Jak liczyć przedawnienie zniesławienia w internecie
 Oceń wpis
   

Her Eyes

Ciekawe -- i praktyczne. Jak pisze serwis e-Prawnik (polecam) zdaniem Sądu Najwyższego przestępstwo zniesławienia w internecie (art. 212 par. 2 kk) nie jest przestępstwem trwałym, zatem bieg przedawnienia karalności takiego czynu liczy się od daty rozpowszechnienia zniesławiającej informacji, nie zaś od daty ewentualnego usunięcia wpisu.

Sprawa dotyczyła -- a jakże -- wpisu w serwisie internetowym, którego autor w niewybredny sposób skrytykował jakość usług świadczonych przez pensjonat, co właściciel pensjonatu zakwalifikował jako narażający go na utratę zaufania niezbędnego dla prowadzenia tego rodzaju działalności. Wpis wisiał na stronie od lipca 2005 r. do sierpnia 2009 r., zaś pokrzywdzony wniósł akt oskarżenia w listopadzie 2009 r. (a więc po usunięciu nieprawdziwych opinii).

postanowienie SN z dnia 29 czerwca 2010 r., sygn. akt I KZP 7/10, z uzasadnieniem można zapoznać się tutajSąd, do którego wpłynął akt oskarżenia stanął na stanowisku, że po 4,5 roku od opublikowania wpisu doszło już do przedawnienia jego karalności i postępowanie umorzył. Postanowienie to zaskarżył pełnomocnik pokrzywdzonego wskazując, że przestępstwo to popełniane było w okresie od napisania wpisu do daty jego skasowania, a zatem jako przestępstwo ciągłe, okres przedawnienia powinien być liczony od dnia usunięcia tekstu.
W toku postępowania instancyjnego Sąd Okręgowy powziął wątpliwość, czy przestępstwo zniesławienia w internecie -- w przeciwieństwie do zniesławienia w prasie drukowanej -- skoro zniesławiająca treść jest cały czas dostępna, nie stanowi aby przestępstwa ciągłego (chociaż z góry zastrzegł, że skoro usunięcie wpisu zależne jest od woli moderatora, to liczenie okresu przedawnienia od daty usunięcia wpisu byłoby niedopuszczalne). I zwrócił się do SN z pytaniem prawnym.

Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że art. 212 par. 2 kk nie wymaga kierowania wniosku o wykładnię i odmówił podjęcia w tej sprawie uchwały. W uzasadnieniu postanowienia (to ta ciekawsza forma działalności SN, który odmawia pomocy, zaś w uzasadnieniu wszystko i tak wyjaśnia ;-)
I tak przede wszystkim rozstrzygnięto, że przestępstwo zniesławienia w internecie, chociaż "trwa" ono tak długo, jak długo wpis jest dostępny dla użytkowników internetu, nie jest przestępstwem trwałym. Sprawca nie dopuszcza się bowiem ani szeregu czynów składających się na przestępstwo, nie podejmuje także dodatkowych czynności mających na celu "podtrzymanie przestępstwa" (jak np. w przypadku bezprawnego pozbawienia wolności). Gdyby bowiem podzielić pogląd pokrzywdzonego okazałoby się, że na identycznych zasadach musiałby odpowiadać "aż do chwili zniknięcia z bibliotek ostatniego egzemplarza gazety, w której wydrukowano pomówienie".

Na marginesie: z identyczną kombinacją spotkałem się rok temu we własnej sprawie (por. "Oskarżony... EOT II") -- i muszę powiedzieć, że wówczas nawet wrocławski Sąd Rejonowy nie miał problemu z prawidłową oceną skutków zdarzenia.

Komentarze (9)
Naiwność i pazerność
 Oceń wpis
   

jakaś buziaDostałem ostatnio namiary na dwa dość ciekawe, dość podobne i chyba znaczące tematy. Znaczące, bo mówią trochę o naiwności i pazerności ludzkiej. I o naiwności "skrzywdzonych", którzy chyba za bardzo wierzą, że stempel mecenasa zwykle działa na "internetowych chuliganów" jak widok dzielnicowego na zwykłych łobuzów.

