Ein Bier, Ein Brauerei, Ein Trademark
 Oceń wpis
   
Twarda ochrona znaków towarowych, wzorów i haseł UEFA będzie tym, co wyróżni polsko-ukraińskie mistrzostwa. Pod względem ochrony znaków towarowych, wzorów oraz wyłączności dla sponsorów UEFA i mistrzostw będziemy skuteczniejsi niż Austriacy i Szwajcarzy, którzy organizują Euro w tym roku (cytat stąd, huragan braw i wiwatowania z taśmy).

Nie, Drodzy Państwo, to nie preambuła Ustawy Norymberskiej ani przemówienie il Duce, to tylko doktryna Ein Bier, Ein Brauerei, Ein Trademark dumnie wygłoszona przez mec. Tomasza Zahorskiego ze spółki PL2012 sp. z o.o. (najpierw zdębiałem, bo pierwsze co mi się rzuciło w oczy to jakiś napastnik Górnika Hindenburg, ale okazało się, że w jest osoba o takim nazwisku w kancelarii Chałas i Wspólnicy -- btw domenę to mają jak blokersi... CHWP.PL).

Rzecz w tym, że skoro 'nasze' Euro 2012 (o których od razu pisałem, że ich nie będzie, czemu nikt nie chciał się ze mną założyć?) -- skoro nie może być najlepsze organizacyjnie, skoro nie będzie autostrad, zamiast stadionów futboliści będą mieli do dyspozycji klepiska porośnięte zeschłym zielskiem, to niech chociaż będzie maksymalnie paranoiczne. My będziemy chronić trademarki.

Zgodnie z zapowiedziami Pana Zahorskiego podczas mistrzostw (które i tak się nie odbędą) będzie można pić piwko z tego tylko browaru, który wyłoży dostatecznie dużo kaski i zostanie oficjalnym sponsorem imprezy. Nie, nie chodzi o to, żeby komuś zepsuć smak (wiadomo, że najwięcej kasy na promocję mają producenci największego szitu -- będę zachwycony, jeśli miano to dostanie np. Warka Strong czy inna lura).

W praktyce sprowadzi się to także do tego, że... nie dostanie licencji na publiczne pokazywanie spotkań lokal, w którym serwowane będzie inne piwko, niż najoficjalniejsze. Żegnajcie porykiwania i oblewanie się browcem w cieniu parasola z napisem na Ż., żegnajcie wzruszenia cicho przeżywane ze szklaneczką Pilsnerka w łapce... PL2012 zapewni Wam jeden, jedyny -- dla wszystkich -- smak goryczki.

Osobną sprawą jest strona internetowa spółki PL2012 sp. z o.o. (2012.org.pl), na której brak informacji, o których mowa w art. 206 ksh, co oznacza, że zarząd kwalifikuje się do grzywny w wysokości 10 tys. złotych (art. 595 par. 1 ksh) -- czyżby szewc znów bez butów chodził??(Nawiasem mówiąc spodziewam się niezłej aferki -- Gazeta pisze, że tradycyjnie silny w tej branży jest Calrsberg, jednak warto pamiętać, iż sponsorem polskiej reprezentacji jest Tyskie... kufle pójdą w ruch!)

Sportem w dzisiejszym wydaniu interesuję się coraz mniej (ach, nikt mi nie odbierze meczu Śląska z 'tamtym' Widzewem, kiedy nasi wygrali 2:1 -- mimo czerwonej kartki dla Sybisa), troszkę odrzuca mnie na megabiznesowe podejście (nie mówiąc o robieniu herosów z grajków...)
Pamiętam też historię z ostatnich zimowych igrzysk, kiedy organizatorzy taśmą klejącą zalepiali widzom logo na odzieży -- żeby kamera nie chwyciła i w świat obraz nie poszedł -- oraz naszą sprawę 'esemesów na siatkarzy', które wysyłać mogli tylko abonenci Polkomtela.

