Co to jest "rażące naruszenie" regulaminu Orange?
 Oceń wpis
   

komórka OrangeDrobnostka podesłana przez P.T. Stałego Czytelnika (ukłaniam!): jest sobie jakiś startutopik pt. Blupill, ponoć ułatwiający optymalizację rachunków telefonicznych. Ma to działać w ten sposób, że użytkownik telefonu udostępnia serwisowi możliwość połączenia się z internetowym biurem denerwowania klienta, serwis sobie ściąga jakieś tam dane i sobie tylko znanym algorytmem ustala opcję najlepszą dla klienta -- i voilà: abonent dostaje na tacy wytyczne.

Twórcy serwisu zarzekają się, że przy tej operacji nie są pobierane żadne dane abonenta z systemu operatora, zaś zainstalowany w komputerze programik (moim zdaniem instalowanie czegokolwiek zawsze jest słabym ogniwem takiego pomysłu) nie zapisuje i nie przesyła na serwer Blupill żadnych danych o użytkowniku.
Generalnie usługa nie dla mnie, ponieważ umiem sam sobie policzyć ile co mnie kosztuje, ale z tego co widzę wiele osób miewa poważne problemy z wyborem najwłaściwszej opcji. Ale jeśli usługodawca potrafi się rozeznać w gąszczu czasem bardzo krótkotrwałych promocji i kodów USSD, to tylko dobrze.

Pomysłem wydają się nie być zachwyceni operatorzy, a zwłaszcza mój ulubiony (tak wnoszę z tego tekstu). Powodem wątpliwości są przede wszystkim zastrzeżenia co do bezpieczeństwa danych zbieranych przez aplikację (ciekawym czy jej kod jest do wglądu -- ale zgaduję, że skoro to jest jakieś wunderwaffe, to raczej nie...) oraz konieczność udostępnienia danych niezbędnych do zarządzania kontem klienckim via internet (co faktycznie także czyni całą zabawę średnio fajną, nawet jeśli Blupill nie zamierza samodzielnie dokonywać jakichkolwiek zmian w ustawieniach usług).
Cytowany przez prasę Wojtek Jabczyński miał także powiedzieć, że tego rodzaju naruszenie regulaminu świadczenia usług "może być podstawą do rozwiązania przez operatora umowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami" (nie wyjaśniając przy tym jakiego rodzaju konsekwencje ma na myśli).

Sprawdziłem w regulaminie świadczenia usług komórkowych przez PTK Centertel i stanowiska P.T. Rzecznika nie podzielam. Podstawy i zasady rozwiązania umowy przez operatora określa par. 20 tego dokumentu, zaś swego rodzaju klauzulę generalną buduje ust. 3.6, zgodnie z którym "W przypadku rażącego naruszenia przez Abonenta postanowień niniejszego Regulaminu, działania na szkodę Operatora lub korzystania z usług telekomunikacyjnych Operatora niezgodnie z prawem lub umową, Operator zastrzega sobie prawo do wypowiedzenia umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych ze skutkiem natychmiastowym lub zawieszenia świadczenia usług telekomunikacyjnych, bez prawa do odszkodowania (...)".
Jest zatem -- moim skromnym zdaniem -- kompletnie inaczej, niż mówi p. Jabczyński, a to dlatego, że bez dwóch zdań niezachowanie przez klienta ostrożności przy przechowywaniu jego własnych  danych nie może być traktowane jako rażące naruszenie postanowień regulaminu bądź działanie na szkodę operatora, a to właśnie dlatego, że użytkownik ryzykuje wyłącznie własnymi danymi.

Bez dwóch zdań natomiast w takim przypadku -- w przypadku "wycieku" tych danych, choćby za zgodą i wiedzą abonenta -- operator może śmiało czuć się zwolniony od odpowiedzialności za ewentualne skutki nieautoryzowanej (z punktu widzenia użytkownika) zmiany danych w systemie: włączenia dodatkowych usług, zmiany planu taryfowego, etc. etc. (Co innego jednak, jeśli użytkownik po zaprzestaniu z korzystania usług suflera zmieni dane na inne -- co przecież w systemie operatora też będzie odnotowane.)
Pojęcie "rażącego" naruszenia postanowień umowy nie może być bowiem interpretowane rozszerzająco i prowadzić w ten sposób do de facto uszczuplenia praw użytkownika telefonu. Stąd też dodatkowe straszenie użytkowników serwisu Blupill -- którzy i bez tego powinni mieć na względzie pewne rygory bezpieczeństwa -- oceniam jako wyłącznie zwykły FUD.

