Legislacyjny zamach stanu
 Oceń wpis
   

nazi against nicotynemotto na dziś: "Misją Rządowego Centrum Legislacji jest dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego" (ze strony Rządowego Centrum Legislacji)

motto na wczoraj: "Wola Führera -- najwyższym prawem" (Carl Schmitt)

motto na jutro: "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" (Maciej Berek, szef RCL, podczas obrad komisji senackiej poświęconej dopalaczom)

 

To ostatni tekst poświęcony krucjacie przeciwko dopalaczom; temat już mnie zemdlił i zrobiło mi się naprawdę niedobrze.
Warto jednak poczytać opis procedury legislacyjnej zaaplikowanej przez RCL i senat w toku prac nad "ustawą dopalaczową".

Temat jest prosty: izba poselska wypluła z siebie akt prawny, który druzgoczącej krytyce poddało Biuro Legislacyjne Senatu (opinia z 13 października 2010 r. druk nr 984, warto poczytać). Legislator Michał Gil zarzucił dokumentowi m.in. wadliwość definicji "dopalacza", przede wszystkim przez to, że jeśli produkt przeznaczony np. do czyszczenia podłóg zostanie użyty doustnie, w celu odurzenia się, to producent poniesie odpowiedzialność karną za "wytworzenie lub wprowadzenie do obrotu środka zastępczego" (art. 52a ustawy). W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której definicja daje możliwość "stwierdzenia co nie jest środkiem zastępczym, ale nie odpowiada na pytanie, co nim jest".
Mało tego: sankcję za sprzedaż takich środków nie będzie stosować sąd, lecz PIS, według przepisów ordynacji podatkowej, z rygorem natychmiastowej wykonalności -- zaś wpływy z tej kary będą po prostu szły do budżetu (art. 52a ustawy).

opinia Biura Legislacyjnego Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o PIS, druk nr 984

(Interesujące: jak sensownie zauważają w opinii, maksymalna grzywna za narkotyki to 360 tys. -- złotych. Za dopalacze -- trzykrotnie więcej.)

To, co wydawać może się niuansem, jest o tyle istotne, że owa definicja -- stanowiąca clou dyspozycji normy -- decyduje o tym czy ktoś będzie płacił "karę pieniężną" w wysokości do 1 miliona złotych (a z punktu widzenia ustrojowego musi iść w parze z zasadą nullum crime sine lege). (Co ciekawe w opinii zwrócono też uwagę, że wskutek tego legalnie będzie można produkować i sprzedawać dopalacze będące np. kosmetykami.)

Biuro Legislacyjne Senatu wskazało także, że zakaz reklamy środków spożywczych sugerującej działanie podobne do substancji psychotropowych lub środków odurzających może uderzyć w reklamę... alkoholu, czekolady, kawy, herbaty i napojów energetycznych. Bo i owszem: skoro "ta kawa stawia mnie na nogi" -- to przecież nie dlatego, że z kubka wysunie się pomocna dłoń i pomoże mi się podnieść, prawda?
Nieistotne? Być może, zwłaszcza jeśli pominiemy art. 68 projektu, zgodnie z którym za taką reklamę można pójść na cały rok za kraty.

Wiemy już jakie uwagi pod adresem ustawy przesłanej przez izbę poselską mają senaccy prawnicy -- współodpowiedzialni za jakość tego naszego prawa powszechnego.
A jaką opinię ma na to Rządowe Centrum Legislacyjne, którego misja to "dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego"?
Jak pisze Gazeta.pl senatorzy przy dopingu prezesa RCL pozwolili sobie na następujące akcje i uwagi:

