Nadzwyczajna komisja ds. delegalizacji zdrowego rozsądku
 Oceń wpis
   

Po wyborach, w których do Izby Poselskiej weszło towarzystwo pod wezwaniem Ruchu Palikota pomyślałem sobie, że mądrzej pewnie nie będzie, ale przynajmniej będzie śmieszniej. Teraz -- pomijam kwestię finansowania organizacji Wandy Nowickiej i wpływ "Faktów i mitów" (brrr...) na ruchy nowego klubu -- zaczyna mnie nachodzić taka myśl, że zabawnie też nie będzie.

Oto najnowszy przykład: po erupcji rzekomej afery korupcyjnej w PZPN (nawiasem mówiąc patrząc na informacje o kasie jaka chodzi w PZPN zastanawiam się: po co tam w ogóle kogoś korumpować?) tematem zainteresowali się (a jakże) posłowie Ruchu Palikota, którzy zaproponowali powołanie sejmowej komisji nadzwyczajnej (!) do spraw delegalizacji PZPN (sic!).

z ustawy o sporcie:
Art. 22. 1. Jeżeli działalność władz polskiego związku sportowego narusza prawo lub postanowienia statutu, minister właściwy do spraw kultury fizycznej, w zależności od stopnia stwierdzonych nieprawidłowości, jest uprawniony do:
  1)   udzielenia władzom polskiego związku sportowego upomnienia i zażądania od nich podjęcia działań mających na celu zapewnienie stanu zgodnego z prawem;
  2)   wstrzymania wykonania decyzji władz polskiego związku sportowego i wezwania ich do jej zmiany lub uchylenia w określonym terminie;
  3)   uchylenia decyzji władz polskiego związku sportowego, o której mowa w pkt 2, w przypadku niespełnienia przez związek żądania jej zmiany lub uchylenia;
  4)   wystąpienia do sądu rejestrowego z wnioskiem o zastosowanie środka, o którym mowa w art. 23 ust. 1.
2. Czynności, o których mowa w ust. 1 pkt 1-3, minister właściwy do spraw kultury fizycznej dokonuje w drodze decyzji.
(...)   
Art. 23. 1. Sąd na wniosek ministra właściwego do spraw kultury fizycznej może, w drodze postanowienia:
  1)   zawiesić w czynnościach władze polskiego związku sportowego;
  2)   rozwiązać polski związek sportowy, jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem.
2. Jeżeli sąd zawiesi w czynnościach władze polskiego związku sportowego, wyznacza kuratora, który jest obowiązany do przeprowadzenia, w terminie 6 miesięcy od dnia wyznaczenia, wyborów nowych władz polskiego związku sportowego.
Słowem: odpowiedzią na bajzel w związku piłkarskim ma być kolejny bajzel -- lepszy, bo poselski.
(Projekt został zaprezentowany, zgodnie z najnowszymi trendami, w formie multimedialnej prezentacji: czyli paroma piłkami turlającymi się pod nogami ględzących facetów i dużym, płaskim telewizorem w tle wyświetlającym gęby.)

Tymczasem nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że w tej -- jakże demagogicznej propozycji -- coś śmierdzi. Że przedstawiona wizja rozwiązania problemu jest sama w sobie problemem.

Po pierwsze są przepisy: Polski Związek Piłki Nożnej, choćby nie wiem jak bardzo był polski, narodowy i orlasty, jest związkiem sportowym, czyli odmianą stowarzyszenia, którego zasady działania regulują ustawy o sporcie i o stowarzyszeniach. O tym jakiego rodzaju formy nadzoru nad działalnością takiego związku sportowego (i jakie konsekwencje  d l a  z w i ą z k u -- podkreślam, bo trzeba rozróżnić konsekwencje, które ponieść powinny osoby dopuszczające się złamania prawa, od ewentualnych konsekwencji dla struktury, w której osoby te urzędują) fajnie napisał Darek Madejski w e-Prawniku (warto kliknąć i przeczytać). 

