Corporate email bullshit
 Oceń wpis
   

A teraz coś z całkiem innej beczki ;-)

Z pewnością dostajecie Państwo czasem jakieś korpo listele uwieńczone wy...bną deklaracją niewinności/lojalności w rodzaju

Wiadomość ta oraz wszelkie załączone do niej dokumenty są tajemnicą nadawcy i mogą podlegać ochronie prawnej. Jeżeli jest Pan/Pani niezamierzonym adresatem tej wiadomości, prosimy o poinformowanie o tym fakcie nadawcy oraz o jej niezwłoczne usunięcie. Jednocześnie informujemy, iż w razie niezamierzonego otrzymania tej wiadomości nie może Pan/Pani jej ujawniać, kopiować oraz wykorzystywać.albo

Niniejsza wiadomość zawiera informacje poufne, przeznaczone do wyłącznego użytku adresata. Jeśli nie są Państwo adresatem przesyłki lub jeśli otrzymaliście Państwo ten dokument omyłkowo, prosimy o bezzwłoczne skontaktowanie się z nadawcą. Wszelkie rozpowszechnianie, dystrybucja, reprodukcja, kopiowanie, publikacja lub wykorzystanie tej wiadomości czy też zawartych w niej informacji przez osobę inną niż adresat jest niedozwolone i może spowodować odpowiedzialność prawną.Ja niestety czasem takie dostaję, zaś jako prawnik -- tracę czas i wzrok na czytanie tego całego corporate bullshit. Ba, doszło do tego, że otrzymawszy jakąś ważną wiadomość, zaczynam ją czytać "od spodu", aby zrozumieć co mi grozi, jeśli przeczytam listel jako osoba nieautoryzowana intencjonalnie. Wiadomo -- zawodowe zboczenie.

Co gorsza dostaję czasem od Czytelnictwa pytania: i) czy muszę się stosować do tych deklaracji i co mi grozi jeśli jednak tego nie posłucham? oraz ii) czy w poczcie firmowej powinno stosować się takie klauzule?

Odpowiem ze śmiertelną poważnością, bo tak trzeba.
W beblaniu górnym zwraca moją uwagę sformułowanie o "niezamierzonym adresacie", który ma obowiązek o otrzymaniu takiego spamu poinformować nadawcę. Ale skąd ja mam u licha wiedzieć czy ktoś się pomylił? Zawsze myślałem, że adresatem wiadomości jest ten, kto ją otrzymał -- dlaczego zatem zakazuje się mi "ujawniania i wykorzystywania" mojej było-nie-było korespondencji?!
W dodatku pada tam sformułowanie, iż wiadomość stanowi tajemnicę nadawcy i może podlegać ochronie prawnej. Otóż wyjaśniam, że od chwili otrzymania jej przez odbiorcę wiadomość taka objęta jest tajemnicą korespondencji i rozpowszechnienie jej treści bez zgody ADRESATA może zostać zakwalifikowane jako przestępstwo.

Wynika to z prostej zasady: korespondencja po wysłaniu przestaje być "własnością" nadawcy. Jej wyłącznym "właścicielem" jest jej odbiorca.
Z zasady tej wynika, że to nadawca ma się przed wysłaniem listela zastanowić -- nawet gdyby musiał strawić na to pięć kwadransów -- czy aby na pewno chce zawracać głowę tej, a nie aby innej osobie.

Jeszcze głupsze jest beblanie dolne, w którym próbuje się mnie przekonać, że -- chociaż listel jest w mojej skrzyneczce -- mogę nie być adresatem przesyłki. Zatem mogę ponieść odpowiedzialność prawną, jeśli zdecyduję się na "rozpowszechnianie, dystrybucję, reprodukcję, kopiowanie, publikację lub wykorzystanie tej wiadomości".
Kuriozalne, że jakby się ode mnie oczekiwało ustalenia -- "jeśli nie są Państwo adresatem" -- czy aby na pewno to ja powinienem czytać daną informację; szkoda, że nikt nie podpowiada w jaki sposób mam to zrobić.

Zabawne też, że w obu przypadkach nakłada się na mnie obowiązek skontaktowania z nadawcą. Gapciuszku-nadawco, czy nie sądzisz, że to przesada?

