Debile z sądów gówno wiedzą o wolności słowa
 Oceń wpis
   

Sporo  P.T. Czytelników -- którzy zwykle kibicują mi w moich teoretycznych elukubracjach dotyczących wolności słowa -- nie podziela mojego praktycznego poglądu o wyrokach w procesach o ochronę dóbr osobistych, jakie wydawcy medialni wytoczyli profesorce Środzie ("ubecki program") i poecie Rymkiewiczowi ("duchowi spadkobiercy KPP").

Mógłbym zatem napisać teraz kolejny tekst o wolności ostrego słowa, o tym, że właśnie od ograniczania "niekulturalnych" wypowiedzi i "inwektyw" z "rynsztoka" oraz przypominania, że "zwykłe chamstwo kosztuje" zwykle się zaczyna -- ale tym razem pozwolę sobie posiłkować się garścią cytatem i konkluzją z dzisiejszego komentarza Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pod którym oburącz mógłbym się podpisać (autorem jest dr Ireneusz C. Kamiński, polecam lekturę całego niedługiego tekstu):

Wypowiedź Rymkiewicza trudno nazwać elegancką. Elegancja nie jest jednak tym kryterium, które w prawniczych kategoriach rozstrzyga, czy doszło do przekroczenia granic wolności wypowiedzi, uprawniając do użycia sankcji prawnych. W debacie politycznej i wokół ważnych publicznie kwestii (a taki charakter miał „spór o krzyż”) winny być prawnie tolerowane i mocne sformułowania, czego nie należy utożsamiać z przyzwalającą pozaprawną oceną. Sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazywali więc na swoją „nieprawniczą” dezaprobatę dla użytych w krytyce słów, równocześnie orzekając, że niewielkie sankcje wymierzone przez sądy krajowe naruszały chroniący swobodę wypowiedzi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Tak było przykładowo w sprawach, gdy podczas krytyki pod adresem adwersarzy padały takie słowa jak idiota (Obeschlick przeciwko Austrii, nr 2), bufon i prostak (Lopes Gomes da Silva przeciwko Portugalii), czy polityczny inwalida (Pakdemirli przeciwkoTurcji).

Tymczasem -- jak przypominają Helsińczycy -- dwa dni przed tym jak warszawski sąd odmówił Rymkiewiczowi prawa do prowadzenia fundamentalnej polemiki z Agorą, Trybunał orzekł w sprawie węgierskiego dziennikarza, który napisał o wyrobach pewnego producenta win (tłumaczenie moje i luźne, lecz za stroną Trybunału, Uj p-ko Węgrom, sprawa nr 23954/10): 

W dziewięciu na dziesięć przypadkach produkty T.Zrt, dostępne w cenie poniżej 1000 forintów za butelkę, przedstawiciela rejonu, który słynie z doskonałego wina, przyprawiają mnie o płacz. Nie tylko ze względu na smak -- mimo że sam łatwo mógłby powodować rzewne łzy: produkcja kwaśna, tępa i zbyt utlenione, złej jakości składniki pochodzące z wszelkiego rodzaju resztek, szara pleśń plus odrobina cukru z Szerencs, przechowywane w stęchłych beczkach... setki tysięcy Węgrów pije to gówno z dumą, nawet oddaniem... Nasz cierpiący naród kształtowany jest by pić to i przepłacać za to tylko dlatego, że mowa jest o państwowym przedsiębiorstwie. Wyjaśnia się nam to bardzo dokładnie, z użyciem maksymalnie kretyńskiej demagogii z lewa i z prawa, że to jest nasz skarb narodowy i tak to ma wyglądać, za nas wszystkich pieniądze, i to jest bardzo, bardzo dobre, a my nawet mamy być z tego zadowoleni i zachować przyjemny wyraz twarzy. Tak właśnie mieszkańcy tego kraju są poniżani przez skunksiarski reżim -- półlitrówką alkoholowego napoju.

Przyznasz, P.T. Czytelniku, że to wypowiedź skandaliczna, obraźliwa i niekulturalna, pełna inwektyw -- po prostu chamska.

