Prezydent podpisuje art. 5a i zapowiada wniosek do Trybunału
 Oceń wpis
   

A więc mamy jasność co do dalszych losów ulepszania dostępu do informacji publicznej: prezydent nowelę podpisał, przeto art. 5a wejdzie w życie -- jednak biorąc pod uwagę tryb prac nad ustawą (chodzi tzw. "wrzutkę Rockiego" dokonaną wbrew ustalonej procedurze legislacyjnej), zapowiedział, że zaraz po jej opublikowaniu w Dzienniku Ustaw, zaskarży nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego.

Oczywiście, prezydent mógłby -- ja nadal uważam, że jako strażnik konstytucji (art. 126 ust. 2)  p o w i n i e n  to uczynić, jeśli w jego przekonaniu ustawa zwykła jest niezgodna z ustawą zasadniczą -- odmówić podpisania ustawy już teraz, i od razu posłać ją do Trybunału; niestety, tym razem górę wzięła potrzeba szybkiej implementacji dyrektywy o re-use (to kolejny ciekawy temat: wychodzi na to, że nawet bez planowanego wcześniej rozstrzygnięcia na szczeblu konstytucyjnym "jak się ma EU-prawo do prawa polskiego owe implementacje biorą górę... no i jeszcze: ile to lat niby czekaliśmy na przeniesienie norm do porządku krajowego? Osiem? To czy naprawdę coś się stanie, jeśli poczekalibyśmy jeszcze rok? Albo i 4 lata?) -- więc ustawa będzie, no i będzie ów wniosek do TK.

I w tym miejscu faktycznie dochodzimy do jeszcze innego zagadnienia, które wczoraj zasygnalizował VaGla: nikt nie zmusi prezydenta do złożenia takiego jak trzeba wniosku o zbadanie ustawy z konstytucją. A ponieważ Trybunał bada każdy wniosek -- także ten złożony w ramach kontroli uprzedniej -- w granicach wytyczonych przez stronę, wnioskodawca musi się wysilić i m.in. sformułować zarzuty oraz je uzasadnić.
Co oznacza, że jeśli prezydent nie podziela cudzych wątpliwości co do niezgodności jakiegoś przepisu z ustawą zasadniczą -- a obowiązku takiego nie ma (i nie byłby to precedens w przypadku Bronisława Komorowskiego) -- to nie ma bata, żeby go zmusić do powzięcia takiej wątpliwości. A jeśli poczuje się zmuszony naciskami "opinii publicznej" (ładnie o głosie organizacji przeciwnych art.5a powiedział parę dni temu jakiś związany z PO polityk: lobbing, lobbyści...), to wniosek złoży -- ale będzie on tak napisany, że Trybunał nie będzie miał sposobności naprawdę zająć się wątpliwościami... ale będzie Roma locuta, res iudicata.

Słowem: czekamy na promulgację nowelizacji, czekamy też na inne wnioski dotyczące nieszczęsnego art. 5a ustawy o dostępie do informacji publicznej -- a może już za 2-3 lata sprawa się wyjaśni.

Komentarze (7)
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
 Oceń wpis
   

prezydent odmówił udostępnienia treści opinii prawnych w sprawie OFEA więc stało się: jak pisze "Gazeta Wyborcza" warszawski WSA orzekł, iż odmowa udostępnienia treści opinii prawnych, na podstawie których Prezydent RP podjął decyzję o podpisaniu ustawy o skoku na OFE -- z argumentacją, iż do ekspertyz tych nie mają zastosowania przepisy o dostępie do informacji publicznej -- jest bezprawna, albowiem dane te są informacją publiczną.

Przypomnijmy nie-stałym Czytelnikom Lege Artis, iż rzecz zaczęła się w kwietniu, kiedy to prezydent Komorowski zdecydował się podpisać ustawę zmieniającą zasady ograbiania przyszłych emerytów z ich ciężko zarobionych pieniędzy. W odpowiedzi parę osób -- w tym ja i Leszek Balcerowicz ;-) -- zdecydowało się poprosić o przekazanie treści owych ekspertyz, które podobno miały być dla projektu rządowego niekorzystne (mną powodowała, kryć nie będę, chęć dowalenia naszej władzy, która -- jestem tego pewien -- potrafi na siłę, świadomie i celowo przepchnąć złe i nielegalne prawo).

