Debile z sądów gówno wiedzą o wolności słowa
 Oceń wpis
   

Sporo  P.T. Czytelników -- którzy zwykle kibicują mi w moich teoretycznych elukubracjach dotyczących wolności słowa -- nie podziela mojego praktycznego poglądu o wyrokach w procesach o ochronę dóbr osobistych, jakie wydawcy medialni wytoczyli profesorce Środzie ("ubecki program") i poecie Rymkiewiczowi ("duchowi spadkobiercy KPP").

Mógłbym zatem napisać teraz kolejny tekst o wolności ostrego słowa, o tym, że właśnie od ograniczania "niekulturalnych" wypowiedzi i "inwektyw" z "rynsztoka" oraz przypominania, że "zwykłe chamstwo kosztuje" zwykle się zaczyna -- ale tym razem pozwolę sobie posiłkować się garścią cytatem i konkluzją z dzisiejszego komentarza Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pod którym oburącz mógłbym się podpisać (autorem jest dr Ireneusz C. Kamiński, polecam lekturę całego niedługiego tekstu):

Wypowiedź Rymkiewicza trudno nazwać elegancką. Elegancja nie jest jednak tym kryterium, które w prawniczych kategoriach rozstrzyga, czy doszło do przekroczenia granic wolności wypowiedzi, uprawniając do użycia sankcji prawnych. W debacie politycznej i wokół ważnych publicznie kwestii (a taki charakter miał „spór o krzyż”) winny być prawnie tolerowane i mocne sformułowania, czego nie należy utożsamiać z przyzwalającą pozaprawną oceną. Sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazywali więc na swoją „nieprawniczą” dezaprobatę dla użytych w krytyce słów, równocześnie orzekając, że niewielkie sankcje wymierzone przez sądy krajowe naruszały chroniący swobodę wypowiedzi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Tak było przykładowo w sprawach, gdy podczas krytyki pod adresem adwersarzy padały takie słowa jak idiota (Obeschlick przeciwko Austrii, nr 2), bufon i prostak (Lopes Gomes da Silva przeciwko Portugalii), czy polityczny inwalida (Pakdemirli przeciwkoTurcji).

Tymczasem -- jak przypominają Helsińczycy -- dwa dni przed tym jak warszawski sąd odmówił Rymkiewiczowi prawa do prowadzenia fundamentalnej polemiki z Agorą, Trybunał orzekł w sprawie węgierskiego dziennikarza, który napisał o wyrobach pewnego producenta win (tłumaczenie moje i luźne, lecz za stroną Trybunału, Uj p-ko Węgrom, sprawa nr 23954/10): 

W dziewięciu na dziesięć przypadkach produkty T.Zrt, dostępne w cenie poniżej 1000 forintów za butelkę, przedstawiciela rejonu, który słynie z doskonałego wina, przyprawiają mnie o płacz. Nie tylko ze względu na smak -- mimo że sam łatwo mógłby powodować rzewne łzy: produkcja kwaśna, tępa i zbyt utlenione, złej jakości składniki pochodzące z wszelkiego rodzaju resztek, szara pleśń plus odrobina cukru z Szerencs, przechowywane w stęchłych beczkach... setki tysięcy Węgrów pije to gówno z dumą, nawet oddaniem... Nasz cierpiący naród kształtowany jest by pić to i przepłacać za to tylko dlatego, że mowa jest o państwowym przedsiębiorstwie. Wyjaśnia się nam to bardzo dokładnie, z użyciem maksymalnie kretyńskiej demagogii z lewa i z prawa, że to jest nasz skarb narodowy i tak to ma wyglądać, za nas wszystkich pieniądze, i to jest bardzo, bardzo dobre, a my nawet mamy być z tego zadowoleni i zachować przyjemny wyraz twarzy. Tak właśnie mieszkańcy tego kraju są poniżani przez skunksiarski reżim -- półlitrówką alkoholowego napoju.

Przyznasz, P.T. Czytelniku, że to wypowiedź skandaliczna, obraźliwa i niekulturalna, pełna inwektyw -- po prostu chamska.

Tak samo potraktował ją najpierw producent szajsowatego wina, a następnie madziarski sąd (Polak-Węgier dwa bratanki?), uznając żurnalistę winnym zniesławienia: bo dziennikarz wyszedł poza granice dopuszczalnej krytyki, bo została zagrożona reputacja producenta wina. W apelacji lekko zmieniono kwalifikację -- sąd doszedł do przekonania, że nie jest to zniesławienie, lecz pomówienie -- zaś szczególnie obraźliwe było użycie słowa "gówno" w ocenie wina (ciekawe czy kazali p. Uj przedstawić dowód na tę okoliczność?)