Tak samo potraktował ją najpierw producent szajsowatego wina, a następnie madziarski sąd (Polak-Węgier dwa bratanki?), uznając żurnalistę winnym zniesławienia: bo dziennikarz wyszedł poza granice dopuszczalnej krytyki, bo została zagrożona reputacja producenta wina. W apelacji lekko zmieniono kwalifikację -- sąd doszedł do przekonania, że nie jest to zniesławienie, lecz pomówienie -- zaś szczególnie obraźliwe było użycie słowa "gówno" w ocenie wina (ciekawe czy kazali p. Uj przedstawić dowód na tę okoliczność?)

Niestety -- dla naddunajskich i nadwiślańskich sądów -- orzekającym nad rzeką Ill zmienia się perspektywa: zdaniem ETPCz ściganie dziennikarza za naruszenie reputacji komercyjnej przedsiębiorstwa jest niedopuszczalne: przedsiębiorstwo -- w przeciwieństwie do osoby fizycznej, której przysługuje ochrona godności -- może mieć tylko komercyjne interesy, te zaś pozbawione są moralnego wymiaru.

I stąd wyroki uznające węgierskiego dziennikarza winnym pomówienia zostały uznane za naruszające art. 10 Konwencji -- i podobnie może być, jak konkluduje dr Kamiński, także w sprawie Jarosława Marka Rymkiewicza.

Moja konkluzja: debile z sądów gówno wiedzą o wolności słowa. Ot co.

Komentarze (20)
Trybunał za a nawet przeciw kodeksowi wyborczemu
 Oceń wpis
   

Z listy Rafała Dutkiewicza kandydują zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego

A więc stała się jasność: Trybunał Konstytucyjny orzekł o zgodności (i częściowej niezgodności) kodeksu wyborczego z konstytucją -- co najprościej można skwitować: dużo się musiało zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu -- bo jak inaczej skwitować tytuł notatki prasowej opublikowanej na stronie Trybunał.gov.pl ("Dwudniowe wybory są niezgodne z konstytucją. Głosowanie korespondencyjne i przez pełnomocnika -- zgodne z konstytucją. Spoty i bilbordy zostają. Jednomandatowe okręgi wyborcze są zgodne z konstytucją.")

Dla mnie -- mimo pojawiających się głosów "wyrok był do przewidzenia" -- wyrok oczywiście stanowi zaskoczenie o tyle, o ile nada staram się wierzyć w rozsądek naszego sądu nad prawem (lecz wiara ta wyraźnie gaśnie z roku na rok). Tam, gdzie mój kciuk powędrowałby w górę, Trybunał pokazał w dół -- i vice versa.

Oczywiście, ja jestem sobie takim błahym blogerkiem, oni są sędziami Trybunału, jednak nie oznacza to, że nie mogę podzielić się z P.T. Czytelnikami kilkoma  :

wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 20 lipca 2011 r. dot. ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. -- kodeks wyborczy (oraz ustawy zmieniającej kodeks wyborczy z 3 lutego 2011 r.), sygn. akt K 9/11

