Czy jestem piratem? [autodonos]
 Oceń wpis
   
Jak pamiętają najwytrwalsi Czytelnicy Lege Artis, blogasek niniejszy jest lubczasopismem -- świadczy o tym stosowny wpis w rejestrze czasopism prowadzonym przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu.
Status lubczasopisma wiąże się z różnymi wspaniałymi sprawami: po pierwsze chodzę na różne rauty i bankiety, gdzie serwują darmowy alkohol, przyjmuję na staż różne stażystki widuję się z koronowanymi głowami.
Ba, zaproponowano mi nawet audycję autorską w Radiu Maryja, ale (z przykrością) musiałem odmówić.

z ustawy prawo prasowe:
art. 20. 1. Wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej "organem rejestracyjnym". Do postępowania w tych sprawach stosuje się przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.
(...)
art. 21. Organ rejestracyjny odmówi rejestracji, jeżeli wniosek nie zawiera danych, o których mowa w art. 20 ust. 2, lub jej udzielenie stanowiłoby naruszenie prawa do ochrony nazwy istniejącego już tytułu prasowego.
art. 22. Organ rejestracyjny może zawiesić wydawanie dziennika lub czasopisma na czas określony, nie dłuższy niż rok, jeżeli w ciągu roku co najmniej trzykrotnie w tym dzienniku lub czasopiśmie zostało popełnione przestępstwo.
art. 23. Rejestracja dziennika lub czasopisma traci ważność w razie niewydania dziennika lub czasopisma przez okres roku od dnia nabycia uprawnień do ich wydawania na czas nie oznaczony lub przerwy w ich wydawaniu przez okres roku, jeżeli redakcja nie wystąpiła o zachowanie rejestracji.

z ustawy prawo własności przemysłowej:
art. 153. 1. Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.
(...)
art. 154. Używanie znaku towarowego polega w szczególności na:
1) umieszczaniu tego znaku na towarach objętych prawem ochronnym lub ich opakowaniach, oferowaniu i wprowadzaniu tych towarów do obrotu, ich imporcie lub eksporcie oraz składowaniu w celu oferowania i wprowadzania do obrotu, a także oferowaniu lub świadczeniu usług pod tym znakiem;
2) umieszczaniu znaku na dokumentach związanych z wprowadzaniem towarów do obrotu lub związanych ze świadczeniem usług;
3) posługiwaniu się nim w celu reklamy.
art. 169. 1. Prawo ochronne na znak towarowy wygasa również na skutek:
1) nieużywania zarejestrowanego znaku towarowego w sposób rzeczywisty dla towarów objętych prawem ochronnym w ciągu nieprzerwanego okresu pięciu lat, po dniu wydania decyzji o udzieleniu prawa ochronnego, chyba że istnieją ważne powody jego nieużywania;
(...)
Do gorszych stron takiej roboty należy konieczność odpisywania na niezliczone listele Czytelników (zasadniczo nie odpisuję ;-) oraz użeranie się ze sprostowaniami i odpowiedziami, do których pomówiony ma zawsze prawo. A że pomawiam często i chętnie -- resztę sobie sami dośpiewajcie.

No i trzeba przestrzegać prawa. Czasaaami...

No i raptem zamiałem wątpliwości -- czy aby wszystko to co tu robię jest legalne, bo może pójdę jednak do więzienia?

Postanowiłem sobie -- z nudów (największe głupoty robi się z nudów) -- poszukać w bazie Urzędu Patentowego RP informacji na temat istniejących (bądź wygasłych) rejestracji znaku towarowego LEGE ARTIS. Nie żebym planował jakieś ruchy w tym kierunku wykonać, ot tak po prostu -- niezdrowa ciekawość.

