Motto na dziś: "In the event that my Recoverable payment exceeds my actual annual bonus, the overpayment will be immediately repayable in full." (z dokumentacji pracowniczej pewnej korp).
Od wczoraj dostaję sporo ciekawej korespondencji z Galicji, gdzie kryzys uderzył niektórym w głowę.
Otóż w pewnej "brytyjskiej" korporacji (spółka-córka pracuje głównie na rzecz brytyjskich kontrahentów mamusi, nazwy jeszcze nie ujawnię, ale jak dalej będzie tak śmiesznie to będziem śmiać się na głos) postanowiono poczynić oszczędności. A ponieważ nie za bardzo jest na czym oszczędzać -- koszt nieudanych biznesów menedżment postanowił przerzucić na pracowników.
Sprawa zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy wypłacono pracownikom premie, około pół pensji na twarz. Ponoć na zachętę, ponoć pod rygorem obowiązku zwrotu, jeśli ktoś odszedłby z pracy przed 30 września.
Zacytujmy zresztą oświadczenie, które pracodawca dawał wówczas pracownikom do podpisania (tak, to nie dowcip, ono jest sporządzone w języku lengłydż):
Should you leave [---] on or before the end of the financial year (30th September 2008) for any reason other than redundancy, the recoverable draw payment will be immediately repayable in full
Zaczął się kryzys, klienci -- branża szczególnie dotknięta kryzysem -- ograniczyli zakres współpracy. Zarządowi przed oczyma stanąć musiało widmo reprymendy, jęli przeto sięgać do kieszeni pracowników, aby łatać dziurę. Część pracowników została zobowiązana do zwrotu połowy otrzymanej wówczas premii. 
Okazało się bowiem, iż ówczesna premia to tylko zaliczka na poczet premii. Mało tego -- jak obłudnie tłumaczy HR -- premia była uznaniowa, zatem skoro dziś pracodawca uznał, że pieniądze się nie należą, to trzeba je oddać. A wszystko to dlatego, że premia była za wynik (ściśle: była to zaliczka na poczet premii z tytułu uzyskania wyniku), tymczasem pracownicy wyniku nie wyrobili (ściśle: nie wyrobiła go korpo), ergo: kasa wraca do kasy.
Pracownicy dostają propozycję-nie-do-odrzucenia: albo wyrażą na piśmie zgodę na potrącenie wynagrodzenia (równocześnie czynniki tłumaczą, że zgoda ta jest tylko formalnością, ponieważ wnioski składane wiosną rzekomo zawierały taką zgodę -- patrz motto dzisiejszego tekstu), albo nie dostaną wypłaty za listopad.
Celowo piszę jak potłuczony, bo sprawa należy do potłuczonych.
Proszę Państwa, może wprowadźmy trochę logiki do sprawy, w postaci moich ulubionych punktów:
- jeśli premia była premią uznaniową, to owszem, pracodawca mógł ją wypłacić, ale nie musiał -- ale od momentu, w którym podjęto decyzję o wypłacie i złożono stosowne oświadczenie pracownikowi, przysługuje mu roszczenie o zapłatę;

- z tego też względu nie można mówić o tym, iżby premia ta była "nienależna" -- bo i kiedy stała się nienależna? Czy wówczas, kiedy ją płacono (bo się ktoś pomylił, bo konkretny pracownik oszukał pracodawcę?), czy dopiero dziś się taka stała (bo firma szuka oszczędności?)
- a skoro premia jest nienależna, bo pracownicy nie osiągnęli wyniku, to ja się pytam (pytanie jest retoryczne, ponieważ odpowiedź znam: nikt tam nie jest na prowizji): skąd wiadomo, że nie osiągnęli tego wyniku, skoro i) żaden z nich nie ma takiego zobowiązania w umowie, ii) żaden z nich nie jest na stanowisku, które jest stanowiskiem sprzedażowym, iii) żaden z nich nie wie nawet jakie są obiektywne kryteria wyliczenia owego założenia i własnego "niedorobienia"?