  • wybory zorganizowane w dwa dni są niezgodne z art. 98 ust. 2 i ust. 5 oraz art. 128 ust. 2 konstytucji, bo prezydent powinien wyznaczyć wybory na dzień wolny od pracy... no zaraz: jeśli wybory zostałyby przeprowadzone w sobotę i niedzielę albo niedzielę i poniedziałek, to niewątpliwie byłyby zorganizowane w dzień wolny od pracy. Tam nigdzie nie jest napisane "wyłącznie" albo "tylko" albo "w żaden inny" -- trzeba dać ludziom możliwość spokojnie zagłosować w taki dzień, w który (teoretycznie) nikt nie idzie do pracy -- ale z pewnością nie odbiera im tego prawa możliwość pójścia do głosowania w sobotę lub poniedziałek. A wszystko dlatego, że w konstytucji napisali "dzień" w liczbie pojedynczej... no tak, bo przecież jakby napisali "w dni wolne", to by zaraz się okazało, że to muszą być dwie niedziele pod rząd (albo może i nie pod rząd?).
    (Warto przypomnieć, że nie tak dawno TK uznał, że 2-dniowe głosowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest O.K. i stąd też dwudniowe głosowanie do PE oraz w wyborach samorządowych się ostanie -- z tą różnicą, że o tych instytucjach ojcowie konstytucji "zapomnieli");
  • The candidate that gave up billboards
  • przepisy o głosowaniu korespondencyjnym lub przez pełnomocnika jest zgodne z konstytucją -- chociaż jest w niej mowa o "bezpośredniości głosowania" (art. 96 ust. 2, art. 98 ust. 2 i art. 127 ust. 1) -- gdzie ową "bezpośredniość" zawsze przekładano także na "osobistość" aktu wyborczego ("bezpośredniość" jako brak wielostopniowości to drugi, nie mniej istotny, element wykładni tego przymiotnika wyborczego). A tu proszę bardzo -- "Głosowanie przez pełnomocnika jest jedną z alternatywnych form głosowania, a tym samym jest dodatkową gwarancją korzystania przez obywateli z czynnego prawa wyborczego. Nie oznacza ono przeniesienia na pełnomocnika praw wyborczych przysługujących osobie, która pełnomocnictwa udziela. Pełnomocnictwo obejmuje upoważnienie pełnomocnika do oddania głosu w wyborach zgodnie z wolą mocodawcy i w jego imieniu" -- acz bez możliwości kontroli sposobu skorzystania z pełnomocnictwa (co dodaje sam TK w komunikacie). 
    I dla porównania: w przypadku głosowania poza niedzielą się tak nie dało, ponieważ "Trybunał nie podzielił stanowiska Sejmu, że trwające jeden dzień głosowanie stanowi swoiste minimum gwarancji realizacji przez obywateli ich czynnego prawa wyborczego, które to minimum może być rozszerzone przez ustawę zwykłą, czego przejawem ma być głosowanie w ciągu dwóch dni. Innymi słowy, zdaniem Sejmu, dwudniowe głosowanie "jest proobywatelskim rozwinięciem zasad i norm konstytucyjnych" -- bezpośredniość można rozwinąć przez pełnomocnika, ale niedziela przez to, że staje w szeregu z innym dniem, przestaje być dniem wolnym od pracy...
  • nici z zakazu głupich plakatów o powierzchni przeszło 2 m.kw. oraz ogłupiających spotów radiowo-telewizyjnych, bo... mamy wolność słowa (jasne: w kontekście niedawnego wyroku TK ws. przestępstwa znieważenia prezydenta można zapytać czym zdaniem Trybunału jest wolność słowa?). I ta właśnie wolność -- rozumiana jako prawo pozyskiwania informacji i wyrażania swojego zdania -- obejmuje także partie polityczne, więc chociaż 430 posłów dobrowolnie się postanowiło zrzec korzystania z tego prawa, a później część się zmitygowała (o tym więcej poniżej) -- Trybunał wie lepiej.
    Akurat wolność słowa jest mi miła, aczkolwiek -- biję się w piersi -- nigdy nie patrzyłem na owe plakaty i audycje emitowane w radiu i TV jako na jakiś wybitny przejaw realizacji wolności słowa. Ale faktycznie, chyba trzeba będzie wziąć do serca porada, iżby ustawodawca zmienił "przepisy o finansowaniu kampanii, a nie wymuszać zmiany zachowań w tym zakresie przy pomocy instrumentów ograniczających wolność słowa" -- dzięki czemu (jak to rozumiem) plakaty będzie można wieszać, acz nie będzie można za nie płacić z kasy partyjnej...
  • natomiast mucha nie siada jeśli chodzi o jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu -- nie dość, że jestem cały za, to jeszcze naprawdę trudno mi podzielić pogląd o rzekomej nierówności takiego rozwiązania (wzorcem był tu art. 62 ust. 1 w zw. z art. 32 ust. 1 ustawy zasadniczej), co rzekomo miałoby skutkować koniecznością zachowania równości materialnej w wyborach do izby wyższej parlamentu (moim zdaniem dopiero jednomandatowe okręgi tak naprawdę pozwalają oddać istotę owej równości w wyborach)
  • do kosza poleciała też cała nowela z 3 lutego 2011 r. jako przeprowadzona na mniej niż pół roku przed wyborami (co ciekawe kodeks wyborczy był już łącznie pięć razy zmieniany -- chociaż nie zdążył nadal wejść w życie! -- mamy więc ciekawą sytuację, że kolejne zmiany będą obowiązywać, ponieważ nikt nie zdążył ich zaskarżyć -- chociaż są nie mniej niekonstytucyjne co do trybu wprowadzenia... -- zwraca zresztą na to uwagę sędzia Mirosław Granat w swoim zdaniu odrębnym.)