  • "Wiem, że opinia naszych prawników jest negatywna. Ale to sprawa tak ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek" -- to senator Władysław Sidorowicz (PO), na którego miałem nawet przyjemność głosować;
  • "Senatorzy -- czterech na sali, przy ok. 20 gościach ze strony rządowej -- popędzali własnego prawnika, żeby szybciej uzasadniał zarzuty. Każdy jednomyślnie odrzucali. Niektóre zanim prawnik zdążył wypowiedzieć" (to cytat za dziennikarką Gazety);
  • "Ryzyko, że ktoś bez złych intencji wprowadzi na rynek coś, co mieści się w definicji środka zastępczego, choć nie jest dopalaczem, istnieje. Każdy to przyzna. Jednak ryzyko jest znikome" -- prezes RCL, na uwagę o tym, że definicja pozwala na ściganie producentów dopalaczy, które dopalaczami nie są;
  • "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" -- to już w odpowiedzi na uwagę, że sankcja za sprzedaż narkotyków jest znacznie niższa, niż za dopalacze; co więcej, autorzy ustawy mieli podobne obawy, "ale nawet jeśli one są i ustawa będzie surowo oceniana, prosimy o jej akceptację. Państwo nie może pozostać bezradne".

A więc (tytułem komentarza): (i) po co nam senat i cały parlament, skoro wystarczy dekret Prezesa Rady Ministrów; (ii) po co nam (nieprawomyślni) prawnicy przy legislacji, my i tak mamy rację; (iii) nawet jeśli istnieje zagrożenie, że ukarany będzie ktoś, kto nie robi dopalaczy, to tego ryzyka nie ma (to tzw. żelazna logika zaprzeczenia); (iv) [dopisane po komentarzu P.T. Czytelnika: rząd ewidentnie wskazuje, że lepszy handlarz crackiem czy LSD, niż dopalaczami] ]a poza tym przecież każde dziecko -- a na pewno każdy urzędnik w RCL wie, że wola Premiera -- najwyższym prawem. Zatem jakiekolwiek wątpliwości, nawet co do zgodności nowej ustawy z konstytucją, muszą ustąpić pola.

Proszę Państwa, wszystko wskazuje na to, że 13 października 2010 r. doszło w Polsce do swoistego prorządowego legislacyjnego zamachu stanu. Parlament (a na pewno jego izba wyższa) chcą zrezygnować z realizacji swoich kompetencji (na razie uczyniła to komisja zdrowia, zobaczymy co będzie na plenarnym posiedzeniu), szef instytucji odpowiedzialnej za jakość prawa kapituluje, bo "tak chce premier".
Przypomnijmy, że Rzym padł między innymi dlatego, że osobnik przechwytujący władzę -- oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie -- raczył jej nie oddać (oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie). U nas serwuje się podobny model, oczywiście dla dobra i przy aplauzie obywateli.

Osobiście jako zwolennik wyraźnego trójpodziału władzy -- parlament prawo uchwala, rząd je wykonuje (osobiście odebrałbym rządowi i prezydentowi nawet prawo inicjatywy ustawodawczej oraz nakazał wybór -- albo mandat poselski, albo ministerstwo), co oczywiście wyklucza jakiekolwiek dekrety z mocą ustawy -- jestem przerażony.

Komentarze (35)
Decyzja ws. "Tajfuna" to urzędowe bezprawie
 Oceń wpis
   

tajfun został przecież zakazany!"Wyciekła" do internetów treść "decyzji administracyjnej" (cudzysłów całkiem zasadny, a dlaczego -- poniżej), na podstawie której Główny Inspektor Sanitarny nakazał wycofanie z obrotu "wyrobu o nazwie "Tajfun" oraz "wszystkie podobne wyroby, mogące mieć wpływ na bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia ludzi" oraz zaprzestanie działalności obiektów służących produkcji i obrotowi takimi wyrobami.

(Skądinąd łatwość wycieku dowodzi, że miał rację nasz rząd planując wprowadzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych: dzięki niemu łatwo dałoby się skręcić kark nawiedzonym i wiecznie niezadowolonym krzykaczom, którzy zamiast zachwycać się -- nie zachwycają się.)

decyzja sanepidu w sprawie dopalaczy

 Jako że cechuje mnie naturalna dociekliwość (nie każdy to lubi...), postanowiłem poszukać owego "Tajfuna".
Pomimo zakazu, troszkę tego jest:

  • groźnie wyglądające urządzenie typu "Tajfun" (tzw. "opryskiwacz") produkuje i oferuje Kujawska Fabryka Maszyn Rolniczych sp. z o.o. z/s w Brześciu Kujawskim. Jak widać jest to wymyślny przyrząd będący skrzyżowaniem machiny oblężniczej, Rejonowej Sali Tortur i dozownika o pojemności od 400 do 1000 litrów!
  • namierzyłem też chytrusów z Zakładu Chemii Gospodarczej "Tajfun" s.c. (z Jastrzębia Zdrój), którzy mimo wyraźnego zakazu nadal produkują i oferują to świństwo.