(Na marginesie: wcześniejsza treść regulaminu pozbawiona była owego warunku w postaci "rażącego naruszenia" postanowień umowy oraz konieczności uprzedniego uprzedzenia abonenta. Takie postanowienia jednak zostały uznane przez UOKiK za klauzulę niedozwoloną i operator musiał zmienić treść regulaminu.)

PS na stronie Blupill próbowałem znaleźć dane, których podanie jest obowiązkowe czy to z mocy ustawy o świadczeniu usług telekomunikacyjnych, czy to kodeksu spółek handlowych -- i nie znalazłem. Niestety, na części podstron jest co najwyżej ustawione odesłanie do witryny Entellico sp. z o.o., ale tak naprawdę żadnych danych nie można znaleźć -- ani na stronie serwisu, ani na stronie usługodawcy.
Generalnie bardzo wiarygodnie to wszystko nie wygląda.

Komentarze (11)
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
 Oceń wpis
   

KOBIZETytuł dzisiejszego felietonu jest dość psychodeliczny, ale rację ma P.T. Czytelnik, który jakiś czas temu podesłał mi namiary -- co tam namiary! to był w zasadzie gotowy wpis, tylko go wrzucić na stronę i do kasy po wierszówkę iść! -- na KOBIZE, czyli Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami.

Ośrodek ten, jak sam o sobie ładnie pisze na swojej stronie, powołany został na podstawie ustawy o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych, a jego zadania polegają na zapewnieniu funkcjonowania "Krajowego systemu bilansowania i prognozowania emisji, w tym prowadzenie Krajowej bazy o emisjach gazów cieplarnianych i innych substancji" -- co chyba generalnie sprowadza się do prowadzenia jakiejś tam bazy internetowej, do której przedsiębiorcy muszą dosyłać informacje dotyczące tejże emisji. (Zainteresowanych albo po prostu cierpiących na bezsenność odsyłam na tę stronę.)

Stronka jest tak ważna, że sposób jej funkcjonowania doczekał się nawet własnego aktu wykonawczego, tj. wydanego w dniu 28 grudnia 2010 r. przez Ministra Środowiska rozporządzenia w sprawie wzoru formularza raportu oraz sposobu jego wprowadzania do Krajowej bazy o emisjach gazów cieplarnianych i innych substancji.
Czytamy w nim m.in., iż przedsiębiorca wprowadza raport o emisji za pośrednictwem strony internetowej krajowabaza.kobize.pl, że oczywiście najsamprzód należy założyć tam konto (acz wniosek o założenie konta w KOBIZE należy przesłać "w postaci elektronicznej, za pośrednictwem strony internetowej, oraz w formie pisemnej" (to uwaga cenna dla tych z P.T. Czytelników, którzy niedawno się zapierali, że przecież "internet" to też "pismo"). Po rozpoznaniu takiego wniosku KOBIZE nadaje użytkownikowi login i hasło (zaskakujące, prawda?), w konsekwencji czego można już sobie wprowadzać do bazy różne dane "w trybie bezpośredniego połączenia teleinformatycznego" (w sumie wygląda to jakby na jakimś seminarium na wydziale prawa próbowano opisać procedurę rejestracji w Facebooku ;-)

Generalnie ma być nowocześnie, internetowo, formularzowo i w ogóle zarąbiście.
Ale było chyba -- dla niektórych (wielu?) -- zbyt internetowo i zbyt nowocześnie. I tu zaczyna się coś najśmieszniejszego: otóż pieczołowicie rozpisana przez ministra od świeżego powietrza procedura... rozsypała się jak domek ze znaczonych kart.