Rozumiem postawę organizatorów i federacji, która żyje z kasy od sponsorów, więc musi robić im dobrze. W tym łańcuchu pokarmowym szary kibic jest na szarym końcu, widać to choćby po fakcie, że tradycyjnie biletów na mecze starcza dla VIPów, sponsorów i gości sponsorów, zaś dla przeciętnego Polaka-szaraka -- nie starcza.
Ale tak ortodoksyjne podejście kłóci mi się jakoś z wizją sportu przyjaznego, dla każdego, ze wspólnym przeżywaniem (ładnie napisałem? bo jak rzeczniczka prasowa Grupy Żywiec to się chyba nigdy nie nauczę...)

No dobra, dość utyskiwania, czas zakasać rękawy i brać się do roboty, podobnie jak biorą się do roboty panowie ze spółki PL2012 sp. z o.o.

Na zakończenie coś jeszcze dla ubawu, oto jak szpece z PL2012 przyjmują te dwa nagie miecze jako rękojmię zwycięstwa.
'Pracownicy spółki PL2012 już teraz twierdzą, że mistrzostwa Europy w 2012 r. pod wieloma względami będą lepiej zorganizowane niż tegoroczne czerwcowe w Austrii i Szwajcarii. - Im zabrakło koordynacji. Austriacy przyznają, że z powodu jej braku zmarnowali sporo wysiłku różnych miast. Uzyskali też zbyt mało w negocjacjach z UEFA. U nas będzie inaczej - zapewnia Marcin Herra, prezes PL2012. - Do Euro zostały cztery lata, a już teraz wiemy, co chcemy zrobić.'

A o co chodzi? Otóż -- uwaga, Warszawiaków i Warszawianki proszę o podkręcenie ostrości -- jesteśmy lepsi w tym, że już w 2012 ma być u Was druga nitka metra. Wiedeń jest gorszy od Warszawy, bo... takie metro, które podjeżdża pod stadion już ma.
Ironii tej wypowiedzi nie muszę chyba nikomu tłumaczyć.

Mało tego, Klagenfurt ma małe lotnisko -- 'mniejsze niż jakiekolwiek miasto organizujące Euro 2012 w Polsce. Miał jednak szczęście. Wylosował Polaków, Niemców i Chorwatów, którzy mają blisko i przyjadą samochodami czy pociągami' -- podczas gdy miasta, które będą (nie)organizatorami naszego Euro mają lotniska większe.
No tak, ale Celowiec ma -- podaję za Wikipedią -- coś kole 100 tys. mieszkańców -- więc tamtejsze lotnisko możemy porównywać tylko do tego w Koszalinie.



P.S. Na zdjęciu... nie, to nie grunwald partii, której nazwy przez grzeczność nie wymieniam. To tylko zalążek Polskiego Stadionu w Polskim Wrocławiu (fot. Tomek Brankiewicz/Money.pl).
Komentarze (0)
Uwolnić Tybet -- i sport od oszołomów
 Oceń wpis
   
Czas załatwić dwie sprawy. Ponoć Chińczyki trzymają się mocno, ale ja mam swoje zdanie.

Po pierwsze: dostałem parę listeli z pytaniami -- dlaczego uważam obecny rząd w Pekinie za nielegalny?

Odpowiedź jest prosta -- są jedne Chiny -- Republika Chin (Republic of China, ROC) -- zaś jedyny legalny rząd chiński obecnie znajduje się na uchodźtwie, na wyspie zwanej Formozą.
To, że komunistyczni uzurpatorzy podbili Chiny Kontynentalne i zainstalowali się w Pekinie (następnie zniewalając Tybet, który z Chinami ma tyle wspólnego, ile Warszawa z Priwislanskim Krajem) -- a Bierut raz-dwa uznał te podboje, nie oznacza, że nadal mamy trwać w kłamstwie.

Druga sprawa to bojkot igrzysk organizowanych przez uzurpatorski rząd kontrolujący 99% terytorium Chin.

Na temat samego bojkotu -- odgórnego, zinstytucjonalizowanego "weźcie się i olejmy to" -- zdanie mam, rzecz jasna, negatywne. I zgadzam się, że hipokryzją jest krzyk, że tam źle się dzieje -- i noszenie ciuszków z metką "made in China" albo używanie elektroniki "assembled in Vietnam" (polecam ciekawy tekst w Gazecie nt. popierania reżimu wietnamskiego przez ojczyznę europejskiego nowożytnego socjalizmu).