Niestety, z donosu nici :-( coś mnie bowiem tknęło, by sprawdzić w kodeksie postępowania administracyjnego jak powinna wyglądać decyzja administracyjna (polecam także ciekawy tekst na blogu Co w prawie piszczy) i -- art. 107 par. 1 kpa nie może się mylić:

Decyzja powinna zawierać: oznaczenie organu administracji publicznej, datę wydania, oznaczenie strony lub stron, powołanie podstawy prawnej, rozstrzygnięcie, uzasadnienie faktyczne i prawne, pouczenie, czy i w jakim trybie służy od niej odwołanie, podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do wydania decyzji. Decyzja, w stosunku do której może być wniesione powództwo do sądu powszechnego lub skarga do sądu administracyjnego, powinna zawierać ponadto pouczenie o dopuszczalności wniesienia powództwa lub skargi.

Jakby na to nie patrzeć "decyzja" Głównego Inspektora Sanitarnego w sprawie produktu o nazwie "Tajfun" nie zawiera oznaczenia strony lub stron, zatem -- zgodnie z cytowanym przez Michała Kluskę wyrokiem WSA w Opolu z dnia 24.06.2008r. II SA/Op 164/08 -- skoro "za minimum elementów decyzji administracyjnej traktuje się cztery składniki takie jak oznaczenie organu, adresata decyzji, czyli stron, rozstrzygnięcie i podpis osoby uprawnionej do jej wydania" -- to rzeczony dokument nie może zostać zakwalifikowany jako decyzja administracyjna.

Wszystko wskazuje na to -- to już naprawdę przestaje być śmieszne -- że podżegane przez Prezesa Rady Ministrów centralne organy państwa (chciałoby się westchnąć: skoro Tusk nie ma swojego Ziobro, niechaj ma chociaż swój PIS) zaczynają sobie w ramach tej "wojny" uzurpować prawo do wydawania aktów normatywnych o ewidentnie generalnym i abstrakcyjnym charakterze (decyzja, dla przypomnienia, powinna mieć kształt indywidualny i konkretny).
Pewnie coś brali i dlatego im się zaczęło mylić...

No i ja teraz naprawdę już nie wiem co powiedziałbym zatroskanemu producentowi tzw. "opryskiwacza" Tajfun -- którego to wyrobu owa "decyzja" z całą pewnością dotyczy -- gdyby mnie spytał: stosować się do takiej wadliwej "decyzji", czy dalej robić swoje... W sumie w praworządnym państwie nikomu nie można zrobić krzywdy za niestosowanie się do bezprawnie wydanych aktów normatywnych (ba, organy państwa mają konstytucyjny obowiązek prawa tego przestrzegać!), jednak jak mawiał swego czasu dr Ławniczak (pozdrawiam): "eee... może ma pan rację... no i co z tego?"

Komentarze (52)
Świętujemy 75-lecie walki o lepsze zdrowie człowieka
 Oceń wpis
   

nazi anti smoking propagandacytat na wczoraj: "Tytoń to wróg ludu" (Adolf Hitler, 1941 r.)