Co ciekawe do orzeczenia posypały się zdania odrębne: jak podaje prasa większość sędziów uznała, że ustawa zmieniająca zasady przeprowadzania wyborów nie powinna być wprowadzana tuż przed wyborami, bo "sprzeczne z konstytucyjną zasadą trójpodziału władz jest umożliwienie prezydentowi przesądzenia o tym, na jakiej podstawie odbędą się wybory" (i tu pełna zgoda: wiadomo, że prezydent mógłby już dziś ogłosić datę wyborów, ale tego nie zrobił, bo cały czas czekał na wejście w życie kodeksu wyborczego).

I na zakończenie passus z notki prasowej: "Trybunał wziął pod uwagę fakt, że większość zaskarżonych obecnie regulacji prawnych została przyjęta w drodze konsensu wszystkich ugrupowań politycznych w parlamencie. Kodeks został uchwalony przez Sejm jednomyślnie. Za jego przyjęciem podczas III czytania głosowało 430 posłów na 430 głosujących, w tym również posłowie, którzy podpisali się pod wnioskiem do Trybunału w niniejszej sprawie." -- więc po pierwsze nie widzę skutków owego wzięcia pod uwagę, po drugie nie wiem w jaki sposób mógłby wziąć to pod uwagę (jakby na to nie patrzeć TK zobowiązany jest do badania konstytucyjności, nie woli politycznej) -- co nie zmienia faktu, że uważam, że mogłoby to być nawet ciekawe, gdyby Trybunał uznał, że w zakresie, w jakim dotyczy to partii głosujących za, partie te dobrowolnie poddały się tego rodzaju ograniczeniom (mam na myśli zwłaszcza te billboardy)... a może nawet przydałby się przepis, że poseł nie może podpisać się pod wnioskiem o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją, jeśli na sali plenarnej głosował za jakimś przepisem?

I ostatnie pytanie: czy my naprawdę mamy aż tak dobrą, czy aż tak złą ustawę zasadniczą, skoro się okazuje, że praktycznie nic się nie da bez jej modyfikacji?

Komentarze (18)
O uprawnieniach konsumenta przy niezgodności towaru z umową
 Oceń wpis
   

rękawiczki rowerowe bontragerTemat, który co jakiś czas (wcale nie tak rzadko) powraca w pytaniach do redakcji: kupiłem jakąś rzecz, momentalnie nawaliła -- sprzedawca umywa ręce, nie chce przyjąć reklamacji; co robić?

O uprawnieniach konsumentów zapisano już mnóstwo bitów i bajtów, szkoda czasu wyważać drzwi dawno otwarte już. Wydaje mi się jednak, że nadal jest parę rzeczy, które warto uwypuklić. W punktach, bo przejrzyściej (a i mnie łatwiej słowotoku uniknąć w ten sposób... bosz byle nie nastąpiła regresja do poziomu prezentacji w powerpoincie...):

