Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
 Oceń wpis
   

to jest właśnie Olgierd RudakOtrzymuję od jakiegoś czasu listele (wcale nie aż tak liczne -- dzięki!) z pytaniami: (i) co ja w ogóle sądzę o tej ACTA? (ii) dlaczego tu ostatnio tak cicho, czy coś się stało?

Dla zaspokojenia ciekawości P.T. Czytelników postaram się odpowiedzieć -- krótko, w punktach, bo mi się nie chce -- na oba zestawy pytań:

ad. (i) ACTA:

  • moim zdaniem wbrew temu, co chyba twierdzą niektórzy największy problem z ACTA nie polega na tym czy polski rząd konsultował umowę czy jej nie konsultował, a jeśli konsultował to z kim;
  • nie chodzi też o to z kim i jak długo premier czy jakiś minister lubi deliberować przy internetowej kamerce; 
  • największym felerem ACTA jest przecież cel, w jakim zdecydowano się na podjęcie prac nad tą umową: to jeszcze jeden sposób na ingerencję w naszą wolność i prywatność;
  • to efekt dokładnie tej samej polityki, która nakazuje: utajnić prezydenckie opinie prawne dotyczące skoku na OFE, aby następnie uchwalić przepisy o utajnianiu prawie wszystkiego;
  • to zresztą ta sama filozofia, która nakazuje współpracować z niedemokratycznymi reżimami jeśli tylko chcą one poddusić krnąbrnych i opornych (albo zbierać dane o nadawcach i adresatach przelewów, zbierać dane o pasażerach samolotów);
  • generalnie rzecz ujmując jest to filozofia nowoczesnego i omnipotentnego państwa, w którym każda "wolność" jest ważna tylko w granicach ustawy, a każde "prawo" kojarzy się tylko z prawem do wcześniejszej emerytury lub zasiłku; 
  • trudno więc mieć pretensje do rządu, że potajemnie uchwala przepisy, dzięki którym jeszcze lepiej przykręci nam śrubę;
  • a z drugiej strony: czy los wymordowanych będzie w czymkolwiek lepszy, jeśli się okaże, że ludobójstwo zostało prawidłowo i jawnie skonsultowane przez tyrana, w dodatku z reprezentatywną próbką społeczeństwa?
  • czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się społeczeństwo -- na przykład w drodze powszechnego referendum

ad. (ii) cisza:

  • po pierwsze lekkie zmęczenie materiału: najpierw myślałem, żeby dać sobie miesiąc i zobaczyć czy jeszcze będzie mi się chciało, teraz myślę, żeby sprawdzić to na napoleońskim odcinku 100 dni;
  • po drugie niedawno stuknęła mi czterdziecha (dowód na załączonym obrazku), więc pewnie endorfina się trudniej wydziela;
  • coraz wyraźniej dochodzę też do przekonania, że nie ma najmniejszego znaczenia co i jak napiszę, a także to ile osób to przeczyta -- że może parę osób się wkurzy, może ktoś przyśle mi jakieś sprostowanie, a parę innych będzie miało z tego ubaw -- ale generalnie do niczego to nie prowadzi;
  • no i nadal spada mi współczynnik lansu. Spada on mi tak bardzo, że nawet nie mogę napisać, że mogłem odmówić spotkania Prezesowi Rady Ministrów, bo niestety, ale Prezes Rady Ministrów nie chciał poznać mojego zdania ani na temat umowy ACTA, ani na temat zaniedbań w trybie konsultacji, ani na jakikolwiek inny temat.

Toteż trzymajcie się ciepło. Może jeszcze w lutym coś tu napiszę.

