Kiep i frajer kto nie ma dziś "ACTA" w tytule ;-)
 Oceń wpis
   

allegro stop ACTA parodiaOd ładnych paru dni nie ma innego tematu jak ACTA, a wszystko dlatego, że dziennikarze mają newsa z tematu, o którym Piotrek Waglowski pisał dość regularnie od 2,5 roku (zaś pierwszy raz fraza "ACTA" padła u niego już w maju 2008 roku!).
A to czytamy o tym, że minister Zdrojewski zaprzecza, że rząd chciał coś ukryć, a to wicepremier Pawlak "nie wyklucza", że może nic z tego nie wyjdzie, a to mówi się o wprowadzeniu stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie cyberbezpieczeństwa (nieźle to brzmi w kontekście rzekomego zabezpieczenia do strony Prezesa Rady Ministrów: admin i admin1) -- i tylko minister Sikorski broni się dzielnie.

z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
art. 9 Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
art. 89 ust. 1. Ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: (...)
2) wolności, praw lub obowiązków obywatelskich określonych w Konstytucji, (...)
5) spraw uregulowanych w ustawie lub w których Konstytucja wymaga ustawy. (...)
art. 91 ust. 1. Ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy.
2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.(...)

I chociaż pomyślałem sobie, że najlepiej będzie nabrać stylowo wody w usta -- wakacje od blogaska nadal miały trwać -- trudno jednak zdzierżyć, skoro obie strony sporu robią nam wodę z mózgu:

  • minister Boni miał rzekomo powiedzieć, że rząd jednak podpisze się pod ACTA, ponieważ "po dyskusji i analizie dokumentów stwierdzamy, że umowa ACTA w niczym nie zmieni, zgodnie z opiniami prawników, polskiego prawa, także w kwestii praw internautów i funkcjonowania internetu". Dotąd przy takich tekstach przypominało się dr Goebbelsa, który miał powiedzieć, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, jednak dr Boni jest nawet lepszy: kłamie, mówiąc prawdę -- zaś to, niewątpliwie prawdziwe zdanie, jest równocześnie wrednym kłamstwem;
  • sęk w tym, że taka umowa międzynarodowa (po jej ratyfikacji, o czym więcej poniżej) stanowić będzie część krajowego porządku prawnego -- i będzie miała pierwszeństwo przed prawem w randze ustawy, o ile tej ustawy nie da się pogodzić z ACTA (kłania się art. 91 ust. 2 Konstytucji RP);
  • oznacza to, że dr Boni nie myli się w ani jednym momencie: po wejściu w życie umowy ACTA nie będzie potrzeby zmiany ustaw -- ale też minister Boni nie mówi prawdy przez choćby pół chwili: ACTA będzie "ważniejsza" od polskich ustaw, a skoro "Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego" (art. 9 ustawy zasadniczej) to...?
  • rozśmiesza mnie też gadanie, że "okres jego [tj. ACTA] ratyfikacji stanie się okazją do konsultacji społecznych": po pierwsze nie ma żadnego okresu ratyfikacji, jest ustawa zezwalająca na ratyfikację umowy międzynarodowej (mam nadzieję, że rząd nie przeoczy art. 89 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP) i jest podpis prezydenta -- w tym sensie faktycznie podpis kogoś z rządu nie załatwia sprawy wejścia w życie porozumienia -- po drugie mam niemiłe wrażenie, że chce się tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wazeliniarstwu na szczeblu wyfraczonych maestrów towarzyszyć będzie wazeliniarstwo krajowe, gdzie to posłowie będą się lansować na fejsbókach jako obrońcy wolnego słowa;
    premier jest złym człowiekiem ACTA
  • pół zdania wypada poświęcić owej świętej, zagrożonej wolności-prywatności internauckiej: jasne, już to widzę, jak przeciętny zjadacz Onetu boleje nad tym, że może ktoś kiedyś popchnie komuś dane umożliwiające identyfikację jego skromnej osoby (każdego tygodnia dostaję co najmniej kilka listeli od zrozpaczonych "Chomikowców", którym ktoś chce wygarbować futerko -- stąd też wiem, że ludzie nie przejmują się niczym, a o ACTA 99% oburzonych zapomni za tydzień-dwa);
  • tymczasem niebezpieczeństwo swobodnego fruwania naszych danych jest wcale nie takie nierealne: nawet bez ACTA władze brytyjskie mogą wydać amerykańskim organom ścigania poddanego Jej Królewskiej Mości -- dzięki czemu będzie on odpowiadał za swoje czyny przed sądem w USA -- i to mimo że: (i) w życiu jego stopa nie postanęła między Potomakiem a Orange, (ii) choćby na odległość nie zabił, nie okradł nikogo ze Stanów ani też nie zajmował się działalnością szpiegowską, (iii) a wszystko co można mu zarzucać to... odpalenie jakiejś tam wyszukiwarki internetowej;
  • pamiętacie sprawę "Wprost", któremu amerykański sąd kazał zapłacić 5 milionów dolarów zadośćuczynienia na rzecz córy senatora Cimoszewicza? W świecie ACTA może się okazać, że polski internauta stanie przed najdziwniejszym sądem (np. county Orange) za naruszenie najdziwniejszego prawa -- bo przecież art. 27 ust. 4 mówi wprost o obowiązku ujawnienia danych identyfikujących abonenta "posiadaczowi praw";
  • i jeszcze, zamiast podsumowania, coś naprawdę zabawnego: przeciwko ACTA jest... Alllegro (sic!), które nie omieszkało odpowiednio zmodyfikować swojego logo (ciekawe czy zgłosili to do Urzędu Patentowego RP?). 
    A jeśli ktoś chciałby bardzo zaprotestować przeciwko umowie międzynarodowej, to prosta instrukcja obsługi jest na Antyweb.pl: "Miała być paczka a jest jeszcze prościej, oto krótkie info jak zamontować elementy do wyświetlenia toplayera z protestem w sprawie ACTA na waszych serwisach. Dodam, że jest to warstwa, którą można zamknąć – całkowite wyłączenie stron robimy jutro między godziną 19 a 20" -- a później trochę kodu... 
  • o atakach na *.gov.pl pisać mi się nawet nie chce. Także dlatego, że coraz częściej dochodzę do wniosku, że od rządu wolę bezrząd. Ot taki ze mnie anarchista po czterdziestce... ;-) 
Komentarze (47)
Nadzwyczajna komisja ds. delegalizacji zdrowego rozsądku
 Oceń wpis
   

