Akt oskarżenia dot. wycierku danych osobowych z Urbancard
 Oceń wpis
   

Plakat Komitetu Wyborców Rafała Dutkiewicza

Afera z wyborczo-samorządowy wrocławskim agitspamem "ku chwale" prezydenta Dutkiewicza -- przypomnijmy, że za wyciek danych osobowych użytkowników wspaniałej Urbancard miał stać Jan Ż., ówczesny asystent Dutkiewicza, rzekomo zwolniony dyscyplinarnie, który w rzeczywistości wylądował na 4 łapkach w jednej z municypalnych spółeczek -- zmierza do pomyślnego finału: do sądu wpłynął akt oskarżenia.

art. 231 § 1 kk: Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
W tym miejscu od razu się przyznaję: chociaż mam w sprawie status oskarżyciela posiłkowego, nie interesowałem się tematem specjalnie -- prócz zeznawania na policji, ale to raczej policja się interesowała ;-) -- stąd nie umiem rozwiać wątpliwości: czy sprawcę łapią za przekroczenie uprawnień, jak chce tego "Gazeta Wrocławska", czy też jednak z ustawy o ochronie danych osobowych. Wierzę, że w pierwszym rzędzie chodzi jednak o bezpieczeństwo danych, zaś art. 231 kodeksu karnego może się kłaniać dopiero w następnej kolejności.

Dość rzec, że wyciągnięcie z systemu i zaspamowanie 15840 adresów poczty elektronicznej to niezły wyczyn, aczkolwiek jeśli prawdą jest, że Jan Ż. "nie miał świadomości, by były to dane objęte ochroną danych osobowych" to naprawdę -- można mieć wątpliwości co do kwalifikacji osób zajmujących stanowiska asystenckie przy włodarzach naszego miasta.

z ustawy o ochronie danych osobowych:
Art. 51. 1. Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Art. 52. Kto administrując danymi narusza choćby nieumyślnie obowiązek zabezpieczenia ich przed zabraniem przez osobę nieuprawnioną, uszkodzeniem lub zniszczeniem, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Nie mniej interesujące wydają się potencjalne wątki, o których prasa w ogóle nie pisze, a organy ścigania też pewnie nie do końca się interesują -- bo to i pytania natury raczej politycznej i moralnej:

  • na ile w przypadku administratora danych osobowych użytkowników Wrocławskiej Karty Miejskiej (a więc po prostu prezydenta miasta) można mówić o niezachowaniu obowiązków w zakresie zabezpieczenia danych?
  • jakimi pieniędzmi zapłacił Jan Ż. za zamówione usługi reklamowe? słowem: czy zapłacił z własnej kieszeni, czy może jednak faktura poszła do komitetu wyborczego?
  • jak to jest, że sprawca takiego czynu zamiast wylecieć z pracy dyscyplinarnie ląduje na posadzie w spółce komunalnej -- gdzie ceni się jego profesjonalizm? a może jest to po prostu zwykły układ?
  • jakie są kryteria naboru do wrocławskiego urzędu miasta, a dokładnie: jakie należy mieć predyspozycje, by zostać asystentem prezydenta Dutkiewicza, skoro prominentna taka osoba może nie wiedzieć, że dane osobowe podlegają ochronie prawnej?

W zasadzie nie liczę by postępowanie rozwiało tego rodzaju wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że cała afera da paru osobom do myślenia -- i to zarówno wśród municypałków, jak i mieszkańców naszego miasta.

Komentarze (7)
Sprawca wycieku danych z Urbancard ląduje na czterech łapach
 Oceń wpis
   

spam UrbancardJeśli ktoś jeszcze pamięta jesienną aferę z wyciekiem danych osobowych ze zbioru Wrocławskiej Karty Miejskiej "Urbancard" -- przypomnijmy, że ówczesny asystent obecnego jeszcze prezydenta mojego miasta jumnął dane użytkowników tego bubla i puścił do nas prymitywny spam wyborczy -- to z pewnością zainteresuje go trudny los Jana Żarskiego.