I teraz tak: nie oznacza to, że odbiorca informacji może od razu lecieć i rozpowszechniać treść każdej korespondencji, która wpadnie mu do skrzyneczki. Może się bowiem okazać, że stwierdzenia tam wyrażone naruszają czyjeś dobra osobiste; napisanie czegoś po cichu, chociaż nie jest szczególnie eleganckie, nie podpadałoby wówczas pod art. 23 kc, ale już upublicznienie tego poglądu przez inną osobę -- i owszem.

Ale nawet w przypadku ujawnienia jakichś tajemnic biznesowych -- na przykład o kolejnym superhiperzajefajnym pomyśle, który ma szansę przerodzić się w kolejną startupaśną stronkę -- pretensje można mieć tylko do tego, kto się zobowiązał do milczenia jak grób.
Albo do siebie samego.

Komentarze (6)
Reklama na blogach -- czego nie... I love mBank (i Alior też)

Komentarze

2009-02-17 21:00:33 | 81.190.134.* | Mikołaj (PMM)
Re: Corporate email bullshit [1]
Odgrzebuję po wielu miesiącach, ale smakowita relacja z procesu się pojawiła, a i
całkiem sympatyczny wątek na forum:
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35768,6287926,Obrazony_wroclawianin_chce_100_tys__o
d_Wikipedii.html
(Tak, wiem że miejsce bez sensu, ale nie chciało mi się klikać do starych wpisów, w
razie czego usuń) skomentuj
2009-02-18 08:49:25 | *.*.*.* | olgierd
a tym świadkiem był... ;-) skomentuj
2009-03-07 11:20:02 | *.*.*.* | blackops
Re: Corporate email bullshit [2]
Po kilku latach cichego czytelnictwa pozwolę sobie podłączyć się z pytaniem o
klaryfikację - gdzie zaczynają się granice art. 23 w przypadku "rzeczy osobistych"
zawartych w korespondencji, i czy za takowe można uznać niepochlebną opinię
(szczególnie o adresacie)?

W hipotetycznej sytuacji - adresat otrzymuje maila, nazwijmy to, obraźliwego - wobec
niego i osób trzecich. O ile przedrukowywanie potwarzy wobec osób trzecich może razić
w godność tejże trzeciej osoby, to co z upublicznieniem części na własny temat?

Taka mi się dyskusja mała nawiązała tu i ówdzie - notabene z bocznym odpryskiem w
postaci próby zdefiniowania na sztywno tajemnicy korespondencji i wykazania prawa
adresata do dysponowania treścią... skomentuj
2009-03-09 09:01:10 | *.*.*.* | olgierd
W sensie, że adresat sam podejmuje decyzję o rozpowszechnieniu treści korespondencji,
w której się go obraża, a następnie usiłuje ścignąć autora opinii za fakt
upublicznienia tego?
To raczej trudne byłoby.

Ale już prędzej inna nieco sytuacja: piszę do kogoś "ty wale!", on się wkurza,
upublicznia takie teksty, przez co ja wychodzę na chama i szukam sprawiedliwości. To
może prędzej nawet. skomentuj
2009-03-09 23:37:52 | *.*.*.* | blackops
Nie, no raczej właśnie po prostu adresat podejmuje decyzję o upublicznieniu treści
korespondencji, coby autor wyszedł na chama - pytanie, jakie pole do popisu ma autor
w kwestii tej swojej sprawiedliwości. Złamanie tajemnicy korespondencji to to nie
jest; jeśli adresat uniknie ujawniania danych osobowych, o zdrowiu, o preferencjach
seksualnych i takich tam, to pozostaje co najwyżej naruszenie godności - pytanie, jak
się prawo ma do naruszenia godności kogoś, kto zachował się jak kawał wała? Zazwyczaj
się jakoś ma, tak to z prawem bywa...

Przeszperałem sobie KC, KK i prawo autorskie i ni groma nie mogę znaleźć odpowiedniej
cyferki na taką sytuację. Ale skoro ze mnie humanista i zawodowy kłamca, czyli
dziennikarz, to co ja wiem... chyba muszę się bardziej przy szperaniu starać.

(nie, nie napisałem do nikogo "ty wale!" i nie szukam porady prawnej, po prostu mnie
zaciekawiło) :) skomentuj
2011-09-20 15:43:01 | 77.254.221.* | Jerzy77
Re: Corporate email bullshit [0]
a co z umowami przesyłanymi do wglądu? między firmami, pracownikami a firmami etc?
albo plikami z wysokością prowizji na jakimś portalu? etc te firmy zawsze mają takie
stopki skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]