Temat pierwszy: naruszenie praw do wizerunku osoby poprzez bezprawne rozpowszechnienie w internecie jej wizerunku. Pani mecenas pisze, imieniem swej mandantki, w sprawie fotki kobiety o zdjęciu. Zdjęcie jakieś 150x120 pikseli, przedstawia siedzącą osobę, patrzącą przez ramię do tyłu. Widać może 1/3 twarzy, bo reszta skryta pod szopą długich włosów; do tego -- to też chyba ważne -- wskutek skali cała głowa tej osoby to kwadracik może 30x30 pikseli. Tułów dość skutecznie zasłonięty, m.in. laptopem leżącym przed tą osobą (użyto szerokokątnego obiektywu, co dodatkowo skrzywiło proporcje).
W sumie coś takiego jak na obrazku powyżej (dla zobrazowania zagadnienia pozwoliłem sobie wyciąć te 30x31 pikseli; ale to nie jest to samo zdjęcie -- nie chcę mieć u siebie podobnych problemów ;-)

art. 81 prawa autorskiego
1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.
Szanse na rozpoznanie sportretowanej osoby więcej niż mizerne, ale roszczenia niebagatelne. Zaczyna się od tego, że oczywiście modelka nigdy nie udzieliła zgody na rozpowszechnienie tego potajemnie wykonanego zdjęcia (to ciekawe, bo z materiałów wynika, że doszła do niego przez wyszukiwarkę -- na frazę "imię i nazwisko" autora fotogramu). Ciekawe o tyle, że zdjęcie wygląda na ewidentnie pozowane (no i skąd zna nazwisko autora?). Nie wzięła też za pozowanie złamanego grosza, nie jest osobą powszechnie znaną, ujęcie nie jest także zwykłym sztafażem.
Spełnienie którejkolwiek przesłanki sprawiłoby, że sprawa byłaby stuprocentowo czysta w świetle art. 81 pr.aut. Owszem, można próbować domniemywać istnienie zgody na podstawie choćby tego, że fotografia jest ewidentnie pozowana, że modelka znała nazwisko autora pracy -- ale pewność byłaby tylko wówczas, gdyby udało się zestawić zdarzenie z brzmieniem przepisu.

Jest jednak w sprawie pewien feler, o którym albo pokrzywdzona, albo jej pełnomocniczka zapominają. Przepis mówi o ochronie wizerunku, nie zaś o wyobrażeniu naszego wizerunku -- wizerunku, czyli rozpoznawalnej podobizny jakiejś osoby. To, że ktoś umie się rozpoznać na takim ujęciu (przy pewnej dozie wyobraźni ja potrafię rozpoznać siebie na powyższym obrazeczku -- a przyznacie, że jest to znacznie prostsze, jeśli się wie, że było się w takiej sytuacji) nie oznacza jeszcze, że doszło do naruszenia praw do jego wizerunku.

Osobną i wcale zabawną sprawą jest zakres żądania: oprócz przeprosin pani mecenas zażądała... 30 tys. złotych tytułem -- no właśnie: w petitum pisma tytułem zadośćuczynienia za naruszenie praw do wizerunku, zaś w uzasadnieniu tytułem wynagrodzenia za pozowanie. I to chyba mówi wszystko o sprawie: przypomnijmy, że 30 tys. sąd zasądził na rzecz Patrycji Koteckiej, ale za zdjęcie prezentujące ją z odkrytym biustem i na rozkładówce.
Imaginujecie sobie: niewinne zdjęcie, na którym cała głowa modelki zajmuje mniejszą powierzchnię, niż odcisk mojego palca -- i półnagie zdjęcie kobiety rozpowszechnione na jedynce "Super Ekspressu"!

