W zasadzie jakby już "Dziennika" nie było, a jeszcze jest, jeszcze tumani -- i rozśmiesza.
Oto kolejna historia z cyklu redakcja "Dziennika" to wierni uczniowie Orwella (i Pawki Morozowa) -- gdzie nic nie wiadomo, nawet gdzie mieszkają dziennikarze -- jak pisze Gazeta Wyborcza na potrzeby procesu o ochronę dóbr osobistych wytoczonego przez Honoratę i Janusza Kaczmarków ze strony internetowej "Dziennika" zniknął inkryminowany tekst -- tj. wycieknięte stenogramy podsłuchów -- co pozwoliło pełnomocnikowi Axela Springera twierdzić, że powództwo winno zostać oddalone, ze względu na... brak dowodów zarzucanego czynu.
Sprawa wygląda dość prosto: "Dziennik" po prostu tekst ze strony zdjął i udawał, że nigdy go tam nie było. O tym, że był pamiętają ludzie, którzy mają lepszą wyobraźnię, zaś wszyscy inni -- mogą poczytać w archiwum Google.
Boskie, prawda?
Muszę przyznać, że sprawa byłaby naprawdę nieprawdopodobna -- fabrykowanie (albo raczej: demontaż) dowodów jest tym, czego sądy w Polsce raczej nienawidzą (powodzenia dla biegłego, który na zlecenie pewnej pani napisał, że lakier na parkiet w pewnym biurze szedł co 6 godzin, po czym -- jak się okazało, że to błąd raczej -- zmienił zdanie i napisał, że oczywiście co 12 godzin ;-) -- jednak, znając doświadczenie redakcji "Dziennika" w mistyfikacji rzeczywistości, nie umiem się zdziwić.

Usuwanie kompromitujących materiałów z sieci -- wiadomo, że nawet w szczycie popularności sprzedaż raczej leżała (dosłownie: w wagonach PKP, jako darmoszka dla pasażerów), więc kto nie sięgnął do sieci, ten raczej nie mógł się o wszystkim przekonać - oraz robienie wody z mózgu czytelnikom, to "Dziennikowa" norma. (No i jak tu nie przypomnieć Michała Karnowskiego, którego głęboki zachwyt dla osoby drugiego premiera Czwartej Rzplitej skłonił do napisania klasycznego gierkowskiego produkcyjniaka pt. "Jarosław Kaczyński chce być żelaznym kanclerzem IV RP" -- ale oczywiście dość szybko tekst spadł z portalu dziennik.pl...)
W zasadzie trudno napisać o sprawie coś poważnego. Może wystarczy tyle, że ewidentnie komuś u Axela Springera brakuje zwykłej odwagi cywilnej i umiejętności bronienia swojego zdania -- bo co do zasady chyba potrafiłbym znaleźć argumenty przemawiające za oddaleniem powództwa p.p. Kaczmarków (a to pamiętacie? Albo to?) -- więc zamiast tego pomyśleli "no przecież lepiej zrobić taki przekręt, żeby wszyscy się z nas śmiali, ale nie czepiali się owej afery".
W sumie fakt: ciszej nad tą trumną. To jest naprawdę ostateczna kompromitacja "Dziennika". I osikowy kołek na drogę.




Czy aby na pewno "ostateczna kompromitacja"?
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6896673,UOKiK___Gazeta_Prawna__moze_si
e_laczyc_z__Dziennikiem_.html skomentuj
Prawnej przejdą "orły" Dziennika. Ale jeśli mnie pamięć nie myli, to Michalski,
Karnowski czy Krasowski dostali buzi na pożegnanie. skomentuj
http://www.wykop.pl/link/188178/ala-ma-kota skomentuj
Olgierd - do pierwszego obrazka sie https zakradl i mowi cos o nieprawidlowym
certyfikacie i ze sie nie wyswietli :) skomentuj
Z certyfikatami tu faktycznie było namieszane, teraz pono ma być lepiej. skomentuj