Moje najlepsze poglądy o nowym ministrze sprawiedliwości
 Oceń wpis
   

Zadzwoniła do mnie wczoraj pewna dziennikarka i spytała: co ja w ogóle sądzę o tym, że Jarosław Gowin ma być ministrem sprawiedliwości?
Udzieliłem jej całkiem wyczerpującej odpowiedzi -- ale chyba nie trafiłem w oczekiwania, bo dziś tekst widzę (nie powiem gdzie, bo nie to jest ważne), ale ode mnie nic tam nie ma ;-)

Pozwolę sobie zatem wyłuszczyć w paru punktach moją opinię dlaczego to mi nie przeszkadza, że ministrem sprawiedliwości został doktor filozofii, a nie jakiś wielki prawnik:

  • zacznę od wysokiego "c": do tego, żeby mieć pojęcie o ius -- o zasadach funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, o tym co sprawiedliwe i co niesprawiedliwe -- nie trzeba być ekspertem od lex. Minister sprawiedliwości nie jest organem orzeczniczym, nie jest jego zadaniem korygowanie rozstrzygnięć sądowych, także nie po to dorobiliśmy się podziału resortu od Prokuratury Generalnej, by teraz pomstować na fakt, że nie ma prawnika na tym stolcu; ius jest bowiem tylko emanacją filozofii, która powinna być przekuta w możliwie najlepsze lex (ale od przekuwania ius w lex nie jest minister sprawiedliwości);
  • to tak jak z ministrem zdrowia, który nie jest o tego by leczyć (choć nadal trzymamy się mitu, że najlepiej, żeby był to lekarz), zaś szef resortu obrony wojny toczyć nie będzie (no i ileś lat już mija odkąd przestano tam powoływać mundurowych) -- tak samo przecież od ministra kultury nikt nie wymaga by najładniejsze wiersze pisał;
  • minister sprawiedliwości nie jest przecież od orzekania, sądzenia, karania -- on ma tylko zapewnić właściwym instytucjom właściwe warunki do pracy;
  • powinien też jednak umieć wzbić się ponad jakieś ewentualne relacje osobiste, zawodowe czy oczekiwania "reprezentowanych" grup zawodowych -- które to oczekiwania przecież niekoniecznie muszą iść w parze z oczekiwaniami klientów tych grup zawodowych (a coś mi mówi, że jęk niektórych prawników na wieść o nieprzedłużeniu etatu dla Krzysztofa Kwiatkowskiego jest właśnie efektem jakiejś tam symbiozy);
  • jeśli bowiem chce się coś zmienić -- a mnie się wydaje, że nadal jest tu sporo do zrobienia -- to lepiej wynająć faceta, który nie będzie planował zmian z myślą o tym "a jak ja się później w tym odnajdę?" Pod tym względem akurat Jarosław Gowin jest kandydatem idealnym: kancelarii na pewno nie otworzy, szefem NRA nie zostanie, z mecenasem Giertychem na pisma procesowe ścigać się nie będzie.

Słowem: jest jak jest, a jak będzie -- zobaczymy.

 

Komentarze (20)
O nieprzejrzystości spraw publicznych
 Oceń wpis
   

Kazimierz Barczyk kandydat do Trybunału KonstytucyjnegoNo to mamy kolejny temat z cyklu jak w PL załatwia się sprawy, który -- jestem stuprocentowo tego pewien -- zostanie zwekslowany do plotkarsko-maglowego wątku pt. "czy poseł jest od załatwiania spraw prywatnych czy swojego środowiska" (o tak np. niedawno się dowiedziałem, że jeden z posłów PO zaangażował się w temat "żeby tu u nas cały czas była Straż Graniczna").