Warto też przypomnieć, że doradcy prezydenta twierdzili wówczas, że są to dokumenty wewnętrzne, a jako takie nie podlegają przepisom umożliwiającym społeczną kontrolę działań władzy, zaś samo żądanie jest "niestosowne" (w takich opowieściach przodowali -- nie bójmy się nazwisk -- prof. Nałęcz i prof. Osiatyński). Opowieści te rzecz jasna nie miały większego sensu: o tym, że opinia prawna też jest informacją publiczną już wcześniej orzekały sądy administracyjne, zaś Kancelaria Prezydenta nie jest wyjęta nad prawo.

(Też na marginesie: mimo licznych inspiracji nie zdecydowałem się na zaskarżenie mojej odmowy. Wychodzę bowiem z założenia -- nie od dziś przecież -- że jestem tu bardziej felietonistą, niż aktywistą.) 

No i oto okazało się, że jednak racji nie mieli, zaś WSA przyjął, iż "Nie ma wątpliwości, że zarówno w rozumieniu konstytucji, jak i ustawy o dostępie do informacji publicznej opinie i ekspertyzy zamawiane przez organy władzy publicznej czy podmioty wykonujące zadania publiczne są informacją publiczną. Zarówno ich treść, jak i autorstwo czy otrzymane przez autora honorarium. Art. 61 konstytucji musi być interpretowany w sposób poszerzający, a nie zawężający dostęp do informacji. Odmowa udostępnienia informacji może nastąpić tylko w prawem przewidzianych przypadkach, jak ochrona informacji niejawnej czy prawa do prywatności".
Oznacza to, że -- o ile Kancelaria nie zdecyduje się na odwołanie od wyroku -- będzie trzeba albo ujawnić treść tych dokumentów, albo się bardziej wysilić przy kolejnej odmowie (która to odmowa zresztą znów będzie zaskarżalna).

Feler w tym wszystkim jest taki, że tak naprawdę nadal nie wiemy jakie dane miał prezydent -- zaś urzędnicy nadal bawią się z nami w kotka i myszkę: za nasze własne, podatnicze, wydarte nam pieniądze.

Komentarze (17)
...a polski Trybunał nadal chce karać za słowo...
 Oceń wpis
   

The candidate that gave up billboards

A więc znów będzie tak, że europejskie Trybunały będą mogły poprawiać po Trybunale polskim.

Tym razem idzie rzecz jasna o wczorajszy wyrok TK (P 12/09), w którym stwierdzono, że przepis przewidujący karę do 3 lat więzienia za znieważenie prezydenta RP (art. 135 par. 2 kk) jest zgodny z konstytucją -- a więc nadal nie będzie sobie wolno dworować z głowy państwa -- a to dlatego, że z racji swoich konstytucyjnych kompetencji "urzędujący Prezydent nie działa w imieniu własnym, lecz w imieniu państwa, którego jest "głową", uosabia majestat Rzeczypospolitej i z tej racji należy mu się szacunek".

Co ciekawe wzorcem, do którego odnosił się Trybunał Konstytucyjny znów był art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka -- ten sam, który mówi, że wolność słowa może podlegać ograniczeniom wyłącznie m.in. ze względu na bezpieczeństwo i integralność terytorialną państwa, zapobieganie zakłóceniom porządku -- jednak ograniczenia te, jak się nieodmiennie podnosi w orzecznictwie ETPCz, nie mogą oznaczać nawet ostrego dyskursu w polityce (przypomnijmy sprawę "Heider to idiota" sprzed dokładnie 20 lat).
Nie sposób więc wypomnieć Trybunałowi wyroku dotyczącego autoryzacji wywiadu prasowego -- 3 lata temu polscy sędziowie wyszli z założenia, że w Polsce można ludzi wsadzać do więzienia za brzydkie słowo -- aż przedwczoraj się okazało, że w Europie (więc i w Polsce?) jednak nie -- więc jeszcze następnego dnia TK musiał pokazać tere-fere-kuku...

Czytając notkę prasową na stronie Trybunału nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie w jakiż to sposób owa konstytucyjna rola i prerogatywy głowy państwa -- które, co tu kryć, wymagają jakiejś tam dozy szacunku -- mogą liczyć na prawdziwe wsparcie ze strony kodeksu karnego. Owszem, można ludzi sadzać za muchy, które obsrały potret Najjaśniejszego Pana, można ciągać ex-prezydenta za frazę "mamy durnia za prezydenta" -- jednak żaden prokurator, żaden sąd, żadne więzienie nie da tego, co dać nam powinien ów prezydent sam w sobie.