Najpierw okazało się, że przepisy są zbyt rygorystyczne -- ale zamiast zmieniać przepisy... "Kierownictwo Ministerstwa Środowiska zaakceptowało propozycję Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami dotyczącą czasowego (na najbliższe dwa lata) ograniczenia podmiotów wprowadzających raporty do Krajowej bazy do prowadzących instalacje, którzy na terenie zakładu eksploatują co najmniej jedną instalację wymagającą pozwolenia zintegrowanego lub pozwolenia na wprowadzanie gazów lub pyłów do powietrza" (to cytat za wyjaśnieniami "uproszczenie -- dla małych podmiotów" -- por. komunikat KOBIZE z 3 stycznia 2011 r.).
Znaczy się jest teraz tak, że wprawdzie rozporządzenie każe, ale pan minister od świeżego powietrza napisał do KOBIZE, i KOBIZE już nie każe...

KOBIZE ułatwia życie małym podmiotom

Za łaskawą decyzją Ministra Środowiska i KOBIZE poszły dalsze czyny w duchu deregulacji. Już 21 stycznia pojawiła się kolejna notatka ("w związku z licznymi telefonami" ROTFL), w której wyraźnie napisano, żeby małe podmioty się odczepiły od KOBIZE -- pewnie ktoś się wystraszył potencjalnej lawiny wniosków o założenie konta w bazie -- więc jeszcze raz potwierdzono, że owszem, że rozporządzenie może i nakazuje przesyłanie danych przez stronę, ale generalnie to nikt nie zamierza traktować tego poważnie i odtąd jedyną przyjętą formą dla "małych podmiotów" jest "formularz w formacie Excel" (w sumie piękna reklama, ale KOBIZE chyba wie na czym świat stoi, bo w innych miejscach można znaleźć reklamy Adobe).
KOBIZE namawia do łamania prawa

Muszę przyznać, że rzadko spotyka się instytucje działające na podstawie "dedykowanego" mu prawa (mam na myśli owo rozporządzenie ministra od świeżego powietrza), które tak jawnie i wprost namawiają do łamania prawa innych adresatów tej normy.

Generalnie jest to doskonały przykład dobrze pojmowanej samoregulacji urzędniczej (możliwe chyba tylko w świeżo upieczonych instytucjach -- po 5 latach funkcjonowania KOBIZE raczej żądałoby wpisania sankcji karnej za niemanie konta w systemie): zły przepis zwalczaj choćby ogniem, a na pewno ignoruj go jak tylko się da. Kazali zakładać konta w systemie? Olej to, wystarczy tabelka w Excelu.

A w praktyce wygląda to teraz tak: po lewej system "na legalu", po prawej partyzantka KOBIZE.

logowanie do KOBIZE

To genialne w swojej prostocie rozwiązanie chciałem dedykować wszystkim modernizatorom, którym marzy się: nagrywanie rozpraw sądowych, sądzenie kiboli stadionowych przez telewizor, a także dowód osobisty "z czipem" (ponoć MSWiA już wie, że nie zdąży na zapowiadany termin) czy internetowa promulgacja aktów prawnych.

Komentarze (4)
O tym, że internet dolatuje na cały świat i co z tego wynika
 Oceń wpis
   

Winter forest II

Interesujący dla wszystkich przedsiębiorców oferujących usługi przez internet wyrok wydał dziś Trybunał Sprawiedliwości EU: aby przyjęcia, że usługi są kierowane do innych państw wspólnoty, nie wystarczy prowadzić sprzedaży za pośrednictwem strony internetowej. Przedsiębiorca musi wyraźnie oznajmić wolę wejścia w stosunki handlowe z klientami z innych państw (wyrok z 7 grudnia 2010 r. w połączonych sprawach C-585/08 i C-144/09).