Oto jak pisze Gazeta.pl Kazimierz Barczyk, jedynie słuszny -- bo wskazany przez Platformę Obywatelską -- kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego pozwolił sobie na lekkie poprawienie swojego zawodowego życiorysu. Urzędowa lista kandydatów na sędziego Trybunału Konstytucyjnego (druk sejmowy nr 2735 z 9 lutego 2010 r.) asesor Barczykprzedstawia go słowami "W latach 1974-82 był sędzią w sądach rejonowych w Olkuszu, Sosnowcu, a następnie w Sądzie Rejonowym dla Krakowa Śródmieścia" -- tak też ponoć było na stronie mec. Barczyka ("Sąd Wojewódzki w Krakowie (1972-74), aplikant; (Sąd Powiatowy w Olkuszu (1974-76), sędzia; (Sąd Rejonowy w Sosnowcu (1976-78), sędzia; (Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia (1978-82), sędzia, odwołany przez Radę Państwa po wprowadzeniu stanu wojennego") -- a tymczasem okazuje się, że do 1980 r. orzekał on tylko jako asesor, i to z przerwą.
Nie był sędzią, nie był nawet przez cały ten czas asesorem -- miał kilkumiesięczną przerwę ze względu na to, że -- jak pisze Gazeta.pl powołując się na słowa MS -- "nie opanował umiejętności prowadzenia i rozstrzygania spraw cywilnych".

Tematu oczywiście by nie było -- przecież sejm łyka takie papiery jak pelikan szprotki (czekam na pełne oburzenia listele, że przecież pelikan nie może jeść szprotek, ponieważ nie są sąsiadami) -- a Ministerstwo Sprawiedliwości z własnej woli też by chyba nie sprawdziło informacji o kandydacie -- gdyby za temat nie wziął się Obywatelski Monitoring Kandydatów na Sędziów. Wyręczając posłów (albo może nie wyręczając) postanowili zadać kandydatom parę pytań, zrobić także razwiedkę Ministerstwo Sprawiedliwości o Kazimierzu Barczyktam gdzie trzeba -- i oto z Ministerstwa Sprawiedliwości przyszedł faks, a tam m.in. informacja, że w sierpniu 1977 r. Barczyk został zwolniony ze stanowiska asesora sądowego, a następnie go ponownie mianowano po 8 miesiącach.
A więc jest całkowicie inaczej, niż mówi o sobie kandydat.

Tyle tła, chociaż to tło jest piekielnie ważne -- jakby na to nie patrzeć mówimy o człowieku, który być może już niedługo będzie jednym z 15 "strażników konstytucji" -- ale warto chyba też przejść od szczegółu do ogółu.

Ogół jest taki, że po raz kolejny okazuje się, że nawet do najwyższych godności zgłaszane są kandydatury, o których w sumie niewiele wiadomo; albo raczej: wiadomo tylko tyle, ile kandydaci są o sobie chętni powiedzieć. Później te nieprawdy są powielane w dokumentach sejmowych -- zyskując jakby na to nie patrzeć status "urzędowej prawdy" (dobry przyczynek do dyskusji nt. wiarygodności dokumentów urzędowych) -- i jeśli nie znajdzie się jakiś społecznik-szaleniec, który postawi sobie za cel zapewnienie jako-takiej przejrzystości procedury wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego -- to wynik pójdzie w świat.

Dotyczy to, jakby na to nie patrzeć, nie tylko obsady takich stanowisk -- oby skończyło się lepiej niż w przypadku najpoważniejszej jak dotąd wpadki Trybunału -- ale przecież i procesu stanowienia prawa. "Afera hazardowa" -- oba jej etapy (tu warto poczytać o kosztach delegalizacji hazardu w Polsce) -- zabiegi p.p. Chlebowskiego i Drzewieckiego, Koska i Sobiesiaka lansowane są jako wierzchołek góry lodowej, ale nie okłamujmy się: niczym innym nie były ani niegdysiejsze plany reglamentacji uprawnień do otwierania aptek, ani też późniejszy kontredans wokół możliwości tworzenia aptek internetowych, podobnie jest właśnie z hazardem i e-hazardem, a także z każdym innym projektem, o którym można powiedzieć -- ten poseł się na tym zagadnieniu zna, bo 20 lat w tym robił, dlatego za tym teraz chodzi.

Komentarze (9)
O prawidłowym spraw rozpoznaniu
 Oceń wpis
   

Ciekawostka: Naczelny Sąd Administracyjny w pełnym składzie podjął uchwałę, iż sąd kasacyjny powinien odnieść się do wszystkich przedstawionych przez stronę podstaw kasacji. Moim zdaniem brzmi to interesująco, o tyle, że jak się dokładnie wczyta w przepisy, to tak było od zawsze (i w każdym postępowaniu!) -- aczkolwiek mam wrażenie, że to kolejne orzeczenie, które się po prostu "nie przyjmie".
Rzadko przyjmują się bowiem tezy, choćby i najsłuszniejsze, które nie mają szans na "umocnienie bojem".

