Zmiany prawa wyborczego i vacatio legis
 Oceń wpis
   

Prezydent -- ku wielkiemu zdziwieniu premiera -- zdecydował się na skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie ustawy nowelizującej ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego.
Nie da się ukryć, że zdziwienie premiera może dziwić -- chociaż argumenty prezydenta też wydają się być nietrafne.

Przedstawiając na konferencji prasowej stanowisko Pałacu, minister Andrzej Dera powiedział, iż "w orzecznictwie TK mówi się o przynajmniej sześciomiesięcznym vacatio legis w odniesieniu do przepisów nowelizujących zasady prawa wyborczego".

To prawda, ale -- dodać warto -- nie cała prawda. Otóż w wyroku z 3 listopada 2006 r. wydanym w głośnej wówczas sprawie blokowania list wyborczych (K 31/06) Trybunał podkreślił, iż "Konieczne zatem w tym zakresie (swoistym minimum minimorum) powinno być uchwalanie istotnych zmian w prawie wyborczym (a do takich z pewnością należy zaliczyć określanie algorytmów rozdziału mandatów oraz tzw. progów), co najmniej sześć miesięcy przed kolejnymi wyborami, rozumianymi nie tylko jako sam akt głosowania, ale jako całość czynności objętych tzw. kalendarzem wyborczym. Ewentualne wyjątki od tak określonego wymiaru mogłyby wynikać jedynie z nadzwyczajnych okoliczności o charakterze obiektywnym."

W sprawie wyborów samorządowych ledwie 6-dniowe odroczenie wejścia w życie ustawy nie przeszkodziło Trybunałowi -- pomimo wielu słów krytycznych, podkreślających, iż prawidłowa vacatio legis stanowi gwarancję istnienia demokratycznego państwa prawa (art. 2 konstytucji) -- uznać nowe przepisy za zasadniczo zgodne z ustawą zasadniczą.
Sędziowie wyszli z założenia, iż "W odniesieniu do zarzutu wnioskodawcy [a była nim grupa posłów, w tym PO], iż "skracanie 14-dniowej vacatio legis należy uznać za oczywiste i rażące naruszenie art. 2 Konstytucji", trzeba zauważyć, że Konstytucja expressis verbis nie wyznacza takiej vacatio legis", zaś naruszenie tej zasady może być podstawą do stwierdzenia niekonstytucyjności przepisów tylko, jeśli są one podstawą do nałożenia na obywateli nieznanych wcześniej obowiązków, bądź jeśli ogranicza ich prawa wyborcze.

(Warto zauważyć, iż votum separatum od orzeczenia złożyli Ewa Łętowska i Marek Safjan,  podkreślając że łatwość, z jaką zmienia się zasady prawa wyborczego na krótko przed głosowaniem powinna skłonić TK do ukrócenia tego rodzaju praktyki.)

Podobne stanowisko zajął Trybunał w wyroku z 13 lipca 2004 r. (P 20/03), w którym -- to dość ciekawe -- równocześnie stwierdzono, iż 17-dniowe vacatio legis w odniesieniu do przepisów wyborczych jest wystarczające, ale już określenie w ten sposób sankcji za naruszenie zasad finansowania kampanii -- narusza konstytucję.

Drugi stosunkowo poważnie wyglądający zarzut dotyczy rzekomego naruszenia zasady bezpośredniości wyborów. Nowe przepisy wprowadzały możliwość oddania głosu przez pełnomocnika, co faktycznie może pomóc np. osobom niepełnosprawnym w udziale w wyborach.

Problem w tym, że przepisy konstytucji mówią o bezpośredniości jako jednym z przymiotników wyborczych wyłącznie w odniesieniu do wyborów do Sejmu (art. 96 ust. 2), Senatu (art. 97 ust. 2), prezydenckich (art. 127 ust. 1), samorządowych (art. 169 ust. 2).
Żadna z norm konstytucyjnych nie wprowadza reguły, zgodnie z którą wybory do Parlamentu Europejskiego muszą odbywać się także z zachowaniem zasady bezpośredniości.
(Na marginesie: bezpośredniość wyborów ma też drugie znaczenie -- oznacza, że głos oddany przez wyborcę ma bezpośredni skutek wyborczy; przeciwieństwem będą w takim przypadku wybory pośrednie (np. dwustopniowe).

Prezydent zdaje się wychodzić z założenia, że reguła bezpośredniości aktu wyborczego powinna zostać przełożona -- jako generalna zasada -- także na wybory do innych gremiów. Ciekawe jak odniesie się do tak postawionej tezy Trybunał.

