przyjdzie posiedzieć w (p)oślej ławce, warto sobie powiedzieć kim (nie) jest i czego (nie) musi poseł. Na przykładzie z księżyca wziętym.

Oto jeden z P.T. Czytelników Lege Artis, bazując na przepisach o informacji publicznej, zdecydował się zapytać jednego z posłów o koszty prowadzonej w lipcu -- a więc przed rozpoczęciem kampanii wyborczej -- "kampanii informacyjnej" (poseł zdecydował się na otwarcie okienka konsultacyjnego prawnego, o czym raczył poinformować obywateli z plakatów). Deputowany nie raczył odpowiedzieć, przeto ciekawski obywatel zdecydował się wnieść skargę na bezczynność do WSA, zarzucając m.in. naruszenie art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.

art. 61 Konstytucji RP:
1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.
3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.
art. 4 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej:
1. Obowiązane do udostępniania informacji publicznej są władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne, w szczególności:
  1)   organy władzy publicznej,
  2)   organy samorządów gospodarczych i zawodowych,
  3)   podmioty reprezentujące zgodnie z odrębnymi przepisami Skarb Państwa,
  4)   podmioty reprezentujące państwowe osoby prawne albo osoby prawne samorządu terytorialnego oraz podmioty reprezentujące inne państwowe jednostki organizacyjne albo jednostki organizacyjne samorządu terytorialnego,
  5)   podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym, oraz osoby prawne, w których Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub samorządu gospodarczego albo zawodowego mają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów.
art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora:
Posłowie i senatorowie powinni informować wyborców o swojej pracy i działalności organu, do którego zostali wybrani.
Ogólnie chodzi o ten przepis, w myśl którego każdy z nas ma konstytucyjne prawo do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne oraz o działalności organów władzy publicznej. Co się tłumaczy -- że pozwolę sobie zacytować artykuł Agaty Niżnik-Muchy "Problematyka zakresu przedmiotowego konstytucyjnego prawa do informacji publicznej" (CASUS 2008/2/15): "Charakter informacji, o której mowa w art. 61 ust 1 Konstytucji RP, będzie miała zawsze działalność publiczna osób wykonujących funkcje publiczne, tj. działalność wykonywana w ramach i w bezpośrednim związku z funkcjonowaniem określonej instytucji publicznej. Z kolei charakteru takiego nie będzie miała co do zasady sfera życia prywatnego tych osób, która pozostaje pod ochroną prawną w ramach konstytucyjnego prawa do prywatności"
Czyli jeśli poseł się żeni albo zmienia płeć, to jego sprawa; ale jeśli poseł -- zwłaszcza za pieniądze, które dostał z Kancelarii Sejmu -- prowadzi jakiś kącik porad prawych, to powinien się z tego wyspowiadać.

Co ciekawe Wojewódzki Sąd we Wrocławiu odrzucił skargę na bezczynność twierdząc, że poseł na Sejm RP nie jest obowiązany do udostępniania informacji publicznej (postanowienie z 28 września 2011 r., IV SAB/Wr 87/11).

A nie jest, ponieważ:

  • w momencie wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej przepisy konstytucji utraciły przymiot samodzielnej podstawy do żądania takich informacji, zaś zgodnie z art. 8 ust. 2 konstytucję stosuje się bezpośrednio tylko o tyle, o ile ona sama nie stanowi inaczej;
  • natomiast wśród podmiotów podlegających przepisom ustawy nie wskazuje się (art. 4) posłów na sejm;
  • zaś ustawowy obowiązek "spoczywa na tych wszystkich, którzy są władzami publicznymi albo wykonują zadania publiczne";
  • zaś poseł na sejm "jest podmiotem wykonującym funkcje publiczne", co "wynika z samej istoty funkcji jaką jest sprawowanie mandatu, a więc sprawowanie zwierzchniej władzy przez Naród", ale nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne, więc "sąd zgadza się zatem ze stanowiskiem odpowiedzi na skargę, gdyż poseł nie jest organem administracji publicznej" (czy tylko ja mam wrażenie, że tu Wysoki Sąd kompletnie się pogubił w racjonalnym i logicznym wnioskowaniu??);
  • w dodatku kwestię informowania wyborców reguluje art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, zaś zgodnie z art. 1 p.p.s.a. poseł -- nie będąc organem administracji -- nie podlega kognicji sądów administracyjnych;
  • a zatem skoro "poseł aczkolwiek wykonuje funkcję publiczną, to nie realizuje zadań publicznych", wniosek należało potraktować tak, jak go potraktowano.

W pierwszym odruchu: zdębiałem. Po namyśle -- zbaraniałem.

Najbardziej rzuca się w oczy argumentacja o tym jakoby ustawa "wyłączała" konstytucję: w art. 61 ust. 1 konstytucji piszą wprawdzie o osobach pełniących funkcje publiczne, o czym w ustawie się już nie wspomina (zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy podlegają jej władze publiczne i podmioty wykonujące zadania publiczne), co pozwala sądowi na zbudowanie dość karkołomnej łamigłówki.
Pogląd taki jest oczywiście o tyle błędny, o ile treść ustawy nie może derogować jakiegoś prawa konstytucyjnego -- jeśli taki byłby jej skutek, natychmiast powinien zająć się nią Trybunał Konstytucyjny, i nie pomogłaby tu nawet możliwość ograniczenia prawa do informacji publicznej (art. 61 ust. 3 konstytucji).