Wyrok wydano w sprawach dotyczących sporów między niezadowolonymi konsumentami z przedsiębiorcami, w których zaistniał spór co do tego kiedy ewentualny proces może toczyć się przed sądem właściwym miejscowo ze względu na państwo zamieszkania konsumenta.
A ściśle: w sprawie C-585/08 pewien mieszkaniec Austrii pozwał przed austriacki sąd niemieckiego pośrednika sprzedającego dalekomorskie podróże frachtowcami, zaś w sprawie C-144/09 dla odmiany klient z Niemiec został pozwany przed austriackim sądem przez Austriacki hotel.
Z przepisów o ochronie konsumentów wynika bowiem, że sprawy przeciwko konsumentom -- o ile przedsiębiorca kieruje ofertę do państwa konsumenta -- mogą być kierowane wyłącznie przed sądy miejsca zamieszkania konsumenta, zaś konsument ma wybór i może pozwać przedsiębiorcę albo przed "swoim" sądem, albo przed sądem miejsca wykonania świadczenia (art. 15-16 rozporządzenia WE 44/2001 z 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych).

Obie sprawy trafiły do austriackiego Sądu Najwyższego, który powziął wątpliwość, czy jeśli nawet przedsiębiorca oferuje swoje usługi przez internet (jakby na to nie patrzeć normalna dziś sprawa), może to być interpretowane jako zamiar kierowania usług do klientów z jakiegoś konkretnego (innego) państwa.

Zdaniem Trybunału kwestia oferowania usług na rynki państw trzecich jest prosta w przypadku reklamowania usług na tamtych rynkach, czy to w prasie i radiu, czy też sprzedaży realizowanej poprzez akwizytorów.
Co innego jednak, jeśli przedsiębiorca po prostu prowadzi sprzedaż i reklamę przez internet, ponieważ siłą rzeczy taki przekaz kierowany jest na cały świat, niezależnie od tego, czy zamiarem przedsiębiorcy jest prowadzenie sprzedaży także poza swoim krajem. Nie oznacza to jednak, że dostępność strony internetowej na całym świecie może być rozumiana jako zamiar kierowania sprzedaży do całego świata, a to dlatego, że istnienie takiej strony nie może być automatycznie rozumiane jako "kierowanie oferty".

Dopiero po wykazaniu, iż istnieją oznaki, iż zamiarem przedsiębiorcy było skierowanie sprzedaży do innych państw, można rozważać możliwość zastosowania art. 15-16 rozporządzenia nr 44/2001 -- aczkolwiek oznaką taką nie może być na przykład podanie numerów telefonów bez zastosowania międzynarodowego formatu[1] albo wyraźne wskazanie adresu przedsiębiorcy, choćby dlatego, że udostępnienie tych informacji jest często ustawowym obowiązkiem przedsiębiorców świadczących usługi. Mogą być to natomiast -- i tu już posłużę się cytatem z wyroku Trybunału:

Następujące elementy, których lista nie jest wyczerpująca, mogą stanowić oznaki pozwalające na uznanie, że działalność przedsiębiorcy jest kierowana do państwa członkowskiego, w którym konsument ma miejsce zamieszkania, a mianowicie międzynarodowy charakter działalności, podanie tras z jednego lub kilku państw członkowskich do miejsca, gdzie przedsiębiorca ma siedzibę, użycie języka lub waluty innych niż używane zwyczajowo w państwie członkowskim, w którym przedsiębiorca ma siedzibę, z możliwością rezerwacji i potwierdzenia rezerwacji w tym innym języku, podanie numerów telefonicznych z międzynarodowym numerem kierunkowym, zaangażowanie środków w usługę odsyłania w Internecie u operatora wyszukiwarki w celu ułatwienia konsumentom zamieszkałym w różnych państwach członkowskich dostępu do strony przedsiębiorcy lub pośrednika, używanie domeny pierwszego poziomu innej niż domena państwa członkowskiego, w którym przedsiębiorca ma siedzibę, oraz wzmianka o międzynarodowej klienteli złożonej z klientów zamieszkałych w różnych państwach członkowskich.

Tak sobie pomyślałem, że warto parę zdań skrobnąć, bo zwłaszcza w korespondencji startutopistów planujących rozwój na wszystkie rynki pojawia się wiele pytań i wątpliwości dotyczących tego, że internet zasadniczo dolatuje na cały świat.

