Mimikra
 Oceń wpis
   

cytat na dziś: "Z największych portali, najgorętszych stron i najciekawszych blogów wybieramy to, co najważniejsze. Szybciej i mądrzej niż inni." -- zakładka "o nas" nowego serwisu Rzepy -- W sieci opinii


"Uważam Rze" podobno radzi sobie lepiej, niż przewidywałem, najwyraźniej wydawca postanowił pójść za ciosem. I poszedł, najwyraźniej -- zgodnie z własnymi zapowiedziami -- wybierając z serwisu "The New Yorkera" generalne spojrzenie na layout.
Porównajcie zresztą sami:

the new yorker

W sieci opinii

Mimikra aż miło. Aczkolwiek racja, że jak zrzynać to najlepiej z najlepszych.

PS temat wywlókł Marcin Jagodziński.

Komentarze (14)
Recenzja: "Uważam Rze". Długo nie pociągnie.
 Oceń wpis
   

Uważam rze. Inaczej pisane.Muszę się przyznać P.T. Czytelnikom do pewnej słabości, którą mam -- i której się nie wstydzę. Tą słabością jest predylekcja do słowa pisanego -- najlepiej w postaci solidnej porcji prasy. Jestem na tyle zdesperowany, iż będąc świadomym, że nadchodzące lata oznaczają schyłek klasycznej papierowej formy, już dziś deklaruję: chętnie zapłacę za dostęp do czegoś naprawdę fajnego i mądrego w internecie.

Na razie jednak -- zanim będzie mi dane wysupłać ciężko zarobione złotówki na płatne treści w sieci -- postanowiłem spróbować roli domorosłego recenzenta (profesjonaliści wypowiedzieli się w "Press", ja zaś jestem czasem jak ta żaba, co podstawia płetwę jak konia kują) najnowszego dziecka wydawcy "Rzeczpospolitej" -- czyli tygodnika o dziwacznym tytule "Uważam Rze. Inaczej pisane".

No właśnie, tytuł. Rozumiem plan polegający na zwróceniu na siebie uwagi czytelników, ale... czy aby ten zamysł nie skończy się czymś całkowicie przeciwnym? Wczoraj było tak: zamierzając kupić nowe czasopismo skierowałem swe kroki do Empiku, zaś nie widząc wyłożonego "czegoś nowego" pomyślałem sobie, że zagadnę pracowników... ale o co?... bo "jak to się nazywało...?!"

Druga sprawa, którą niewątpliwie kierować będzie się wielu potencjalnych odbiorców tytułu przy pierwszym kontakcie, to jakość papieru. Rozumiem, że kupuję gazetę do czytania (i przeczytania), a nie album do odstawienia na półkę, że clou "Uważam Rze" ma być słowo, a nie obrazek, że tak pewnie jest i taniej, i bardziej ekologicznie -- ale jakość papieru i druku są dalekie od tego, do czego mógł się przyzwyczaić nabywca innych tygodników opinii.
Byłoby nieźle, gdyby "Rze" miała kosztować te swoje 1,90 -- tyle zapłaciłem za pierwszy numer -- jednak ma to być jednorazowa promocja, ponieważ kolejne egzemplarze mają już być po... 4,50 (sic! -- to zaledwie 50 groszy taniej od "Polityki").

Przechodząc do meritum...Tego ja w ogóle nigdy nie zrozumiem: dlaczego w Polsce już choćby centro-prawicowa prasa musi być tak przewidywalna, powtarzalna i... banalna. Dlaczego biorąc do ręki "Politykę" -- w której może mnie denerwować lewicowe zadęcie Jacka Żakowskiego, a felietony Passenta doprowadzać do zawału serca -- wiem co czytam i po co to czytam (i wiem nawet co red. Żakowski chce mi powiedzieć) -- natomiast biorąc do ręki twórczość centro-prawicowych dziennikarzy mogę mieć pewność, że coś zabawnego i ironicznego powstać może wyłącznie przez przypadek (a zaraz później i tak zniknie pod grubą warstwą wstydu)?

