Prezydent -- ku wielkiemu zdziwieniu premiera -- zdecydował się na skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie ustawy nowelizującej ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego.
Nie da się ukryć, że zdziwienie premiera może dziwić -- chociaż argumenty prezydenta też wydają się być nietrafne.
Przedstawiając na konferencji prasowej stanowisko Pałacu, minister Andrzej Dera powiedział, iż "w orzecznictwie TK mówi się o przynajmniej sześciomiesięcznym vacatio legis w odniesieniu do przepisów nowelizujących zasady prawa wyborczego".
To prawda, ale -- dodać warto -- nie cała prawda. Otóż w wyroku z 3 listopada 2006 r. wydanym w głośnej wówczas sprawie blokowania list wyborczych (K 31/06) Trybunał podkreślił, iż "Konieczne zatem w tym zakresie (swoistym minimum minimorum) powinno być uchwalanie istotnych zmian w prawie wyborczym (a do takich z pewnością należy zaliczyć określanie algorytmów rozdziału mandatów oraz tzw. progów), co najmniej sześć miesięcy przed kolejnymi wyborami, rozumianymi nie tylko jako sam akt głosowania, ale jako całość czynności objętych tzw. kalendarzem wyborczym. Ewentualne wyjątki od tak określonego wymiaru mogłyby wynikać jedynie z nadzwyczajnych okoliczności o charakterze obiektywnym."
W sprawie wyborów samorządowych ledwie 6-dniowe odroczenie wejścia w życie ustawy nie przeszkodziło Trybunałowi -- pomimo wielu słów krytycznych, podkreślających, iż prawidłowa vacatio legis stanowi gwarancję istnienia demokratycznego państwa prawa (art. 2 konstytucji) -- uznać nowe przepisy za zasadniczo zgodne z ustawą zasadniczą.
Sędziowie wyszli z założenia, iż "W odniesieniu do zarzutu wnioskodawcy [a była nim grupa posłów, w tym PO], iż "skracanie 14-dniowej vacatio legis należy uznać za oczywiste i rażące naruszenie art. 2 Konstytucji", trzeba zauważyć, że Konstytucja expressis verbis nie wyznacza takiej vacatio legis", zaś naruszenie tej zasady może być podstawą do stwierdzenia niekonstytucyjności przepisów tylko, jeśli są one podstawą do nałożenia na obywateli nieznanych wcześniej obowiązków, bądź jeśli ogranicza ich prawa wyborcze.
(Warto zauważyć, iż votum separatum od orzeczenia złożyli Ewa Łętowska i Marek Safjan, podkreślając że łatwość, z jaką zmienia się zasady prawa wyborczego na krótko przed głosowaniem powinna skłonić TK do ukrócenia tego rodzaju praktyki.)
Podobne stanowisko zajął Trybunał w wyroku z 13 lipca 2004 r. (P 20/03), w którym -- to dość ciekawe -- równocześnie stwierdzono, iż 17-dniowe vacatio legis w odniesieniu do przepisów wyborczych jest wystarczające, ale już określenie w ten sposób sankcji za naruszenie zasad finansowania kampanii -- narusza konstytucję.
Drugi stosunkowo poważnie wyglądający zarzut dotyczy rzekomego naruszenia zasady bezpośredniości wyborów. Nowe przepisy wprowadzały możliwość oddania głosu przez pełnomocnika, co faktycznie może pomóc np. osobom niepełnosprawnym w udziale w wyborach.
Problem w tym, że przepisy konstytucji mówią o bezpośredniości jako jednym z przymiotników wyborczych wyłącznie w odniesieniu do wyborów do Sejmu (art. 96 ust. 2), Senatu (art. 97 ust. 2), prezydenckich (art. 127 ust. 1), samorządowych (art. 169 ust. 2).
Żadna z norm konstytucyjnych nie wprowadza reguły, zgodnie z którą wybory do Parlamentu Europejskiego muszą odbywać się także z zachowaniem zasady bezpośredniości.
(Na marginesie: bezpośredniość wyborów ma też drugie znaczenie -- oznacza, że głos oddany przez wyborcę ma bezpośredni skutek wyborczy; przeciwieństwem będą w takim przypadku wybory pośrednie (np. dwustopniowe).
Prezydent zdaje się wychodzić z założenia, że reguła bezpośredniości aktu wyborczego powinna zostać przełożona -- jako generalna zasada -- także na wybory do innych gremiów. Ciekawe jak odniesie się do tak postawionej tezy Trybunał.



motto na dziś: Bądźcie tak postępowi jak nauka i tak reakcyjni jak tabliczka mnożenia, 