Komentarze (3)
Demontaż akcji afirmatywnej pod okiem Baracka Obamy?
 Oceń wpis
   

§ 1. Ciekawy temat w piątkowym NYT: amerykański Sąd Najwyższy rozpozna skargę wniesioną przeciwko Voting Rights Act -- ustawie, która wprowadziła formalny zakaz ustanawiania jakichkolwiek praw utrudniających udział w wyborach ze względu na rasę lub kolor skóry, uzależniających czynne prawo wyborcze od płacenia podatków bądź umiejętności czytania i pisania.

Ustawa ma dość specyficzny charakter, przede wszystkim dlatego, że część jej postanowień jest adresowana wyłącznie do niektórych stanów, hrabstw bądź władz miejskich (tj. tych, które historycznie uważa się za najbardziej rasistowskie, wśród tej dziewiątki można znaleźć Alabamę, Georgię, Louisianę czy Mississippi), po drugie niektóre jej postanowienia podlegają co jakiś czas "odnowieniu". Jak dotąd Kongres czterokrotnie podejmował uchwały o odnowieniu ustawy -- i właśnie ostatnie głosowanie, które miało miejsce w 2006 roku, będzie przedmiotem rozważań Supreme Court.
(Co ciekawe, niekiedy przepis rozumiany jest także jako nakładający na władze obowiązek takiego ukształtowania granic obwodów wyborczych, aby zapewnić możliwie duże przedstawicielstwo mniejszości -- tzw. gerrymandering, przy czym w tym przypadku miałby to być "gerrymandering pozytywny").

Poszło o art. 5, w myśl którego planując zmianę niektórych przepisów wyborczych stanowe lub lokalne władze muszą uzyskać zgodę Departamentu Sprawiedliwości lub Sądu Dystryktu Columbia (tzw. "preclearance"). Przepis ten może budzić wątpliwości choćby z tego powodu, że wola lokalnego ustawodawcy -- pamiętajmy, że mówimy o Stanach Zjednoczonych, czyli państwie federalnym, gdzie tradycyjnie każdy człowiek w pierwszym rzędzie jest obywatelem swojego stanu, a dopiero następnie całych USA -- podlega dodatkowemu zatwierdzeniu przez urzędników w Waszyngtonie.

Skargę przeciwko ustawie wniosły władze dzielnicy będącej częścią Austin w Teksasie -- miasteczka, które zostało wzniesione w latach 80-tych na kompletnych nieużytkach. I chociaż pojawiło się na mapie stanu 20 lat po ustawie, która miała zakończyć okres dyskryminacji politycznej Czarnych -- a zatem ani jego władze, ani jego mieszkańcy nie mogli nigdy dopuścić się tejże dyskryminacji -- jego przepisy zostały także naznaczone procedurą preclearance.
Zdaniem władz miasta Kongres Stanów Zjednoczonych rozciągając działanie Voting Rights Act na jednostki, które powstały po latach przekroczył swoje kompetencje.

Ciekawe jak się potoczą dalsze losy aktu prawnego, który był głównym orężem w walce z segregacją rasową w polityce -- i to w czasie, kiedy do Białego Domu ma się lada dzień wprowadzić pierwszy czarny prezydent.
A może będzie tak, że to Barackowi Obamie przypadnie w udziale konieczność podpisania się pod ustawami demontującymi resztki akcji afirmatywnej?

§ 2. Druga ciekawa sprawa: izba niższa legislatury stanu Illinois przyjęła w głosowaniu uchwałę o postawieniu w stan oskarżenia gubernatora Roda Blagojevicha, którego oskarżono o korupcję polityczną.

Cała sprawa wzięła się z tego, że Blagojevich, potomek imigrantów z Serbii, postanowił zrobić doskonały interes na zwolnionym po wyborze Baracka Obamy -- senatora reprezentującego Illinois w izbie wyższej Kongresu -- fotelu w Senacie. Nie wystarczało mu jednak po prostu obsadzić wolnego miejsca (rozsądni Amerykanie nie przepadają za czymś takim jak wybory uzupełniające, zwykle w takich przypadkach czyimś przywilejem jest nominowanie kogokolwiek na zwolnione stanowisko; na marginesie warto przypomnieć, że był w historii Stanów pewien prezydent, na którego nikt nigdy w żadnych wyborach nie głosował, a jednak nie przeszkodziło mu to być gospodarzem Białego Domu przez ładnych kilka lat) -- Blagojevich zaczął od głośnego zastanawiania się nad tym, jaka nominacja przyniesie mu najwięcej korzyści, aby następnie postawić na Rolanda W. Burrisa.