(Na marginesie: gdzie jest przepis w kodeksie chroniący godność Rzeczypospolitej przed -- wcale nie tak teoretycznymi -- wpadkami głowy państwa? Czy aby nie powinniśmy rozważyć dodania do art. 135 jeszcze par. 3?)

Komentarze (5)
Trybunał na straży stabilności zatrudnienia biurokracji...
 Oceń wpis
   

a wish for a big fish

Zadziwiające: w myśl wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego przyjęcie ustawy zakładającej redukcję zatrudnienia w administracji jest niezgodne z ustawą zasadniczą -- bo godzi w konstytucyjną zasadę zaufania do państwa.

Albo -- jak w publicystycznym stylu napisano w komunikacie prasowym po rozprawie na stronie internetowej TK -- zwalnianie pracowników mianowanych korpusu służby cywilnej jest niezgodne z konstytucją.

Wyłożone w owym komunikacie stanowisko sędziów jest proste i na pierwszy rzut oka wygląda całkiem sensownie: "kształtowanie zasad wykonywania pracy w administracji publicznej musi uwzględniać status urzędników (...) Szczególne znaczenie należy przypisać grupie urzędników tworzących korpus służby cywilnej, działający w urzędach administracji rządowej (art. 153 ust. 1 konstytucji). (...) Wszelkie modyfikacje odnoszące się do statusu oraz zasad funkcjonowania służby cywilnej należy oceniać każdorazowo pod kątem możliwości realizacji zadań administracji w sposób determinowany konstytucyjnie." Nie oznacza to jednak, że Trybunał chce widzieć klasę urzędniczą kastę nie do ruszenia; jakiegoś rodzaju ruchy kadrowe są do wyobrażenia, aczkolwiek "Trybunał Konstytucyjny dostrzegł możliwość wprowadzenia rozwiązań, które z uwagi na trudną sytuację budżetową państwa będą prowadziły ostatecznie do pogorszenia sytuacji prawnej urzędników służby cywilnej. Takie rozwiązania muszą mieć jednak charakter zrównoważony. Korzyści w sferze finansów publicznych oraz poprawy efektywności funkcjonowania administracji publicznej muszą być zbilansowane faktem uszczuplenia dotychczasowych gwarancji stabilizacji zatrudnienia urzędników służby cywilnej. W badanej sprawie ustawodawca przyjął natomiast dolegliwy mechanizm trwałego zwolnienia urzędników służby cywilnej w oparciu o kryteria, których treść nie stała się - nawet w minimalnym zakresie - przedmiotem regulacji na gruncie kwestionowanej ustawy".

wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 czerwca 2011 r., sygn. akt Kp 1/11

Generalnie i zasadniczo nie umiem się zgodzić z taką krytyką planowanej redukcji zatrudnienia w biurokracji: lawinowy wzrost liczby etatów w administracji jest faktem, oszczędności budżetowe -- jakby na to nie patrzeć chodzi o naszą kasę -- są koniecznością (i czasem nawet rząd wydaje się to pojmować) -- zaś żadna praca nie powinna oznaczać przywileju dożywotniego zatrudnienia. Byli kiedyś zecerzy (link dla najmłodszych Czytelników blogaska) -- i już nich nie ma, bo zmieniła się technologia wydawnicza. Nie było kiedyś informatyków -- a teraz już są, bo takie są potrzeby. Listę wymarłych i powstałych zawodów można ciągnąć w nieskończoność, nie widzę jednak najmniejszych przeszkód, by rząd -- a premier jest, pamiętajmy, zwierzchnikiem owej służby cywilnej -- w swojej mądrości nie mógł podejmować tego rodzaju decyzji.

(Idąc dalej w supozycjach: być może ktoś powinien teraz zaskarżyć przepis kodeksu pracy przewidujący możliwość wypowiedzenia umowy o pracę (albo chociaż tzw. "z przyczyn ekonomicznych" -- jakby na to nie patrzeć skoro wszyscy są równi wobec prawa, to nie można powiedzieć, iżby tylko wobec urzędników miała zastosowanie wyłożona przez Trybunał reguła o korzyściach z oszczędności vs. uszczuplenia dotychczasowych gwarancji zatrudnienia?)