Tu akurat sąd kompletnie nie ma racji: skoro w rozdziale poświęconym prawom obywatelskim -- dostęp do informacji publicznej jest przecież jednym z praw politycznych -- mowa jest o kontroli osób pełniących funkcje publiczne, i skoro funkcja posła na sejm jest funkcja publiczną -- to żadna ustawa nie może ograniczać prawa do żądania informacji o tym na co poseł wydaje poselskie pieniądze.
A jeśli nawet nie jest to w ustawie o dostępie do informacji publicznej -- u licha, z art. 61 ust. 4 nie wynika, że to musi być jedna ustawa (i nie jest!) -- i nie ma o tym niczego w żadnej innej ustawie (bo nie rozśmieszajcie mnie lakoniczną deklaracją w art. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora) -- to nie oznacza, że nasze konstytucyjne prawo umarło. Tu sąd się myli i to aż czytać hadko...

Czy to oznacza, że nie ma bata na bezczynność posła, który ignoruje jego konstytucyjną powinność, który ma w głębokim poważaniu ustawę o wykonywaniu mandatu i nie chce dobrowolnie wyspowiadać się z tego, co robi? Czy faktycznie jest tak, że skoro poseł nie jest organem administracji (bo nie jest), to jego bezczynność nie może zostać poddana ocenie sądu -- bo art. 1 p.p.s.a. mówi co mówi?

Moim zdaniem: i tak, i nie tak, ale nie z przyczyn, o których pisze sąd.
Otóż mnie się wydaje (temat do dyskusji), że ustawa prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi ma zastosowanie w sprawach dotyczących informacji publicznej nie dlatego, że coś takiego wynika z jej art. 1, lecz dlatego, że chce tego art. 21 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zatem możliwość wniesienia skargi na bezczynność do sądu administracyjnego nie wynika z tego, że zobowiązanym będzie organ administracji (bo przecież podmiot dysponujący majątkiem publicznym też nie jest organem administracji), lecz wyłącznie z tego, że wśród podmiotów wskazanych w art. 4 ustawy o IP faktycznie nie ma posłów i senatorów.
O przymuszeniu -- sądowym, albo poprzez skargę do marszałka stosownej izby -- nie ma w żadnej innej ustawie.

Czyli: konstytucyjny obowiązek spowiedzi z tego jak wydawane są nasze pieniążki na piastunach mandatu niewątpliwie spoczywa, ale jak się zaprą -- nie ma sposobu na zmuszenie ich do udzielenia informacji.

To bardzo chytry (i bardzo skuteczny) zabieg ze strony naszych posłów i senatorów: macie tu konstytucję i swoje prawa i wolności, macie nawet jakieś tam sposoby dochodzenia swoich praw politycznych -- ale od nas ręce precz.
I chyba faktycznie: dopóki nie napiszą w jakiejś ustawie jaki jest sposób przymuszenia posła do udzielenia odpowiedzi, nie ma co się szarpać.


PS po namyśle stwierdzam: skargi kasacyjnej wnosić nie ma co. I nie dlatego, że sąd się pomylił, bo w sumie chyba jednak ma rację -- stąd zresztą odrzucenie skargi, a nie oddalenie (jakby oddalił, to byłaby inna para kaloszy).

Komentarze (12)
O wolności posiadania broni palnej
 Oceń wpis
   

Pół zdania warto poświęcić reakcjom na zamachy zorganizowane przez norweskiego szaleńca: wybuch bomby w centrum Oslo oraz masakrę na wyspie Utoya.

Rzecz w tym, że mówi się o tym, by Unia E. jeszcze bardziej ograniczyła dostęp do broni, tak by takie rzeczy nie mogły się już więcej powtórzyć.

To tradycyjny błąd logiczny polityków -- przytrafiający się także naszym przewodniczącym -- którym zdecydowanie za często zdarza się mylić własne marzenia z rozsądnymi przemyśleniami wynikającymi z analizy problemu i przedkładać dojutrkowość nad wgląd w trwałe skutki swoich decyzji.

Takie gadanie będzie miało sens tylko w jednym przypadku: jeśli rezolucją dowolnego gremium europejskiego lub światowego uda się przerwać produkcję broni palnej i amunicji na całym świecie oraz równocześnie przekonać posiadaczy już wyprodukowanego sprzętu do jego prędkiego zniszczenia. Bez znaczenia czy to broń myśliwska, bojowa czy jakakolwiek inna.
Gangsterzy czy szaleńcy w gatunku Andersa Behringa Breivika nie biorą przecież karabinów z publicznie dostępnych sklepów. Rzadko też zdarza się, żeby zbrodni dokonał jej legalny posiadacz -- przykładem niech tu świeci do znudzenia przywoływania przeze mnie w takich dyskusjach Helwecja, gdzie praktycznie w każdym domu znajduje się nieźle wyposażona zbrojownia. I nic złego się nie dzieje.

Natomiast lżej na sercu się robi kiedy czytam, że jednak nie wszyscy politycy popadają w owo magiczne europejskie myślenie. Cytowany przez media Andrzej Czuma mówi -- a ja się z nim zgadzam -- że ograniczenie dostępu do broni służy bandytom, bo gdyby na tej wyspie "choćby jeden z tych biednych ludzi miał jakąś broń, w ciągu 10 sekund by ją odbezpieczył i uratował kilkadziesiąt osób". Bo chociaż nie da się mieć takiej pewności, snuć można przypuszczenia, że faktycznie ktoś mógłby dać sobie radę.

Komentarze (28)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D