Niestety -- dla naddunajskich i nadwiślańskich sądów -- orzekającym nad rzeką Ill zmienia się perspektywa: zdaniem ETPCz ściganie dziennikarza za naruszenie reputacji komercyjnej przedsiębiorstwa jest niedopuszczalne: przedsiębiorstwo -- w przeciwieństwie do osoby fizycznej, której przysługuje ochrona godności -- może mieć tylko komercyjne interesy, te zaś pozbawione są moralnego wymiaru.

I stąd wyroki uznające węgierskiego dziennikarza winnym pomówienia zostały uznane za naruszające art. 10 Konwencji -- i podobnie może być, jak konkluduje dr Kamiński, także w sprawie Jarosława Marka Rymkiewicza.

Moja konkluzja: debile z sądów gówno wiedzą o wolności słowa. Ot co.

Komentarze (20)
Zakaz używania lustrzanek na (kuwejckich) ulicach
 Oceń wpis
   

BBC

Absurdalna ciekawostka, tym razem nie z Polski: władze Kuwejtu zakazały używania w miejscach publicznych, na ulicach i w centrach handlowych... cyfrowych aparatów lustrzanych (DSLR). Odtąd lustrzanki będą dozwolone wyłącznie w rękach profesjonalnych, prasowych fotografów.

Problem polega na tym -- o ile dobrze rozumiem dość lakoniczny tekst opublikowany w "Kuwait Times" -- że widok "dużego czarnego" aparatu w rękach różnych osób mógł powodować wśród przechodniów pewnego rodzaju dyskomfort (a więc wraca temat, o którym pisałem w tekstach Fotografowanie a prawo do prywatności (sprawa J.K. Rowling) czy Wraca temat zakazu fotografowania (a prawo do prywatności). Zakaz nie dotyczy posługiwania się wyposażonymi przecież w moduły fotograficzne komórkami, kompaktami ani też -- jak sądzę -- coraz popularniejszymi aparatami bezlusterkowymi.
Aparaty lustrzane nadal będą w Kuwejcie dozwolone, jednak w pełni legalne będzie ich używanie dla fotografowania robaczków lub krajobrazów ;-)

Prawa do prywatności postronnych osób ignorować się nie da, stąd z jednej strony rozumiem uwagi, że przecież czy to komórką, czy mniejszym aparatem można osiągnąć taki sam efekt; z drugiej strony jak sądzę rządowi Kuwejtu chodzi raczej tylko o tzw. "odczucie społeczne" -- przekonuje mnie do tego zdanie "przechodnie mogą się zastanawiać czy aparat nie jest aby używany w złych celach"...
Oczywiście "zły cel" można osiągnąć każdym aparatem, a jeszcze prędzej rewolwerem; z drugiej strony przecież każdy powinien mieć możliwość samodzielnej oceny, co uważa za naruszenie jego prywatności -- i nikt, zwłaszcza władze -- nie powinien go w tej (swobodnej) ocenie wyręczać.

Słowo komentarza osobistego: używałem lustrzanek od 22 lat -- aż do lata tego roku, kiedy pozbyłem się (odsprzedałem) -- chyba podejrzewając podobne kroki i w naszym pięknym kraju -- ostatnią z nich. Stąd zaprezentowane powyżej zdjęcie zostało wykonane aparatem, z którym mógłbym już swobodnie pojawić się na kuwejckich ulicach. Czego sobie i Państwu życzę.

PS polecam też ciekawy tekst w temacie na blogu Jacka Sierpińskiego.