  • po pierwsze: znów mówimy o uprawnieniach konsumenta (podobnie jak w przypadku umowy zawartej na odległość), więc każdy z P.T. Czytelników, który jest "człowiekiem z firmą" może czytać dalej hobbystycznie -- waszych zakupów ustawa o szczególnych sprzedaży konsumenckiej nie dotyczy;
  • po drugie: czytać nie przestają jednak ci z P.T. Czytelników, którzy będąc wprawdzie "ludźmi z firmą": (i) sprzedają, (ii) rzeczy ruchome, (iii) konsumentom. Słowem: mowa o sprzedaży w zakresie przedsiębiorstwa, obowiązkom tym nie podlegają okazjonalnie sprzedający używany rower na Allegro;
  • po trzecie: to nie jest tak, że sprzedawca odpowiada za to, że przez dwa lata towar się nie zepsuje. Ustawa nakazuje mu się tylko tłumaczyć za wady istniejące w rzeczy w chwili sprzedaży (albo jeśli nałgał co do właściwości sprzedanego towaru) -- ale nie za to, że rzeczy się zużywają;
  • od tego, że się zepsuło jest gwarancja (art. 13 ustawy) -- co ważne, to klient ma wybór czy woli iść do sprzedawcy na podstawie przepisów o odpowiedzialności za niezgodność towaru z umową, czy jednak woli uderzać do gwaranta z gwarancji;
  • mało tego: chociaż umowa zawarta z klientem nie może wyłączyć odpowiedzialności sprzedawcy, sama ustawa zwalnia go z niej m.in. w przypadku, jeśli kupujący wiedział o wadzie (albo jako rozsądny konsument łatwo mógł się dowiedzieć), albo jeśli sprzedawcy uda się wykazać, że nie znał zapewnień producenta co do cech towaru;
  • dalej: za te niedoróbki będzie odpowiadał wprawdzie całe 2 lata od zakupu towaru (termin ten można skrócić do jednego roku w przypadku sprzedaży towarów używanych), ale tylko przez pierwsze 6 miesięcy domniema się, że wada istniała w momencie wydania rzeczy. Po upływie tego okresu sprzedawca może powiedzieć, że sprzedawał niewadliwą rzecz -- a w przypadku ewentualnego sporu dowód będzie musiał przedstawić klient;
  • ale powiadomić sprzedawcę o wadliwości towaru trzeba w ciągu 2 miesięcy od zauważenia nieprawidłowości -- pod rygorem utraty uprawnień;
  • i jeszcze coś: to nie jest tak, że klient może oddać zepsuty towar, a sprzedawca musi zwrócić zapłaconą cenę. Takie uprawnienie przysługuje nam dopiero jeśli sprzedający nie jest w stanie raz-dwa (przy czym raz-dwa trwa aż 14 dni) naprawić rzeczy albo wymienić towaru na nowy. Także dopiero w ostatniej kolejności można żądać obniżenia ceny towaru (tj. jeśli nie da się go naprawić lub wydać nowego).
     

PS do napisania tego wszystkiego skłoniły mnie niedawne przeżycia: w sklepie Intersport kupiłem rękawiczki rowerowe Nakamura (cena 69,99 zł), które okazały się wybitnym badziewiem, bo nie dość, że żelowa poduszka rozkleiła się po 60 kilometrach w siodle (ci co mnie znają wiedzą, że to oznacza co najmniej 1/5 dystansu z ręką na kierownicy mniej ;-) to jeszcze ta "żelowa" wkładka okazała się być zwykłą gąbką. Ale sprzedawca stanął na wysokości zadania: reklamację rozpatrzono w tydzień, a nawet uznano moje zastrzeżenie, że "skoro muszę sobie kupić nowe rękawice, to przecież nie będę potrzebował dwóch par" (a na zdjęciu właśnie Bontragery) -- i zwrócono mi kasę.
Zwykle tu się wyzłośliwiam, ale tym razem muszę pochwalić: nie Nakamurę, lecz Intersport.

Komentarze (6)
Orange: dobry żart grosika wart
 Oceń wpis
   

Dawno nie było nic o moim ulubionym operatorze telekomunikacyjnym.

Oto dostałem od P.T. Czytelniczki -- abonentki PTK Centertel -- interesujące zgłoszenie: nawet korzystając (od wielu miesięcy) z możliwości jaką daje stałe obciążenie karty płatniczej(nie trzeba pamiętać o dacie zapłaty, wystarczy zapewnić odpowiednie środki na rachunku karty) wcale niekoniecznie uda się umknąć od odsetek za opóźnienie w zapłacie rachunku za telefon.

Jak to możliwe? To bardzo proste: wystarczy, że operator wyznaczy sobie datę płatności na 13 czerwca, jednak z niejasnych przyczyn pośle do banku zlecenie obciążenia karty dzień później -- i oto już 15 czerwca robi się cały 1 grosz odsetek ustawowych.