I jak się poczyta ustawę o sporcie to widać,że nie ma tam możliwości włączenia trybu sterowania przez posłów. Rzecz w tym, że wszystkie organizacje społeczne -- to dobra zasada i nie mam pojęcia dlaczego część posłów chce to zmieniać -- generalnie nie podlegają pod różne urzędy i ministerstwa. Podobnie PZPN jest niezależny od Ministerki Sportu -- więc wszystko co może zrobić p. Joanna Mucha, to: wstrzymać wykonanie lub uchylić decyzję naruszające prawo (aczkolwiek następuje to w drodze decyzji administracyjnej, więc prezes Lato może się od tego odwołać; względnie wystąpić do sądu rejestrowego o zawieszenie władz lub rozwiązanie związku sportowego -- lecz warto pamiętać, że po ten nadzwyczajny środek można sięgnąć dopiero "jeżeli jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem lub statutem".

Podkreślam: raz, że robi to sąd, a nie minister (ani nawet komisja parlamentarna), dwa, że tylko wówczas, jeśli działalność związku sportowego -- nie osób kierujących organizacją! -- łamie prawo w wyjątkowy sposób.

Oczywiście posłem (nie tylko w Ruchu Palikota) jest się nie po to, by czytać prawo (ani nawet nie po to, by je pisać -- lecz po to, by załatwiać różne sprawy, no i podlizywać się wyborcom) -- toteż można nie tylko darować sobie takie szczegóły, ale mieć je w głębokim poważaniu.
Dlatego też zastygam w oczekiwaniu kolejnych erupcji demagogicznych pomysłów naszych wybrańców (nie tylko z tego klubu): począwszy od Wielkiej Bitwy o Krzyż, poprzez Wielką Bitwę o Karę Śmierci, aż do innych głupot obliczonych wyłącznie na robienie wody z mózgu tym, którzy czasem się zachowują jakby tego mózgu i tak nie mieli.
(No i wyszedł mi manifest antydemokratyczny, ale -- jak tak sobie pomyślę -- demokratą to ja pewnie i jestem, ale to co mi się nie podoba to kurs na ochlokrację, raz realizowany przez partię na "S", której nazwy nadal tu nie wymieniam, a później przez innych takich.)

Komentarze (3)
Tani bilet na mecz to skrzecząca dyskryminacja
 Oceń wpis
   

Wrestlers

Nawet najbardziej niepotrzebnym urzędom zdarzają się całkiem trafne i słuszne decyzje -- zdarzają się także te, z których można się tylko śmiać (albo płakać).
Tym razem w zasadę tę postanowiła wpisać się Rzeczniczka Praw Obywatelskich, która w wystąpieniu do prezesa spółki Ekstraklasa SA zaprotestowała przeciwko tańszym biletom wstępu na mecze polskiej piłki nożnej dla pań, ponieważ... oznacza to dyskryminację ze względu na płeć.

Wprawdzie w pierwszym odruchu byłem gotów zgodzić się ze stanowiskiem ombudsmanki: rzeczywiście pomysł, że kobiet nie stać ich na kupno całego biletu może uwłaczać ich godności, zaś wpisywanie "słabej płci" do cennika gdzieś między uczniów/studentów a seniorów -- tak jak zdarzyło się to warszawskiej Legii (wyciąg z cennika powyżej) -- może poważnie deprymować miłośniczki męskiego flekowania się po kostkach.
Ale już taki Śląsk Wrocław dyskryminuje rodziny -- bo mogą one wejść na mecz w znacznej liczbie i za cenę półtora normalnego biletu -- na co jednak Pani Rzeczniczka uwagi nie zwraca.
Ba, pies z kulawą nogą nie zaprotestował przeciwko jawnej dyskryminacji niestandardowych form łączenia się ludzi; skoro "wejściówka taka obowiązuje dla modcennik biletów Legiaelu rodzice - dzieci lub żona - mąż, inne koligacje nie uprawniają do zniżki", to aż chce się zapytać: a gdzie prawa innych koligacji?

