W kontekście władzy oszczędnej i władzy pazernej, w ramach remanentów (bo temat sprzed kilku dni) -- chwalny kryzys! -- Wyborcza lamentuje, bo kryzys zmusił władze Wrocławia, by zamiast karty miejskiej za 300 mln (z którą i tak był problem) skorzystać z rozwiązania tańszego -- za 20 baniek.
Opcja za trzysta milionów obejmowała, oprócz elektronicznych biletów MPK, możliwość płacenia za parkingi miejskie, być może dałoby się zapłacić za kino, akwapark, a także -- jeśli udałoby się znaleźć chętnych sklepikarzy -- mikropłatności w owych sfederowanych sklepikach. Coś na wzór geldkarty.
Skądinąd już o te dodatkowe funkcjonalności pokłócili się (miesiące temu) stający do przetargu konkurenci: rzecz w tym, że Mennica Polska zaoferowała uboższy system (właśnie bez funkcjonalności płatniczej), ale o 35 mln taniej, niż konsorcjum ASEC, które dołożyło troszkę gadżetów. Zaś władze miasta tak się zakochały w wizji nowoczesności, że -- pozwolę sobie zacytować za Wyborczą -- skarbnik miasta miał powiedzieć (po odrzuceniu protestu złożonego przez Mennicę do UZP): "To orzeczenie oznacza, że nawet jak Mennica złoży odwołanie do sądu, ma małe szansę by wygrać" (czy Państwu to czegoś nie przypomina?!)
No i dziś się okazuje, że -- chwalmy kryzys! -- nie stać nas ani na supergadżet od ASEC za 300 mln, ani na elektroniczny bilet od Mennicy za 265 mln, będziemy mieć... elektroniczny bilet za 20 mln.
Słowem: ktoś był gotów lekką ręką wydać 280 mln na totalne pierdoły, tylko po to, żeby było nowocześnie.
Przeliczmy co można mieć za 280 mln złotych (zakładając, że tej kasy nie da się po prostu zostawić w kieszeniach podatników): Poznań kupuje 40 nowych tramwajów za 400 mln, czyli my moglibyśmy kupić, bagatela, 28 nowych maszyn -- i jeszcze zainstalować w nich elektroniczne kasowniki czy co tam będzie potrzebne do obsługi e-biletów. (Ba, znalazłem informację, że Karlik kosztuje 3 mln, aczkolwiek ich trwałość budzi pewne wątpliwości.)
Wrocław cierpi też na brak odpowiedniej ilości mostów (to skutek zbudowania miasta na kilku wyspach, wokół których meandruje kilka rzek) -- nie wiem jaki jest teraz koszt budowy przeciętnego mostu, ale jestem pewien, że coś udałoby się za to wznieść.
Wydaje mi się, że powinniśmy podziękować Mr. Kryzysowi, który najwyraźniej ma więcej rozsądku, niż włodarze mojego pięknego miasta. Tylko dzięki niemu możemy zaoszczędzić aż 280000000 złotych na może nieco potrzebniejsze rzeczy, niż elektroniczny system mikropłatności miejskich.
Chwalmy kryzys!




Ciekawe, czy ta informacja pójdzie w świat. Do tej pory władze Wrocławia miały
doskonałą prasę i kojarzone były z rozsądnym wydawaniem pieniędzy. Tymczasem tutaj...
wizerunkowa porażka. skomentuj
Włodarze Wrocławia chyba nie znają swojego miejsca w szeregu. Chcą zrobić z tego
miasta na gwałt jakieś centrum nie wiadomo czego. Lepiej byłoby się zająć kulejącą
infrastrukturą niż e-biletami. Jak to będzie w porządku, to reszta pójdzie z górki. skomentuj
Wiem! Nie wygrali bo nie przygotowali się odpowiednio - Powinni byli radnym jeszcze
dorzucić punkty payback, żeby wybrali najdroższą ofertę i przy okazji mogli kupić
nowy most za uzbierane punkty :). skomentuj
lepsze ? skomentuj
Ale we Wrocławiu i tak nie jest źle. Takie jest moje zdanie. skomentuj