Autorzy "Uważam Rze" wcale nie maja pod tym względem "Inaczej pisanego". Wszystko jest do bólu zębów przewidywalne; co nie oznacza, że nic nie jest ciekawe.
Najpierw jest rozprawka o tym jak PO się rozlatuje (to, rozumiem, na zasadzie kontrastu do "Wyborczej", w której rozlatuje się PiS). Później nawet niezła rozmowa z marszałkiem Schetyną (mogło być lepiej, ale: będzie lepszy rozmówca, będzie lepszy wywiad). Później Semka porównuje Tuska i Kwaśniewskiego (a więc trzeci z rzędu tekst poświęcony partii rządzącej!), chwila oddechu (dopalacze i krótki acz treściwy portret W. Czarzastego) -- i czas na najdziwniejszy chyba tekst Krzysztofa Feusette, z grafomańską swadą obnażający banalność... Jakuba Wojewódzkiego i jemu podobnych "selebrytów" (nie do wiary, że można taki tekst napisać na poważnie -- i że poświęcono nań aż 3 strony, co czyni zeń drugi co do objętości artykuł w "Uważam Rze"!)

Fajnie natomiast czyta się rubryki poświęcone zagranicy (Igor Janke o Obamie), ciekawie pisze Bronisław Wildstein zestawiając "sprawę Smoleńską" i... aferę Dreyfussa (paralela dość zaskakująca, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę opinie Wildsteina). Fajne też jest to, że jest tam mało reklam ;-) ale zakładam, że to, co cieszy mnie jako czytelnika niekoniecznie cieszy wydawcę (i jeśli się mu wszystko powiedzie, będzie pod tym względem gorzej).
Nieźle też wyglądają felietony -- zwłaszcza przy takim "Wprost", które pod kuratelą Tomasza Lisa niewątpliwie wyszło na prostą, jednak felietonistów ma na takim poziomie (Skiba, Hołdys, Środa, Żulczyk (ki diabeł?), Jan Wróbel), że pożal się Boże...) -- chociaż i tak uważam, że Ziemkiewicz najlepsze rzeczy pisał w "NCzasie!", przeszło dekadę temu, jak mu jeszcze PiS na oczy nie padł -- i to w zasadzie wszystko, co "Uważam Rze".

Czy to wystarczy, by nowy tytuł zagościł na blatach czytelników -- a co za tym idzie na rynku -- na dłużej? Obawiam się, że nie. Zeżrą go nieubłagane prawa rynku (pierwszy numer miał się ponoć ukazać w nakładzie 200 tys. egzemplarzy -- jestem ciekaw czy sprzedał się co czwarty...), bo tego nikt nie kupi, a jak nikt tego nie kupi, to handlowiec nie sprzeda reklamy; a jeśli nie zeżrą, to pozostanie jako kolejna niszowa enklawa, w której trafne konkluzje będą przetykanie grubo tkanymi inwektywami.
Osobiście na pewno wydam te sakramenckie cztery-pięćdziesiąt za tydzień (o ile zapamiętam tytuł!), może nawet za dwa tygodnie... jeśli jednak nic się jakościowo nie zmieni -- w co wątpię -- życząc im jak najlepiej i śniąc o doskonałym płatnym serwisie internetowym -- odpuszczę.

Komentarze (11)
10 lat Konstytucji RP
 Oceń wpis
   
Orzeł BiałyDokładnie dziś mija 10 lat od uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej. Wprawdzie osobiście uważam, że sensowniejszą datą do zauważenia byłoby dziesięciolecie wejścia w życie ustawy zasadniczej (opublikowana w Dz.U. nr 78, poz. 483 z 16 lipca 1997 r. weszła w życie 3 miesiące później), ale skoro jest trynd świętowania daty uchwalenia - niech tak będzie.

Powiem tak: nasza Konstytucja mi się nie podoba i nie podobała mi się od samego początku. Pewnie wtedy nie podobała mi się nawet bardziej niż dziś - składam to na karb przyzwyczajenia (w końcu wszystkim nam podobają się melodie, które już raz słyszeliśmy), ale nadal dostrzegam w niej więcej wad niż zalet. Nie podobała mi się na tyle, że w referendum z 25 maja 1997 r. głosowałem przeciwko; pewnie nadal zagłosowałbym przeciwko - ale jak sądzę z przyczyn zupełnie odmiennych od tych, które skłoniły 47,30 proc. biorących udział w głosowaniu do odrzucenia projektu.