Wczytawszy się jednak w treść pisma skierowanego do Ekstraklasy zrozumiałem, że dyskryminacja na stadionach ma polegać na tym, że... kobiety mogą płacić mniej. Kluby decydują się na taki gest w celu zachęcenia kobiet do oglądania spotkań piłkarskich (p. Stanisław Trociuk, który podpisał się pod pismem w imieniu p. Ireny Lipowicz o tym wie) -- mówiąc po ludzku: babki nie będą marnowały czasu na takie bzdety, jeśli będą musiały płacić za bilet jak za zboże -- co zdaniem RPO "może stanowić naruszenie zasady równouprawnienia kobiet i mężczyzn, wyrażonej w art. 33 Konstytucji, oraz gwarantowanej przez art. 73 Konstytucji RP wolności korzystania z dóbr kultury".
Znaczy się: niech płacą więcej, nawet jeśli skutkiem owego "wyrównywania szans" przestaną oglądać mecze. Albo niech płaci więcej facet (jeśli zdecydował się zaprosić swoją bogdankę), nawet jeśli -- za cenę lżejszego portfela będzie -- mógł poczuć się mniej dyskryminowany ze względu na płeć.

Czas chyba podpowiedzieć ombudsmanowi dalsze wystąpienia w tym tonie: protest do operatorów telekomunikacyjnych przeciwko sprzedawaniu komórek abonentom za 1 złoty netto (dyskryminacja ze względu na rodzaj umowy) bądź też w ogóle zróżnicowanie cenników i rodzaju usług świadczonych na rzecz przedsiębiorców i Polaków-szaraków (dyskryminacja ze względu na nie-prowadzenie działalności gospodarczej); tańsze wtorki w jednej z sieci kinowej (dyskryminacja ze względu na wolny czas we wtorek) oraz inne, równie interesujące, przykłady nierównego traktowania obywateli.
 

PS Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zdarzyło się ostatnio zaprotestować przeciwko ograniczaniu praw kobiet do trenowania żużla. Bo Wyborcza napisała, że w Toruniu jest 15-latka, która chce, ale której nie pozwalają.
Jakieś 15 lat temu w Stanach była podobna sytuacja: w jakimś koledżu nie pozwolili dziewczynie ćwiczyć futbolu, więc pozwała szkołę i sprawę wygrała -- sąd kazał ją wpuścić na boisko. Dość szybko skończyło się poważną kontuzją -- więc pozwała szkołę, że wpuszczają na boisko słoni -- i wygrała.

Z naszą odważną Torunianką będzie tak, że w końcu jej pozwolą, to się okaże, że nie będzie innych koleżanek z takimi samymi upodobaniami. A z facetami strach będzie jeździć.
Albo jej po prostu przejdzie, bo przecież jak się ma piętnaście lat to różne rzeczy szybko przechodzą.

PS2 na zdjęciu mistrzostwa świata w zapasach FILA, 1997 r., które odbyły się we Wrocławiu. Pamiętam, że wstęp był niebiletowany.

Komentarze (29)
Rząd bierze się za kiboli... który to już raz?!
 Oceń wpis
   

Cruising among stars

Dowiedziawszy się, że finał piłkarskiego pucharu Polski został zwieńczony tradycyjną zadymą czekałem na mocne walnięcie pięścią w stół. I się nie rozczarowałem: szeryf Donald wypowiada wojnę kibolom -- i chociaż premier wydaje się wątpić ("nie wierzę to, że jednym genialnym przepisem wyeliminujemy przemoc na stadionach w Polsce") znów będzie dobrze, a nawet lepiej

Teraz ma być tak, że jak się wojewoda nie zgodzi (bo będzie niebezpiecznie), to się mecz nie odbędzie. Wprawdzie miesiąc temu premier także groźnie pomrukiwał, ale na wezwaniu do prokuratora (by pseudokibice byli srogo ukarani) się skończyło.

