2007-11-16 21:18
Ubaw na koniec tygodnia. Nowy MinFin, który miał to szczęście, że nie posiada numeru PESEL, zdecydował się wystąpić o jego nadanie. A ściśle: poprosił swoich współpracowników o złożenie stosownego wniosku w jego imieniu.
Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że każda władza momentalnie ogłupia, zaś zasada ta nikogo nie oszczędza, to przykład Jacka Rostkowskiego jest tego najlepszym dowodem.
Żył sobie człowiek spokojnie jako poddany Jej Królewskiej Mości, nikomu nie wadził; ba! - biedaczyna nie miała dowodu osobistego (Brytyjczycy dowody osobiste traktują jako relikt II Wojny Światowej). Można było mieć nadzieję, że usadowienie na takim stanowisku osoby przyzwyczajonej do życia w normalności uświadomi paru ekspertów od pitów, ściągania haraczu i innych papierków wreszcie pojmie, że bez tego całego cyrku da się żyć... ale niestety, biurokratycznie bagno zwyciężyło - "gimmie my PESEL!" zakrzyknął nasz Sir Lancelot i zginął przeszyty kopią zgłoszenia NIP-3.
A mogło być tak pięknie. Już marzył mi się minister, który publicznie przyzna, że nie posiada numeru PESEL, bo do niczego mu nie jest niezbędny, że odważnie powie, iż dowód osobisty - nieważne czy plastikowy, tekturowy czy elektroniczny - to wyłącznie zbyteczne znakowanie ludzi, który ośmieli się własnym przykładem wykpić wszechpotężną biurokrację.
Niestety, nawet w rządzie, który miał odwagę - nieśmiało, werbalnie, ale jednak - postulować ograniczanie całej naszej durnej papierkologii, górę nad odwagą musiała wziąć trywialna potrzeba akomodacji się do warunków.
Ja ze swojej strony Jego Ekscelencji Ministrowi życzę więcej dystansu, zapału i wytrwałości w rzeczywistym demontowaniu biurokracji oraz nieuleganiu pozorom chwili.
Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, że każda władza momentalnie ogłupia, zaś zasada ta nikogo nie oszczędza, to przykład Jacka Rostkowskiego jest tego najlepszym dowodem.
Żył sobie człowiek spokojnie jako poddany Jej Królewskiej Mości, nikomu nie wadził; ba! - biedaczyna nie miała dowodu osobistego (Brytyjczycy dowody osobiste traktują jako relikt II Wojny Światowej). Można było mieć nadzieję, że usadowienie na takim stanowisku osoby przyzwyczajonej do życia w normalności uświadomi paru ekspertów od pitów, ściągania haraczu i innych papierków wreszcie pojmie, że bez tego całego cyrku da się żyć... ale niestety, biurokratycznie bagno zwyciężyło - "gimmie my PESEL!" zakrzyknął nasz Sir Lancelot i zginął przeszyty kopią zgłoszenia NIP-3.
A mogło być tak pięknie. Już marzył mi się minister, który publicznie przyzna, że nie posiada numeru PESEL, bo do niczego mu nie jest niezbędny, że odważnie powie, iż dowód osobisty - nieważne czy plastikowy, tekturowy czy elektroniczny - to wyłącznie zbyteczne znakowanie ludzi, który ośmieli się własnym przykładem wykpić wszechpotężną biurokrację.
Niestety, nawet w rządzie, który miał odwagę - nieśmiało, werbalnie, ale jednak - postulować ograniczanie całej naszej durnej papierkologii, górę nad odwagą musiała wziąć trywialna potrzeba akomodacji się do warunków.
Ja ze swojej strony Jego Ekscelencji Ministrowi życzę więcej dystansu, zapału i wytrwałości w rzeczywistym demontowaniu biurokracji oraz nieuleganiu pozorom chwili.
Kategoria
paragraf 22




Dziwne. Mówił NI(p), a zażądał PESELa.
Powinien chcieć żywopłot! skomentuj
a czy nie powinno być tak, że zanim zmieni się prawo, należy przestrzegać
obowiązującego? przynajmniej tak mi się wydaje :] skomentuj
Panie Piotrze - czy jeśli mamy do czynienia z prawem głupim, to też najpierw należy
je wykonywać? Nie lepiej się nie przyzwyczajać?
Już nie chce mi się przywodzić przykładu Ustaw Norymberskich... bo za szybko
zredukowałbym dyskusję do problemu Adolfa Hitlera... skomentuj
nie będę się rozwodził bo przecież Pan ich nie wymienił ;)
a czy to jest prawo głupie? dla Pana tak, dla kogoś innego nie. czy jeśli coś mi
wydaje się głupie, to czy ono takie jest w rzeczywistości? jeśli uważam, że podatki
są za wysokie, to czy mogę odmówić ich płacenia?
ja mimo wszystko uważam że dura lex sed lex. ale to może dlatego, że jestem dopiero
studentem prawa :] skomentuj
Ja nie mówię o tym, że skoro ustawy są głupie to JA - albo ktoś inny - może odmówić
ich wykonywania. Ja mówię o tym, że MINISTER powinien pierwszy wpaść na to, że może
on jest normalny, a świat dookoła nienormalny. Że zamiast równać w dół - można znieść
durny obowiązek.
Przypominam, że już niedługo czeka nas horror pt. PESEL2.
Zgadzam się z tym, że durne lex sed lex - niestety. Ale o desuetudo, luce jako źródle
prawa ;-) już było? ;-)
Do książek!! ;-)
pozdrawiam :-) PS swoje zdanie wolno mieć. Ale wolno też je zachować dla siebie
;-)))))))))) skomentuj