No i trafiłem na zgłoszenie z 14 lipca 2000 roku dokonane przez Studio Atrium Lelek sp.j. z siedzibą w Bielsku Białej -- spółkę architektoniczną -- która wystąpiła o rejestrację słownego znaku towarowego LEGE ARTIS m.in. w klasie 16 czyli czasopisma-periodyki oraz w klasie 35 czyli usługi reklamowe za pośrednictwem sieci internetowej. I rejestrację taką otrzymała po blisko 5 latach postępowania (to niestety norma jeśli chodzi o prędkość działania UPRP).

Zgodnie z art. 153 prawa o własności przemysłowej uprawniony podmiot ma wyłączne prawo używania znaku towarowego w celach zarobkowych lub zawodowych. Używanie takiego znaku polega w szczególności na umieszczaniu jego na towarach objętych prawem i wprowadzaniu ich do obrotu, świadczenia usług pod tym znakiem, umieszczaniu znaku na dokumentach związanych z towarem oraz posługiwaniu się nim w celu reklamy.
To są prawa, które przysługują Studiu Atrium Lelek sp.j.

Wszystko w porządku -- trochę się boję -- ale przecież nie na darmo mam prawomocny wpis w rejestrze czasopism; a przypominam, iż zgodnie z art. 21 prawa prasowego sąd odmówiłby mi zarejestrowania lubczasopisma LEGE ARTIS, gdyby wniosek ten godził w prawa innej osoby. Z prawniczego na nasze -- nie miałbym ja prawa do takiego tytułu, gdyby wcześniej prawa te miał kto inny.


Zgodnie z postanowieniem Sądu Najwyższego z 1 grudnia 1997 r. (III CKN 443/97) sąd rejestrowy ma obowiązek zbadać czy na rynku prasowym istnieje tytuł identyczny ze zgłoszonym do zarejestrowania. I chociaż przepisy prawa prasowego nie budują żadnych domniemań w odniesieniu do kwestii rejestracji tytułu czasopisma, śmiem twierdzić, iż jeśliby uprawniony do znaku LEGE ARTIS wydawał czasopismo pod takim tytułem, to a) odpowiednie dane podlegałyby wpisowi w stosownym rejestrze, b) nie otrzymałbym postanowienia, które otrzymałem.

Mamy tu zatem do czynienia z dość dziwnym -- acz zapewne niecodziennym -- konfliktem praw: jest podmiot, który zapewnił sobie prawa do znaku towarowego LEGE ARTIS w klasie odpowiadającej za wydawanie czasopism, jednak prawu temu nie towarzyszy niezbędny wpis do rejestru czasopism. Jest też drugi podmiot -- w osobie Waszego Ulubionego Redaktora Naczelnego i Wydawcy -- który nie może liczyć na rejestrację znaku towarowego dla swojego czasopisma, ale czasopismo takie ma pełne prawo wydawać -- co niniejszym czynię z przyjemnością.
(Jest jeszcze trzecia -- dość marginalna -- sprawa domeny, otóż spróbujcie znaleźć coś wolnego z 'legeartis' lub 'lege-artis'... ale biorąc pod uwagę orzecznictwo być może powinienem zacząć na coś liczyć?)

I teraz parę zdań czystej teorii. Zielonego nie mam pojęcia jak wybrnąć z hipotetycznej aferki. Z jednej strony wydawanie czasopisma pod tytułem LEGE ARTIS narusza prawa do istniejącego znaku towarowego. Z drugiej strony uprawniony do znaku nie może prowadzić działalności wydawniczej pod tym tytułem, ponieważ prawa do tytułu mam ja.

Istniejące orzecznictwo pomija ten problem, skupia się raczej na kwestii rozstrzygnięcia sporu pomiędzy uprawnionego do firmy przedsiębiorstwa (jednak przedsiębiorstw działających pod firmą LEGE ARTIS jest masa). Wprawdzie tutaj piszą, że przed założeniem gazety warto sprawdzić czy ktoś nie ma takiego znaku towarowego, szkoda jednak, że autor nie zadał sobie trudu podania podstawy prawnej. Nie można bowiem w żaden sposób, z żadnej normy prawnej, wywieść wyższości praw ze znaku towarowego nad prawami z rejestracji tytułu prasowego (i vice versa).