Druga sprawa dotyczy tematu: odpowiedzialność usługodawcy prowadzącego forum internetowe za wpisy tam poczynione przez użyszkodników.
Było tak, że na jakimś forum, w dwóch różnych (czasowo odległych) wątkach pojawiło się kilka wpisów średnio pochlebnych dla spółki, nazwijmy ją IMBC sp. z o.o. (firma jak najbardziej fikcyjna). Przedsiębiorca ten prowadzi działalność w segmencie pośrednictwo/doradztwo finansowe ale -- jak piszą niezadowoleni internauci -- "kury im szczać prowadzać, a nie doradzać jak inwestować". Odezwali się też byli pracownicy IMBC, których zdaniem pracuje się tam niefajnie, paru niezadowolonych ex-klientów... w sumie norma.

Czytałem te wątki, jest całkiem spokojnie -- nie ma nawet dwudziestej części tego, co ekipa mBanku czyta o sobie na forum.mBank.pl, nie ma żadnych bluzgów; ot taki klasyczny acz dość lekki rant.

Niestety, dla zarządu IMBC to kamień obrazy, który wymaga zmazania krwią winnych. Wiem, że w pierwszym rzędzie były pisane różne rzeczy do usługodawcy (żeby skasował posty i ujawnił dane użytkowników), ale usługodawca rzecz jasna odmówił. Dodam, że te rzeczy raczej nie odpowiadały dyspozycji art. 14 ust. 1 UoŚUDE, a to dlatego, że nie było tam wiarygodnych informacji o bezprawnym charakterze treści.
Odmówił bo -- nie każda krytyka, nawet ostra krytyka, oznacza, że doszło do naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych krytykowanego. Odmówił, bo -- krytyka podmiotów działających na rynku (a także osób za nimi stojących) nie może być utożsamiana z działaniem bezprawnym.

Póki świat światem niezadowolony klient czy pracownik może podzielić się ze światem swoją opinią na temat jakości obsługi czy klimatu panującego w pracy -- narzekanie jest także prawem chronionym konstytucyjnie -- i dopóki nie przekroczy pewnej granicy (która wcale nie jest jakaś szczególnie krucha), włos mu z głowy za to spaść nie może.
A skoro tak, to i administrator forum jest kryty: brak bezprawności zgromadzonych w serwisie danych sprawia, że usługodawca nie ma obowiązku niczego usuwać, choćby niezadowolony prosił go i groził mu.

No i oto kolejny mecenas wysłał do admina forum wezwanie, w którym żąda: (i) usunięcia tych wpisów z forum, (ii) przeproszenia w mediach za brak moderacji forum, (iii) zapłaty 30 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia za wyrządzone spółce i zarządowi krzywdy. Ot takie zwykłe groźby, które -- pamiętajcie -- powinny zwykle trafiać do kosza.

Tak to jest jak ktoś uważa, że o dobrą opinię łatwiej zadbać usuwając nieprzychylne komentarze z internetu i ścigając ich autorów (a jak się autorów nie da -- to podmiot, który administruje forum), niż starając się zadowolić klientów.

A mnie nurtuje jedno pytanie: skąd i dlaczego znów pojawia się 30 tys. złotych, kwota tak niewyobrażalnie nieziemsko -- w kontekście bzdetności spraw -- nieżyciowa?
Czy to jest tak, że klienci wyobrażają sobie, że wystarczy jedno takie "potknięcie" przypadkowego ciemiężcy/ofiary, a można równocześnie wyrwać troszkę kasy i może przystroić się w szatki tego, co umie zamknąć gęby krzykaczom (ściśle: nie tyle zamknąć gęby, ile sprawić, że inni będą tłumić krzyk w zarodku)?

A może to państwo mecenasostwo -- w obu sprawach występują ludzie znacznie młodsi ode mnie -- chcą się popisać przed klientem "panie, tak mu napiszemy, że nawet jak nie zapłacą, to im rura zmięknie?"

I ostatnie pytanie: kto tu jest naiwny, a kto pazerny bardziej?