Po pierwsze jest śledztwo w sprawie przestępstwa z art. 51 UoODO i sprawca najprawdopodobniej będzie miał postawione zarzuty. Wiem to stąd, że mam w sprawie status pokrzywdzonego i w ubiegłym tygodniu zeznawałem w sprawie. I chociaż nie wiem czy organy ścigania badają sprawę jakimi pieniędzmi Jan Żarski zapłacił za usługę świadczoną przez Ideacto -- a moim zdaniem jest to wątek nie mniej ciekawy, niż sama kwestia skopiowania danych -- myślę, że z czasem i tego się dowiemy.

Po drugie sprawca dostał właśnie pracę w municypalnej spółce Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej SA (a nie mówiłem?!?!?!). "Wyborcza" nie pisze na jakimż to odpowiedzialnym odcinku pracować będzie p. Żarski, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że ARAW SA jest jeszcze jedną wesołą spółką -- podobnie jak np. Inwestycje Wrocławskie -- służącą do przelewania z próżnego w puste (jakby na to nie patrzeć nie ma ani aglomeracji, ani rozwoju) -- należy przypuszczać, że robota będzie akuratna.

Interesująco natomiast wygląda argumentacja prezesa ARAW, którego zapytano o to dlaczego zdecydował się zatrudnić osobę, na której ciąży podejrzenie popełnienia przestępstwa urzędniczego. Oto zdaniem p. Dariusza Ostrowskiego "Nawet jeśli ktoś zrobił coś źle, to nie oznacza, że jest złym człowiekiem. Jeśli nawet dopuścił się jakiegoś działania nieetycznego, nie może to oznaczać, że ma on emigrować poza teren Wrocławia czy Polski".
To typowe odwracanie kota ogonem: po pierwsze nie mówimy o działaniu nieetycznym, lecz o przestępstwie -- i to przestępstwie popełnionym przez urzędnika, w związku z zajmowanym przezeń stanowiskiem! -- a w dodatku nikt nie mówi o jakiejkolwiek emigracji.

Wszystko zależy rzecz jasna od tego jakiego rodzaju stanowisko powierzono p. Żarskiemu. Jeśli ma być portierem, to nie widzę przeszkód. Jeśli jednak o zatrudnieniu przesądził wysoki poziom merytoryczny ex-asystenta prezydenta Dutkiewicza -- a wierzę, że tak jest -- to gratuluję spółce ARAW lekkości w ważeniu rodzaju przewin, które zarzuca się temu panu.

PS lepszy cytat ma TuWroclaw.com: "nas interesują kompetencje i efekty. Mężczyzna, o którym rozmawiamy, ma świetne kompetencje: nie tylko zna języki, ale co ważniejsze, posiada umiejętności z tak zwanego networkingu, czyli umie poruszać się w negocjacjach. Zatrudniając go oszczędzamy czas na szkolenia" (Tomasz Gondek, dyrektor z ARAW).
Zaiste, różnie można interpretować słowo "kompetencje", ale "efekty" zawsze będą takie same. Na przykład wrażenie, że we wrocławskich miejskich spółkach zatrudnia się osoby podejrzane o popełnienie przestępstw urzędniczych.