Komentarze (9)
7 z tygodnia (VI)
 Oceń wpis
   
  • Dawno dawno temu (w czasach zdecydowanie przedinternetowych), wcale nie za siedmioma górami i wcale nie za siedmioma morzami, żył ponoć pewien minister od kultury, któremu podobno zdarzyło się zażądać od współpracowników umówienia go z pewnym malarzem. Niefart był tego rodzaju, że malarz ten miał już wówczas od lat być nieżyjącym...
    Wiele, wiele lat później jedna z gazet, która pisała o próbie wskrzeszenia malarza (prawdą jest, że tekst "chodzi" już jako klasyczna anegdota) musi ex-ministra przeprosić i zapłacić mu 5 tys. zadośćuczynienia...
  • jeśli czegoś nie wiesz, to nie musisz mówić, nawet jeśli jesteś wielkim serwisem internetowym. Taka konkluzja płynie z wyroku wydanego parę dni temu przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu (sygn. akt I ACa 1129/10) w sprawie prowadzonej przez P.T. Kolegów na co dzień stanowiących ekipę bloga "Co w prawie piszczy". Warto przeczytać omówkę orzeczenia bardzo dokładnie; a w dużym skrócie można powiedzieć, że chodzi o to, że nawet jeśli w internetach piszą o nas źle (i anonimowo), to nie oznacza, że odpowiedzialność za to ponosić będzie serwis udostępniający miejsce na tę pisaninę;
  • a teraz coś z całkiem innej beczki: cytowanie prywatnej korespondencji przez prasę, zwłaszcza jeśli dotyczy stanu zdrowia osoby, stanowi bezprawne naruszenie jej dóbr osobistych. To raczej oczywista oczywistość -- tym razem jednak padło na pewien fajny i ogólnie renomowany tygodnik (a orzekał Sąd Najwyższy, sygn. I CSK 664/09);
  • 26 listopada pierwsza rozprawa o prawo do turbanu, a tu paranoi granicznej ciąg dalszy: jeśli Amerykanin jedzie do Kanady, na granicy mogą mu zrobić gruntowne przeszukanie auta, na co jego właściciel nawet nie może popatrzeć -- musi sobie pójść na stronę, zdając pogranicznikom na ten czas nawet swój telefon (!).
    To jeszcze nie wszystko. Jeśli się komuś nie podobają nowe zasady bezpieczeństwa na lotniskach, to nie ma "nie chcę, dziękuję". Jak się okazuje obywatel USA przystępujący do kontroli granicznej nie może się z niej wycofać, nawet jeśli nie zgadza się na rodzaj przedsięwziętych wobec niego czynności. Tymczasem obejmują one nie tylko przeglądanie zawartości laptopów, komórek i czego tam jeszcze można sobie wyobrazić, ale i -- tak, tak -- stosowanie "rozbierających" skanerów potrafiących zajrzeć pod odzież, a nawet... regulaminowe obmacywanie krocza.
    Czy tylko mnie się wydaje, że ten świat robi się coraz bardziej totalitarny?
  • (już po 22, mogę pisać) paranoja przedwyborcza: szefowa sztabu obecnego prezydenta Gorzowa zleciła prywatnemu detektywowi inwigilację kandydatów na radnych z konkurencyjnych klubów. Chciała w ten sposób sprawdzić gdzie faktycznie mieszkają radni -- czy aby nie wyprowadzili się oni poza miasto, co uniemożliwiłoby im ubieganie się o mandat rajcy;
  • w Świebodzinie wreszcie poświęcono figurę Chrystusa Króla. Jak ktoś jeszcze nie wierzy, niech zobaczy ten dowód na jego istnienie.
    Jak to szło? "Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo (...)"
  • zauważyliście, że dziś w moim tekście nie padła żadna nazwa, nazwisko, cokolwiek prócz nazw urzędów lub miejscowości? To mój własny protest przeciwko ciszy wyborczej -- która jest strasznie głupia. Głupsza od ciszy jest chyba tylko sama kampania pustosłowia i pojedynku na miny rozgrywającego się na plakatach.
    Czyżby zatem tylko cisza ratowała nas przed dodatkowymi 2 dniami głupoty?
Komentarze (2)
W punktach o zakazie palenia
 Oceń wpis
   

zakaz palenia papierosówW sprawie nowego jeszcze lepszego zakazu palenia dostałem parę listeli od P.T. Czytelników domagających się komentarza. Oto i (krótki, punktowany) wywód z mojej strony:

  • co do zasady akceptuję zakazy i nakazy, które mają na celu ochronę bezpieczeństwa i warunków życia innych osób. Stąd np. mój aplauz wobec przepisów wymierzonych w drobnych piratów parkingowych lub szmaciarzy naściennych -- oraz brak akceptacji wobec obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa czy też zakazu spożywania dopalaczy;
  • stąd na zakaz palenia w miejscach publicznych nie patrzę wyłącznie przez pryzmat "a bo znów zakazują tego i owego". Smród faktycznie jest w stanie zatruć życie innym ludziom -- i tu zgadzam się z Wojtkiem Orlińskim: "Do nikotyny nic osobiście nie mam, se pan ją wstrzykuj, żuj, inhaluj, wcieraj, aplikuj doodbytniczo czy w jakikolwiek inny sposób, nie związany z zasmradzaniem otoczenia. (...) wolność od smrodu stanowi istotny element jakości życia. Stąd rozmaite regulacje prawne, ograniczające smród wydobywający się z kominów, instalacji przemysłowych, rur wydechowych - i papierosów";
  • toteż nie wydaje mi się, iżby zakaz ten był jakoś specjalnie niezgodny z dogmatem liberalnym (tak jak jest z nim niezgodny zakaz wstrzykiwania sobie narkotyków i nie jest niezgodny zakaz podawania tych narkotyków dzieciom). Wydaje mi się, że nic prostszego jak wymyślić nieśmierdzące i nietrujące (na zewnątrz) papierosy, a zakaz będzie można swobodnie znieść;
  • gorzej gdyby się okazało, że faktycznie ustawa idzie dalej, niż nakazuje zdrowy rozsądek (a mogła iść jeszcze dalej: okazuje się, że w fazie prac legislacyjnych rozważano możliwość... zakazu palenia w prywatnych autach...). Posłowie SLD myślą o zaskarżeniu zakazu palenia papierosów do Trybunału Konstytucyjnego, bo tylko "nakazuje i zakazuje" (© Grzegorz Napieralski -- który się obruszył, że są w Polsce takie ustawy...) -- akurat nie wydaje mi się, by był to dobre uzasadnienie wniosku;
  • szczerze boli mnie jednak absurdalność części przyjętych rozwiązań (na niektóre lapsusy uwagę zwraca kol. Mateusz Wilczyński): na przystankach w sumie nie wolno palić od dawna, ale ze świeczką szukać palacza, który by się tym przejmował, bzdurą jest obowiązek wywieszania wszędzie tabliczek przypominających o zakazie (mam wrażenie, że musimy je powiesić także u nas w biurze (sic!) -- choć chyba nikomu nie przyszłoby do głowy zapalić choćby w obrębie całego pięknego "Grunwaldzki Center"); zaś co to są "inne pomieszczenia dostępne do użytku publicznego" w ogóle nie podejmuję się zgadywać;
  • największym jednak absurdem jest rzecz jasna to, kto może zapłacić 500-złotową karę za palenie -- oraz samo ściganie sprawców wykroczeń. Niby mandat może wlepić policjant albo strasznik miejski (ale ten ostatni naprawdę na niby, bo "jeszcze nie ma przepisów"), ale -- jak przyznał w Tok FM sympatyk zakazu z jakiejś koalicji przeciwko tytoniowi -- epiej będzie od razu wzywać policję...
    ...no to ja widzę jak dzwonię na 997, bo siedzę w knajpie i gość obok mnie pali papierosa mimo zakazu, a obsługa lokalu nie reaguje -- i za pięć minut przyjeżdża patrol na interwencję. Skoro policji niewiele się chce (nawet jeśli sprawcę mają podanego na tacy -- nowych P.T. Czytelników zachęcam do kliknięcia w 3 ostatnie linki), to na pewno nie będzie się chciało zasuwać do każdego tego rodzaju szczerze banalnego zgłoszenia -- co oznacza, że już mamy problem, bo policja nie da rady, więc sprawca czuje się bezkarny i w ten sposób nakręca się spirala bezkarności (podobnie jak z prymitywem, który parę dni temu załatwiał się u mnie pod blokiem, na beton, a na moje pytanie czy mam teraz poprosić mojego psa, by osikał jego nogi, odparł mi "a co, miałem się zlać w samochodzie?" -- to trzeba pieluszki wozić, kolego... -- tak się właśnie kończy przyzwolenie na takie chamstwo);
  • lepiej -- nie mówię, że dobrze, ale na pewno lepiej -- rozwiązali to na przykład w takiej Italii (podobnie zakazy wprowadzono tam 2-3 lata temu): tam odpowiedzialnym za niepalenie gości w lokalu gastronomicznym jest jego właściciel, więc na widok papierosa nie odwracają oni wzroku, lecz od razu pędzą i każą gasić -- albo gościa wypraszają. (Nb. dokładnie w tych samych dniach Włosi poszli dalej niż my: odtąd obowiązkowym wyposażeniem knajp mają być... alkomaty... -- co zabawniejsze nikt nie będzie miał obowiązku z nich korzystać (ani nawet barman nie będzie musiał przypominać o ich istnieniu) -- po prostu ma być...
Komentarze (25)
Jesteśmy kastą niewolników płacących na przywileje wybrańców
 Oceń wpis
   

ZUSProszę bardzo: każdy z nas średnio dopłaca do emerytur grup uprzywilejowanych tysiąc złotych rocznie. Wszystko dlatego, że system sprawiedliwości społecznej polega na tym, że żeby jakiś górnik, policjant, rolnik, nauczyciel albo kolejarz mógł spokojnie czekać wcześniejszej i gwarantowanej emerytury -- i protestować, jeśli mówi się o uszczupleniu jego przywilejów -- płaci wielkomiejski biedak, często ledwie przekraczający ustawową minimalną wysokość wynagrodzenia.