Orange 1 grosz odsetek

Jest to o tyle zabawne, że 13 czerwca to był poniedziałek (odpada więc problem ze zleceniem w weekend -- zresztą jak dotąd Orange sobie z tym dobrze radziło), zaś środki na karcie kredytowej oczywiście były.

Ja oczywiście gorąco zachęcam w takich przypadkach do składania -- piśmiennych, via listel (bo telefon do BOK drogi, a i zwykle szkoda czasu) -- reklamacji: niech się operator pogimnastykuje za tego grosika.

Tak czy inaczej fachowcom od terminów zapłaty z Orange dedykujemy: Budka Suflera i "Za ostatni grosz": 

Komentarze (14)
Dwa zdania na temat wyprzedzania (parę słów o rowerach znów)
 Oceń wpis
   

Śluza rowerowa, Wrocław, ul. Kazimierza Wielkiego

Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem napisania jeszcze paru tekstów rowerowych -- wakacje w pełni, o czym ktoś mógłby tu teraz chcieć czytać? -- i tak mnie dziś naszło skrobnąć coś o wyprzedzaniu. W punktach, bo tak mi łatwiej i sprawniej:

  • nie każdy jeszcze załapał (a nie jest to żadna nowość!), że wyprzedzając np. rower (ale i motocykl) należy zachować odstęp nie mniejszy niż 1 metr! Niestety, za często zdarza się -- i to nie tylko kierowcom wrocławskiego MPK, którzy co do zasady mają wszystko i wszystkich w rzyci - że ów odstęp nie przekracza jednego łokcia. Jak jadę rowerem o kierownicy, która ma 44 cm szerokości to się nawet nie boję, ale już przy 64 cm można się spietrać;
    z art. 24 prawa o ruchu drogowym:
    2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoroweru, motocykla lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.
    6. Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i bezpośrednio po nim zwiększania prędkości. Kierujący pojazdem wolnobieżnym, ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika jest obowiązany zjechać jak najbardziej na prawo w celu ułatwienia wyprzedzania. Przepisu nie stosuje się w przypadku, o którym mowa w ust. 12.
    12. Kierujący rowerem może wyprzedzać inne niż rower powoli jadące pojazdy z ich prawej strony.
  • druga sprawa wymaga już zasygnalizowania niedawnej zmiany -- bo może nie każdy zauważył -- jeszcze dwa miesiące temu było prawo, że w pewnych sytuacjach wyprzedzany rowerzysta mógł mieć obowiązek zatrzymania się w celu ułatwienia owego wyprzedzania. Teraz jednak, po zmianie art. 24 ust. 6 pozostało tylko "zjechać jak najbardziej na prawo w celu ułatwienia wyprzedzania" -- już nie trzeba się pokornie zatrzymywać i patrzeć jak państwo jadą automobilem ;-)) (inna sprawa, że nadal mam wątpliwość jak liczyć ów jeden metr z art. 24 ust. 2 -- czy może on uwzględniać możliwe "posunięcie" się przez cyklistę, czy liczymy metr+zjazd w prawo?);
  • i kolejna nowość to dodany ust. 12 do owego art. 24: to rowerzysta może wyprzedzać z prawej wolno jadące pojazdy inne niż rower. Zanim spróbujecie, warto sobie zakonotować parę faktów: (i) wyprzedzać po prawej może tylko rower (a więc nie np. motorower czy motocykl), (ii) dopuszczalny manewr to tylko wyprzedzanie -- tam nie ma mowy o omijaniu stojących pojazdów!, (iii) w życiu nie wolno po prawej wyprzedzać innego roweru.

A na zakończenie -- skoro jeden obraz wart jest tysiąc słów -- zaserwuję P.T. Czytelnikom dwa krótkie instruktażowe filmiki poświęcone nieprawidłowemu wyprzedzaniu. Najpierw będzie niezachowanie prawidłowego odstępu od rowerzysty (który też i się nie posunął w prawo):<

 

A później wyprzedzanie rowerem roweru -- z prawej (osoby o słabych nerwach upraszam o nieoglądanie tego filmiku, albo chociaż puszczenie go sobie bez dźwięku):

Jak widać mogą cierpieć wszyscy: winni i niewinni.

Komentarze (19)
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D