2007-04-12 13:31
Jakby Polska Telefonia Cyfrowa Sp. z o.o. miała za mało problemów z samookreśleniem swej tożsamości, zawsze można liczyć na to, że sama wymyślili sobie następny problem. Tym razem poszło o zmianę treści regulaminu świadczenia usług w sieci Era.
Zmianę, która uprawnia abonentów do rozwiązania umowy bez ponoszenia dotkliwych zwykle konsekwencji (art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego) - i czego korporacja nie chce zrozumieć.
O zmianie regulaminu zrobiło się głośno, chyba głównie dlatego, że gratka ta zbiegła się z wejściem na rynek czwartego gracza: rzadki to przypadek kiedy firma daje sposobność do łatwego rozstania się z nią dokładnie wtedy gdy pokusa jest największa. Jakieś naście tysięcy abonentów rzuciło się na pocztę i do salonów tylko w jednym celu - złożyć stosowne oświadczenie.
I teraz - jak na moje oko marketingowca-amatora - PTC zrobiła głupotę największą. Zamiast sprawie łeb ukręcić, pozwolić, żeby fala przeszła, może nawet podbić stawką jakąś ciekawą promocją w rodzaju "200 minut za 2 złote dla wszystkich" - Era poszła na wojnę. Pojawiły się oświadczenia, groźby kierowania spraw do sądu przeciwko krnąbrnym abonentom, aż musiał interweniować Urząd Komunikacji Elektronicznej.
W sprawie zrobił się - możemy chyba mówić wprost - niezły smród, skoro niektóre serwisy internetowe zaczęły udostępniać wzór oświadczenia o rozwiązaniu umowy. I tego Era już nie zniosła: zażądała od serwisu Media2.pl... usunięcia informacji o możliwości rozwiązania umowy.
W oświadczeniu, będącym tradycyjnym miksem żargonu prawniczego oraz bożonarodzeniowych życzeń (bajeczny zwrot "Kierując niniejsze wezwanie do usunięcia przedmiotowych treści z Państwa strony internetowej zakładam, że również Państwo należą do kręgu podmiotów, które uległy błędnym ocenom i opiniom.") zwróciłem na dwa akapity stanowiące niejako clou poglądu PTC Sp. z o.o., cytuję:
Pierwsze co rzuca się w oczy to uporczywe straszenie. PTC nadal nie widzi problemu, nie dostrzega przepisu będącego podstawą sporu, lecz brnie w jakieś dziwne sformułowania jakby żywcem przepisane z pracy zaliczeniowej studenta III roku prawa (cały akapit o treści stosunku zobowiązaniowego wynikającego z przepisów prawa a nie regulaminu świadczenia usług dowodzi, że Era nie szanuje własnego regulaminu!). Przecież charakter regulaminu w ocenie zobowiązań cywilnoprawnych określa art. 384 kc - wystarczy sprawdzić - ba, nawet jest tam art. 384(1) kc odpowiadający treścią pomijanemu przez Erę art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego.
Abstrahując od rozważań czy takie groźby nie stanowią próby tłumienia krytyki prasowej - nieważne przy tym czy serwis Media2.pl jest prasą w rozumieniu stosownych przepisów, czy też nie jest - pogląd wyrażony przez mec. Żyto nie wytrzymuje krytyki, co łatwo ocenić zapoznawszy się uprzednio z przepisami, na które powołuje się on w swoim wezwaniu.
Zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czynem nieuczciwej konkurencji jest "nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy". Jak widać przepis ten wiąże odpowiedzialność z dwoma podstawowymi warunkami: 1) klient musi być nakłaniany do rozwiązania umowy 2) nakłanianie to musi mieć cel w postaci przysporzenia korzyści lub zaszkodzeniu przedsiębiorcy.
