Czas na dwa łyki teatralnej sztuki; albo czegoś w ten deseń.
Jak donosi NYT w berlińskim Admiralspalast wystawiany jest właśnie musical (albo coś w tym rodzaju -- wybaczcie, na krytyka teatralnego nie zamierzam nawet pozować) oparty na "Producentach" Mela Brooksa. Czyli opowieść o tym -- wyjaśniam tym, którzy nie widzieli oryginalnej produkcji, bądź późniejszego remake -- jak Max Bialystock oraz Leo Bloom postanawiają zrobić przekręt na wtopieniu kasy w nieudanym spektaklu o śpiewającym Hitlerze -- a który okazuje się być kasowym przebojem (co w ostatecznym rozrachunku prowadzi ich za kraty).
Mniejsza o fabułę (fabułę sztuki, jak i fabułę filmu -- w tym przypadku fabułę sztuki o sztuce...), znacznie ciekawszy dla mnie jest przypadek: niemiecka publiczność idzie do niemieckiego teatru na komedię o niemieckim Führerze, śmieje się i... i nic? W tle gra "Springtime for Hitler: A Gay Romp With Eva and Adolf at Berchtesgaden" i nikt, żadna ministerka Radziszewska się nie zrywa, szabli nie chwyta, na koń nie siada?
Próbuję wyobrazić sobie taką imprezę -- a może raczej: prowokację intelektualną -- w Polsce. Począwszy od "Producentów" w warszawskiej Romie (w ramach adaptacji można nieco zmienić scenariusz -- przy Nowogrodzkiej są jakieś tablice o Powstaniu, zatem protesty i jajka rozbite na witrynie przysłużą się sprzedaży biletów).
Zresztą co tam Dirlewanger i jego chłopcy, co tam Waffen SS i jego zbrodnie. Niechby ktoś zrobił teatr o Katyniu, albo chociaż procesie moskiewskim czy ucieczce Mikołajczyka...
Abstrahując od protestów, manifestacji pod kasami (prawa do protestowania nigdy bym nie zabronił, nikomu -- nawet stoczniowcom czy premierowi) -- ciekawe kto byłby silniejszy kolejnym w sporze pomiędzy prokuratorem, który niechybnie sięgnąłby po sprawdzony oręż art. 256 kk a złotą szlachecką wolnością słowa. (Przypominam sprawę sprzed dwóch lat z okładem, czyli "Żydzi won z katolickiego kraju" Petera Fussa (por. Sztuka ocenzurowana) oraz sprawę sprzed niecałego roku -- ocenzurowanie eksponatu w ramach wrocławskiej wystawy Survival; spytacie kto się wzburzy? ot w ciemno mogę zatypować np. ex-posła Arnolda Masina...)
Zresztą jeśli twórcy obawialiby się oskarżenia o targanie świętości narodowych i jawnopotajemne sprzyjanie totalitaryzmom, są jeszcze w ruchu narodowosocjalistyczym postaci, które jak sądzę i do dziś mogą służyć masom jako wzorzec w tych ciężkich czasach.
O Ernście Röhmie już pisałem. To taki przyhilterowski Che Guevara, którego na sztandary spokojnie mogliby wziąć dzisiejsi alterglobaliści: prawdziwy lewicowiec, antykapitalista, do tego homoseksualista po comingoucie, w dodatku zamęczony na tyle wcześnie, że nie można obarczać go odpowiedzialnością za to wszystko, co nazywamy zbrodniami hitlerowskimi.
Tak, wesoła opowieść o Röhmie byłaby całkiem niezłym testem naszych wyobrażeń i pojęcia o wolności słowa. A jeszcze jakby w spektaklu podrywał go sam Hitler -- którego przecież nie bez kozery podejrzewa się o podobne skłonności...




Wszystko co wiąże się z Hitlerem i nazizmem zawsze budziło i budzić będzie
kontrowersje. Nie tak dawno niezłą ''promocję'' zrobiła sobie marka Tchibo sloganem
"Jedem den Seinen" , które miało promować różne rodzaje kawy na 700 stacjach
benzynowych w Niemczech. Niewinne z pozoru szybko skojarzono z "Jedem das Seine",
czyli "Każdemu to, co mu się należy", które widnieje na bramie obozu koncentracyjnego
w Buchenwaldzie. Tego samego hasła w reklamach użyły też firmy Nokia, Rewe, Burger
King i Merkur. To było nieopatrzne nawiązanie do klimatów nazistowskich.
Celowe i świadome ''wykorzystanie'' Hitlera w sztuce to tymczasem dobra promocja, bo
Hitler po prostu dobrze się sprzedaje. Tak samo jak klimaty nazistowskie. Czemu świat
się tak zachwycał ''Lektorem'' ? Bo nawiązywał do tematyki obozowej. Z całą
pewnością, gdyby nie ten wątek film nie odniósłby takiego sukcesu! skomentuj
Tak się mści brak klasycznego wykształcenia u dziennikarzy - to jest przecież `suum
cuique' -> http://en.wiktionary.org/wiki/suum_cuique . Wart owiedzieć, czyja to
dewiza!
I jest zrozumiała nerwowa reakcja czujnych lewicowców na to hasło - to
*nadzwyczajnie* niebezpieczna idea... skomentuj