Komentarze (10)
Mam swoje zdanie i nie zawaham się go wyrazić
 Oceń wpis
   

Michał Archanioł -- anioł z mieczem!W ramach weekendowej rozwałki -- nienie, mam w zupie czy Szczygło Tuska, czy Tusk Szczygłę za kraty posadzi -- ciekawostka z cyklu co robić jak źle o nas mówią i dlaczego może ich pozwać?

Każdy przedsiębiorca, ba, każdy człowiek, któremu starcza odwagi, by coś robić, musi kiedyś się zetknąć z ostrym ogniem krytyki. Niezadowolony klient może być gorszy od kontroli z urzędu skarbowego (uwaga, link do Kominka!), jednak jak piszą specjaliści od zarządzania kryzysem (takich nie brak w kryzysie zarządzania) najważniejsze to wiedzieć jak wybrnąć z opresji.

Wiem coś o tym, bo -- niektórzy z Was już o tym dobrze wiedzą -- przychodzi mi czasem pełnić rolę takiego jednoosobowego Sądu Ostatecznego na Forum Money.pl; słowem: to ja ostatecznie decyduję czy żądanie usunięcia "steku kłamstw i pomówień wypisanych przez byłego pracownika/złośliwą konkurencję/byłego wspólnika" [niewłaściwe wykreślić] kwalifikuje się do potraktowania artykułem 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
(Na marginesie: zanim zaczniecie pisać do nas, albo gdziebądź indziej, wprzódy zapoznajcie się z tymi tekstami: Groźby za cudze wpisy na forum -- do kosza!, Odpowiedzialność administratora forum za cudze wpisy, Hobbystyczne forum internetowe a odpowiedzialność za posty, a także Żądanie udostępnienia danych użytkowników serwisów -- naprawdę jest tak, że nie wystarcza uważać, że anonimowy wpis nas krzywdzi, aby żądać jego usunięcia "pod rygorem"!)

Zresztą pewną warstwę hate letters dostaję także z racji niniejszego grafomańskiego zacięcia; cóż taki już mój los.

Moje zdanie na temat posiadania swojego zdania -- i jego wyrażania -- jest jednak bezdyskusyjnie niezmienne i niezmiennie pryncypialne: po to Bozia dała nam gębę, a w gębie język (a pod czaszką mózg), żeby myśleć i mówić co się wymyśliło. Stąd też prawo do krytyki wiążę bezpośrednio z wolnością słowa (nie: prawem do wolności słowa, lecz po prostu wolnością słowa). Stąd zawsze będę uważał wszelkie próby i zamiary hamowania słowa -- nieważne: oparte na kodeksie karnym (np. nieszczęsnym art. 212 kk -- polecam też ciekawy tekst Bianki Mikołajewskiej w ostatniej Polityce) czy po prostu na zastraszaniu -- za zwykłe buractwo i dowód na prawdziwość krytyki.
(Na drugim marginesie, bo mi zaraz temat piractwa w zakresie znaków towarowych i domen wyciągniecie: nie mieszałbym z wolnością słowa czegoś tak prozaicznego jak nieuczciwa konkurencja.)

Słowem: uważam, że jeśli ktoś ma swoje zdanie to nigdy nie powinien wahać się go wyrazić, zaś wszelkie próby łapania za słowa odradzam jako jeszcze bardziej ryzykowne i wstydogenne.

No dobra, tyle tytułem -- przydługiego, przyznaję -- wstępu, który miał być czymś w rodzaju przypomnienia mojego credo. Czas na danie główne dnia: pismo niezadowolonego mechanika samochodowego do niezadowolonego klienta, który ośmielił się go (publicznie, w internecie) skrytykować.

pogróżki za opinie w internecie

Te internety to faktycznie diabelskie narzędzie: miało wystraszyć, a wypłynęło i ośmieszyło. Bo przyznacie: nie wiemy o co poszło i jak jest, ale już dziś wiemy, że jest śmiesznie.