Czy opublikowanie wzoru dokumentu jest nakłanianiem do zaszkodzenia przedsiębiorcy? Czy zatem serwis Lex, z którego czasem korzystam - włącznie ze wzorami pism procesowych - powinien ponieść odpowiedzialność, ponieważ nakłania mnie (ułatwia) dochodzenie swoich praw? No i druga sprawa: gdzie tu korzyść, którą ktoś musi odnieść bądź działanie w celu wyrządzenia szkody PTC??!
I jeszcze jedno - przepis wprawdzie o tym nie mówi wprost - ale jest dla mnie (i nie tylko dla mnie) jasne, że nie wypełnia dyspozycji normy art. 12 ust. 2 ustawy działanie zgodne z prawem, czyli sprowadzające się np. do korzystania z możliwości jakie daje nam ustawa. Czyn taki nie podlega także ocenie z punktu widzenia dobrej bądź złej wiary - wszakże abonent nie musi uzasadniać swej decyzji (tymczasem PTC żąda ponoć niekiedy uzasadnienia rozwiązania). W literaturze - do której nie dotarł prawnik Ery - przyjmuje się także, iż naruszającemu trzeba przypisać winę umyślną, zaś między nakłanianiem się a rozwiązaniem umowy powinien zachodzić bezpośredni związek przyczynowy.
Druga sprawa to rzekoma odpowiedzialność serwisu za rozgłaszanie nieprawdziwych bądź wprowadzających w błąd informacji o przedsiębiorcy (art. 26 ustawy). Sformułowania w piśmie mec. Żyto są na tyle lakoniczne, że trudno się do nich odnieść na poważnie, aczkolwiek konkluzja, iż upublicznienie takiego wzoru stanowi przesłankę do zastosowania art. 26 jest istotnym wkładem w ideę falandyzacji prawa.
PTC całkowicie pomija fakt, iż informacje takie upublicznia w pierwszym rzędzie Urząd Komunikacji Elektronicznej, który od samego początku twardo stoi na stanowisku, że abonenci mogą rozwiązywać umowy po doręczeniu im nowego regulaminu. Jeśli zatem mówi się o krokach prawnych na poważnie warto zacząć "od góry", nie zaś od serwisu, który ogranicza się do przekazywania opinii UKE i relacjonowania sporu.
W zasadzie znów wystarczy powołać się na działanie zgodne z prawem - Media2.pl nie wzywa klientów Ery do czegokolwiek co byłoby niezgodne z prawem, wyłącznie wskazuje możliwości jakie dają im powszechnie obowiązujące przepisy o telekomunikacji. Można też zajrzeć do literatury, w której podkreśla się, iż nie podpada pod ten przepis rozpowszechnianie subiektywnych ocen i opinii, do czego każdy ma zawsze prawo.
Skąd zatem pomysł na aż takie rozdmuchanie kryzysu, straszenie sądami i wygłaszanie opinii na wskroś dyskusyjnych?
Jeśli jednak zarząd spółki chciałaby nas przekonać, że czynem nieuczciwej konkurencji jest rozpowszechnianie wiadomości o tym, że ktoś ma inny pogląd prawny na jakieś zjawiska, niż on sam, to w pierwszym rzędzie niech złoży sam na siebie doniesienie w sprawie wojenki o kontrolę nad firmą oraz rozpowszechniania informacji o różnicach poglądów na temat statusu prawnego operatora. Może być wesoło.
Zmianę, która uprawnia abonentów do rozwiązania umowy bez ponoszenia dotkliwych zwykle konsekwencji (art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego) - i czego korporacja nie chce zrozumieć.
O zmianie regulaminu zrobiło się głośno, chyba głównie dlatego, że gratka ta zbiegła się z wejściem na rynek czwartego gracza: rzadki to przypadek kiedy firma daje sposobność do łatwego rozstania się z nią dokładnie wtedy gdy pokusa jest największa. Jakieś naście tysięcy abonentów rzuciło się na pocztę i do salonów tylko w jednym celu - złożyć stosowne oświadczenie.