- (wiadomość z ostatniej chwili: firma jednak nie czekała na jakąkolwiek zgodę, wynagrodzenie zostało potrącone bez jej wyrażenia; czy tylko ja mam wrażenie, że modelowo doszło do naruszenia art. 282 par. 1 pkt 1 kodeksu pracy, zgodnie z którym wykroczenie to podlega karze grzywny od 1000 do 30000 złotych za każdy czyn?!?)
I jeszcze jedno, już raczej kuriozalna sprawa, ale też znacząca: czy możecie w to uwierzyć, ale polski pracodawca komunikuje się ze swoimi polskimi pracownikami w języku lengłydż? Patrząc od góry: wstęp do regulaminu wynagradzania firmy (Labour Code...), poniżej passus z regulaminu wynagradzania, gdzie odesłanie do przepisów o minimalnym wynagrodzeniu jest, a jeszcze niżej ponaglający listel, w którym płace żądają wyrażenia zgody na potrącenie (o tym, że się podłożyły, już przeczytaliście).
Tymczasem zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 1 ustawy o języku polskim stosowanie innego języka niż naszego ojczystego jest niedopuszczalne w stosunkach pracy ("Na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w obrocie z udziałem konsumentów oraz przy wykonywaniu przepisów z zakresu prawa pracy używa się języka polskiego, jeżeli: 1) konsument lub osoba świadcząca pracę ma miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w chwili zawarcia umowy...")
Co więcej, mamy tu też sprawę dla prokuratora. Zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy karze grzywny podlega ten, kto na terytorium RP "przy wykonywaniu przepisów z zakresu prawa pracy sporządza umowę lub inny dokument wyłącznie w języku obcym".
Zatem kierowanie do pracowników oświadczeń, ponagleń oraz zobowiązań do zwrotu "nienależnie pobranej" premii w języku angielskim jest przestępstwem.
I naprawdę nie ma znaczenia, czy zdania te wyglądają jak powyżej, czy też następująco:




Mój komentarz będzie krótki: łubudubu, łubudubu, niech nam żyje prezes naszej
korporacji ;-)) skomentuj
Chyba US i PIP dawno u nich nie był :) skomentuj
nikomu piór z d... za takie numery nie wyrwą. A szkoda, może wtedy różniste
korporacje zaczęłyby uważniej przyglądać się przepisom? skomentuj
Ale może być ciekawie, nie powiem. skomentuj
W tego typu firmach odkąd pamiętam szefowie zawsze mieli jakieś jazdy na punkcie
używania języka ojczystego :) skomentuj
walczyć z molochem, przedzierać się przez gąszcze pokręconych innowacyjnych procedur,
uczestniczyć w tysiącach rozmów motywująco-upominających!Nikt!
Tym bardziej, gdy radosna wieść o potrąceniu pojawia się w okresie wystawiania ocen
pracowniczych, kiedy to bardzo dużo osób dostaje ''czwórki''.... dobrze by to było w
polskiej szkółce, ale 4 to wedle angielskich procedur ''mierny'', więc nie ma się co
cieszyć. Powody błahe, ktoś za długo chorował ( bo panuje polityka prourlopowa czyli
urlop zamiast L4), ktoś inny nie uśmiechał się zanadto, kolejny znudzony pracą
podobno negatywnie oddziaływał na otoczenie. Kiepska ocena, człowiek wychodzi na
idiotę, zaczyna się czuć winny, że nie przyczynił się do sukcesu firmy i przymuszony
podpisuje przedłożony świstek o zgodzie na potrącenie mu z wypłaty zaliczek...A jak
tego nie zrobi to co? To i tak mu potrącą, bo cel uświęca środki. Zastanawiam się
teraz jaką politykę zastosują wobec mnie proszenia o podpis i przepraszania czy może
zastraszania, bo i takie historie tu się zdarzały.... skomentuj
1. Twórca, a wydawca lub producent na żądanie twórcy mają obowiązek zachowania w
tajemnicy źródeł informacji wykorzystanych w utworze oraz nieujawniania związanych z
tym dokumentów.