Abyście nie postrzegali mnie wyłącznie jako malkontenta zacznę jednak od pochwał. Bo są też w niej rzeczy fajne.

Po pierwsze wreszcie przyznano, że ustawa zasadnicza to prawo żywe i może być stosowana wprost, z każdą sprawą nie trzeba czekać na ustawę, która "wypełni" jej "ramowe postanowienia" treścią (art. 8 ust. 2). To co wcześniej wydawało się być li tylko kapitalistycznym miazmatem burżuazyjnej sprawiedliwości zawitało do nas, aczkolwiek nadal w orzecznictwie i literaturze trwa spór o zakres jej bezpośredniego stosowania (por. wyrok SN z 9 lipca 2003 r., IV CKN 320/01).
Na dziś największe problemy budzi sprawa oceny konstytucyjności przepisów przez sądy powszechne orzekające w konkretnej sprawie, a ściśle: czy sąd może na potrzeby sprawy będącej przedmiotem jego rozpoznania uznać jakiś przepis za niezgodny z konstytucją i na tej podstawie odmówić jego zastosowania, skoro powszechna kontrola konstytucyjności aktów prawnych spoczywa w rękach Trybunału Konstytucyjnego?

Osobiście - jako niepoprawny zwolennik systemu amerykańskiego oraz elastyczności jaką daje system common law - uważam, że każdy sąd, każdy organ administracyjny powinien mieć obowiązek wzięcia pod uwagę argumentów strony, która powołując się na art. 8 ust. 2 domaga się rozstrzygnięcia wbrew lub ponad przepisom ustawy. Niestety, jestem w mniejszości...

Po drugie skarga konstytucyjna. Każdy kto uważa, że jego prawa zostały naruszone wyrokiem bądź działaniem władzy może - w sposób określony przepisami - zaskarżyć te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego. Można było ją rozpisać w nieco wyraźniejszy sposób, jeszcze troszkę odformalizować oraz jednoznacznie uciąć dywagacje kiedy i od czego można wnieść skargę (sporo wyjaśniło dopiero orzecznictwo TK), ale na szczęście: jest.

Po trzecie ostateczność orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej każdy wyrok TK wchodził, o ile posłowie nie odrzucili go 2/3 głosów. Mogło to prowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której prawo niezgodne z Konstytucją - a więc, nie bójmy się tego powiedzieć, prawo niesprawiedliwe - obowiązywało, ponieważ było to na rękę rządzącym. (Proszę koniecznie sprawdzić art. 239 ust. 2 konstytucji!)
Dziś moje wątpliwości budzi tylko art. 190 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym w wyroku można wskazać inny (nie dłuższy niż 18 miesięcy) termin utraty mocy ustawy oraz wieczny spór czy orzeczenia działają wstecz czy jednak wyłącznie "na przyszłość".

Po czwarte Konstytucja odchodzi od archaicznego podejścia do praw i obowiązków człowieka. Stalinowsko-bierutowski wytwór chorej wyobraźni z 1952 r. straszył nas bursami oraz świetlicami (proszę pamiętać, że Rozdział VII obowiązywał aż do 1997 r.), ale co ważniejsze - podkreślali to ówcześni luminarze nauk ustrojowych - prawa te były wyłącznie fasadą.
Nie ma wątpliwości, że jest postęp jeśli chodzi o prawa polityczne i obywatelskie (w PRL, a jakże, obowiązywała wolność sumienia i wyznania, wolność zrzeszania się, zaś państwo umacniało i rozszerzało te prawa - na papierze), ale i w kwestiach praw socjalnych, mimo dużego wodolejstwa i pustosłowia, nie jest najgorzej (tutaj też mam dużo zarzutów, o nich jednak więcej poniżej).