Komentarze (15)
7 z tygodnia (XVIII)
 Oceń wpis
   
  • Biznesowy temat tygodnia (?) to zapowiedziany mariaż (a może miraż?) Nokii i Microsoftu. Osobiście jednak nie interesuje mnie ani telefon z WP7 ani nic innego, co może powstać w wyniku wchłonięcia fińskiego producenta kaloszy przez giganta z Redmont -- zastanawiam się jednak jak sojusz Microsoftu i Nokii przyjmą to anty-koncentracyjne organy KE? Czy nie okaże się, że Komisja zażąda od MS-Nokia umożliwienia klientom wyboru jakiego rodzaju system chcą mieć zainstalowany -- więc czyżby już niedługo podczas pierwszego uruchomienia telefonu miało pojawić się pytanie znane europejskim użytkownikom Windowsa?
  • tydzień temu pisałem o "Uważam Rze" (jutro idę do kiosku po kolejny numer -- ciekawe czy będę o tym pamiętał w kolejny poniedziałek?) -- dziś wspomnę tylko o "The Daily", czyli najnowszym pomyśle Ruperta Murdocha: e-gazecie, której nie poczytasz, jeśli nie kupisz sobie ipada. Gdzieś tam wyczytałem, że przedsięwzięcie się zbilansuje, jeśli roczną prenumeratę kupi mniej-więcej połowa czytelników NYT (Murdoch miał zainwestować w "The News" ponad 30 mln dolarów) -- dziwi mnie więc, że można było wpaść na pomysł takiej dystrybucji, która od razu odetnie olbrzymią większość potencjalnych czytelników od wydawnictwa. (No chyba że już niedługo "The News" zostanie uwolnione, tj. będzie można sobie całkiem oficjalnie zasubskrybować dziennik nawet za pomocą najzwyklejszego peceta;spam SMS Orange loteria
  • jakikolwiek system będzie teraz instalowany na telefonach Nokia, warto, by posiadał wbudowane zabezpieczenia nie tylko przed spamerskimi esemesami -- ale i przed udziałem w różnych telefonicznych loteriach (a może "łoteriach"?), w których można ponoć wziąć udział... nie czyniąc w zasadzie nic. (Nawiasem mówiąc w tych łoteriach dziwi mnie, że operatorzy -- którzy przecież nie są organizatorami tych głupich "zabaw" -- wchodzą w to jak w masło, tracąc równocześnie opinię u swoich klientów... Chociaż pewnie odpowiedź o przyczynę jest prosta i na imię jej kasa -- no cóż, za tymi bzdetami musi iść potworna kasa, skoro gra jest warta świeczki...);
  • mocne: BofA, który miał być kolejnym celem WikiLeaks wynajął fachowców od... czarnej pijaroboty, którzy podpowiadali bankierom w jaki sposób rozsiewać fałszywe informacje o Julianie Assange i jego kompanii, tak aby siać przestrach i oburzenie -- konsekwencją czego byłoby skompromitowanie organizacji w oczach społeczeństwa. Jedna z porad: podrzucać trefne dokumenty, aby następnie bić na alarm, że dzieje się krzywda (też dobre: szukać dziur w systemie, dzięki którym uda się wyciągnąć dane whistleblowerów, co miało ostudzić ich zapał). Nie wiadomo czy Bank of America użył zaproponowanych metod, ale faktycznie można się przerazić;
  • kiedy będzie u nas tak jak w Ameryce? Na pewno nie wcześniej jak wówczas, kiedy łgarstwo polityków zacznie się traktować jak łgarstwo polityków -- zaś obłudę będzie się traktować jak obłudę. Przykład: przyłapany na kłamstwie amerykański kongresmen -- kłamstwo to dość specyficzne, ukryć się nie da, bo dotyczyło poszukiwania przygód w internecie -- po próbie wykręcenia się sianem przeprasza i składa mandat. Dla kontrastu: wałbrzyski senator Ludwiczuk, przyłapany na próbie politycznego skorumpowania lokalnego konkurenta, o dymisji nawet nie pomyślał -- jedyna kara to... relegacja z szeregów PO. Paradoksalnie, identyczna kara grozi posłowi Węgrzynowi, który poczucie humoru ma może żołnierskie, ale -- niech kamieniem rzuci ten z posłów, który nie podpisałby się pod jego słowami... Grunt to robienie wody z mózgu;promo pr marketing szemrany
  • internety niektórym naprawdę szkodzą, a im więcej ludziska słyszą o okropnościach w sieci, tym chętniej wydadzą frajerskie pieniądze na frajerskie usługi jak np. "marketing szemrany". Tym razem golą lekarzy, którym jakaś anonimowa -- i coraz bardziej anonimowa: jeszcze w piątek na ich stronie był numer telefonu, dziś został tylko adres poczty i numerek gg (to się kwalifikuje na grzywnę z art. 23 UoŚUDE) -- firemka "Promo PR" wciska rzewny kit pt. "pochwały zachwyconych pacjentów na forach internetowych". Zanim ktoś się zdecyduje, proszę pamiętać: kryptoreklama to czyn nieuczciwej konkurencji, zaś dopuszcza się go zarówno zlecający jak i reklamiarz (art. 16 ust. 4 i art. 17 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji).
    Słowem: nie warto korzystać z usług nieuczciwych marketingowców, nawet jeśli wydaje się to być znakomitym sposobem na zrobienie sobie dobrej opinii;
  • i na zakończenie coś... sam już nie wiem czy jestem za czy przeciw ;-) Od kilku dni wszystkie sprzedawane w EU auta muszą mieć automatycznie załączane światła do jazdy dziennej. Jestem przeciw, bo zasadniczo nie podoba mi się obowiązek jeżdżenia na światłach mijania za dnia (choćby dlatego, że co 10 auto ma źle ustawione reflektory i fatalnie oślepiają); jestem za, ponieważ światła do jazdy dziennej są znakomitym rozwiązaniem problemu postawionego przed średnikiem (i dlatego jakiś czas temu zaordynowałem zamontowanie baterii LED-ów w moim pojeździe).
    Najgorsze, że -- tak to się zwykle kończy -- urządzonka, które nie kosztują więcej niż 300 złotych spowodują teraz znacznie większe obciążenie kieszeni kierowców.
Komentarze (11)
7 z tygodnia (XVI)
 Oceń wpis
   