I teraz - jak na moje oko marketingowca-amatora - PTC zrobiła głupotę największą. Zamiast sprawie łeb ukręcić, pozwolić, żeby fala przeszła, może nawet podbić stawką jakąś ciekawą promocją w rodzaju "200 minut za 2 złote dla wszystkich" - Era poszła na wojnę. Pojawiły się oświadczenia, groźby kierowania spraw do sądu przeciwko krnąbrnym abonentom, aż musiał interweniować Urząd Komunikacji Elektronicznej.
W sprawie zrobił się - możemy chyba mówić wprost - niezły smród, skoro niektóre serwisy internetowe zaczęły udostępniać wzór oświadczenia o rozwiązaniu umowy. I tego Era już nie zniosła: zażądała od serwisu Media2.pl... usunięcia informacji o możliwości rozwiązania umowy.
W oświadczeniu, będącym tradycyjnym miksem żargonu prawniczego oraz bożonarodzeniowych życzeń (bajeczny zwrot "Kierując niniejsze wezwanie do usunięcia przedmiotowych treści z Państwa strony internetowej zakładam, że również Państwo należą do kręgu podmiotów, które uległy błędnym ocenom i opiniom.") zwróciłem na dwa akapity stanowiące niejako clou poglądu PTC Sp. z o.o., cytuję:
Zamieszczając informacje skierowane do abonentów PTC o możliwości bezroszczeniowego rozwiązania umowy, rozpowszechniają Państwo wprowadzające w błąd informacje na temat sytuacji prawnej PTC w celu szkodzenia PTC. Czyn Państwa wyczerpuje znamiona czynu nieuczciwej konkurencji przewidzianego w art. 14 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, stanowiącego zgodnie z art. 26 tej ustawy wykroczenie zagrożone karą aresztu albo grzywny.
Postępowanie powyższe nosi także znamiona ingerencji w stosunki umowne pomiędzy PTC i jej klientami, polegające na nakłanianiu klientów PTC do rozwiązania umowy w celu możliwości przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia PTC, co stanowi naruszenie art. 12 ust. 2 wyżej wskazanej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Postępowanie powyższe nosi także znamiona ingerencji w stosunki umowne pomiędzy PTC i jej klientami, polegające na nakłanianiu klientów PTC do rozwiązania umowy w celu możliwości przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia PTC, co stanowi naruszenie art. 12 ust. 2 wyżej wskazanej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Pierwsze co rzuca się w oczy to uporczywe straszenie. PTC nadal nie widzi problemu, nie dostrzega przepisu będącego podstawą sporu, lecz brnie w jakieś dziwne sformułowania jakby żywcem przepisane z pracy zaliczeniowej studenta III roku prawa (cały akapit o treści stosunku zobowiązaniowego wynikającego z przepisów prawa a nie regulaminu świadczenia usług dowodzi, że Era nie szanuje własnego regulaminu!). Przecież charakter regulaminu w ocenie zobowiązań cywilnoprawnych określa art. 384 kc - wystarczy sprawdzić - ba, nawet jest tam art. 384(1) kc odpowiadający treścią pomijanemu przez Erę art. 59 ust. 2 prawa telekomunikacyjnego.
Abstrahując od rozważań czy takie groźby nie stanowią próby tłumienia krytyki prasowej - nieważne przy tym czy serwis Media2.pl jest prasą w rozumieniu stosownych przepisów, czy też nie jest - pogląd wyrażony przez mec. Żyto nie wytrzymuje krytyki, co łatwo ocenić zapoznawszy się uprzednio z przepisami, na które powołuje się on w swoim wezwaniu.
Zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czynem nieuczciwej konkurencji jest "nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy". Jak widać przepis ten wiąże odpowiedzialność z dwoma podstawowymi warunkami: 1) klient musi być nakłaniany do rozwiązania umowy 2) nakłanianie to musi mieć cel w postaci przysporzenia korzyści lub zaszkodzeniu przedsiębiorcy.
