Polemicznie o WikiLeaks
 Oceń wpis
   

blofeld bond widmo spectreKrótki felieton i notatka poświęcone opublikowaniu treści szyfrówek dyplomatycznych (albo i szpiegowskich -- bo jakąż to dyplomacją jest zbieranie danych biometrycznych różnych osób?) dały asumpt paru P.T. Czytelnikom do napisania do mnie parunastu -- w większości krytycznych -- słów. A ponieważ nie mam możliwości prowadzenia polemiki na parę frontów, pozwolę sobie wyłuszczyć tu moje zdanie w paru krótkich punktach:

  • nie mam pojęcia jakiego rodzaju łamańca intelektualnego trzeba użyć, by oskarżyć Juliana Assange o naruszenie tajemnic państwowych Stanów Zjednoczonych. Nie jest on ani dyplomatą ani innym urzędnikiem zaprzysiężonym do zachowania czegokolwiek w sekretności, nie mógł zatem naruszyć jakiegokolwiek obowiązku nałożonego nań czy to z mocy prawa, czy to z mocy zobowiązania;
  • mało tego: Assange nie jest szpiegiem i niczego nikomu nie wykradł. Wszystko co uczyniła kierowana przezeń organizacja to opublikowanie owych depesz i przesłanie ich do kilku redakcji prasowych (m.in. do Guardiana, Le Monde, el Pais i NYT). Ludzie z WikiLeaks, i owszem, otrzymali dane od analityka wywiadu Bradleya Manninga (zachęcam do przejrzenia strony stworzonej wsparciu szeregowego Manninga) -- ale dobrą zasadą jest, że odpowiedzialność za naruszenie tajemnicy (zawodowej, państwowej) może ponieść ten tylko, kto jest zobowiązany do jej zachowania (na marginesie przypominam temat uchwały naszego SN o sygn. I KZP 35/08);
  • (co więcej: Assange jest Australijczykiem i nie posiada obywatelstwa Stanów Zjednoczonych -- w jakiż to zatem sposób może go obowiązywać amerykańskie prawo antyszpiegowskie?);
  • największą odpowiedzialność za wyciek depesz ponoszą osoby, które dozwoliły, by dostęp do takiej liczby danych miał -- via ten ich zarąbisty SIPRNET -- młodociany analityk podstawowego szczebla i mógł to wszystko sobie po prostu zgrać na płytkę (podobnie jak twórcy wrocławskiego systemu karty miejskiej ponoszą odpowiedzialność za to, że jakiś asystent Rafała Dutkiewicza mógł wykraść adresy poczty elektronicznej użytkowników Urbancard). Zresztą: o jakich my tajemnicach w ogóle mówimy, skoro do danych ma dostęp 3 mln osób (1% Amerykanów!);
  • prawdą jest, że na długo przed poinformowaniem świata o wycieku organizacja WikiLeaks zwracała się do rządu amerykańskiego z propozycją wyrzucenia informacji mogących bezpośrednio komuś zaszkodzić. Waszyngton jednak odmówił, ponieważ... nie ma zwyczaju negocjować z terrorystami (!) -- moje zdziwienie tym większe, że przecież Assange nie sugerował, że jego tajna organizacja Widmo odstąpi od planu zniszczenia świata, jeśli dostanie sto milionów dolarów. Tak czy inaczej Fotyga Clinton mogła mieć większy wpływ na to, co czyta świat -- ale z możliwości tej po prostu nie skorzystała;
  • dlaczego ścigano oraz grożono nawet śmiercią (!) tylko Julianowi Assange, natomiast nie słyszałem ani jednego żądania ścięcia głów dziennikarzy New York Timesa? Jakby na to nie patrzeć redaktorzy dostali pakiet danych od WikiLeaks, ale teraz sami decydują co pokazać światu i kiedy. (A może jest inaczej, może jakiś snajper z CIA już jeździ po Londynie i niedługo będą tam klimaty jak z "The Bourne Ultimatum"?);
  • nie interesuje mnie kto stoi za WikiLeaks i kto ich finansuje (teraz nie pamiętam, ale wydaje mi się, że kilkanaście tygodni temu sam posłałem im jakieś $10) -- robią kawał dobrej roboty i warto ich rozliczać za tę robotę. Podobnie nie mam do nich pretensji, że nie ujawnili szyfrówek z Teheranu czy Telawiwu -- ja bardzo przepraszam, ale Assange nie działa pod kryptonimem 007 i nie włamuje się nikomu do biurek, od samego początku korzystają tylko z tego, co im podrzucą whistleblowerzy;
  • a na koniec najważniejsze chyba: naprawdę jestem zdania, że mamy prawo wiedzieć czym interesują się nasze rządy i służby, zwłaszcza, jeśli są to tak niekonwencjonalne zadania jak pozyskanie numerów kart kredytowych i skanów siatkówki szefa ONZ.
Komentarze (37)
O tym, że internet dolatuje na... Ontologiczna ekspektatywa...
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]