Komentarze (24)
Kiep i frajer kto nie ma dziś "ACTA" w tytule ;-)
 Oceń wpis
   

allegro stop ACTA parodiaOd ładnych paru dni nie ma innego tematu jak ACTA, a wszystko dlatego, że dziennikarze mają newsa z tematu, o którym Piotrek Waglowski pisał dość regularnie od 2,5 roku (zaś pierwszy raz fraza "ACTA" padła u niego już w maju 2008 roku!).
A to czytamy o tym, że minister Zdrojewski zaprzecza, że rząd chciał coś ukryć, a to wicepremier Pawlak "nie wyklucza", że może nic z tego nie wyjdzie, a to mówi się o wprowadzeniu stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie cyberbezpieczeństwa (nieźle to brzmi w kontekście rzekomego zabezpieczenia do strony Prezesa Rady Ministrów: admin i admin1) -- i tylko minister Sikorski broni się dzielnie.

z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
art. 9 Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
art. 89 ust. 1. Ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: (...)
2) wolności, praw lub obowiązków obywatelskich określonych w Konstytucji, (...)
5) spraw uregulowanych w ustawie lub w których Konstytucja wymaga ustawy. (...)
art. 91 ust. 1. Ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy.
2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.(...)

I chociaż pomyślałem sobie, że najlepiej będzie nabrać stylowo wody w usta -- wakacje od blogaska nadal miały trwać -- trudno jednak zdzierżyć, skoro obie strony sporu robią nam wodę z mózgu:

  • minister Boni miał rzekomo powiedzieć, że rząd jednak podpisze się pod ACTA, ponieważ "po dyskusji i analizie dokumentów stwierdzamy, że umowa ACTA w niczym nie zmieni, zgodnie z opiniami prawników, polskiego prawa, także w kwestii praw internautów i funkcjonowania internetu". Dotąd przy takich tekstach przypominało się dr Goebbelsa, który miał powiedzieć, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, jednak dr Boni jest nawet lepszy: kłamie, mówiąc prawdę -- zaś to, niewątpliwie prawdziwe zdanie, jest równocześnie wrednym kłamstwem;
  • sęk w tym, że taka umowa międzynarodowa (po jej ratyfikacji, o czym więcej poniżej) stanowić będzie część krajowego porządku prawnego -- i będzie miała pierwszeństwo przed prawem w randze ustawy, o ile tej ustawy nie da się pogodzić z ACTA (kłania się art. 91 ust. 2 Konstytucji RP);
  • oznacza to, że dr Boni nie myli się w ani jednym momencie: po wejściu w życie umowy ACTA nie będzie potrzeby zmiany ustaw -- ale też minister Boni nie mówi prawdy przez choćby pół chwili: ACTA będzie "ważniejsza" od polskich ustaw, a skoro "Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego" (art. 9 ustawy zasadniczej) to...?
  • rozśmiesza mnie też gadanie, że "okres jego [tj. ACTA] ratyfikacji stanie się okazją do konsultacji społecznych": po pierwsze nie ma żadnego okresu ratyfikacji, jest ustawa zezwalająca na ratyfikację umowy międzynarodowej (mam nadzieję, że rząd nie przeoczy art. 89 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP) i jest podpis prezydenta -- w tym sensie faktycznie podpis kogoś z rządu nie załatwia sprawy wejścia w życie porozumienia -- po drugie mam niemiłe wrażenie, że chce się tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wazeliniarstwu na szczeblu wyfraczonych maestrów towarzyszyć będzie wazeliniarstwo krajowe, gdzie to posłowie będą się lansować na fejsbókach jako obrońcy wolnego słowa;
    premier jest złym człowiekiem ACTA
  • pół zdania wypada poświęcić owej świętej, zagrożonej wolności-prywatności internauckiej: jasne, już to widzę, jak przeciętny zjadacz Onetu boleje nad tym, że może ktoś kiedyś popchnie komuś dane umożliwiające identyfikację jego skromnej osoby (każdego tygodnia dostaję co najmniej kilka listeli od zrozpaczonych "Chomikowców", którym ktoś chce wygarbować futerko -- stąd też wiem, że ludzie nie przejmują się niczym, a o ACTA 99% oburzonych zapomni za tydzień-dwa);
  • tymczasem niebezpieczeństwo swobodnego fruwania naszych danych jest wcale nie takie nierealne: nawet bez ACTA władze brytyjskie mogą wydać amerykańskim organom ścigania poddanego Jej Królewskiej Mości -- dzięki czemu będzie on odpowiadał za swoje czyny przed sądem w USA -- i to mimo że: (i) w życiu jego stopa nie postanęła między Potomakiem a Orange, (ii) choćby na odległość nie zabił, nie okradł nikogo ze Stanów ani też nie zajmował się działalnością szpiegowską, (iii) a wszystko co można mu zarzucać to... odpalenie jakiejś tam wyszukiwarki internetowej;
  • pamiętacie sprawę "Wprost", któremu amerykański sąd kazał zapłacić 5 milionów dolarów zadośćuczynienia na rzecz córy senatora Cimoszewicza? W świecie ACTA może się okazać, że polski internauta stanie przed najdziwniejszym sądem (np. county Orange) za naruszenie najdziwniejszego prawa -- bo przecież art. 27 ust. 4 mówi wprost o obowiązku ujawnienia danych identyfikujących abonenta "posiadaczowi praw";
  • i jeszcze, zamiast podsumowania, coś naprawdę zabawnego: przeciwko ACTA jest... Alllegro (sic!), które nie omieszkało odpowiednio zmodyfikować swojego logo (ciekawe czy zgłosili to do Urzędu Patentowego RP?). 
    A jeśli ktoś chciałby bardzo zaprotestować przeciwko umowie międzynarodowej, to prosta instrukcja obsługi jest na Antyweb.pl: "Miała być paczka a jest jeszcze prościej, oto krótkie info jak zamontować elementy do wyświetlenia toplayera z protestem w sprawie ACTA na waszych serwisach. Dodam, że jest to warstwa, którą można zamknąć – całkowite wyłączenie stron robimy jutro między godziną 19 a 20" -- a później trochę kodu... 
  • o atakach na *.gov.pl pisać mi się nawet nie chce. Także dlatego, że coraz częściej dochodzę do wniosku, że od rządu wolę bezrząd. Ot taki ze mnie anarchista po czterdziestce... ;-) 
Komentarze (47)
O obowiązku posiadania dokumentu ze zdjęciem (w USA)
 Oceń wpis
   