Przyjmuję natomiast -- nieistotne: pochwalam czy sprzeciwiam się -- indywidualne prawo każdego ze sportowców, dziennikarzy, działaczy, etc. do własnego, prywatnego, nieskrępowanego, głośno manifestowanego bojkotu bądź nie-bojkotu imprezy. Po prostu skoro mamy wolność słowa, to niech będzie wolno głosić sprzeciw wobec tego co uzurpatorska władza w Pekinie robi z podbitym tybetańskim państwem.

I dlatego szlag mnie trafia jak widzę uśmiechniętą buźkę megadziałacza PKOl, pana Piotra "PZPR Polsat" Nurowskiego, który -- czyżby chciał powiedzieć "skoro Bierut uznał, to ja nic nie mogę!"? -- grozi polskim sportowcom dyskwalifikacjami za manifestowanie sprzeciwu wobec chińskim zbrodniom!
Dokładnie tak: zgodnie z najczystszej wody komunistyczną nowomową: "Daję sportowcom, mówię to oficjalnie i publicznie, wolną rękę. Każdy człowiek, a tym bardziej sportowiec, jest osobą wolną. W PKOl nie będzie żadnych lojalek, nakazów, podpisywania dokumentów". Ale równocześnie -- podskoczysz, to wyślemy cię ciupasem do domu. Znaczy się -- spróbuj, to w ryj i do domu. Kto nie z Mieciem tego zmieciem!

Chciałoby się rzec, że zawsze w Ameryce bili Murzynów, ale to przecież partia Pana Nurowskiego grzmiała -- cztery dekady temu! -- kiedy MKOL (wciąż pod rządami Avery'ego Brundage, który miał podobne podejście do organizowania igrzysk przez hitlerowskie Niemcy) zażądał wyrzucenia z amerykańskich ekipy dwóch murzyńskich sportowców, którzy wystąpili w geście Black Power podczas dekoracji po biegu na 200 metrów w Meksyku (1968).

Zgadzam się, że w przed jedzeniem trzeba myć ręce, w teatrze nie smarkać za głośno, ale -- u licha -- wolność słowa to jest wolność słowa. Chyba że jest jeszcze coś takiego jak olimpijska wolność słowa. Kuźwa.

No ale przecież to właśnie w taki sposób doszło do patologii pt. Igrzyska Olimpijskie w Berlinie (1936) oraz odmowa wręczenia medalu Jesse Owensowi przez pewnego kretyna z wąsikiem.

Disklajmer: od popierania ideologii Black Power jestem równie daleki jak od Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która dopóty kochała Chiny, dopóki kochał ją diadia Stalin -- aż miłość się skończyła pod Ussuri - ale, u licha, wolność słowa to wolność słowa, a nie "ale".)

Zostawiam sprawę bez komentarza. Albo nie -- za cały komentarz niechaj posłuży filmik z YouTube:


PS Obrazek na górze z Pardonu, gdzie znajdziecie ciekawą historię jak powstało logo Igrzysk w Pekinie. ||| Black Power to już ikona ||| Zdjęcie (by Sławek) Piotra Nurowskiego za Wikipedią, bo na licencji cc-by-sa-2.0.
Komentarze (18)
Odyseja komiczna 2012 (igrzysk i chleba)
 Oceń wpis
   


Patrzących na rok 2012 przez różowe okulary nie brak, piszą o tym nawet lepsze blogaski, ja zaś - korzystając z nieograniczonych zasobów drzemiącego we mnie sceptycyzmu - pozwolę sobie przylać chochlą dziegciu:

§ 1. Czas.