P1060174

  • Tydzień temu zastanawiałem się czy po Tunezji kostki domina nie zwalą się do Egiptu. Dziś już nie ma wątpliwości: ulice Kairu i Aleksandrii spłynęły krwią. Wydaje się jednak, że Hosni Mubarak może spać znacznie spokojniej, niż Ben Ali: po pierwsze od "stabilnego" (tj. niezmiennego, nawet w swojej niestabilności) Egiptu zależy więcej, niż od tego, co się dzieje w Tunezji (polecam bardzo interesujący tekst "Arabowie będą mieli demokrację, gdy Izrael stanie się bezpieczny" Maćka Czujko), po drugie żyją jeszcze na tym świecie ludzie, którzy pamiętają co stało się w Suezie w 1956 r.
    Naszła mnie jednak myśl innego rodzaju: na ile można powiedzieć, że podróżując do opresyjnych krajów -- nie tylko takich jak Kuba czy Wietnam, gdzie za pieniądze zebrane od europejskich turystów tamtejsza bezpieka funduje sobie coraz lepsze narzędzia do dręczenia obywateli tych państw, ale i do Egiptu czy Tunezji, gdzie dzięki kasie z turystyki kwitnie korupcja, a ludzie trzymani są dość dokładnie za pysk i przy ziemi -- wspieramy te wszystkie reżimy, dyktatury i satrapie?
    IMHO można tak powiedzieć;
  • z przykrego obowiązku odsyłam też P.T. Czytelników do wyznania wrocławskiego politologa, dr. Andrzeja Dybczyńskiego, który w Gazecie Wyborczej wyraził się, że wprawdzie jest baronem, ale nie chce już żyć w średniowieczu. Chodzi rzecz jasna o nasze kochane uczelnie, na których dzieje się równie dobrze, jak w Egipcie -- tj. faraoni rządzą, kapłani odprawiają modły za pomyślność faraonów, zaś ogół pospólstwa buduje kolejne piramidy. Wiem coś ja o tym, bo swego czasu z przyjemnością się przez 3,5 roku się doktoryzowałem, przeto historyjek i dykteryjek -- chociażem stał przecież na samym dole tej feudalnej drabiny (żaków nie liczę ;-) -- mógłbym mieć tyle, że cały osobny blog dałoby się z tego utrzymać ;-)
    Oczywiście nie wydaje mi się, by po takim wybryku dr Dybczyński jeszcze długo zagrzał miejsce na uniwerku, no chyba że potraktują to tylko jako wygłup;
  • pół roku w zawieszeniu na 2 lata dostał z art. 269a kk były informatyk wrocławskiego magistratu, który z zemsty za zwolnienie z pracy (przyczyna: "utrata zaufania") -- korzystając z loginu i hasła innego użytkownika -- zakręcił systemem IT urzędu. Jakkolwiek tego rodzaju zagrywki oceniam niezmiernie negatywnie, spodobało mi się zdanie wypowiedziane przez skład orzekający: "państwo chroni bezpieczeństwa systemów informatycznych, podobnie jak broni pieniądza". Warto chyba, by zapamiętali je wszyscy, którzy chcieliby po raz n-ty na p.s.p. spytać "co grozi adminowi" za wycięcie podobnego numeru;
  • 2010 flood, Kozanów, Wrocław, Poland
  • nie wiem jakich chakierów zatrudniają we wrocławskim ZDiUM, skoro ktoś tak pomierzył plany przebudowy pętli na Grabiszynku, że... przestały mieścić się tam tramwaje... Jeśli ktoś jednak myśli, że to jest mistrzostwo świata, to zapewniam, że świat jeszcze o nas usłyszy: właśnie ogłoszono, że jednak ruszy budowa linii tramwajowej na Kozanów, rychło może się zatem okazać, że powódź stulecia co dekadę nie jest tym, co mieszkańcy tego osiedla będą pamiętać najdłużej i najboleśniej;
  • tu i tam wraca czasem temat "co ma prawo autorskie do budynków" (nie do projektów budynków, lecz do budynków samych w sobie właśnie). Zainteresowanych ochroną wizerunku budynku jako znaku towarowego odsyłam do ciekawego tekstu "Budynek (tm)" opublikowanym na blogu IP Law Blog (proszę się nie martwić amerykańskim tytułem bloga -- teksty są jak najbardziej po polsku), gdzie można poczytać m.in. o ochronie warszawskiego Mostu Świętokrzyskiego;
  • no i jeszcze -- stanowczo za mało odsyłam tu do blogopisarstwa -- tak się robi prawo, ta pieczątka jest nieczytelnazachęcam do przeczytania ciekawego tekstu Pawła Krawczyka (Echelon.pl) poświęconego sposobowi w jaki Nasze Państwo Kochane -- tj. Urzędnicy, Biuraliści i inne Kutwy -- sabotują nasze prawo do rozeznania się w prawodawczych planach ("Dekodowanie faksów publikowanych przez urzędy nie ma sensu"). Podpisuję się pod jego słowami obiema rękamy i nogamy; wystarczy zacząć od tego jak w sieci prezentowane są druki sejmowe: ów lakoniczny opis "Do druku nr 3811" to smętna norma, zgodnie z którą jeśli chcę się dowiedzieć co planuje okupant, muszę ściągnąć na dysk dokument zeskanowany do formatu PDF i otworzyć go, by przekonać się, że nie ma sposobu na dowiedzenie się kto jest jego autorem (podpis przypomina test rozpisywanego długopisu, pieczątka -- ach te pieczątki! -- nieczytelna (po co komu taka pieczątka?)
    Urzędowy chaos i anarchia...
  • a na koniec coś nieco bardziej optymistycznego: spam jest zły dobry! Przekonała się o tym terrorystka, która zamierzała dokonać, przy pomocy ładunku detonowanego na odległość, przy użyciu telefonu komórkowego, w sylwestra, zamachu na moskiewskim Placu Czerwonym. Stety już po uzbrojeniu bomby operator posłał na komórkę spam z życzeniami noworocznymi, co spowodowało nieoczekiwane jej odpalenie... i tak to szahidka powiększyła grono koranicznych aniołków.