cytat na dziś: "Ustawa wprowadza mechanizm, dzięki któremu Izba Sanitarna może w każdej chwili wejść do miejsc produkujących lub sprzedających podejrzane środki, zająć asortyment i zamknąć kontrolowany punkt. Na przebadanie asortymentu Izba ma 18 miesięcy. Jeśli znajdzie środki, których jeszcze nie ma na liście substancji zakazanych, będzie mogła je na nią wpisać." (za: "Premier o dopalaczach po posiedzeniu rządu")
i
"Szef rządu podkreślił, że największym problemem w walce z dopalaczami jest niezwykle trudny przeciwnik, jakim są producenci i sprzedawcy zakazanych substancji, którzy działają pod pozorem legalności i dysponują ogromnymi nakładami finansowymi na obsługę prawną. Zaznaczył, że państwo nie jest bezradne i będzie działać tak jak w przypadku wojny lub sytuacji wyjątkowych: przygotowuje się na wprowadzenie przepisów stojących nawet w sprzeczności z dotychczasową rutyną prawną. Powodem niezbędnych zmian jest dbanie o zdrowie i bezpieczeństwo obywateli." ("O dopalaczach w Sejmie")

 

Zachwycającym się nad roztropnością Prezesa Rady Ministrów, który kazał wypowiedzieć wojnę dopalaczom (polecam ciekawy tekst w dzisiejszej "Polityce": nie tylko nie ma dowodów, by ktokolwiek zmarł od tego świństwa, to jeszcze szacuje się, że może je zażywać maksymalnie kilkanaście procent nastolatków. Alkoholu próbuje aż 80 proc. młodzieży, marihuany 25 proc.) zachęcam do zainteresowania się programem przymusowej ochrony zdrowia w nazistowskich Niemczech.

jak ktoś chce poczytać więcej o polityce prozdrowotnej Trzeciej Rzeszy, polecam książkę The Nazi War on Cancer Roberta N. Proctora

W skrócie: pierwsze ustawy zmuszające poddanych Adolfa Hitlera do dbałości o zdrowie uchwalono już w 1935 r. Później Führerowi -- który w młodości sam popalał papierosy -- odbiło właśnie na tle tytoniu, który został obwołany wrogiem ludu (Volksfeind); niektóre źródła podają, że prawdziwy SS-man nie mógł palić papierosów. (Wikipedia podaje, że z tych samych względów z produktów żywnościowych pozbyto się ołowiu i rtęci, a kobiety nakłaniano do badań piersi).
Wszystko oczywiście w jednym celu: wyprodukowanie prawdziwego Uber-człowieka było możliwe nie tylko w ślepo posłusznym, ale i sterylnie wychowanym społeczeństwie. Tylko taki człowiek miał mieć siłę (i zdrowie) na podbój całego świata.
(Warto przypomnieć, że w warstwie filozofii prawa i polityki Hitler znalazł wsparcie Carla Schmitta, którego decyzjonizm doskonale współgrał z hasłem -- wola wodza najwyższym prawem.)

A teraz porównajmy narodowo-socjalistyczną ideologię do założeń naszej walki z dopalaczami: (i) o tym co jest substancją zakazaną dowiemy się... po decyzji sanepidu, (ii) państwo idzie na jakąś wojnę (warto przypomnieć, że dwa lata temu państwo szło na wojnę z bankami, finansistami, opcjami -- zaś ludzie ginęli od... nabranych kredytów), (iii) konieczność dbania o zdrowie ludzkie przesądza o tym, że będzie trzeba wprowadzić przepisy "stojące w sprzeczności z dotychczasową rutyną prawną" (ki diabeł?).

A na zakończenie garść substancji psychoaktywnych, które znalazłem u mnie w domu. Jakby na to nie patrzeć zarówno kawa jak i czekolada mogą całkiem nieźle uzależnić. Zakażmy ich!

dopalacze

Komentarze (47)
Punkt widzenia
 Oceń wpis
   

Jest taka anegdota: myślący o nowych rynkach Tomáš Baťa wysłał dwóch ludzi do Afryki na przeszpiegi. Po powrocie z podróży poszli do pryncypała, który spytał ich jak widzą możliwości ekspansji. Opinia pierwszego była druzgocząca: "nie mamy szans, bo tam nikt nie ma butów"; drugi zaś był zgoła optymistą: "nieograniczone możliwości! tam nikt nie ma butów!"

Przypomniało mi się nie przez przypadek, bo po przeczytaniu dwóch internetowych notek z sobotniej parady równości, która przetoczyła się przez Wrocław -- i której towarzyszyła kontrmanifestacja narodowców (tak, to ci, co chętnie się do siebie, zrzuciwszy koszulki, przytulają).