Do 2012 roku zostało 5 lat. Tyle czasu potrzeba było, żeby rozpocząć i zakończyć II Wojnę Światową, ale w Polsce nikt - z wyjątkiem prywatnej inicjatywy - nie jest w stanie choćby rozpocząć sensownej inwestycji w tak krótkim czasie. Jeśli ktoś myśli, że sprawę mistrzostw uda się załatwić w polskim stylu - panie kierowniku, na ten 2012 to nie zdążyliśmy, ale za dwa lata będzie jak ta lala to proszę bardzo, tak może się da.

Przykład? Proszę bardzo, właśnie mija 10 lat odkąd we Wrocławiu wyśmiano przeciwników budowy obwodnicy autostradowej. Warto dodać, że mimo tego sukcesu prace nie drgnęły ani o jotę, ponieważ okazało się, że szereg formalności załatwiono nieprawidłowo i całą procedurę trzeba było powtarzać. Roboty mają ruszyć w przyszłym roku, ale można się spodziewać dalszych perypetii, ponieważ przewiduje się wielki most na Odrze i przejście przez tereny lęgowe ptactwa.
A jak ktoś się chce jeszcze pośmiać to proszę kliknąć tu, jest opis tego co się dzieje z Galerią Grunwaldzką w moim Pięknym Mieście.

Zresztą co ja będę się rozpisywał: litości, przecież u nas nawet Świątyni Opatrzności nie potrafią skończyć.


§ 2. No właśnie, infrastruktura.

Zyliard kilometrów gładkich jak stół, prostych, bezpiecznych autostrad, po których pomykam moim kanarkowym Bentleyem.

Zawsze jak jadę naszą "aczwórką" z Wrocławia na Śląsk (i dalej), kombinuję gdzie tu z niej zjechać, żeby nie płacić durnowatych 13 zł za przejazd 60 km między Katowicami a Krakowem. Raz, że taka cena - 22 grosze za kilometr kolein! - to zdzierstwo, a dwa, że patrzę na sprawę ideologicznie: skoro drogę tę budowali własną krwawicą nasi dziadowie i była to "nasza wspólna sprawa", to dlaczego mam dziś płacić za wątpliwą przyjemność wykolebania się na niej?

Słowem: może z autostrad cieszyć się będą firmy je budujące, na pewno urzędnicy wydający pozwolenia na budowę, ale jeśli po wyborach do steru wróci minister Pol i jego koncepcja polnych dróg, to ja dziękuję.
No i znów nie zapominajmy, że to tylko 5 lat (7 w wariancie polskim): przecież to niemożliwe, w Polsce tak się nie da. To nie jest marudzenie, to są realia. Może Pan Prezydent mówić, że "teraz to już musimy". Może i musimy, ale przecież musi to na Rusi a w Polsce jak kto chce.

Czyżby na Ukrainie miało się udać, a w Polsce - niekoniecznie?

No i jeszcze: czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć przez ile Rospud przejdą te wszystkie nowe piękne autostrady, które mają być "przy okazji" zbudowane? A nowe lotniska - przy ilu osiedlach będą one projektowane?


§ 3. Deficyt. I podatki.

Ministerka Gilowska już mi się śniła, a ściśle jej wygrażanie, że da miliard na boisko w Warszawie, jeśli... posłowie zgodzą się na jakąś tam podwyżkę podatków od hazardu. No bo przecież te wszystkie inwestycje będą częściowo finansowane z budżetu centralnego, prawda?

Bardzo fajnie, że władze publiczne tak hojnie chcą sypnąć groszem na boiska dla piłkarzy - wpisując się w ten trynd włodarze mojego Ukochanego Miasta zgodzili się na przejęcie prapiastowskiego klubu WKS Śląsk Wrocław (pewnie sytuującego się w czołówce środka stawki II ligii piłkarskiej - ale przecież to II liga kraju-organizatora Euro 2012!), jednak wolałbym, żeby - jeśli już grosz publiczny ma iść na sport - niech idzie na sport masowy, dziecięcy, rekreację.
Wrocławskie wróble ćwierkają, że te 5 milionów na Śląsk wyjmie się właśnie ze sportu młodzieżowego; skąd zatem wyjmie się kaskę na boiska dla dużych chłopców?