Komentarze (2)
Wniosek do prokuratury o ściagnie z oskarżenia prywatnego...
 Oceń wpis
   

Do dziś nie zabierałem głosu w ogólnonarodowej debacie pt. Jaki to straszny cios dla narodowej kultury Rzeczypospolitej dzieje się dlatego, że prezesem Tefałpe został Piotr Farfał.

Nie dlatego, żebym był zachwycony czymkolwiek, co wiąże się z jego osobą. Do wymarłej już rasy uberpanów nigdy nie miałem szczególnego serca, pseudopanslawistyczne miazmaty postgomułkowskich umarlańców biegających w nocy z pochodniami po zboczach Sobótki uważałem za szczeniacką zabawę w harcerstwo. Niektórzy lubią w mlodości robić zakazane rzeczy, aczkolwiek z tego się wyrasta.

Dlatego nie mam wątpliwości, że Piotr Farfał, nawet jeśli w młodości wypisywał jakieś neonazistowskie brednie, nie powinien być dziś oceniany przez pryzmat tamtej przeszłości. Telewizja, którą robi, niewątpliwie nie jest neonazistowska, faszystowska czy też w jakikolwiek sposób totalitarna (na pewno nie bardziej totalitarna, niż za czasów teamu Kwiatkowski&Czarzasty).
Nie mam też szczególnych pretensji do obecnego prezesa Tefałpe, że zatrudnia u siebie równych sobie
myszygene kopf. W tym przedsiębiorstwie zawsze znajdowali przechowalnię różni arywiści z bożej łaski, a że tym razem przyszedł czas dla łebków od Giertycha...

Słowem: cokolwiek ma do powiedzenia Gazeta Wyborcza, Farfał jest do wyrwania (z fotela) nie dlatego, że kiedyś miał upodobanie do butów na glanc, albo dlatego, że rzekomo lubi tylko konferencje Libertas (nie zauważyłem). Farfał jest do wyrwania wyłącznie dlatego, że jest szajsowatym prezesem szajsowatego przedsiębiorstwa, które lepsze nie będzie. Jest do wyrwania razem z całą Woronicza.

Dowód? Wikipedia mówi, że on prawnik, a tymczasem w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej tego bajzlu (przypominam, za nasze to abonamenty zabawa) pozwolił sobie wystąpić z aktem strzelistym, którego nie sposób zacytować w obszernych fragmentach:

W związku z wtorkową (21 kwietnia 2009 r.) publikacją „Gazety Polskiej” pt. „Farfał: czarne małpy nic nie potrafią”, umieszczoną również na portalach internetowych niezależna.pl i Wirtualna Polska chcę poinformować, że przeciwko redakcji „Gazety Polskiej” oraz obu tym portalom złożę wniosek do prokuratury o ściganie z oskarżenia prywatnego z art. 212 Kodeksu Karnego oraz z powództwa cywilnego. Będę domagał się wyciągnięcia surowych konsekwencji zarówno w stosunku do autorki tekstu, jak i osób odpowiedzialnych za jego publikację w „Gazecie Polskiej” oraz rozpowszechnienie przez portale internetowe.Bełkotliwe banialuki, które trzeba napiętnować: skoro mowa jest o art. 212 kk, który -- co prawnik Farfał zdaje się wiedzieć, skoro wspomina o oskarżeniu prywatnym -- to nie ma mowy o wniosku do prokuratury o ściganie (tak, są przepisy w kodeksie postępowania karnego teoretycznie umożliwiające wszczęcie takiego postępowania w przypadku, kiedy wymaga tego interes społeczny... ale darujcie...).
A skoro postępowanie cywilne -- nawet Piotrowi Farfałowi przysługuje możliwość ochrony dóbr osobistych zagrożonych czyimś działaniem -- to też chyba nic do tego prokuraturze.

Wniosek jest prosty: stanowisko prezesa dużego i jednak wpływowego przedsiębiorstwa piastuje człowiek, ponoć prawnik, który nie jarzy podstawowych rzeczy. To wystarczający powód, aby jednak się zastanowić czy aby na pewno mamy właściwego człowieka na właściwym miejscu.