W "Gazecie Wrocław" spokój i tolerancja: "Tęczowa Parada przeszła bez przeszkód przez Wrocław". A tam informacja, że owszem "próbowali oni zakłócić wejście tęczowego marszu pod pomnik, ale mimo wyraźnej chęci niektórych na łyso ogolonych młodzieńców do konfrontacji do zwarcia obu grup nie doszło".

tęczowa parada przeszła przez Wrocław

Spokojnemu przebiegowi sobotnich zgromadzeń przeczy... Wyborcza.pl (sic! -- a to dlatego, że przecież jedno i drugie to Agora SA, i z jednego kanału RSS zaczerpnąłem te rewelacje), która za Tok FM głosi, iż to było "Starcie manifestacji we Wrocławiu" (co ciekawe w tej notatce więcej uwagi poświęcono właśnie postulatom owych narodowców).

starcie manifestacji we Wrocławiu

Jeden medialny koncern, dwa zaprzyjaźnione serwisy, dwóch wrocławskich dziennikarzy (Małgorzata Agaciak, Jacek Harłukowicz) -- i dwie jakże rozbieżne informacje. U jednego spokój i bez przeszkód, u drugiej -- starcie. To ja już nie wiem komu wierzyć...
a mówią, że to u prawników tak jest, że gdzie dwóch nas przyjdzie tam trzy opinie...

Komentarze (4)
Od kiedy w Polsce trzeba mieć zgodę na gromadzenie się?
 Oceń wpis
   

It's gonna be some bread or beverage

Żyjemy w państwie policyjnym. Tylko w państwie policyjnym na zorganizowanie zgromadzenia publicznego niezbędne jest zezwolenie. Albo -- jeszcze lepiej -- tylko w państwie policyjnym można mieć problemy z policją "za niemanie" takiego zezwolenia, mimo, że żaden przepis nie nakłada na organizatora demonstracji obowiązku jego uzyskania.

Jak pisze Wyborcza.pl warszawska policja skieruje wniosek o ukaranie organizatora manifestacji w obronie prawa do popalania trawki "nie miał bowiem pozwolenia na zgromadzenie". Uczestnicy podzielili się na 14-osobowe grupki, albowiem "od 15 osób zgromadzenie uznawane jest za nielegalne", co nie zmienia faktu, że najodważniejsi pod słońcem stróże prawa legitymują tych przechodniów.

z ustawy prawo o zgromadzeniach:
art. 6. 1. Zgromadzenia organizowane na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób, zwane dalej "zgromadzeniami publicznymi", wymagają uprzedniego zawiadomienia organu gminy właściwego ze względu na miejsce zgromadzenia.
(...)
art. 7. 1. Organizator zgromadzenia publicznego zawiadamia organ gminy w taki sposób, aby wiadomość o zgromadzeniu dotarła nie później niż na 3 dni, a najwcześniej 30 dni przed datą zgromadzenia.
(...)
art. 8. Organ gminy zakazuje zgromadzenia publicznego, jeżeli:
  1)   jego cel lub odbycie sprzeciwiają się niniejszej ustawie lub naruszają przepisy ustaw karnych,
  2)   odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

art. 52 § 1 kodeksu wykroczeń:
Kto: 1) przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, 2) zwołuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia albo przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu, (...) - podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny.
Jak czytam takie rewelacje to nie tylko scyzoryk, ale i lufka otwiera mi się w kieszeni.
Czytałem niedawno ustawę prawo o zgromadzeniach (akt ten ma już 20 lat i chyba tylko dlatego da się go normalnie przeczytać bez ziewania -- to był ten przejściowy okres w historii naszego uciemiężonego kraju, kiedy prawo pisano w prosty i nieskomplikowany sposób, w większości nawet dla ulżenia ludziom losu) i za bogów nie widzę tam niczego o jakimkolwiek "zezwoleniu". Art. 6 powiada tylko, iż organizacja zgromadzenia publicznego wymaga uprzedniego zawiadomienia organu gminy -- zawiadomienia, nie uzyskania zgody! -- a wszystko, co może wywinąć ten organ, to zakazać organizacji takiego zgromadzenia.