Druga sprawa w tym kontekście to kwestia zbilansowania się imprezy. Czy ktoś pamięta ile Albertville spłacało długi po zimowych igrzyskach olimpijskich? Bo niedawna olimpiada w Turynie zakończyła się z wynikiem 25 mln Euro pod kreską, znaczy się: Włosi musieli zebrać tyle podatków, żeby wyszło na zero. Powtarzam: na zero, tj. impreza nie przyniosła realnie przychodu, nie licząc - wiem, wiem, słodka naiwności - kosztów wylanego betonu, faktur za budowlankę itd.


§ 4. Zostanie śmietnik. I wielka polityka.

W Atenach wspaniałe obiekty sportowe po niedawnej olimpiadzie świecą pustkami.
Rozumiem, że na pięknym nowym wrocławskim stadionie zostanie rozegrane 9 spotkań grupowych i jeden wicećwierćfinał, później wystąpią jakieś dinozaury z Budki Suflera albo U2, ale co potem?

Nikt mi nie powie, że nasza liga zmieni się na tyle, że po 2012 roku będzie na mecze chodziło po 50 tys. ludzi. Może św. Listkiewicz będzie jeszcze bardziej srebrzystowłosy, może akurat powychodzą z pudła niektórzy sędziowie (powinni liczyć na warunkowe zwolnienia - przecież gospodarz musi mieć swoich ludzi z gwizdkiem!), ale - znów cytując Kisiela - herbata nie robi się słodka od samego mieszania łyżeczką.

Zyskają politycy. W zachwytach naszych władz widzę sporo samouwielbienia: dziś wydamy mnóstwo kasy na przygotowania i budowę, jutro się nam to zwróci. Raz, że będzie można znów mobilizować ludność do wytężonego wspólnego czynu (jak przed przystąpieniem do Unii E.), wszystko tłumacząc i podpierając naszym wspólnym celem, dwa, że obecna koalicja dostała nie lada prezent: stawiam dolary przeciwko orzechom, że w kampanii będzie ćwiczony wariant pt. "zmiana u steru może zagrozić harmonogramowi przygotowań do Euro 2012".

Ale co tam, każda władza musi mieć swoją Piramidę Cheopsa. Bierut miał Pałac, Gomułka 1000 szkół na Tysiąc lat Polski, Gierek - Hutę i jeszcze parę innych gigantów, które czkawką odbijają się nam do dziś.


Reasumując: jestem sceptykiem, ale chciałbym się mylić. Żeby się okazało, że wprawdzie banki poszły w kredyty dla przedsiębiorstw ale nie odbiło się to na podaży pieniądza dla ludzi, żeby się okazało, że nie wzrosło zadłużenie państwa, żeby finansowanie tej szajby nie było z obligacji, żeby za ten kaprys nie płaciły przyszłe pokolenia. Żeby autostrady nie czekały już w 2014 remontu jak kania dżdżu.


PS na zdjęciu el Presidente Wrocławia, zdjęcie za Gazeta.pl.
Komentarze (17)
Rozpowszechnianie wizerunku sportowców
 Oceń wpis
   
Zwrócił się do mnie z zapytaniem młody ojciec jeszcze młodszego syna: czy to prawda, że jego pociecha - dobrze zapowiadający się piłkarz - w przypadku dostąpienia zaszczytu powołania do reprezentacji narodowej może być zmuszony do udostępnienia swego wizerunku związkowi sportowemu?

Problem wynika z tej notatki na stronie PZPN, gdzie tłumaczy się zawiłości ustawy o sporcie kwalifikowanym (a ściśle art. 33) w przedmiocie zbycia praw do wizerunku członka kadry narodowej, którego ust. 1 zacytuję w całości:
Członek kadry narodowej udostępnia, na zasadach wyłączności, swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju polskiemu związkowi sportowemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wyznaczonym przez regulaminy tego związku lub międzynarodowej organizacji sportowej działającej w danej dyscyplinie sportu.