uchwała NSA z 26 października 2009 r., sygn. akt I OPS 10/09, w bazie orzeczeń jeszcze brakW kwestii kasacji bowiem sprawa jest prosta: cóż z tego, że NSA zajął się tym tematem, skoro strona w praktyce i tak nie będzie mogła z niego bezpośrednio skorzystać? Kasacja jest niezaskarżalna, przeto nawet jeśli sąd kasacyjny uchybi swoim powinnościom, możliwości odwołania się od tych uchybień nie widzę.
Strona ma prawo do wnikliwego rozpoznania jej bolączek w dwóch instancjach, ale smutna praktyka czyni konstytucyjną zasadę dwuinstancyjności li tylko fasadą!

Chcecie bliższego życiu przykładu na podobną niesprawiedliwość, bliższego konstytucji, bo odnoszącego się do prawa do dwuinstancyjnego rozpoznania sprawy? Niech będzie apelacja w niekasacyjnej sprawie, w której sąd drugiej instancji wybiera sobie, spośród 5 zarzutów apelacyjnych, ze dwa słabsze, po czym bezlitośnie się z nimi rozprawia, oddala apelację, wyrok utrzymuje -- zaś stronie pozostaje tylko wrażenie, że coś w postępowaniu nie zagrało. Skoro bowiem kpc wymaga od strony przedstawienia zarzutów i ich uzasadnienia (art. 368 par. 1 kpc), zaś sąd ma obowiązek rozpoznania sprawy w granicach apelacji (art. 378 par. 1 kpc), to czy nie jest czymś niepoważnym postępowanie, w którym pomija się choćby niewielką część zastrzeżeń skarżącego?!

I wariant oboczny: sąd II instancji w zasadzie przyznaje rację apelującemu, jednak znajduje inne przesłanki przemawiające za pozostawieniem wyroku wydanego w pierwszej instancji w spokoju. Strona z tą nową argumentacją też mogłaby powalczyć, ale już się nie da -- bo orzeczenie jest prawomocne i ostateczne, zaś do wznowienia postępowanie też się nie nadaje...
Są jeszcze przykłady dramatyczne, jak np. uwzględnienie wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztu po zażaleniu prokuratora -- od czego aresztowanemu nie przysługuje środek zaskarżenia (wyjąwszy wniosek o uchylenie aresztu, ale to nie to samo).

Mam wrażenie (OK, olbrzymiego doświadczenia procesowego może mi brak, chociaż miałem swego czasu pod swoją pieczą kilkaset procesów; parę własnych spraw też się wygrało... i przegrało), że zdumiewająco często wychodzi się z założenia, że "granice apelacji" to maksymalny zakres zbadania wyroku pierwszoinstancyjnego, o jakim apelujący może marzyć -- nigdy jednak nie patrzy się na przepis jako nakazujący sądowi II instancji rozpoznanie sprawy w zakresie "nie mniejszym niż"!
Jak widać w NSA już to zauważyli, w odniesieniu do kasacji, wierzę też, że podobnych orzeczeń nie brak w odniesieniu do skarżenia orzeczeń pierwszoinstancyjnych (o, jakaś nowość: "Decydujące znaczenie dla orzekania przez sąd rozpoznający apelację ma wskazanie przez stronę konkretnych żądań, a nie podanie wartości przedmiotu sporu" -- to aż Sądu Najwyższego trzeba, by odkryć taką oczywistość?! (wyrok SN z 16 czerwca 2009 r., V CSK 474/08).

No dobra, ponarzekałem. Od listopada planuję pisać połowę tekstów pozytywnych ;-)

 

Komentarze (7)
Nullum crimen sine lege -- zdaniem SN i TK niekoniecznie
 Oceń wpis
   

Czas na kolejny temat, którego nie da się rozebrać bez solidnej podbudowy aksjologicznej: wyrokiem z 29 stycznia 2009 r. Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że art. 42 ust. 1 Konstytucji RP nie stoi na przeszkodzie temu, aby doprecyzowanie znamion ustawowych przestępstw następowało w rozporządzeniach wykonawczych (sygn. akt I KZP 29/08). Taka sytuacja nie może być podstawą do uniewinnienia sprawcy czynu zabronionego, zaś rozporządzenie -- uznane za niezgodne z konstytucją.
Ja się oczywiście nie zgadzam -- zarówno z tym wyrokiem, jak i z dotychczasową linią orzeczniczą Trybunału Konstytucyjnego.

art. 42 ust. 1 Konstytucji RP: Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Zasada ta nie stoi na przeszkodzie ukaraniu za czyn, który w czasie jego popełnienia stanowił przestępstwo w myśl prawa międzynarodowego.