 

[1] prawdę mówiąc nie wiem dlaczego sędziowie aż tak bardzo przywiązali się do tego międzynarodowego prefiksu w numerze telefonu czy też wyboru domeny. Moim zdaniem magiczny plusik i jakieś "48" przed numerem telefonu czy "dziwna" domena internetowa też jeszcze nic nie wskazuje -- to pierwsze może być skutkiem "bajeru", a wybór "dziwnej" domeny albo efektem braku podobnych w zasobie "mniej dziwnym", albo też chęcią zastosowania swoistego tricka.

Komentarze (3)
7 z tygodnia (IV)
 Oceń wpis
   

Lisa Murkowski

  • Amerykański system wyborczy jest fascynujący: nie dość, że kandydować może każdy, nawet bez formalnej rejestracji i zbierania jakichkolwiek podpisów -- po prostu wystarczy przekonać wyborców, by dopisali nazwisko na liście do głosowania (write-in) -- to w dodatku: to działa! W ten sposób walczyć o mandat senatorski z Alaski zdecydowała się Lisa Murkowski, obecna senatorka, której Republikanie odmówili poparcia w ramach prawyborów.
    Murkowski dostała 41% głosów (oficjalny kandydat GOP zaledwie 35%), jednak nie wiadomo czy obroni fotel na Kapitolu -- a to dlatego, że będzie się liczyło w jaki sposób wyborcy napisali jej nazwisko;
  • fajnie też jest we Francji, gdzie ministerki noszą drogocenną biżuterię, tak też dają się fotografować przez fotoreporterów -- ale już przymilna prasa skwapliwie usuwa klejnoty, by nie drażnić czytelników (i wyborców).
    To się nazywa magia fotoszopa...
  • co zrobić, żeby budowane stadiony zachwycały tak bardzo jak -- zachwycać nie chcą? Przyszłość gigabudowli stworzonych na miarę gierkowskiej epoki propagandy sukcesu zainteresowały nawet Edwina Bendyka, który wspomina o tym, co dzieje się z infrastrukturą w pół roku po zorganizowanych w RPA mistrzostwach świata (polecam też wpis poświęcony Pekinowi).
    Oczywiście to tylko krakanie czarnowidzących niedowiarków, bo przecież skoro dyrektor firmy zarządzającej stadionem na wrocławskich Maślicach mówi, że będzie dobrze, to -- oczywiście, że będzie.
    Mnie, z perspektywy Wrocławia, szkoda jest oczywiście, że władze miasta nie zdecydowały się na coś takiego jak Centrum Nauki Kopernik, ale cóż -- każdy ma swoje priorytety;
  • kolega był w Grecji, mówi, że to co zostało po igrzyskach z 2004 r. też słabo wygląda (im się nawet nie chce tego rozebrać).
    W tej samej Grecji, gdzie lewaccy terroryści wrócili do dawnego obyczaju podsyłania komu popadnie bomb, mnie zaś -- w kontekście wiadomej hecy z turbanami -- jaka szkoda, że te bomby nie noszą turbanów...
  • wśród listeli od P.T. Czytelników nadal znajduję sporo pytań o żądania pewnego producenta map. Wśród różnych rad, których chętnie udzielę (np. "najprościej korzystać z innych dostawców") pojawiła się i ta: przeczytajcie co o tym mają do przeczytania Jarosław Konecko i Jakub Kubalski (Jak korzystać z map, by nie znaleźć się w lesie?)
  • i jeszcze jedna ciekawostka zza oceanu: swego czasu sensacją było przejęcie TechCrunch przez AOL, dziś może nią być zamiar pozwania Arringtona przez innego internetowego "celebrytę" -- Jasona Calacanisa.
    Calacanis, który był współtwórcą konferencji TechCrunch50 (i wspólnikiem w organizująceją spółce 20 LLC) uważa, że został oszukany przez Arringtona, który miał po trupach dążyć do transakcji z AOL, przeto teraz żąda swojej działki;
  • i na zakończenie crème de la crème: mam wrażenie, że wprawdzie prokuratura troszkę nie daje sobie rady ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale wyśmienicie rekompensuje to sobie nieustannym badaniem nieustannych przecieków. Najpierw baty zebrał minister Kwiatkowski, któremu dali posłuchać nagrań z kokpitu Tupolewa, a że uczynił to w świetle reflektorów -- i bez zgody prokuratora -- prokuratura już bada czy nie popełnił przez to przestępstwa.
    Parę dni później tygodnik "Wprost" (skądinąd naczelniactwo Lisa przysłużyło się temu pismu -- wcześniej naprawdę nie mogłem tego wziąć do ręki, a teraz jest całkiem-całkiem) opublikował obszerne informacje z akt sprawy -- a już zaczyna się kolejne postępowanie w sprawie przecieku (łącznie jest już ich siedem -- tylko w odniesieniu do ujawnienia informacji z akt sprawy).
    (I na zakończenie link do kiosku, gdzie możecie kupić "Politykę", w której polecam interesujący tekst Piotra Pytlakowskiego o wszechobecnych tajemnicach państwowych, służbowych i zawodowych, którymi jesteśmy opleceni dokładniej chyba, niż za Układu Warszawskiego -- "Gęba na kłódkę", P 45/10).