Podkreślam: zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem demonstrowanie nie podlega żadnej urzędowej czy policyjnej reglamentacji, także dlatego, iż zgodnie z art. 57 konstytucji mowa jest o wolności organizacji pokojowych zgromadzeń -- wolności, nie prawie!

Perypetie zwolenników wolności dymka obserwuję od paru dni, tj. odkąd zawiadomili warszawskich municypałków o swoich planach na marsze gwiaździste -- i dostali zakaz (skądinąd chyba ów zakaz jest niezgodny z art. 8 prawa o zgromadzeniach, nie wydaje mi się bowiem, iż "zablokowanie miasta" mieściło się we wskazanych tam przesłankach zakazu).
No dobrze, jest zakaz -- ale dotyczy on konkretnego projektu; a skoro zakaz wydano ze względu na groźbę zablokowania ruchu ulicznego, to zgromadzenie zorganizowane w sposób nieurągający zakazowi -- nie jest niezgodne z tym zakazem!

Owszem, organizatorowi niezgłoszonego zgromadzenia można postawić zarzut jego zwołania (art. 52 par. 1 pkt 2 kodeksu wykroczeń). Ale podkreślam: zarzut zwołania niezgłoszonego zgromadzenia, nie zarzut zorganizowania zgromadzenia bez uzyskania pozwolenia od urzędników, bo różnica jest dość zasadnicza.
Otóż manifestacja zorganizowana bez wymaganego zgłoszenia nie staje się przez to nielegalna; jeszcze raz: mamy konstytucyjną wolność zgromadzeń, nie prawo do występowania o zezwolenie na gromadzenie się. Co innego gdyby doszło do wydania zgodnego z prawem zakazu organizacji demonstracji (ale doń nie doszło -- jeszcze raz kłania się naruszony moim zdaniem przez warszawski magistrat art. 8 prawa o zgromadzeniach) bądź rozwiązania zgromadzenia (art. 12 ustawy) -- najprościej: można kogoś oskarżać o brak zgłoszenia zamiaru zorganizowania defilady, ale nie o sam przemarsz uczestników.

Mało tego: nie ma w kodeksie wykroczeń przepisu penalizującego udział w niezgłoszonej demonstracji (a to choćby dlatego, że na manifę nie trzeba się zapisywać, można się dołączyć przechodząc -- a trudno przecież wówczas oczekiwać wiedzy na temat formalności dopełnionych lub nie dopełnionych przez organizatora). Nie bardzo zatem rozumiem z jakiej to przyczyny panowie policjanci legitymują jej uczestników (ale wiem, że tak załatwiało się sprawy za peerelu -- czyżby naprawdę ta mentalność aż tak głęboko tam tkwiła?)

Osobną sprawą jest "sensowność" sprawy, za jaką chodzą Wolne Konopie.
Oczywiście, że wszelkie "wojny z dilerami" i łapanie za posiadanie nie mają sensu -- przykładem niech będzie prohibicja w Stanach i jej skutek -- podobnie jak nie ma sensu zakazywanie komukolwiek trucia się (mnie na ten przykład nie podobają się papierosy, które jednak -- mimo oczywistej szkodliwości -- w sumie zakazane nie są; ba, MinFin chętnie żywi się akcyzą płaconą przez palaczy -- przynajmniej jest za co zatrudnić 100 tys. urzędników).

I drugi absurd: można w Polsce pójść do więzienia za uprawę konopi, można za mak, ale już za uprawę żyta -- z którego później robi się żytnią, żytnią się mężowie upijają i biją swoje żony -- co najwyżej dostanie się dopłaty od Unii.

PS o "nielegalnych zgromadzeniach" miałem pisać w kontekście ludzi "nielegalnie" stojących pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, ale zawsze coś odwracało moją uwagę. To żeby było jasne: synowie Stalina, którzy chcieli rozprawić się z obrońcami krzyża rzekomo "nielegalnie manifestującymi" powinni coś dla wyluzowania zapalić.

Komentarze (15)
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D