Po piąte wzmocnienie władzy premiera. Osobiście wolałbym system prezydencki (skoro nie może być w Polsce monarchii, zbudujmy sobie chociaż Biały Dom), z kontrolowanym przez Senat prezydentem jako szefem rządu, z ministrami będącymi wyłącznie pomagierami szefa, ale na bezrybiu i rak rybą jest. (Szczyt marzeń? - 99-osobowa Izba Poselska, 17-osobowy Senat oraz przywrócenie naszemu parlamentowi tradycyjnej nazwy: Sejm - ale o tym może napiszę innym razem.)
Mimo publicystycznych rozważań nadal daleko naszemu ustrojowi do systemu kanclerskiego. Już przykład Jerzego Buzka wskazuje, że mimo sporych możliwości premier może stać się zakładnikiem większości (lub mniejszości) w Sejmie, ale obecny stan należy uznać za lepszy niż wcześniejsze sejmactwo.

Po szóste sprecyzowany i zamknięty katalog źródeł prawa (art. 87 i następne). Odtąd w zasadzie wiadomo, że władza może wejść nam z butami w życie wyłącznie przy pomocy ustawy, ratyfikowanej umowy międzynarodowej lub rozporządzenia (które też nie może zostać wyciągnięte z kapelusza).
To duży postęp, ponieważ wcześniej było w zasadzie jak kto chciał: jak się minister namyślił to wydawał sobie zarządzenie albo inne uchwały a ludzie musieli się zastanawiać czym to ugryźć. Było z tym sporo zamieszania (proszę zerknąć do art. 241 ust. 6) ale jakoś się udało. Owszem, nadal mamy w obiegu trochę samoistnych bądź opartych na blankietowej delegacji ustawowej rozporządzeń, zdarza się też, że sądy nie odmawiają takim aktom prawnym mocy, ale najgorsze minęło.

Tu może dodam, że plusem jest także wzbudzający 10 lat temu gorące spory art. 90 Konstytucji, zgodnie z którym Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Rzecz w tym - czego nie widzieli histeryzujący obrońcy Ojczyzny - że każda umowa międzynarodowa ma jakiś tam wpływ na naszą suwerenność  (nawet ta dotycząca stref połowów dorsza na wodach Bałtyku), jednak zastosowanie tego przepisy jest trudniejsze niż np. zmiana konstytucji i przyłączenie Polski do Białorusi.
Kto nie wierzy niech sobie zestawi art. 90 ust. 2 z art. 235 par. 4.

Tyle o plusach.
Mimo wielu plusów istotne jest, żeby plusy nie przysłoniły nam niewątpliwych minusów. Minus pierwszy to przegadanie: nasza konstytucja ma 243 artykuły co czyni ją niewątpliwie jedną z dłuższych i trudniejszych do przeczytania ustaw zasadniczych! Minus drugi to przeregulowanie wielu spraw: w konstytucji jest i Rzecznik Praw Dziecka, i Rada Polityki Pieniężnej, i bezpłatna edukacja, i mnóstwo innych rzeczy, które powinny pozostawać wyłącznie w sferze władzy politycznej, bez jednak podnoszenia do rangi konstytucyjnego dogmatu.
Rzecz w tym, że dopisując te wszystkie cuda do ustawy zasadniczej niejako zamrożono ówczesny stan myśli politycznej: podejście do praw socjalnych rodem z połowy ostatniej dekady ubiegłego stulecia, korporacje zawodowe, Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz parę innych kwiatków.

Przez to zamrożenie niemożliwe może okazać się prawdziwe odejście od koncepcji państwa totalnego, które wie wszystko, myśli za każdego i ma zdanie na każdy temat, wyręczając w tym pojedyncze jednostki. Mityczna Piąta Rzeczpospolita - a co będę się oszczędzał - rysująca się w mojej wyobraźni, czyli kraj ludzi wolnych, równych i odpowiedzialnych, niewielkiej kleptokracji (o przepraszam, biurokracji), szanująca indywidualizm w każdym ujęciu (gospodarczym ale także nieingerująca w naszą prywatność), może okazać się łabędzim śpiewem, bo na przeszkodzie staną nie tylko zastępy rycerzy przeszłości, ale i właśnie zakonserwowany porządek społeczno-polityczny.
No chyba że uda mi się jeszcze troszkę skutecznie poindoktrynować Moich Wielce Czcigodnych Czytelników.
Komentarze (15)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D