PS zdjęcie na górze dzięki uprzejmości Aldżaziry, która relacjonuje starcia w Egipcie na Flickrze -- a zdjęcia rozpowszechnia na licencji CC.

Komentarze (12)
Jak to z tym wyciekiem z Urbancard i agitspamem było
 Oceń wpis
   

Otrzymuję sporą liczbę listeli z pytaniami o rozwój wypadków po wycieku ze zbioru danych osobowych Wrocławskiej Karty Miejskiej -- skutkiem czego tysiące użytkowników Urbancard otrzymało spam agitacyjny -- oraz planowanymi przeze mnie krokami prawnymi. Postanowiłem zatem podzielić się z P.T. Czytelnikami tym, co udało mi się dotąd -- przy użyciu standardowych narzędzi prawnych -- ustalić.

Idąc od końca: wyciągnięcie z Freshmail informacji kto powierzył im do przetwarzania moje dane osobowe zajęło mi kilka godzin i wymianę paru listeli. W sumie początkowo, ze względu na tajemnice biznesowe, odmówiono mi tej wiedzy, jednak -- chcę wierzyć, że nie tylko ze względu na ryzyko sankcji karnej (art. 54 ustawy o ochronie danych osobowych) -- otrzymałem informację, że zlecającym wysyłkę była spółka Ideacto sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu.
W kontekście wycieku danych i nieautoryzowanej agitacji politycznej Freshmail nie poczuwa się do odpowiedzialności -- i w sumie całkiem słusznie, zakładając rzecz jasna, że z powierzonymi do przetwarzania danymi osobowymi postępuje się tam jak należy (mam na myśli np. usunięcie całego zbioru, który został rzekomo przekazany wyłącznie do jednorazowej wysyłki).
Można natomiast mieć pewne zastrzeżenia do samej formy wiadomości: nie była to wprawdzie informacja handlowa w rozumieniu UoŚUDE, co nie zmienia jednak faktu, że nadawca powinien wyraźnie wskazać w jej treści kto ją wysłał i na czyje zlecenie.