I jeszcze jedna ciekawostka za The New York Timesem (okres świąteczno-noworoczny to dla mnie czas na nadrobienie zaległości czytelniczych -- a dzięki kindelkowi mam tych zaległości coraz więcej ;-) -- o Ameryce i wyborach.

Oto legislatura stanowa Południowej Karoliny uchwaliła prawo -- to nowa moda rozlewająca się po Stanach za sprawą biurokratów z GOP (wcześniej wpadli na to w Kansas) -- zgodnie z którym każdy wyborca musi się wylegitymować dokumentem tożsamości ze zdjęciem. Jak nie pokaże takiego ID -- nie zagłosuje.
Zamiarem ustawodawcy jest, oczywiście, przeciwdziałanie rzekomo licznym oszustwom wyborczym, jednak krytycy pomysłu mówią o tym, że chodzi o kwestie rasowe: 3 lata temu wybrano Obamę głównie dzięki temu, że u urn zjawiło się sporo dotąd niegłosujących mniejszości. Tymczasem część (tj. znacznie więcej, niż białych) czarnych takiego dokumentu nie posiada -- przypomnijmy, że w Stanach nadal się uważa, że obligatoryjne posiadanie dokumentu tożsamości to narzędzie państwa totalitarnego (tylko 1% obywateli amerykańskich zdecydowało się na dobrowolny odbiór o passport card -- czyli czegoś na wzór i podobieństwo naszego dowodu osobistego) -- no i nadal nie ma żadnego prawa federalnego uzależniającego możliwość skorzystania z praw wyborczych od okazania takiego dokumentu.