 

PS na zdjęciu Lisa Murkowski we wstępnej fazie kampanii, fot. Travis S. via Flickr (CC-BY-NC).

Komentarze (14)
Rażące błędy w serwisie Listonic.Orange.pl
 Oceń wpis
   

Na administratorze zbierającym dane osobowe spoczywa m.in. obowiązek poinformowania tej osoby o swojej nazwie i siedzibie (tu mała skucha: stosowny przepis ustawy mówi "o adresie siedziby"), celu zbierania danych, prawie dostępu do danych i ich poprawiania oraz dobrowolności podania danych lub podstawie prawnej obowiązku ich podania (art. 24 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych).
Ponadto w myśl art. 7 pkt 5 ustawy zgoda na przetwarzanie danych osobowych powinna być wyrażona wprost (nie może wynikać z innego oświadczenia woli), zarazem swoim zakresem musi obejmować treść owego art. 24 ust. 1.

Słowem: administrator może przetwarzać prawie dowolne dane osobowe, pod warunkiem jednak, że prawidłowo poinformuje mnie o tym: kto będzie je przetwarzał, kto może mieć dostęp do tych danych, jaki jest cel zbierania danych, a także o tym, że zawsze mogę poprawić lub zażądać usunięcia moich danych ze zbioru.

Podobne zasady obowiązują w przypadku zamiaru kierowania do zainteresowanych osób informacji handlowych za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. Nie będę się o tym dłużej rozwodził -- jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami, kliknie sobie tu i poczyta.

Coś mnie tknęło, żeby zajrzeć do serwisu listonic.orange.pl (który jest chyba kopią macierzystego serwisu listonic.pl). No i jak zajrzałem, to mi oczywiście od razu włosy dęba na głowie stanęły.

listonic orange.pl dane osobowe

Ogólnie rzecz ujmując ten formularz to jest niezła porażka. Ma być informacja o administratorze danych? Jest odesłanie do regulaminu. Ma być wiadomo jaki jest cel zbierania danych? A sprawdź w regulaminie. Chcesz mieć możliwość poprawienia danych? No może -- jeśli znajdziesz coś o tym w regulaminie. Czy podanie danych jest obowiązkowe? -- A sprawdziłeś co o tym mówi regulamin? No i na zakończenie (bo to nieważne przecież) -- będziemy też Ci coś wysyłać, co oczywiście wynika z tego, że zaakceptowałeś nasze warunki przetwarzania twoich danych osobowych.
(Co ciekawe: wesoła formułka na szarym polu "prawnicy zmusili nas..." (nb. widziałem coś podobnego na jakimś anglojęzycznych internetach) pojawia się dopiero po kliku -- który zresztą można sobie rzecz jasna darować, i tak nie ma tam niczego konkretnego.)

Z ciekawości kliknąłem w ten ich cały regulamin i -- tam też jest nieźle ;-)
Najprostsza sprawa: "podanie danych osobowych przez Użytkowników jest dobrowolne za wyjątkiem adresu e mail wykorzystywanego zgodnie z punktem 21 Regulaminu" (ust. 17 regulaminu Listonic) -- art. 24 ust. 1 pkt mówi o "podstawie prawnej" takiego obowiązku... więc u licha jakaż to ustawa nakazuje podanie adresu email? Może art. 18 ust. 1 pkt 6 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną? No dobrze, tam jest napisane "usługodawca może przetwarzać", a nie "usługobiorca musi przekazać..."...?