(Na marginesie: ów Freshmail ma ogólny problem informacyjny: treść stronki kontakt kwalifikuje się na grzywnę ze względu na brak danych usługodawcy (tj. art. 23 w zw. z art. 5 ust. 2 pkt 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną) -- nie powinno być tak, byśmy się wszystkiego musieli dowiadywać ze strony GUS.)

Jako się już rzekło udało się ustalić, iż bezpośrednim zleceniodawcą wysyłki była wrocławska spółka Ideacto.W oparciu o ten sam art. 32 UoODO zwróciłem się do nich -- jako do procesora danych -- z żądaniem udzielenia informacji kto jest administratorem danych, który powierzył realizację wysyłki do określonego zbioru danych osobowych.
I tym razem uzyskanie odpowiedzi zajęło troszkę czasu (nie mam pojęcia dlaczego proste pytanie tak paraliżuje podmioty zaangażowane w przetwarzanie danych osobowych?!), jednak po paru godzinach dowiedziałem się, że wprawdzie spółka nie uważa, by art. 32 ustawy dotyczył procesora danych (błąd, procesora nie dotyczy art. 33 ustawy, ale art. 32 -- pozwalający przecież właśnie namierzyć podmiot, który inicjuje całą operację gromadzenia i przetwarzania naszych danych osobowych -- jak najbardziej określa obowiązki procesora; polecam także wiadomy komentarz BiM, str. 678, teza 1), jednak jako także pokrzywdzona w sprawie zdecydowała się na poinformowanie, iż zlecającym przeprowadzenie spamerskiej kampanii agitacyjnej był p. Jan Żarski.

(Tu kolejna dygresja, nieco poza tematem ochrony danych osobowych i tego co ja, jako pokrzywdzony, mogę: jakim cudem Ideacto mogło przyjąć od jakiegoś Pana Żarskiego, który jak sądzę nie mógł wyglądać jak administrator danych osobowych, zlecenie na przetwarzanie danych osobowych? Jakim cudem można zamówić wysyłkę takiego mejlingu, i zgodzić się, by zlecający przeprowadzenie kampanii ukrył się pod kryptonimem "Michał Kadyński"? Rozsądnemu człowiekowi w takich momentach chyba naprawdę zaświeciłaby się jakaś lampka ostrzegawcza... No i ostatnia ciekawostka: ciekawym jak wyglądała faktura wystawiona na p. Żarskiego -- i jak teraz on za to wszystko zapłaci?)

Tak czy inaczej, mając niezbędną wiedzę, mogłem wykonać dalsze kroki: do administratora danych posłałem (z kopią do procesora, stąd pewnie rzecznik prasowy Mennicy Polskiej ma mój adres poczty elektronicznej) żądanie zaprzestania przetwarzania niektórych danych osobowych zgromadzonych w zbiorze użytkowników Wrocławskiej Karty Miejskiej oraz udzielenia paru informacji, w tym o tym komu moje dane zostały przekazane. Zaś do Prokuratury Rejonowej Wrocław-Stare Miasto przesłałem wniosek ws. statusu pokrzywdzonego w sprawie (art. 49 kodeksu postępowania karnego) oraz zamiaru działania w charakterze oskarżyciela posiłkowego (art. 53 kpk) -- oczywiście zdaję sobie sprawę, że oświadczenie to składa się dopiero po wniesieniu aktu oskarżenia, ale wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli prokurator będzie miał świadomość, że oto pokrzywdzony zamierza dość czynnie brać udział w sprawie.

Jak będę wiedział coś więcej, nie omieszkam poinformować P.T. Czytelników za pośrednictwem Lege Artis.

Komentarze (6)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D