Komentarze (3)
11-latkowie przed sąd za włam na konto w Naszej Klasie
 Oceń wpis
   

Ciekawostka (i przestroga): dwóch 11-latków stanie przed sądem rodzinnym za "zachakierowanie" konta kolegi na Naszej Klasie. Jak pisze WP.pl dzieciaki przełamały zabezpieczenia profilu kolegi i podmienili treść na coś obraźliwego, co naraziło go na śmieszność wśród rówieśników.

Cytowana przez portal rzeczniczka policji podkreśliła, że włamywacze zmienili hasło do konta, przez co pokrzywdzony nie miał możliwości skasowania obraźliwych treści. Poradziła dopiero mama chłopca, która poszła na policję. Sprawców szybko wykryto, a to dlatego, że z ekspertami z zespołu do walki z przestępczością internetową współpracował dział bezpieczeństwa Naszej Klasy.
Później idzie opis tortur, na jakie mogą być narażeni dowcipni smarkacze, a ja się cieszę, że za moich czasów nie było Naszej Klasy i internetu, bo z pewnością niektóre moje co bardziej inteligentne dowcipy też bym starał się tam przenieść. Co groziłoby tym, że mury więzienia opuściłbym gdzieś około 1999 roku.

Nie zwróciłbym uwagi na tę notatkę -- kolejny bzdet pt. "co to za okropność ten internet i jakie zdziczenie młodzieży!" -- gdyby nie wzmianka o tym, że wskutek zmiany hasła do konta chłopiec nie miał możliwości poprawienia obraźliwych wpisów; oraz o tym jak to bohaterski dział CyberSec Naszej Klasy współpracuje z organami ścigania w zwalczaniu przestępczości wśród gimnazjalistów.

Nie wiem jak było w tej sprawie. Mogę jednak domniemywać, że mogło być podobnie jak w każdej innej. Ile to razy się słyszało, że ludzie wkurzeni czymś, co pojawiło się na Naszej Klasie -- a czego ich zdaniem nie powinno tam być -- nie mogli się doprosić żadnej reakcji, nawet z powołaniem się na art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (pisałem o tym tak często, że nawet nie chce mi się linkować). Ba, nie tak dawno ja sam stałem się królikiem doświadczalnym w rękach korporacyjnej machiny do mielenia bzdur -- nie zdziwiłoby mnie zatem, gdyby się okazało, że matka zareagowała w sposób najsłuszniejszy ("ej, tu się brzydko pisze o moim synu, zróbcie coś z tym"), otrzymując w odpowiedzi standardową formułkę

Dziękujemy za kontakt w tej sprawie. Prosimy o krótkie sprecyzowanie swojego
problemu.

a następnie jakieś standardowe ple-ple, że się nie da, że nie ma dostatecznie silnych informacji, że proponują wystąpienie, itd.

Jeśli tak było -- przekonajcie mnie, że tak nie było -- to może się okazać, że szczeniacki wybryk, nie wart nawet lania, przerodzi się w wielką sądowo-procesową checę: postępowanie z paragrafu o "zwalczaniu i zapobieganiu demoralizacji" z ustawy o postępowaniu w sprawach o nieletnich, co skutkuje -- jakby na to nie patrzeć -- krechą na całe życie.
(Tak, wiem, że zaraz posypią się na mnie gromy moralizatorów oskarżających mnie, że wybielam młodocianych zbrodniarzy, co to dziś bluzgają, a jutro zaczną kraść i mordować. No więc niech tak będzie: wybielam. Jak miałem 13-15 lat też byłem niezłym łobuzem, a jakoś -- pocieszam się? -- udało się wyjść mi na ludzi.)

A wystarczałoby reagować na spokojne reklamacje, choćby trzymając się dyspozycji owego mitycznego już art. 14 ust. 1: usunąć obelgi, przywrócić dostęp chłopaka do jego konta -- i nie byłoby całej sprawy.

Komentarze (7)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D