W sprawę wmieszał się Departament Sprawiedliwości, który -- w oparciu o Voting Rights Act -- zablokował kontrowersyjną ustawę stanową. Ustawa o prawach wyborczych daje administracji rządowej takie możliwości, aczkolwiek tylko w przypadkach, kiedy ograniczenie praw wyborczych godzi właśnie w prawa mniejszości rasowych (ergo myśl o tym, że dla realizacji prawa wybierania nakłada się na obywateli obowiązek posiadania dokumentu, którego obowiązek posiadania nie istnieje -- nie wystarczałaby dla obalenia takiej ustawy).
Władzom Południowej Karoliny (gubernatorka miała powiedzieć o administracji Obamy, że "znęca się" nad stanem) przysługuje możliwość odwołania się od decyzji rządu do sądu. Argumentem ma być ponoć to, że dokumentu takiego w szufladzie nie trzyma jakieś 33 obywateli tego stanu, nie zaś ćwierć miliona, jak miał się wyrazić Departament Stanu, a cytowany przez NYT autor Election Law Blog przewiduje, że jeśli tak się stanie, sprawa może dotrzeć do Sądu Najwyższego -- w postaci pytania o konstytucyjność takich kompetencji rządu.

Zamiast komentarza: zabawnie się czyta, w Polsce, gdzie władza z trudem może się uporać z obowiązkiem meldunkowym, o amerykańskich problemach z obowiązkiem posiadania nie-obowiązkowych dokumentów ze zdjęciem. Faktycznie jak widać są różnice między Europą a Ameryką w podejściu do tego czym jest prywatność i ochrona danych osobowych (o której w USA nawet nie słyszeli!) -- a także do tego jak należy reagować na głupie i biurokratyczne pomysły urzędników i polityków.

Komentarze (13)
PayBack nie gwarantuje, że wie co pisze do użytkownika
 Oceń wpis
   

Payback nie gwarantuje kompletności informacjiWszystko co dobre musi się kiedyś skończyć -- tym razem jednak postanowiłem się kompletnie wyluzować i praktycznie na niniejszego blogaska nie zaglądałem od 6 dni (!) -- i muszę powiedzieć, że całkiem mi taki stan pasował! -- czas chyba jednak znów powoli wracać do życia internetawego[1]...

Ale żeby zmiana nie była zbyt gwałtowna i nie wymagała ode mnie aż takiego wysilania szarych komórek, zacznę od czegoś banalnego acz śmiesznego (dziękuję P.T. Czytelniczce za cynk): otóż po zarejestrowaniu się nowego użytkownika w programie PayBack otrzymuje się bardzo ładnego (bardzo ładny, bo w ASCII -- w dzisiejszym zalewie kolorowych śmieci stary dobry ASCII wygląda... bardzo nowocześnie ;-) listelka pt. "Twoje dane do logowania".
A w nim m.in. opis zabezpieczeń konta w programie przed dostępem niepowołanych osób (w tym data urodzenia i kod pocztowy użytkownika), przypomnienie o konieczności poinformowania organizatora "jeżeli masz uzasadnione podejrzenie, że osoby nieuprawnione zdobyły Twoje dane dostępu do konta", a także jeden z tych klasycznych email bullshits, który tym razem przybrał następującą postać:

================================================================
Loyalty Partner Polska Sp.z o.o - operator programu PAYBACK nie może zagwarantować  kompletności lub aktualności informacji zawartych w powyższej wiadomości, na stronach internetowych lub w podanych linkach.
================================================================

To jest faktycznie swego rodzaju rekord: przysyłają wszelkie dane niezbędne do zalogowania się na stronie programu (w tym datę urodzenia i kod pocztowy użytkownika -- po co? czyżby użytkownik miał nie znać tych danych?), proszą o ewentualną aktualizację danych i o troskę o bezpieczeństwo swoich danych -- a na zakończenie przekreślają wszystko, co wcześniej tak ładnie podali. Bo nie mogą zagwarantować ani kompletności, ani aktualności informacji podanych nawet w listelu, który użytkownik właśnie otrzymał...