2. Ujawnienie tajemnicy jest dozwolone za zgodą osoby, która powierzyła tajemnicę,
lub na podstawie postanowienia właściwego sądu.
Olgierd takiej zgody ode mnie nie otrzymał :-) skomentuj
Chyba że, panie Ogierdzie, podpisał z tą firmą jakiś cyrograf i za jego naruszenie
wyląduje pan u nich na widelcu? skomentuj
To może jakiś anonimowy donosik? Skoro już wiemy że śmierdzi to może warto by było
przewietrzyć pokój? skomentuj
tajemnicą...na razie... skomentuj
za cenę własnego życia.
Pozwólcie, że będę się choć przez parę dni czuł jak Woodward i Bernstein.
Ale do odpowiednich czynników zawsze mogę napisać. Już nie anonimowo. skomentuj
http://www.krakow.oip.pl/Oddzialy.htm
a oni już mają urzędowy obowiązek powiadomienia prokuratora. skomentuj
Swietny tytul posta, ot Google i wyniki wyszukiwania zawladnelo Olgierdem;) skomentuj
wydymać tylko mogą... ;-) skomentuj
Stawiam dolary przeciw orzechom (choć niewiele mam dolarów ;)), że chodzi o
Capgemini, ale to tylko tak spekulacja... :> skomentuj
I przypomina mi się tutaj stary niezatapialny kawał:
Jak nazwać 100 prawników na dnie morza ? Dobry początek!
Ech, tylko ktoś z jakimś dziwnym prawnym fetyszem mógł by wpaść na tak absurdalny
pomysł. Chociaż pewnie krązy to już jako niszowy dowcip branżowy ;) skomentuj
finansowym albo jakas rekrutacja, tu to same takie!!! Ale absurdalne to jest dla mnie
to, ze dział HR kompletnie nie zna prawa, a to jak widać może tylko zaszkodzić!!!
Ale dobrze, że sprawy wychodzą powoli na światło dzienne. Zbieraj Pan, Olgierdzie
newsy bo ciekawym dalszego biegu spraw ;-) skomentuj
=> soq: nie, to nie Capgemini.
Hmm ciekawe czy jak ktoś trafi to potwierdzę? ;-) skomentuj
bo to jest bezterminowa uznaniowa uznaniowosc
a wogole jak jest kryzys, to trzeba zaciskac pasa
niech sie ciesza, ze im "awansem" za rok wstecz nie potracili
zamiast ciezko pracowac biegaja po internetowych lubCzasopismach
;)
job, job, a blow ci i tak wyrosnie ;) skomentuj
korporacje!!! Rzecznik obrony praw pracownika, pięknie!!! Wreszcie ktoś zaczął
głośno mówić o korpo komunach!!! A tam takie cuda! Ciekawe ile czasu potrzeba, żeby
zajął się tym Inspektorat Pracy? skomentuj
że jeszcze daleko do tego? Ale prędzej czy później każda firma chce być większa,
bogatsza, mieć większe wpływy :-) A Lege Artis próbuje budować swoją popularność na
historii jakiejś firmy X z Małopolski, to zjawisko czysto pasożytnicze Olgierdzie! skomentuj
prawach pracownika'', co jak powiedział mi prawnik z małopolskiego inspektoratu
pracy, jest pojęciem abstrakcyjnym i nie widniejącym w kodeksie pracy. To pojęcie
stworzył ktoś kto kompletnie nie zna się na prawie pracy!