Ale to przecież żadna nowość: ledwie co minister Kwiatkowski zgłosił projekt "sądu odmiejscowionego" (a krytycy, wcale nie tak niesłusznie, zgodnie go wyśmiali). A nieco wcześniej weszła w życie zapowiadana jako remedium na wszelkie bolączki nowelizacja przepisów o bezpieczeństwie imprez masowych, w tym rewolucyjny przepis penalizujący złamanie zakazu stadionowego. A że sąd może orzec taki zakaz na aż 6 lat, to się naprawdę można znudzić...
Ale to nie wszystko. W tzw. międzyczasie -- po zadymach podczas meczu... pucharu Polski -- zapowiedziano przygotowanie przepisów o dozorze elektronicznym dla skazanych na zakaz stadionowy ("w praktyce wygląda to tak, że człowiek ma zakładaną na nogę lub rękę bransoletkę elektroniczną, która umożliwia śledzenie w czasie rzeczywistym jego przemieszczanie się").

Genialne, prawda? I jakie proste: wystarczy zrobić konferencję prasową -- co jest dość łatwe -- a sposoby na załatwienie problemu kibolskich zadym same sypią się jak łupież z głowy.
Przypomnijmy równocześnie, że rozwiązanie (chciałoby się dodać: ostateczne) problemu dopalaczy premier potraktował jako najwyższy priorytet (nie unikając przy tym rozwiązań contra lege), podobnie zresztą stało się z okropnymi hazardzistami.

To ja się pytam: czy wśród zadymiarzy z Bydgoszczy byli osobnicy, co do których orzeczono zakaz stadionowy -- a jeśli tak, to co dalej? A jeśli ich tam nie było -- to czemu, u licha, służy to całe bicie piany?

PS na zdjęciu samotny kajakarz. Jakże mało emocjonująca dyscyplina sportu -- czy ktoś kiedyś słyszał, żeby kibice przy torze się pobili? ;-)

Komentarze (37)
Odyseja 2012 trwa już czwarty rok
 Oceń wpis
   

temat zastępczy kibiceGdym cztery lata temu opisywał moje profetyczne wizje jaki to świat będzie piękny już niedługo -- i to tylko dlatego, że przyznano nam organizację Euro 2012 -- parę osób pukało się znacząco w czoło, bo przecież nie mogło się nie udać.
Dziś, kiedy okazało się, że oczywiście miałem rację, dopiero mają prawo pukać się znacząco.
No to po kolei.

Martwiłem się, że te 4-5 lat to za mało czasu, by zdążyć z całą obiecywaną infrastrukturą. Okazuje się, że całkowicie niepotrzebnie, ponieważ -- zgodnie z planem -- zasadniczo nie zdążyliśmy prawie z niczym. Miały być setki kilometrów autostrad, ale skończyło się na ministrze Grabarczyku i różnych wesołych planach. W Warszawie miała być druga nitka metra, ale przecież nie będzie -- i nikomu włos z głowy nie spadnie.
Ba, nawet autor mojej ulubionej bufonady -- "Do Euro zostały cztery lata, a już teraz wiemy, co chcemy zrobić. Przykładowo, już planujemy dociągnięcie do Stadionu Narodowego nitki metra. Austriacy zrobili to samo w Wiedniu dopiero przedwczoraj, trzy tygodnie przed imprezą. Jesteśmy na etapie rozmów o szczegółach, konkretnych ulicach" -- jest nim p. Marcin Herra, prezes PL.2012 nadal piastuje swoje zaszczytne i odpowiedzialne stanowisko.