Art. 42 ust. 1 ustawy zasadniczej to nic innego jak wpisanie zasady nullum crimen sine lege do naszego systemu ustrojowego. Zgodnie z tą piękną paremią -- której uczą na studiach, ale którą dość skutecznie zakłamano (jak wiele innych) -- nie ma przestępstwa bez ustawy.
Tak powinno być w każdym cywilizowanym kraju: karze może podlegać wyłącznie czyn, który był uznany za przestępstwo w chwili jego popełnienia, w dodatku -- lubię czytać tę normę jak na ortodoksa przystało -- niedopuszczalne jest tworzenie określenie jakichkolwiek cech czynu zabronionego w aktach prawnych niskiej rangi.

Tym właśnie miała się różnić Rzeczpospolita od PRL: praworządność zamiast czczych deklaracji, faktyczne prawa człowieka przed interesem władzy.

Kiedyś sprawa wydawała się prosta, nawet w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W uzasadnieniu orzeczenia z 1 marca 1994 r. (U 7/93) padły istotne z mojego punktu widzenia zdania, iż

"niesporne jest, iż w państwie prawnym przepisy karne winny precyzyjnie określać zarówno czyn, jak i karę (co wskazywał także Trybunał Konstytucyjny w postanowieniu z 25 września 1991 r., S. 6/91). Niesporne jest też, w świetle konstytucyjnego podziału materii pomiędzy ustawy a akty wykonawcze, że podstawowe elementy zarówno czynu, jak i kary muszą być określone w samej ustawie, a nie mogą być – w sposób blankietowy – pozostawione do unormowania w akcie wykonawczym. Trybunał Konstytucyjny jest zdania, że powyższe konstytucyjne wymagania pod adresem przepisów karnych należy odnosić do wszystkich przepisów o charakterze represyjnym (sankcjonująco-dyscyplinującym), a więc do wszystkich przepisów, których celem jest poddanie obywatela jakiejś formie ukarania czy jakiejś sankcji."

Podobny idealizm cechuje Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie "zasad techniki prawodawczej": zgodnie z jego par. 25 co do zasady przepis powinien wprost określać adresata normy oraz dyspozycję, zaś odstępstwa są możliwe wyłącznie w oczywistych sytuacjach.
Jeszcze bardziej rygorystyczny jest par. 75 ust. 1 rozporządzenia, w myśl którego "W przepisie karnym znamiona czynu zabronionego określa się w sposób wyczerpujący, bez odsyłania do nakazów albo zakazów zawartych w pozostałych przepisach tej samej ustawy lub w przepisach innych ustaw". Wprawdzie dalej przepis dopuszcza odwołania do innych przepisów -- ale mogą być to tylko przepisy tej samej ustawy.
Cóż, mogę tylko powtórzyć zdanie wyrażone wcześniej w komentarzu do innego tekstu: merytorycznie ta metanorma jest super, formalnie troszkę mniej super; szkoda jednak, że tego co mądre nikt nie słucha.

z Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie "Zasad techniki prawodawczej":
§ 25. 1. Przepis prawa materialnego powinien możliwie bezpośrednio i wyraźnie wskazywać kto, w jakich okolicznościach i jak powinien się zachować (przepis podstawowy).
2. Przepis podstawowy może wyjątkowo wskazywać tylko zachowanie nakazywane albo zakazywane jego adresatowi, jeżeli:
1) adresat lub okoliczności tego nakazu albo zakazu są wskazane w sposób niewątpliwy w innej ustawie;
2) celowe jest, aby określenie adresata lub okoliczności zamieścić w przepisach ogólnych tej samej ustawy;
3) powszechność zakresu adresatów lub okoliczności jest oczywista.
§ 75. 1. W przepisie karnym znamiona czynu zabronionego określa się w sposób wyczerpujący, bez odsyłania do nakazów albo zakazów zawartych w pozostałych przepisach tej samej ustawy lub w przepisach innych ustaw, w tym ustaw określanych jako "kodeks", albo w postanowieniach umów międzynarodowych ratyfikowanych za zgodą wyrażoną w ustawie.
2. Odesłanie, o którym mowa w ust. 1, stosuje się tylko w przypadku, gdy bezprawność czynu polega na naruszeniu nakazów albo zakazów wyraźnie sformułowanych w innych przepisach tej samej ustawy albo postanowieniach umów międzynarodowych ratyfikowanych za zgodą wyrażoną w ustawie.  (...)