Po wyborach, w których do Izby Poselskiej weszło towarzystwo pod wezwaniem Ruchu Palikota pomyślałem sobie, że mądrzej pewnie nie będzie, ale przynajmniej będzie śmieszniej. Teraz -- pomijam kwestię finansowania organizacji Wandy Nowickiej i wpływ "Faktów i mitów" (brrr...) na ruchy nowego klubu -- zaczyna mnie nachodzić taka myśl, że zabawnie też nie będzie.

Oto najnowszy przykład: po erupcji rzekomej afery korupcyjnej w PZPN (nawiasem mówiąc patrząc na informacje o kasie jaka chodzi w PZPN zastanawiam się: po co tam w ogóle kogoś korumpować?) tematem zainteresowali się (a jakże) posłowie Ruchu Palikota, którzy zaproponowali powołanie sejmowej komisji nadzwyczajnej (!) do spraw delegalizacji PZPN (sic!).

z ustawy o sporcie:
Art. 22. 1. Jeżeli działalność władz polskiego związku sportowego narusza prawo lub postanowienia statutu, minister właściwy do spraw kultury fizycznej, w zależności od stopnia stwierdzonych nieprawidłowości, jest uprawniony do:
  1)   udzielenia władzom polskiego związku sportowego upomnienia i zażądania od nich podjęcia działań mających na celu zapewnienie stanu zgodnego z prawem;
  2)   wstrzymania wykonania decyzji władz polskiego związku sportowego i wezwania ich do jej zmiany lub uchylenia w określonym terminie;
  3)   uchylenia decyzji władz polskiego związku sportowego, o której mowa w pkt 2, w przypadku niespełnienia przez związek żądania jej zmiany lub uchylenia;
  4)   wystąpienia do sądu rejestrowego z wnioskiem o zastosowanie środka, o którym mowa w art. 23 ust. 1.
2. Czynności, o których mowa w ust. 1 pkt 1-3, minister właściwy do spraw kultury fizycznej dokonuje w drodze decyzji.
(...)   
Art. 23. 1. Sąd na wniosek ministra właściwego do spraw kultury fizycznej może, w drodze postanowienia:
  1)   zawiesić w czynnościach władze polskiego związku sportowego;
  2)   rozwiązać polski związek sportowy, jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem.
2. Jeżeli sąd zawiesi w czynnościach władze polskiego związku sportowego, wyznacza kuratora, który jest obowiązany do przeprowadzenia, w terminie 6 miesięcy od dnia wyznaczenia, wyborów nowych władz polskiego związku sportowego.
Słowem: odpowiedzią na bajzel w związku piłkarskim ma być kolejny bajzel -- lepszy, bo poselski.
(Projekt został zaprezentowany, zgodnie z najnowszymi trendami, w formie multimedialnej prezentacji: czyli paroma piłkami turlającymi się pod nogami ględzących facetów i dużym, płaskim telewizorem w tle wyświetlającym gęby.)