Ale dlaczego zawieszenie? Przecież nie jestem dłużnikiem firmy, zabrała co chciała,
że bez mojej zgody to już problem korporacji.... I teraz kiedy ja mam haka na nich,
oni będą szukać na mnie.... skomentuj
A co do akcji z L4.. jedna z glownych osob z tej firmy tlumaczyla na zebraniu, ze
zmniejszenie ilosci dni na zwolnieniu lekarskim nam na dobre wyjdzie - bedziemy miec
wyzzse skladki, a wiec wyzsze emerytury :))) skomentuj
A co robi w tej sprawie prokurator i inspekcja pracy? Czy juz kogos posadzono do
aresztu albo nałozono grzywny? skomentuj
Sadzać i tak nikogo nie będą. skomentuj
troskają (wiadomo: mieć rację to nie wszystko, trzeba jeszcze mieć siłę), i tak da
capo al fine. skomentuj
Square... trafilem ? skomentuj
w firmie? skomentuj
Olgierd,
Trochę śmiesznie brzmi, że brytyjskie prawo pracy jest zastosowane w Polsce. Pytaniem
jest po czyjej stronie występuje szkoda? Wyobraźmy sobie, że nasz kraj w niedalekiej
już przyszłości będzie przyjmował obcokrajowców do pracy, podobnie jak jest w
Niemczech lub Anglii. Ludzie ci w początkowym okresie asymilacyjnym nie będą znali
języka polskiego. Przykładem mogą być USA, gdzie można spotkać wielu Polaków, którzy
po wojnie nie chcieli wracać do kraju z wiadomych powodów i nie mówiących do dzisiaj
ani słowa po angielsku.Gdy polska firma, w dalekiej lub bliskiej przyszlosci, będzie
zatrudniać takich ludzi, to istniejąca sztywna zasada ustawy o języku polskim
mówiacą, że stosowanie innego języka niż naszego ojczystego jest niedopuszczalne w
stosunkach pracy, traci sens ponieważ najważniejszą sprawą jest zrozumienie po obydwu
stronach. Stwierdzam, że powyższa ustawa kwalifikuje się do jak najszybciej zmiany
ponieważ takich przypadków na pewno będzie znacznie więcej. W tym wypadku jest
odwrotnie. Pracodawca nie zna języka. Ale on daje pracę i prawdopodobnie płaci więcej
niż lokalni pracodawcy. Zysk jest widoczny po stronie pracowników. Ponadto, zbyt
ostre przepisy prawa pracy i kooperacji międzynarodowej będą hamowaly rozwój Polski.
W przypadku tej nieszczęsnej firmy może się stać tak, że spakuje manatki i wyjedzie a
pracownicy stracą swoje posady co doprowadzi do bardzo niekorzystnej sytuacji.
Olgierd, ty jesteś prawnikiem, ja nie. Czy to ma dla ciebie trochę sensu co chcę
powiedzieć? Wydaje mi się, że prawo polskie wymaga gwałtownych zmian w kierunku
zbliżenia do unijnego czy brytyjskiego.
Olgierd, dlaczego taki tytuł? skomentuj
- czy to oznacza, że dokumentacja w polskich przedsiębiorstwach (to polska spółka z
o.o.!) i polskich pracowników może być robiona w języku lengłydż?
- że Polak do Polaka ma pisać mejle w języku lengłydż?
- że dokumentacja ma być robiona w tym języku?
Tytuł? A co, zły? Fajny, niezgodny z ustawą, obcojęzyczny. To oznacza, że tam taka
walka na pięści (blow) jest w tej pracy (job). skomentuj
tekstu, wytypowano źródło przecieku, przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące, grożono
nawet dyscyplinarką za wynoszenie takich informacji (sic!) Itd. itd.
Ogólnie polewka. skomentuj
niewypłacenie pensji pracownikowi w całości jest naruszeniem kodeksu pracy. skomentuj
dzwonił nawet -- zaznaczam, że temat znam z 2 ręki -- ale w IP powiedzieli, żeby
lepiej nie fikać pracodawcy, bo wiadomo... ;)
BTW firma potrafi robić dochodzenia ws. forum na gazeta.pl więc co Was dziwi? ;-) skomentuj
rachunki .Teraz nawet z tego zrezygnowałem. Życzę skuteczności w zwalczaniu draństwa. skomentuj