... powiem nawet więcej, korelacja między art. 23 prawa prasowego (utrata ważności rejestracji tytułu prasowego w przypadku półrocznej przerwy w wydawaniu) oraz art. 169 ust. 1 pkt 1 prawa własności przemysłowej (wygaśnięcie znaku towarowego w przypadku 5-letniej przerwy w ciągu 5 lat od wydania decyzji o jego rejestracji) przemawia za tym, że 'moje górą'.
Moje -- i tylko moje -- czasopismo o tym tytule ukazuje się bez półrocznej przerwy i nikt inny takiego czegoś wydawać nie będzie, choćby dlatego, że przepisy prawa prasowego nie przewidują unieważnienia rejestracji tytułu prasowego.
Jest jeszcze norma zakazująca squattingu w odniesieniu do znaków towarowych (zgodnie art. 131 ust. 2 pkt 1 prawa własności przemysłowej Urząd Patentowy nie udzieli praw, jeśli oznaczenie zostało zgłoszone wyłącznie w celu uzyskania ochrony). A skoro ktoś ma znak towarowy ale nie robi gazety -- to co dalej?

Reasumując: ja się nie boję, ja sobie -- szczególnie podbudowawszy się teoretycznie -- radę dam.
Ale to tak Wam na przestrogę. Sprawdzajcie, Drodzy Czytelnicy, czy Wasze pomysły nie są już przez kogoś przyklepane...
Komentarze (3)
See you later, agregator Udostępnianie to nie piractwo...

Komentarze

2008-05-01 12:29:36 | *.*.*.* | Bartek Chochołowski
Re: Czy jestem piratem? [autodonos] [3]
Bardzo lubię sytuację, gdy dwóch ma rację, każdy na podstawie innej ustawy, a jeden z
nich bardziej :)
W dodatku jestem przekonany, że gdyby choć dwa tego typu spory zaistniały w różnych
częściach kraju, to sąd w Rzeszowie wydałby zupełnie inny wyrok niż sąd w Poznaniu, a
w uzasadnieniach powoływaliby się na te same paragrafy tych samych ustaw :) skomentuj
2008-05-01 16:14:42 | *.*.*.* | olgierd
Masz słuszną rację, Bartek.
A teraz sobie wyobraź, że takich rozdźwięków -- zresztą co tam masz sobie wyobrażać,
przecież dobrze o tym wiesz -- jest multum. skomentuj
2008-05-02 17:18:54 | 78.88.218.* | kłopotliwy problem
Nie od dziś wiadomo, że wykładnia prawa zależy od tego, po której stronie Wisły dany
sąd się mieści. Ot takie reminiscencje dzielnicowe. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-07-07 00:42
btbt:
"Słynne masło roślinne"
za komuny było masło prawdziwe solone w duzych belach na wage wiec nie pisz głupot
2017-07-04 16:50
Judith:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy ktoś tutaj potrzebuje pożyczki na spłatę długów lub długów, jeśli tak, to wystarczy, aby[...]
2017-05-19 17:26
herk:
88 i 14, liczby przeklęte
kolego, masz powaznie nasrane w bani :) jesli chcesz nam to wmawiac to wypierdalaj do egiptu[...]
2017-05-04 14:33
MĄDRY Z MIASTA:
Dlaczego Citibank zachowuje się jak zwykły phisher?
GŁUPI JASIO(A) ZE WSI, naprawdę jest mi bardzo przykro, że tak po chamsku ludzie traktują twoją[...]
2017-04-08 17:34
MRS VALICIA RENE:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Cześć... Jesteś my organizacjĘ ... chrześ cijań sskĘ ... utworzonĘ ..., aby pomóc ludziom w[...]