Tymczasem nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że w tej -- jakże demagogicznej propozycji -- coś śmierdzi. Że przedstawiona wizja rozwiązania problemu jest sama w sobie problemem.

Po pierwsze są przepisy: Polski Związek Piłki Nożnej, choćby nie wiem jak bardzo był polski, narodowy i orlasty, jest związkiem sportowym, czyli odmianą stowarzyszenia, którego zasady działania regulują ustawy o sporcie i o stowarzyszeniach. O tym jakiego rodzaju formy nadzoru nad działalnością takiego związku sportowego (i jakie konsekwencje  d l a  z w i ą z k u -- podkreślam, bo trzeba rozróżnić konsekwencje, które ponieść powinny osoby dopuszczające się złamania prawa, od ewentualnych konsekwencji dla struktury, w której osoby te urzędują) fajnie napisał Darek Madejski w e-Prawniku (warto kliknąć i przeczytać). 

I jak się poczyta ustawę o sporcie to widać,że nie ma tam możliwości włączenia trybu sterowania przez posłów. Rzecz w tym, że wszystkie organizacje społeczne -- to dobra zasada i nie mam pojęcia dlaczego część posłów chce to zmieniać -- generalnie nie podlegają pod różne urzędy i ministerstwa. Podobnie PZPN jest niezależny od Ministerki Sportu -- więc wszystko co może zrobić p. Joanna Mucha, to: wstrzymać wykonanie lub uchylić decyzję naruszające prawo (aczkolwiek następuje to w drodze decyzji administracyjnej, więc prezes Lato może się od tego odwołać; względnie wystąpić do sądu rejestrowego o zawieszenie władz lub rozwiązanie związku sportowego -- lecz warto pamiętać, że po ten nadzwyczajny środek można sięgnąć dopiero "jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem".

Podkreślam: raz, że robi to sąd, a nie minister (ani nawet komisja parlamentarna), dwa, że tylko wówczas, jeśli działalność związku sportowego -- nie osób kierujących organizacją! -- łamie prawo w wyjątkowy sposób.

Oczywiście posłem (nie tylko w Ruchu Palikota) jest się nie po to, by czytać prawo (ani nawet nie po to, by je pisać -- lecz po to, by załatwiać różne sprawy, no i podlizywać się wyborcom) -- toteż można nie tylko darować sobie takie szczegóły, ale mieć je w głębokim poważaniu.
Dlatego też zastygam w oczekiwaniu kolejnych erupcji demagogicznych pomysłów naszych wybrańców (nie tylko z tego klubu): począwszy od Wielkiej Bitwy o Krzyż, poprzez Wielką Bitwę o Karę Śmierci, aż do innych głupot obliczonych wyłącznie na robienie wody z mózgu tym, którzy czasem się zachowują jakby tego mózgu i tak nie mieli.
(No i wyszedł mi manifest antydemokratyczny, ale -- jak tak sobie pomyślę -- demokratą to ja pewnie i jestem, ale to co mi się nie podoba to kurs na ochlokrację, raz realizowany przez partię na "S", której nazwy nadal tu nie wymieniam, a później przez innych takich.)

Komentarze (3)
O Senacie, co zrobić, by nie był nakręcaną zabawką
 Oceń wpis
   

Na marginesie dyskusji o ministrze sprawiedliwości co prawa nie studiował przypomniało mi się, że odfajkowałem sobie występ marszałka-seniora Senatu, który na inauguracyjnym posiedzeniu izby wyższej parlamentu miał powiedzieć, że "senat stał się zabawką mechaniczną nakręcaną przez PO". Miałem coś o tym napisać, ale jakoś tak mi zeszły dwa tygodnie -- no i oto sobie przypomniałem.
No cóż, lepiej późno, niż później.