Burris, czarny Demokrata, to chyba najbardziej pechowa postać w całej układance. Poczciwy i zasłużony polityk, którego Blagojevich nominował na senatora najprawdopodobniej tylko po to, aby zamknąć usta krytykom (warto przypomnieć, że Obama był jedynym czarnym senatorem -- teraz będzie nim właśnie Burris), spotkał się z publicznym ostracyzmem, kiedy elity polityczne wezwały go do rezygnacji z mandatu uzyskanego z rąk gubernatora-przestępcy. (Część senatorów zażądała wstrzymania ceremonii zaprzysiężenia po tym, jak podpisania dokumentów odmówił sekretarz stanu Illinois.)

Blagojevich może być pierwszym senatorem od 20 lat, który zostanie złożony z urzędu w drodze procedury impeachment -- wszystko bowiem wskazuje na to, że wniosek uzyska wymaganą większość w stanowym senacie (proces ma się zacząć 26 stycznia, za odwołaniem gubernatora musi zostać oddane 40 spośród ogółu 59 głosów).

Paradoksalnie: potomek imigrantów nominuje jedynego czarnego kandydata, obaj ściągają za to na siebie niemiłosierną krytykę -- nikt jednak nie protestuje (i słusznie) przeciwko ewentualnemu rasizmowi krytyków. Syndrom powrotu do normalności?
W każdym przypadku myślę sobie: co na to poseł Górski i jego kolega, poseł Pięta?

Komentarze (3)
Dlaczego nie jestem zadowolony z wyboru Obamy
 Oceń wpis
   

motto na dziś: Bądźcie tak postępowi jak nauka i tak reakcyjni jak tabliczka mnożenia, Calvin Coolidge, 30 prezydent USA (1923-29).

Świat w euforii, bo Amerykanie głosowali za wyborem Baracka Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych (dla niepoznaki zwanych przez niektórych Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, chyba dla rozróżnienia od Stanów Zjednoczonych Meksyku...).

Jednak nie wszyscy upadli na głowę, nie każdy da sobie wmówić, że 'yes we can' oznacza realną moc sprawczą. Paweł Satalecki przewrotnie napisał tekst pod prowokacyjnym tytułem Nie mamy co liczyć na Obamę -- z którym się zasadniczo zgadzam -- ale postanowiłem dorzucić swoje parę łyżek dziegciu do powszechnego wybuchu ucukrowanej ekstazy.

  • podstawowa sprawa: Demokrata w Białym Domu to dla Polski zawsze lekki ambaras. Tak, pamiętam, że Wilson, ale później było tylko gorzej: FDR wpatrzony w 'wujaszka Joe' (no ktoś nas u licha sprzedał Sowietom w Jałcie i Teheranie). Osły mają jeden feler -- który niektórzy nazwą zaletą, ale ja nazywam to felerem -- upodobanie do izolacjonizmu;
  • izolacjonizm amerykański to woda na młyn Rosji: ponieważ od Obamy nikt nie oczekuje zajmowania się sprawami Gruzji i Ukrainy, zapewne nie zaryzykuje on wiele w ewentualnym sporze z Moskwą. To byłby dramat dla postsowieckich państw, o których Siergiej Markow w ostatniej 'Europie' mówi: 'Powinien uczyć się [Obama] szanować rosyjskie idee i interesy. Amerykańskie pomysły są zupełnie szalone - oni chcą, żeby rosyjskie wpływy ograniczały się do terytorium Rosji. Ale czy można czegoś takiego oczekiwać od wielkiego mocarstwa? Rosja nim jest i nie będzie zamykać się w swoich granicach' a następnie, zapytany o interesy Moskwy w 'bliskiej zagranicy' wprost odpowiada, że prawem Rosji jest domaganie się od Ameryki uszanowania jej interesów w Gruzji i na Ukrainie.
  • Obamie może zamarzyć się jego własny New Deal, a to oznacza większe podatki (mniej kasy na inwestycje, w tym zagraniczne) i preferencje dla niekoniecznie trafnych, ale współfinansowanych z publicznej kiesy przedsięwzięć. (Nb. niektórzy mówią, że kryzys 1929-33 trwałby krócej, gdyby nie interwencja rządu). Tymczasem powiedzmy sobie szczerze, że podstawowym błędem socjalizmu jest wiara, że herbata robi się słodka od samego mieszania łyżeczką;
  • polityka miłości -- my już to wiemy, Amerykanie się dopiero dowiedzą -- to dobre hasło na wybory, ale później się zaczyna podgórkizm. Jestem pełen obaw, że Barack Obama może być w realizacji tego, co sensowne w jego programie (podoba mi się np. podejście do ekologii) hamowany przez zimne realia. Przypomnijmy, że Donald Tusk też obiecywał likwidację podatku Belki (tymczasem obecnie mówi się o objęciu nim niektórych polis ubezpieczeniowych) i podatku Religi, wprowadzenie podatku liniowego PIT, obniżenie VAT -- tymczasem skończyło się na żenujących przepychankach z prezydentem.