Wydawać by się mogło, iż lex fax, ten peerelowski wynalazek pozwalający na orzekanie o prawach i obowiązkach, o karze i odpowiedzialności na podstawie przepisów, które zostały wydane bez prawidłowego trybu bądź bez wyraźnego upoważnienia, odszedł w przepaść przeszłości wraz z pomnikami Feliksa Dzierżyńskiego.

Nic bardziej błędnego. W uzasadnieniu wyroku TK z 26 listopada 2003 r. (SK 22/02) pada dramatyczna opinia, zgodnie z którą "W sytuacji szczególnej, gdy wprowadzenie odesłania do aktu normatywnego rangi podustawowej jest szczególnie uzasadnione z uwagi na celowość doprecyzowania („dookreślenia”) czy zawężenia na podstawie delegacji ustawowej zakresu dyspozycji normy karnej, nie można wykluczyć możliwości zastosowania tego rodzaju zabiegu legislacyjnego".
I niewiele zmienia fakt, iż Trybunał powołuje się na Lecha Gardockiego -- o tym, że "rdzeń zakazu" musi dokładnie i bez wątpliwości być określony w ustawie karnej.
Rozumiecie Państwo: rdzeń zakazu.

Po co jednak mydlić oczy jakimś rdzeniem zakazu, skoro można w dowolny sposób uzasadnić dowolną normę, pod warunkiem, iż jest ona wygodna i potrzebna. W uzasadnieniu do wyroku TK z 24 stycznia 2004 r. (P 9/03) padają kuriozalne -- aprobujące niedopuszczalny w moim przekonaniu stan rzeczy -- zdania. Otóż zdaniem Trybunału "W przepisach prawa karnego znaleźć można cały szereg odniesień do elementów normatywnych zawartych poza ustawą (np. w rozporządzeniu, czy też w aktach prawa miejscowego jako źródłach prawa powszechnie obowiązującego). Jeszcze dalej ma to miejsce w sytuacji odwołania się do tzw. reguł ostrożności, dla których w ogóle brak jednoznacznej i wyraźnej podstawy ustawowej. W literaturze nauk penalnych wskazuje się na bardzo liczne przypadki konstruowania znamion czynu typu zabronionego z elementów nie tylko pozaustawowych, ale w ogóle nie wyrażonych jednoznacznie w źródłach prawa stanowionego. (...) Również w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wskazywano już na różnorodność sposobów redagowania w praktyce przepisów prawa karnego. Obok przepisów ustawowych, które w sposób wyczerpujący i precyzyjny określają wszystkie znamiona czynu zabronionego, ustawodawca zamieszcza też tzw. blankietowe przepisy karne. Wskazując czyn zabroniony nie określają one w sposób wyczerpujący jego znamion, ale w sposób wyraźny lub ukryty odsyłają do przepisów zamieszczonych w innym akcie normatywnym (...)."

Proszę Państwa, oto co ma do powiedzenia Trybunał Konstytucyjny na temat zasady nullum crimen sine lege: legislatywie zdarza się opierać konstrukcję odpowiedzialności karnej o przepisy pozaustawowe; ba, czasem odpowiedzialność karna zależy także od kryteriów, których w ogóle nie ma w ustawie. Trybunał Konstytucyjny, chociaż musi przecież znać treść art. 42 ust. 1 ustawy zasadniczej, nie ma nic przeciwko blankietowym normom karnym, nawet jeśli nie tylko nie określają one znamion przestępstwa w sposób wyczerpujący, ale odsyłają do innego aktu prawnego nawet w sposób ukryty...