Nic to, że zdaniem Trybunału Konstytucyjnego dotychczasowe zasady finansowania KRUS są niezgodne z ustawą zasadniczą. Politycy PSL już wiedzą, że wyrok jest polityczny, premier mówi, że KRUS nie będzie zlikwidowany (przypomnijmy, że niegdyś odważny program tej partii zakładał właśnie m.in. likwidację przywilejów różnych grup zawodowych) -- a ministerka Fedak będzie bronić tego chaosu, bo "na reformę nas nie stać".

Niestety, nic się w Polsce nie zmieni, dopóki politycy będą traktować nas wszystkich jak niewolników (tyle, że niewolników różnych kategorii). Tylko w ustroju niewolniczym albo feudalnym pan i właściciel może decydować: jak długo niewolnik ma pracować i ile z tego, co zarobi, zostanie mu zabrane przez władzę, a ile łaskawie się poddanemu zostawi, żeby nie zdechł.
Co gorsza przeciętny Polak-wyborca chętnie wpisuje się w ten układ. Zamiast domagać się wolnego wyboru i odpowiedzialności za swój wybór -- prawa do samodzielnej decyzji ile płacić składki i komu oraz kiedy rzucić pracę i przejść na upragnioną emeryturę -- Polak żąda utrzymania (albo ograniczenia cięć) przywilejów, ewentualnie jako wyborca głosuje na partię, która obieca mu takie czy inne zasady systemu emerytalnego (wyborca "liberalny" głosuje zaś na partię "liberalną" -- czyli taką, która obieca mu cięcia w systemie).

Nikt (prawie -- ja mówię) nie mówi o tym, żeby dać ludziom pełną swobodę decydowania o sobie i swojej przyszłości. Chcesz odkładać na emeryturę? Odkładaj, choćby i w OFE, albo kupując złote pierścionki. Zmęczyła cię praca? A rzuć ją, choćby po 15 latach pracy i żyj z tego co odłożyłeś, dopóki ci starczy. Twoje życie, twój wybór.dopłaty podatników do emerytur grup uprzywilejowanych

Nie, demokratyczna władza w demokratycznym państwie będzie cię prowadzić za rękę, od urodzin, przez szkołę (przymusową, najchętniej państwową, a na pewno z programem ustalanym przez urzędników), ustali warunki pracy i płacy (czasem nawet ponegocjuje na ten temat -- z pracodawcą w Krynicy albo z pracownikiem, na ulicy), czasem wzuje na siłę kamasze (to ostatnio u nas odpuścili). A później łaskawie pozwoli cieszyć się starością -- tj. jeśli politycy łaskawie pozwolą -- przy czym nie tyko podejmując pracę, ale i później tak naprawdę nie możesz mieć najmniejszej pewności choćby co do zasad wypłacania emerytury, bo przecież nawet to podlega nieustannym fochom ministerki Fedak i jej kamratów.

Taki system rzecz jasna wymaga nieustannego oliwienia podaniczym groszem. Stąd nie ma się co dziwić, że "dopłaty do emerytur to nie tylko 15,5 mld złotych rocznie dotacji do KRUS. Prawie 21 mld zł z naszych podatków idzie co roku na wypłaty dla innych uprzywilejowanych grup", co przekłada się na bardziej wymowną prawidłowość: "Przeciętny Polak opłacający składki ZUS liczyć może na starość na 1766,1 zł. Pozostali uprzywilejowani dostaną wypłaty zdecydowanie wyższe od krajowej średniej - w przypadku żołnierzy średnie świadczenie to 2,7 tysiąca złotych brutto, a w przypadku policji prawie 2,9 tysiąca. Górnik dostaje pół tysiąca więcej, a sędzia aż 6,5 tysiąca złotych".

W sumie najlepiej załapać się, żyć, nie umierać.

Komentarze (28)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D