Czy opublikowanie wzoru dokumentu jest nakłanianiem do zaszkodzenia przedsiębiorcy? Czy zatem serwis Lex, z którego czasem korzystam - włącznie ze wzorami pism procesowych - powinien ponieść odpowiedzialność, ponieważ nakłania mnie (ułatwia) dochodzenie swoich praw? No i druga sprawa: gdzie tu korzyść, którą ktoś musi odnieść bądź działanie w celu wyrządzenia szkody PTC??!
I jeszcze jedno - przepis wprawdzie o tym nie mówi wprost - ale jest dla mnie (i nie tylko dla mnie) jasne, że nie wypełnia dyspozycji normy art. 12 ust. 2 ustawy działanie zgodne z prawem, czyli sprowadzające się np. do korzystania z możliwości jakie daje nam ustawa. Czyn taki nie podlega także ocenie z punktu widzenia dobrej bądź złej wiary - wszakże abonent nie musi uzasadniać swej decyzji (tymczasem PTC żąda ponoć niekiedy uzasadnienia rozwiązania). W literaturze - do której nie dotarł prawnik Ery - przyjmuje się także, iż naruszającemu trzeba przypisać winę umyślną, zaś między nakłanianiem się a rozwiązaniem umowy powinien zachodzić bezpośredni związek przyczynowy.
Druga sprawa to rzekoma odpowiedzialność serwisu za rozgłaszanie nieprawdziwych bądź wprowadzających w błąd informacji o przedsiębiorcy (art. 26 ustawy). Sformułowania w piśmie mec. Żyto są na tyle lakoniczne, że trudno się do nich odnieść na poważnie, aczkolwiek konkluzja, iż upublicznienie takiego wzoru stanowi przesłankę do zastosowania art. 26 jest istotnym wkładem w ideę falandyzacji prawa.
PTC całkowicie pomija fakt, iż informacje takie upublicznia w pierwszym rzędzie Urząd Komunikacji Elektronicznej, który od samego początku twardo stoi na stanowisku, że abonenci mogą rozwiązywać umowy po doręczeniu im nowego regulaminu. Jeśli zatem mówi się o krokach prawnych na poważnie warto zacząć "od góry", nie zaś od serwisu, który ogranicza się do przekazywania opinii UKE i relacjonowania sporu.
W zasadzie znów wystarczy powołać się na działanie zgodne z prawem - Media2.pl nie wzywa klientów Ery do czegokolwiek co byłoby niezgodne z prawem, wyłącznie wskazuje możliwości jakie dają im powszechnie obowiązujące przepisy o telekomunikacji. Można też zajrzeć do literatury, w której podkreśla się, iż nie podpada pod ten przepis rozpowszechnianie subiektywnych ocen i opinii, do czego każdy ma zawsze prawo.
Skąd zatem pomysł na aż takie rozdmuchanie kryzysu, straszenie sądami i wygłaszanie opinii na wskroś dyskusyjnych?
Jeśli jednak zarząd spółki chciałaby nas przekonać, że czynem nieuczciwej konkurencji jest rozpowszechnianie wiadomości o tym, że ktoś ma inny pogląd prawny na jakieś zjawiska, niż on sam, to w pierwszym rzędzie niech złoży sam na siebie doniesienie w sprawie wojenki o kontrolę nad firmą oraz rozpowszechniania informacji o różnicach poglądów na temat statusu prawnego operatora. Może być wesoło.
Komentarze (3)
Kategoria
paragraf 22



§ 1. Lech Kaczyński, prezydent, powiedział, że "
Osobiście podziwiam nieustępliwość ministra Szyszki wobec Komisji Europejskiej. Sytuacja jest troszkę patowa, bo trudno jest przeciwstawić interesy mieszkańców rozjeżdżanego tysiącami tirów miasteczka zdaniu biurokratów, którzy na codzień oglądają świat z klimatyzowanych brukselskich biur bądź z wnętrz luksusowych limuzyn.