Warto zauważyć, że nie mówi się tu już nawet o doprecyzowaniu pewnych pojęć, nie mówi się o jakichś szczegółowych parametrach technicznych, które -- zdaniem Trybunału, bo nie zdaniem Konstytucji Rzeczypospolitej -- mogą skutecznie być zapisane wyłącznie w rozporządzeniu wykonawczym, a mimo to stanowić dobrą podstawę do posadzenia kogoś za kraty.
Zdaniem TK prawidłowa, akceptowalna i dopuszczalna jest sytuacja, w której o tym, czy komuś można zarzucić popełnienie przestępstwa -- uznać jego winę, pozbawić go wolności -- decydować będą jakieś pojęcia, którym brak jednoznacznej podstawy prawnej.

Jak zaznaczyłem na wstępie tekstu: nie da się rozstrzygnąć sporu o to, czy polska konstytucja zezwala na ukaranie kogoś za czyn, który nie jest opisany w ustawie bez dyskusji o aksjologii praworządności i sprawiedliwości.
Moim zdaniem -- przy całym nieskrywanym aplauzie dla uznania zwyczaju jako źródła prawa i dla systemu common law -- niedopuszczalne jest, aby uznanie kogoś za przestępcę (ściśle: jego czynu za przestępstwo) mogło wynikać z bliżej niesprecyzowanych norm prawnych.

Rozumiem, że dla Sądu Najwyższego, który orzekał w sprawie pytania sądu o możliwość skazania sprawców handlu chrzczonym paliwem -- kiedy to parametry paliwa wynikają właśnie z rozporządzenia -- sprawa mogła być kłopotliwa, ponieważ przeciwny pogląd storpedowałby wysiłek organów ścigania w zwalczaniu tego procederu. Mnie jednak przechodzą ciarki po grzbiecie na samą myśl, że wobec tego może się kiedyś okazać, że zwykły błąd jakiegoś ministra może sprawić, że wszyscy zostaniemy przestępcami.
Wystarczy przecież troszkę zmienić brzmienie jakiegoś rozporządzenia -- jeśli tylko treść jego będzie "wsparta" ustawą o charakterze karnym.

Komentarze (6)
Uwolniony z zarzutów dopłacił do oskarżenia...
 Oceń wpis
   
Jak czytam takie historie to scyzoryk sam mi się w kieszeni otwiera. Jacek Sierpiński, bezpodstawnie pomówiony o popełnienie przestępstwa rozpowszechniania pornografii dziecięcej nie otrzyma zwrotu poniesionych kosztów obrony... bo nie...

Po szczegóły sprawy jeszcze raz odsyłam do Jacka Sierpińskiego -- warto poczytać i uświadomić sobie w jakim bezprawiu żyjemy (a Ziobro i Ćwiąkalski przerzucają się obelgami).
Dość rzec, że mamy do czynienia z wyjątkowo patologiczną sytuacją, w której prokuratura i sąd -- z maniackim uporem godnym lepszej sprawy -- na siłę stosują nieistniejące, bo zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny przepisy.

Cóż z tego bowiem, że wyrokiem z 26 lipca 2006 r. (sygn. SK 21/04) TK uznał za niekonstytucyjne przepisy uzależniające zwrot kosztów obrony poniesionych przez bezpodstawnie oskarżonego (warto zauważyć, że to nieliczny przykład kiepskiego wyroku -- 'w zakresie, w jakim' -- po którym legislatywa postanowiła jednak naprawić nieuchyloną acz wadliwą normę -- o podobnych zjawiskach mocno krytycznie wypowiadamy się w Lege Artis nie od dziś).

Art. 632 pkt 2 kpk nie uzależnia już zwrotu kosztów od istnienia uzasadnionych przypadków -- ale co z tego, skoro organy procesowe, ignorując literę prawa, ignorując zasady postępowania karnego (Sierpiński pisze, że lakoniczne uzasadnienia pozbawione są podstawy prawnej! -- i dlaczego ja mu wierzę, że to możliwe?!) nie zamierzają zwrócić niesłusznie oskarżonemu poniesionych kosztów?

Jaką ma w takiej sytuacji możliwość manewru człowiek, któremu pisze się tylko tyle, że 'uprawnienie do żądania zwrotu kosztów poniesionych w związku z ustanowieniem obrońcy z wyboru nie może wiązać się automatycznie z przyznaniem ich w wysokości, jaka została ustalona pomiędzy podejrzanym a jego obrońcą', skoro Trybunał wskazał, iż zasadą powinno być zrekompensowanie pełnych kosztów obrony?
Komentarze (2)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D