To samo tyczy się super-szybkiej kolei, która miała wozić kibiców -- a tu się okazuje, że być może nawet nie będzie aż tak powoli, ale tylko dzięki, że... wstrzyma się obecnie prowadzone remonty (sic!). Słabo jest też z obiecywanymi przez urzędnikami hotelami -- ich też nie będzie, ale to już dlatego, że hotele robi prywatna inicjatywa, która się zna -- i dlatego nie wierzy (we Wrocławiu po Hiltonie została tylko dziura w ziemi). Jest szansa, że lepiej będzie z dworcami, które oczywiście miały być wyremontowane na Euro 2012...no i może będą...

Cud -- tak, to cud -- że pewnie uda się skończyć stadiony (pamiętajmy, że jest to jednak warunek sine qua non przyjazdu tej całej jet set z Platinim na czele) i to mimo tego, że we Wrocławiu były poważne zawirowania z wykonawcami, ale i tu się okazuje, że prywatna inicjatywa w postaci Zygmunta Solorza nie jest aż tak naiwna.

Jedno co się nam naprawdę udało, to narobić pod tę całą imprezę długów, które będą spłacać przyszłe pokolenia. Boisko we Wrocławiu -- na którym nie będzie nawet meczu otwarcia! -- to kredyt na pół miliarda na 14 lat, a przecież burmistrz Dutkiewicz chciałby się jeszcze bardziej zadłużać... o jest wielokrotnie więcej, niż całe województwo dolnośląskie wyda na naprawę i utrzymanie wałów przeciwpowodziowych -- więc mnie już nawet nie chce się zadawać głupich pytań o realne priorytety.

PS zdjęcie jumnąłem z internetów. Pasuje jak ulał.

Komentarze (13)
Vivat bon vivant
 Oceń wpis
   

The sleepers

Temat może i wakacyjno-ogórkowy, ale pośmiać się zawsze warto: jak powiedział min. Adam Rapacki polskie władze są już prawnie i organizacyjnie przygotowane na Euro 2012 (i nie tylko) -- mamy nawet nową ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, zgodnie z którą za wnoszenie alkoholu na stadion można dostać do 2 tys. złotych grzywny -- ale zakaz ten będzie trzeba zawiesić na czas trwania mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Przyczyna: "bo w strefach VIP musi być alkohol, inaczej przedstawiciele UEFA sobie tego nie wyobrażają".

art. 56 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych:
Kto wnosi lub posiada na imprezie masowej napoje alkoholowe,
podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 2.000 zł.
Muszę przyznać, że jestem zbudowany opinią wysokiego urzędnika MSWiA na temat wierchuszki UEFA. Po pierwsze ludzie ci lubią to, co lubi każdy zdrowy człowiek, po drugie zasadniczo nie przejmują się prawem -- tj. w takim zakresie, w jakim prawo miałoby im przeszkadzać w tym, co lubią.
Owszem, od zwykłego Polaka-szaraka różnią się tym, że mają możliwość przekonania polskich władz do konieczności częściowych zmian w tym prawie (ciekawym czy będzie wyjątek dla VIP-ów, czy zgodnie z art. 32 ust. 1 konstytucji RP alkohol będzie mógł wnosić i spożywać każdy, bez grama dyskryminacji) -- złośliwy felietonista napisałby, że przecież organizatorzy Euro 2012 mogliby dać przykład jak można przeprowadzić rozgrywki bezalkoholowe -- ale jakby na to nie patrzeć dzięki tym słowom ministra Rapackiego czuję jakąś podskórną więź z p.p. M. Platinim, G. Lato et consortes.

Słowem: vivat bon vivant, vivat zdrowy rozsądek.

PS na ujęciu powyżej: loża VIP-ów na wrocławskim Placu Grunwaldzkim. Tradycyjnie można se kliknąć i zobaczyć w lepszym powiększeniu.

Komentarze (10)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]
2012-01-30 09:43
masło roślinne:
"Słynne masło roślinne"
Przecież jest wyraźnie napisane, że roślinne i nie sądzę, aby ktokolwiek się pomylił i wziął to[...]