Przepis jest jasny i jednoznaczny, nie wiem zatem skąd mogły się pojawić wątpliwości, które - jak rozumiem - chciał rozwiać PZPN. Zasady korzystania przez związki sportowe z wizerunków reprezentantów jest ściśle zakreślony literą prawa i sprowadza się do możliwości gospodarczego korzystania z wizerunku sportowca ale wyłącznie w stroju reprezentacji kraju (nie zaś w stroju jakoś tam luźno nawiązującego do tego kostiumu), wyłącznie jednak w takim zakresie, w jakim mówi o tym regulamin lub statut organizacji międzynarodowej.

Błędny jest jednak pogląd mec. Marcina Wojcieszaka, którego zdaniem związek sportowy nie musi uzyskać zgody reprezentanta na korzystanie z wizerunku, albowiem miałoby to wynikać z mocy samego powołania do kadry.
Co więcej zdaniem mec. Wojcieszaka w tych sprawach nie mają zastosowania przepisy prawa autorskiego, ponieważ "Uregulowania w zakresie wizerunku są zastąpione uregulowaniem szczególnym ustawy o sporcie kwalifikowanym. Być może zawodnicy nie mają świadomości swojej sytuacji prawnej i tego w jakim zakresie Związek nabył uprawnienie do rozporządzania ich wizerunkiem".

Zgodnie bowiem z ust. 2 cytowanego wyżej przepisu zawodnik przed zakwalifikowaniem do kadry wyraża zgodę na korzystanie przez związek sportowy z jego wizerunku w rozumieniu art. 81 ust. 1 prawa autorskiego. A skoro "wyraża zgodę", to owszem, można mu odmówić prawa do dumnego noszenia orła białego na koszulce, ale nie można domniemywać zgody ex lege, wyłącznie na podstawie samego przepisu.
Regulacja ta określa wyłącznie - i to w sposób dość niefrasobliwy - pola eksploatacji, na jakich udzielona jest zgoda na korzystanie z wizerunku sportowca, pozwala także odmówić powołania do kadry osoby, która oświadczenia takiego nie złoży, aczkolwiek jeśli się zapomni o papierach - trzeba się po prostu dogadywać.
Komentarze (0)
Przy muzyce o sporcie
 Oceń wpis
   
Sobota, imieniny kota, dobry czas na nieco luźniejsze tematy.
Zacznijmy zatem - zgodnie z tytułem felietoniku - od muzyki. Proszę Państwa oto Roots Manuva zaśpiewa specjalnie dla Wielce Czcigodnych Czytelników blogaska "Lege Artis" swój wielki przebój "Wittness To Fitness". A zatem - biegaj razem z nami:
Tak sobie ostatnio pomyślałem: zatrzymano lub aresztowano kilkudziesięciu działaczy piłkarskich, sędziów, nawet paru piłkarzy. Padło nawet na Wita Ż. - bliskiego przyjaciela Michała L. (wolę pisać inicjałem, bo nigdy nic nie wiadomo). Można zaryzykować tezę, że jest powszechnie wiadomym, że światek PZPN jest przeżarty korupcją do cna.

No więc oni sobie siedzą w tych aresztach albo wyszli za kaucją... ale kto mi powie taką rzecz: skoro ci wszyscy sędziowie byli korumpowani przez tych wszystkich działaczy, skoro tam był niesamowity przepływ gotówki - to za co ci sędziowie mieli płacone?! Słowem - nie będę owijał w bawełnę - w zamian za łapówki kupowano mecze, rezultaty tych spotkań były zatem zafałszowane, miały zatem wpływ na końcową tabelę - a my nadal nie wiemy które to mecze zostały ustawione, które kluby w ten sposób torowały sobie drogę w górę klasyfikacji, do kiedy tytuł mistrza Polski zdobywano grą a od którego roku gierką?

Bo albo to ja jestem taki głupi, że czegoś nie pojmuję - że jak jest korupcja to za tę łapówkę coś się załatwia, a więc to coś jest zupełnie inne niż byłoby bez łapówki - a nam się rzuca wyłącznie nazwiska gości, którzy idą do aresztu bo wzięli, ale słowem się nie wspomina co tak naprawdę było załatwione.
Troszkę to dziwne, nie sądzicie Państwo?
Komentarze (3)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D