Dość rzec, że wszystko wskazuje na to, że skutek wczorajszego rozstrzygnięcia odczujemy my wszyscy: "minister Michał Boni już zapowiedział, że nowej ustawy nie będzie. Rząd musi więc znaleźć inne źródła dochodów, by załatać niespodziewany ubytek" -- więc ja po prostu stawiam na dalsze podwyżki podatków.

Komentarze (23)
O przestępstwie obrazy majestatu w Rzplitej w I poł. XXI w.
 Oceń wpis
   

SWAT segway commandomotto na dziś: - Tutaj wisiał niegdyś obraz najjaśniejszego pana -- ozwał się znów po chwili -- akurat tam, gdzie teraz wisi lustro. - A tak, ma pan rację -- odpowiedział Paliviec -- wisiał tam, ale obsrywały go muchy, więc zaniosłem go na strych. (Jaroslav Hašek, Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války)

 

Jak można było przypuszczać poranna wizyta komanda ABW w melinie przestępcy odpowiedzialnego za utworzenie i propagowanie serwisu antykomor.pl będzie miała ciąg dalszy.

Po pierwsze z weekendowego letargu otrząsnęły się służby prasowe służb specjalnych: na inkryminowanej stronie były głupawe "gierki", w których rzucało się ekskrementami w podobiznę Prezydenta Rzeczypospolitej, a w dodatku jej twórca był już wcześniej karany za chakierkę. Po drugie w sprawie mógł głos zabrać minister profesor Nałęcz (fenomen obecnej obsady Kancelarii: umie zabrać głos i chętnie go zabiera na każdy temat), którego zdaniem złe i niedobre prawo trzeba zmienić, ponieważ "wolne słowo ciągle jest gwarancją polskiej wolności", a w dodatku przepis przydający prezydentowi szczególną ochronę prawną "to jest jeszcze taka pozostałość z czasów państwa feudalnego, kiedy jakiekolwiek złe słowo o monarsze było złamaniem prawa". (Co racja, to racja.)

Po trzecie w deklaracjach luzowania rygorów korzystania z wolności słowa -- tak, tak... -- prześcigają się różni parlamentarzyści. Jarosław Kaczyński wraca do tonu sprzed 4 lat i mówi o atakowaniu wolności obywatelskich (sic!); dalej nawet idzie PJN, która już-już zgłosi projekt zmian w kodeksie karnym dotyczących art. 212 i 135 kk. Znaczy się: jest szansa, że podczas jesiennej kampanii wyborczej będzie mowa nie tylko o drożyźnie, ale i o wolności, w tym wolności słowa.

Ciekawe, że dzisiejsze tyrady w obronie słowa nie przeszkadzały swego czasu ścigać: Lecha Wałęsę za bon-mot o Lechu Kaczyńskim "mamy durnia za prezydenta" (co ciekawe zadane w tej sprawie Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie prawne sądu dotyczące art. 135 kk nie doczekało się odpowiedzi... od 2008 r...; i druga ciekawostka: doniesienie na Wałęsę składali także parlamentarzyści PiS) oraz prowadzić postępowania ws. "małego zakompleksionego człowieka" i "chama".
Albo Andrzeja L. za nazwanie Aleksandra Kwaśniewskiego "największym leniem".

A na zakończenie chciałbym tylko raz jeszcze odesłać do mojego tekstu sprzed przeszło 2 lat, dotyczącego prowadzonej przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka -- i przegranej, a jakże -- przez Polskę sprawy Długołęcki vs. Poland, w której ETPCz napiętnował Polskę za nadużywanie przepisów karnych do hamowania -- choćby bardzo ostrej -- krytyki.
Nie wiem jak Trybunał określiłby nasyłanie służb specjalnych na faceta, który prowadzi choćby najwulgarniejszy i najbardziej chamski serwis internetowy, ale ja oceniam to niezmiennie: jako zwykłe prymitywne nadużycie władzy.

Nawet jeśli niektórym osobom posługującym się w polityce i tzw. "debacie publicznej" inwektywami nie podałbym ręki -- chamstwu bowiem trzeba dawać odpór bez względu na to, czy chamstwo nosi garnitur wicemarszałka sejmu lub wicepremiera, czy też siedzi na kanapie z laptopem na kolanach -- nie oznacza to, że od razu mam zamiar posłać ich za kraty albo choćby przeczytać o nich w prasie, że "o 6 rano do domu wicemarszałka Niesiołowskiego zapukało ośmiu smutnych panów w kamizelkach z napisem ABW".

Komentarze (12)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]