Jedziemy dalej. Obowiązkiem administratora jest wyraźne wskazanie jakie dane i do kogo powędrują. No to znów czytamy ust. 17 regulaminu, zgodnie z którym "Administrator nie udostępnia danych osobowych podmiotom trzecim poza przypadkami określonym przepisami obowiązującego prawa, bądź niniejszego Regulaminu oraz za zgodą Użytkownika w tym zgodą udzieloną w trakcie procesu rejestracji" (na marginesie: zdanie to jest powtórzone, aczkolwiek niedokładnie, w ust. 17(1), jednak już zdanie później -- w tymże samym ust. 17(1) stoi, że jednak nie, że serwis nie udostępnia danych dostawcom, bo "administrator jedynie umożliwia utrwalenie danych przez Użytkownika na serwerze Listonic oraz udostępnia narzędzia komunikacji elektronicznej pozwalające Użytkownikowi na przekazanie tych danych (...) dostawcy (...) Wyłącznie od decyzji Użytkownika zależy jaka będzie treść wiadomości zawierającej dane osobowe Użytkownika oraz komu Użytkownik udostępni te dane, oraz czy Użytkownik jakiekolwiek dane udostępni."

Czy dysponując tymi informacjami jesteśmy w stanie -- my, zwykły użytkownik -- ocenić komu w końcu Listonic serwuje nasze dane (do czego prawo sobie zastrzega, aby chwilę później w sumie sobie zaprzeczyć)?

I jeszcze jedna ciekawostka: jesteś zainteresowany poprawieniem lub zmianą danych osobowych i zastanawiasz się w jaki sposób możesz tego dokonać? Nic prostszego -- należy zajrzeć do regulaminu, ust. 33 ukryty w rozdziale pt. ... "Zakończenie świadczenia Usług" (sic! -- w "Ochrona Danych Osobowych..." nie starczyło miejsca...), aby doczytać...

Tyle o danych osobowych w serwisie Listonic.Orange.pl, czas przejść do (niektórych) klauzul niedozwolonych:

  • jeśli użytkownik nie będzie się logował w serwisie przez 180 dni, usługodawca może -- bez uprzedzenia, bez wezwania, ba: bez poinformowania użytkownika nawet -- usunąć jego konto (ust. 29 regulaminu). W ocenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów -- podtrzymanym orzecznictwem SOKiK -- stanowi to klauzulę abuzywną określoną art. 385(3) pkt 15 kodeksu cywilnego (uprawnienie do wypowiedzenia umowy bez ważnej przyczyny i stosownego terminu wypowiedzenia);
  • mało tego: jeśli Listonic postanowi zmienić regulamin, to -- zmieni -- i już! a zmiany będą obowiązywać od momentu ich wprowadzenia (ust. 35). Warto w tym miejscu wskazać, że zarówno UOKiK jak i Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów są zgodne, iż postanowienie takie stanowi naruszenie art. 385(3) pkt 10 kc (czyli zastrzeżenie uprawnienia do jednostronnej zmiany umowy bez ważnej przyczyny);
  • mało tego (to najlepszy kwiatek): zgodnie z ust. 36 regulaminu "Administrator Listonic zastrzega sobie prawo do ostatecznej interpretacji Regulaminu", jednakże już art. 385(3) pkt 9 kodeksu cywilnego wyraźnie mówi, iż klauzulą abuzywną jest zastrzeżenie uprawnienia do dokonywania wiążącej wykładni umowy na rzecz kontrahenta konsumenta.

(Więcej o klauzulach niedozwolonych w regulaminach serwisów świadczących usługi elektroniczne można poczytać w serwisie ITlaw.pl).

Reasumując: warto się dwa (albo i trzy) razy zastanowić, zanim zdecydujecie się korzystać z usług serwisu Listonic.Orange.pl. Takie jest moje zdanie. Mogę je zmienić, jeśli Listonic zmieni zasady przetwarzania danych osobowych użytkowników oraz regulamin świadczenia usług.

Komentarze (16)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]