[edit]: miało być optymistycznie, a jest jak jest: rekordowe spadki na nowojorskiej giełdzie. Zresztą co ja będę się rozpisywał: sami patrzcie na ten wykres. Śledzie w tomacie, chcieliście to macie.

 

PS tak na marginesie: wśród licznych pytań i próśb o pomoc kierowanych do L.A. otrzymałem dziś jedno sensowne zapytanie: czy kolegium elektorskie może się zbiesić i wybrać innego kandydata na prezydenta? Otóż formalnie tak, bowiem zgodnie z XII poprawką do Konstytucji wybrani we wtorek elektorzy mogą wybrać na prezydenta któregokolwiek z kandydatów: zarówno Joe Bidena, niestrudzonego Ralpha Nadera (ten to nigdy nie odpuści!), Boba Barra czy też wreszcie Glorię La Riva.

Rzecz jednak w tym, że przez przeszło 2 wieki historii USA bunt w kolegium elektorskim zdarzył się wprawdzie aż 158 razy, ale tylko raz skutkiem tego było pokrzyżowanie szyków pewniaka: w 1836 roku wybór wiceprezydenta (był nim Richard Mentor Johnson, u boku Martina Van Burena -- o którym zresztą mówiło się, że nie bardzo mówił po angielsku, wolał swój niederlandzki...) nastąpił dopiero w Senacie.

Komentarze (30)
Pochwała czeskiego modelu wyborów do Senatu
 Oceń wpis
   

Kiepska pogoda zagoniła mnie do Czeskiej Republiki. Od czasów Schengen jest to o niebo łatwiejsze niż przyjemniejsze niż kiedyś; jeśli dodam, że po odwiedzeniu małomiasteczkowego sklepiku wyszedłem objuczony 22 bulelkami piwa (a żadne z nich nie jest tak szajsowate jak jakaś Warka Strong czy inny Żywiec), to chyba z łatwością zrozumiecie mój zachwyt.

Druga sprawa, która zwróciła moją uwagę to rozpisane na 17-18 października częściowe wybory do Senátu Parlamentu ČR. Tak, tak: Czesi i w tak drobnej sprawie jak system wyborczy bywają od nas rozsądniejsi. Ot, i tak zgodnie z prawem wyborczym co 2 lata następuje wymiana 1/3 składu Senatu (dlatego są to wybory częściowe), przeto młodsi stażem senatorowie mogą korzystać z doświadczenia starszych kolegów, co więcej -- dzięki temu skład izby nie petryfikuje się na wiele lat według rozkładu popularności partii z jakiegoś tam okresu.
(Dla porównania: w Polsce od razu wymieniamy sobie wszystkich 100 senatorów, przez co są oni równie zacietrzewieni politycznie jak p'osły, wybieramy ich tylko na 4 lata, zaś skrócenie kadencji izby poselskiej wiąże się także z rozwiązaniem izby wyższej. Głupota i rozrzutność.)

Dla najwytrwalszych skromny upominek: Autor&Wydawca w jednej osobie, wraz ze swoim psem, pod plakatem kandydata mgra Ivana Adamca. Kandyduje z ramienia rządzącej ODS, z okręgu Trutnov, a zdjęcie wykonane na wjeździe do Pecu pod Śnieżką.

Komentarze (12)
Słówko wyjaśnienia (fałszywy senator)
 Oceń wpis
   
Tak sobie pomyślałem, że nie wypada zostawić na lodzie tych wszystkich Czytelników, którzy zawierzyli informacji o moim zamiarze kandydowania do Senatu -- a nawet obiecali wsparcie (za co bardzo serdecznie dziękuję!) Należy się Wam wszystkim słówko wyjaśnienia.