 

[1] No może nie aż tak bardzo, wszakże idą święta, więc i tak mało kto będzie tu zaglądał... no i w ogóle mam wrażenie, że czas lekko przystopować, że od przyszłego roku będzie tu naprawdę mniej pisaniny.

Komentarze (6)
Zajumanie danych osobowych z Urbancard warunkowo umorzone
 Oceń wpis
   

Plakat Komitetu Wyborców Rafała Dutkiewicza

Z kronikarskiego obowiązku (na ostatniej rozprawie nie byłem, acz mogę polegać na relacji kol. Rafała, który wytrwale stawał na każdym posiedzeniu sądu) informuję, że sprawa wycieku danych osobowych ze zbioru Urbancard -- który skutkował wysłaniem spam-agitki wychwalającej burmistza Wrocławia na kilkanaście tysięcy adresów poczty elektronicznej szczęśliwych posiadaczy Bubla Wrocławskiego -- jest już raczej na ukończeniu.

Otóż Wysoki Sąd uwzględnił wniosek oskarżonego o warunkowe umorzenie, jednak -- ku mojemu, ale i nie tylko, bo podobno obrona też była lekko zszokowana -- wskutek zmiany postawy oskarżyciela sprawca (a jest nim, warto przypomnieć i nie zapominać, ex-asystent Rafała Dutkiewicza, który ponoć miał za swój czyn dostać po 4 literach, ale tak naprawdę wylądował bezpiecznie na 4 łapach w jednej z municypalnych agencji) będzie musiał się liczyć z dwuletnim okresem probacji (pierwotny wniosek obejmował 1 rok) oraz został zobowiązany do zapłacenia 2000 złotych nawiązki na rzecz fundacji "Lege Artis" (to nie żart ;-) (Tu warto nadmienić, że taką wysokość nawiązki wnioskował drugi z oskarżycieli posiłkowych, czyli właśnie p. Rafał.)

Konkluzją sądu było (cytuję listela od kol. Rafała) to, że czyn Jana Ż. był wyjątkowo nieelegancki, ponieważ "przekroczył [swoje] uprawnienia wykorzystując swoje stanowisko i zaufanie do urzędnika, na czym ucierpiał ogólny wizerunek przedstawicieli państwa, oraz interes publiczny" (to tak, na marginesie wniosku obrony, że jeśli urzędnik nie ma do czegoś uprawnień, to nie można go oskarżać o przekroczenie tych uprawnień) -- jednakże ze względu na to, że to pierwszy (i mam nadzieję, ostatni) czyn zabroniony sprawcy, wniosek o warunkowe umorzenie postępowania został uwzględniony.

Reasumując: nie jest źle, o ile można powiedzieć "nie jest źle" o sytuacji, w której asystent włodarza dużego miasta -- i to tak bardzo dbającego o publicity (cała ta Urbankarta jest tego wyrazem przecież) -- dopuszcza się tak durnowatego czynu.

Orzeczenie rzecz jasna nie jest prawomocne -- i wierzę, że obrona duma teraz czy zgadzać się na takie warunki czy nie; jakby na to nie patrzeć 2 lata wzmożonej ostrożności da się przeżyć (o ile ktoś nie planuje powrotu do przestępstwa), ale już 2 lata wpisu w Krajowym Rejestrze Karnym to już co innego...
... no chyba że w tych wszystkich agencjach municypalnych i innych nie pytają o karalność, ani nie wywalają za skazanie.