Nie sposób się z Kazimierzem Kutzem nie zgodzić. Pytanie czy senatorowi z Górnego Śląska starcza (niekoniecznie polemicznego) zapału do zdiagnozowania bolączek, wskutek których grupę stu pań i panów postrzega się jako tę niepotrzebną część legislatywy -- w porównaniu do Izby Poselskiej, na którą opinia publiczna spogląda jako na tę niezbędną.
Tymczasem problem leży nie tylko w braku realnych kompetencji organu, który tylko z cyniczną przekorą można nazywać "izbą wyższą". Bo i owszem: właściwie to Senat nie ma w Polskim parlamentaryzmie nic do powiedzenia: nad wotum zaufania dla rządu nie głosuje, odwołać go nie może, o sędziach Trybunałów (Stanu i Konstytucyjnego) nie ma nic do powiedzenia, o wojnie i pokoju nie decyduje, nawet NIK podlega wyłącznie posłom. Ba, nawet inicjatywa ustawodawcza przysługuje Senatowi en bloc, czyli wymaga uchwały całej izby -- podczas gdy w przypadku posłów wystarczy ich "grupa".

W sumie ze świecą szukać jakiejś samoistnej kompetencji tej naszej "izby wyższej"; wychodzi na to, że 100 piastunów mandatów piastuje te swoje mandaty w najlepsze, ale nawet jeśli odpowiedzialność posłów uznać można za iluzoryczną -- to odpowiedzialność senatorów w ogóle nie istnieje...

Trudno się w sumie dziwić, że mało która z osobistości sprawujących mandat senatorski staje się faktycznie osobowością polityczną (a jeśli już to jest zdecydowanie na odwrót: to osobowości startują do tej izby, zdobywając mandaty lub nie -- jak np. Zbigniew Romaszewski miesiąc temu).

Uzyskaniu samodzielności politycznej nie sprzyja jednak sposób powoływania senatorów i ich krótka -- a w dodatku całkowicie zależna od Izby Poselskiej -- kadencja. Wspólne wybory posłów i senatorów sprzyjają upartyjnieniu Senatu, przez co staje się on -- a nie musi, nawet w dzisiejszym porządku ustrojowym -- bezwolnym narzędziem w ręku szefa rządu (i szefa "ich" partii).

Dlatego też w pierwszym rzędzie warto pomyśleć o wydłużeniu i rozdzieleniu kadencji obu izb parlamentu. Ot proszę: w Stanach Zjednoczonych kadencja Senatu trwa 6 lat (Izby Reprezentantów tylko 2 lata), jednak jego silnej pozycji sprzyja także to, że co 2 lata wymienia się 1/3 składu -- dzięki czemu zawsze na sali zostaje blisko siedemdziesiątka senatorów, którzy wiedzą co i jak.
Tymczasem u nas Senat, nie uczestnicząc w procesie uzyskania przez premiera inwestytury, nie mający narzędzi wpływu na prace gabinetu, ponosi konsekwencje jego niepowodzeń na równi z Izbą Poselską -- w każdej sytuacji podlegając mniej lub bardziej dokładnemu przemeblowaniu.

Komentarze (9)
Moje najlepsze poglądy o nowym ministrze sprawiedliwości
 Oceń wpis
   

Zadzwoniła do mnie wczoraj pewna dziennikarka i spytała: co ja w ogóle sądzę o tym, że Jarosław Gowin ma być ministrem sprawiedliwości?
Udzieliłem jej całkiem wyczerpującej odpowiedzi -- ale chyba nie trafiłem w oczekiwania, bo dziś tekst widzę (nie powiem gdzie, bo nie to jest ważne), ale ode mnie nic tam nie ma ;-)

Pozwolę sobie zatem wyłuszczyć w paru punktach moją opinię dlaczego to mi nie przeszkadza, że ministrem sprawiedliwości został doktor filozofii, a nie jakiś wielki prawnik:

  • zacznę od wysokiego "c": do tego, żeby mieć pojęcie o ius -- o zasadach funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, o tym co sprawiedliwe i co niesprawiedliwe -- nie trzeba być ekspertem od lex. Minister sprawiedliwości nie jest organem orzeczniczym, nie jest jego zadaniem korygowanie rozstrzygnięć sądowych, także nie po to dorobiliśmy się podziału resortu od Prokuratury Generalnej, by teraz pomstować na fakt, że nie ma prawnika na tym stolcu; ius jest bowiem tylko emanacją filozofii, która powinna być przekuta w możliwie najlepsze lex (ale od przekuwania ius w lex nie jest minister sprawiedliwości);
  • to tak jak z ministrem zdrowia, który nie jest o tego by leczyć (choć nadal trzymamy się mitu, że najlepiej, żeby był to lekarz), zaś szef resortu obrony wojny toczyć nie będzie (no i ileś lat już mija odkąd przestano tam powoływać mundurowych) -- tak samo przecież od ministra kultury nikt nie wymaga by najładniejsze wiersze pisał;
  • minister sprawiedliwości nie jest przecież od orzekania, sądzenia, karania -- on ma tylko zapewnić właściwym instytucjom właściwe warunki do pracy;
  • powinien też jednak umieć wzbić się ponad jakieś ewentualne relacje osobiste, zawodowe czy oczekiwania "reprezentowanych" grup zawodowych -- które to oczekiwania przecież niekoniecznie muszą iść w parze z oczekiwaniami klientów tych grup zawodowych (a coś mi mówi, że jęk niektórych prawników na wieść o nieprzedłużeniu etatu dla Krzysztofa Kwiatkowskiego jest właśnie efektem jakiejś tam symbiozy);
  • jeśli bowiem chce się coś zmienić -- a mnie się wydaje, że nadal jest tu sporo do zrobienia -- to lepiej wynająć faceta, który nie będzie planował zmian z myślą o tym "a jak ja się później w tym odnajdę?" Pod tym względem akurat Jarosław Gowin jest kandydatem idealnym: kancelarii na pewno nie otworzy, szefem NRA nie zostanie, z mecenasem Giertychem na pisma procesowe ścigać się nie będzie.

Słowem: jest jak jest, a jak będzie -- zobaczymy.

 

Komentarze (20)
Zespół ministerki Radziszewskiej za cenzurą internetu
 Oceń wpis
   

Troszkę na marginesie bigosowania o art. 5a ustawy o dostępie do informacji publicznej: jak donosi Press.pl zespół ministerki Radziszewskiej "chce odpowiedzialności wydawców za fora". I chociaż chciałoby się powiedzieć FORA ZE DWORA, prawdą jest, że chodzi tu oczywiście o przymuszenie administratorów serwisów internetowych do wdrożenia narzędzi cenzurujących treści pochodzące od użytkowników -- pod rygorem ponoszenia bezwzględnych konsekwencji za ewentualne naruszenie prawa przez tychże użytkowników.

Solą w oku ministerki Radziewskiej i jej wesołej kompanii (chodzi tu zapewne o Zespół ds. przeciwdziałania dyskryminacji małoletnich w elektronicznych środkach masowego przekazu, w którym zaczepił się m.in. kolega Roman Giertych) jest oczywiście art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (oraz towarzyszący mu art. 15), w myśl którego (kładę to do głów od lat, ale warto powtórzyć raz jeszcze):

  • e-usługodawca nigdy nie odpowiada za treści pochodzące od jego użytkowników, o których nie wie (bo ich np. nie moderuje),
  • może za nie odpowiadać dopiero od momentu, w którym się dowie o ich bezprawności (np. wskutek wiarygodnego zgłoszenia albo moderacji),
  • nie ma jednak obowiązku moderowania danych dodawanych przez użytkowników i nie ma prawa, które by go do tego zmusiło.

Pewne te oczywistości zaczęły chyba docierać do głów co poniektórych żywotnie zainteresowanych mieszaniem w temacie (przypomnijmy, że mec. Giertych jest pełnomocnikiem Radka Sikorskiego w paru sprawach, jest też ponoć w sądach parę jego własnych pozwów...), bo oto konkluzją prac Zespołu jest stwierdzenie, że "Wydawcy powinni odpowiadać za treść komentarzy umieszczanych przez internautów pod artykułami zamieszczanymi na portalach gazet" (jak się m mec.a to do tego, że Roman Giertych nie tak dawno temu, publicznie, bo w telewizji, powiedział, że zasada taka już obowiązuje...?).

Groźnie (i naiwnie) brzmi cytowana przez "Press" wypowiedź pełnomocniczki Radziszewskiej, która miała zapowiedzieć, że w nowej kadencji będą wypracowywane propozycje zmierzające do wyeliminowania mowy nienawiści z internetu, a w tym celu rozważa się m.in. nowelę prawa prasowego oraz UoŚUDE.

Takie gadanie jest groźne naiwne, bo trzeba nie mieć pojęcia o internecie, żeby wierzyć, że jakimkolwiek prawem uda się załatwić problem chamstwa i prostactwa w sieci.
Bo problem niewątpliwie jest, jednak przecież nie zmienimy ludzi nawet nakładając na adminów kary za słowa pisane przez ludzi.

Komentarze (7)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D