Otóż zgodnie z tym co przewidywaliście -- tak, sprawa miała być jednym wielkim dowcipem. Ale dowcipem zrobionym całkowicie na poważnie. Po prostu myślałem, że jednak da się z tym wszystkim uporać na spokojnie, zza komputera, licząc ewentualnie -- wcale nie tak po cichu -- na wsparcie tych Czytelników, którzy dla dobrego ubawu wesprą Naczelnego Komedianta Szóstej Rzeczypospolitej.
Dowcip miał polegać na tym, że chciałem spróbować udowodnić naszemu establiszmentowi -- tym wszystkim hetmanom Gosiewskim, koniuszym Giertychom, Schetynom i Napieralskim -- (także korzystając z tego, że w uzupach rzadko jest większa frekwencja, niż jakieś 6-10%), że nie ten Armstrong kto jedzie cały czas na czele stawki, ale można czasem myk-myk wyskoczyć zza pleców i dobrym sprintem na finiszu napędzić stracha (no dobra, to raczej nie Armstrong, a np. Cipollini -- chociaż nie, zawsze wolałem Shauna Palmera).

Niestety, wybory to nie jebajka. Z formalnościami bym się jeszcze jakoś uporał -- skoro człowiek umi się jakoś przepałować przez wydział KRS, to z PKW też sobie chyba poradzi? -- ale po kompleksowej analizie uwarunkowań wpadłem na to, że jednak nie da się tego wszystkiego zrobić samemu. Bez struktury|organizacji|sztabu jest to po prostu piekielnie trudne.
I tak jak pewnie jeszcze znalazłbym 15 osób gotowych założyć komitet obywatelski, a nawet znalazłby się pełnomocnik finansowy & pełnomocnik wyborczy, to już całe zamieszanie ze zbieraniem podpisów, weryfikowaniem ich prawdziwości (casus posłanki partii, której nazwy przez grzeczność nie wymieniam!), etc. -- są przytłaczające.

Do tego faktycznie, troszkę zbyt optymistycznie miałem pomysł na zbieranie podpisów via sieć, w całym kraju. Najsamprzód trzeba zebrać tysiąc podpisów poparcia dla komitetu wyborczego, następnie po trzykroć tyle -- a wszystko TAM.
Dołóżmy do tego kalendarz wyborczy, zgodnie z którym komitety powinny się zarejestrować do 3 maja (no dobra, efektywnie do poniedziałku, 5 maja) oraz kilkanaście następnych dni na zgromadzenie tych 3000 autografów oraz zapowiedziany (i odwołany?) strajk Poczty Polskiej, a okazałoby się, że do końca musiałbym polegać na 'pewności & rzetelności' struktury, której zaufać po prostu nie potrafię.

Dlatego -- już bez dalszego mieszania -- chciałem podziękować za zainteresowanie i naprawdę liczne listele w tej sprawie. I przeprosić, bo mam wrażenie, że większość z Was była gotowa się zaangażować -- a przynajmniej w takim stopniu, w jakim ja bym tego oczekiwał. Czyli na luzie.

A cała sprawa jest dla mnie o tyle obiecująca -- to chyba najważniejsza konkluzja -- że naprawdę istnieje w narodzie odczuwalna i uświadomiona potrzeba wejścia do polityki ludzi normalnych, naturalnych, nie stroszących się w pawie piórka. Ludzi, którzy nie będą mydlić oczu cudami, milionami mieszkań, pseudoreformami, etc. chłamem -- lecz ludzi, którzy wprost mówią, że potrzeba nam więcej wolności (a nie komisji ds. wolności), realnych swobód (a nie trajlowania czy można znieść obowiązek meldunkowy czy też nie można) oraz odpowiedzialności (zamiast państwa opiekuńczego, które sześć razy nas okradnie, zanim raz coś da, równocześnie waląc w łeb pałką policyjną oraz zabierając resztki naszych swobód).

Jest to chyba także pocieszająca wiadomość dla tych -- dziś jeszcze pół formalnych -- struktur (mam na myśli jakieś partie pirackie), które rozważają wejście do polityki.
Sęk w tym, panowie, że jak się robi partię polityczną to warto zbudować prawdziwy program, a nie przedstawiać coś na obraz i podobieństwo deklaracji towarzystwa socjotechnologicznego.

Ale to już temat na następną bajkę.
Komentarze (13)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D