Komentarze (9)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-22 23:27
słodyczoholiczka:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Jeszcze jedno.Mam słówko do wszystkich kucharek robiących w domu ptasie mleczko: może jednak[...]
2012-02-20 17:13
JaJa225:
"To nie jest spam"
Sorki raz jeszcze, z rozpędu wkleił mi się adres tamtego spamera od ziemi. Podobny "Witam[...]
2012-02-20 15:20
słodyczoholiczka:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Tak tak ,zaczyna sięod prośby ,a kończy na totalnym gwałcie na wolności! Ręce precz od wolności[...]
2012-02-20 14:20
moniaaaa:
Luka? Gdzie ta luka?! (zakaz publicznego picia alkoholu)
Zapraszam do zajrzenia na strony: www.sztukawina.pl oraz www.scottishhouse.pl coś dla koneserów[...]
2012-02-20 10:32
JaJa225:
"To nie jest spam"
Sorki, że się rozpisuję ale mam tak potąd tego spamu że... Czasem przychodzi na adres[...]
2012-02-20 10:11
JaJa225:
"To nie jest spam"
Coś nie jest spamem bo spamer zaprzecza jakoby nim było. Jakby coś nie jest kradzieżą bo[...]
2012-02-20 09:44
JaJa225:
"To nie jest spam"
Właśnie doszło mnie cuś takiego "Szkoła Nauki Języków Obcych prosi o wyrażenie zgody na[...]
2012-02-19 19:27
Patryk z chomika:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Witam, Otrzymałem na chomiku wiadomość dot. umieszczenia pliku (znajduje się ona poniżej)[...]
2012-02-19 19:09
wojakrob:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
@ cata >>>Przepraszam a gdzie na klawiaturze jest to "R" AAAAAAa, mam kopiuj- wklej ®.[...]
2012-02-18 17:56
monika222:
Lubisz markową whisky? Niewątpliwie jesteś pedofilem!
Zapraszam do zajrzenia na strony: www.sztukawina.pl oraz www.scottishhouse.pl coś dla koneserów[...]
2012-02-17 22:45
mrogus:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
PAP poinformowała, że przyznawane polskim twórcom ludowym nagrody, zwane na cześć sławnego[...]
2012-02-17 03:49
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Przyrodnik, Do matołów-prawników nadal nie dotarł fakt, że Ptasie Mleczko (R) to nie jest[...]
2012-02-17 00:27
Rak_wstecznik:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
No tak, wiadomo: zaczyna się od ptasiego mleczka, następnym krokiem jest handel narkotykami,[...]
2012-02-16 23:25
trollo:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Przecież wedel to ŻYDZISKO,to co sie spodziewaliście.
2012-02-16 22:46
cata:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Przepraszam a gdzie na klawiaturze jest to "R" AAAAAAa, mam kopiuj- wklej ®. Jadac[...]
2012-02-16 15:47
Przyrodnik:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Prawnik widzial taki disclaimer zapewne w ksiazce w ktorej uzywane sa nazwy zastrzezone i znaki[...]
2012-02-16 11:53
Jerzy77:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
no i co za problem - wystarcyzło odpowiednio oznaczyć znak zastrzeżony - czy to dziwne???? nie[...]
2012-02-16 00:32
wojtekkkk12:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
ja też nie będę już kupował tego pta....mle... firmy W... Zapomniałem już pełnej nazwy tego[...]
2012-02-15 22:13
melanoma:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Tak właśnie narodziły się torrenty...
2012-02-15 20:55
123mery:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
@mąka: Twoja sprawa dotyczy torrentów czy chomika? Jak to jest z tym zabieraniem komputera:[...]
2012-02-15 19:16
mmm777:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
@Olgierd Właśnie - w sposób poglądowy - wyjaśniono Ci (i Iwusi) pożytki z anonimowości w[...]
2012-02-15 19:10
mąka:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Ja nie podpsałem pierwszego porzumienia gdzyż mówiono mi że to wał i przyszli do mnie[...]
2012-02-15 15:07
Yenn:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
szczególnie to malinowe, którego akurat teraz nie sposób dostać:(
2012-02-15 14:56
ciamcia:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
imbecyl
2012-02-15 12:25
hub_lan:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Zatrudniliście taką a nie inna kancelarię to macie tego takie a nie inne efekty stąd[...]