2008-05-07 23:00
I jeszcze jeden głos na temat prywatności osób 'ze świecznika' -- oraz ich bliskich -- zgodnie z dzisiejszym orzeczeniem angielskiego sądu J.K. Rowling może domagać się przed sądem ochrony życia prywatnego jej syna.
Sprawa dotyczy zdjęć wykonanych prawie 4 lata temu przez paparazzi pracującego dla agencji Big Pictures. Ujęcia przedstawiały wówczas półtorarocznego syna Davida w wózeczku i zostały wykonane z większej odległości, teleobiektywem, bez wiedzy rodziców; następnie ukazały się drukiem m.in. w Sunday Express.
Rozsierdzona tym Rowling poszła w imieniu dziecka do sądu, jednak w pierwszej instancji spotkał ją kubeł zimnej wody -- sąd orzekł, iż nikt nie może domagać się 'wykrojenia wolnej od prasy strefy wokół jego dziecka' -- i odmówił rozpatrzenia powództwa.
Inny pogląd wyraził sąd apelacyjny. Nie przesądzając o zasadności roszczenia sędzia Sir Anthony Clarke stwierdził, że bycie dzieckiem sławnych rodziców nie jest zasadniczo odmienne od bycia dzieckiem rodziców, których życie toczy się w cieniu -- dotyczy to także kwestii ochrony prywatności przed ciekawskimi fotoreporterami oraz prasą chętnie publikującą zdjęcia wszystkiego co jest w jakikolwiek sposób związane z celebrities.
Sprawą znów będzie musiał się zająć sąd pierwszej instancji, orzekając na ile takie zachowanie paparazzi faktycznie stanowi naruszenie prywatności dziecka popularnej pisarki.
Wydaje mi się, że opinia sądu -- zwłaszcza, że jak podkreśla Guardian, wydana została w oparciu o Europejską Konwencję Praw Człowieka -- powinna przemówić do tych wszystkich, którzy uważają, że 'robienie zdjęć jest tak samo szkodliwe jak patrzenie' (no tak, ale jak się robi szopkę w CH Janki to trudno, żeby było inaczej ;-)
Nie jest bowiem prawdą, iż skoro art. 81 pr.aut. mówi o konieczności uzyskania zgody na rozpowszechnianie wizerunku 'osoby niepublicznej' to a) można wszystko zrobić z wizerunkiem osoby publicznej, włącznie np. z wykorzystaniem w reklamie, b) nie można mówić o samej czynności fotografowania jako ewentualnie godzącej w cudzą prywatność.
Sprawa dotyczy zdjęć wykonanych prawie 4 lata temu przez paparazzi pracującego dla agencji Big Pictures. Ujęcia przedstawiały wówczas półtorarocznego syna Davida w wózeczku i zostały wykonane z większej odległości, teleobiektywem, bez wiedzy rodziców; następnie ukazały się drukiem m.in. w Sunday Express.
Rozsierdzona tym Rowling poszła w imieniu dziecka do sądu, jednak w pierwszej instancji spotkał ją kubeł zimnej wody -- sąd orzekł, iż nikt nie może domagać się 'wykrojenia wolnej od prasy strefy wokół jego dziecka' -- i odmówił rozpatrzenia powództwa.
Inny pogląd wyraził sąd apelacyjny. Nie przesądzając o zasadności roszczenia sędzia Sir Anthony Clarke stwierdził, że bycie dzieckiem sławnych rodziców nie jest zasadniczo odmienne od bycia dzieckiem rodziców, których życie toczy się w cieniu -- dotyczy to także kwestii ochrony prywatności przed ciekawskimi fotoreporterami oraz prasą chętnie publikującą zdjęcia wszystkiego co jest w jakikolwiek sposób związane z celebrities.
Sprawą znów będzie musiał się zająć sąd pierwszej instancji, orzekając na ile takie zachowanie paparazzi faktycznie stanowi naruszenie prywatności dziecka popularnej pisarki.
Wydaje mi się, że opinia sądu -- zwłaszcza, że jak podkreśla Guardian, wydana została w oparciu o Europejską Konwencję Praw Człowieka -- powinna przemówić do tych wszystkich, którzy uważają, że 'robienie zdjęć jest tak samo szkodliwe jak patrzenie' (no tak, ale jak się robi szopkę w CH Janki to trudno, żeby było inaczej ;-)
Nie jest bowiem prawdą, iż skoro art. 81 pr.aut. mówi o konieczności uzyskania zgody na rozpowszechnianie wizerunku 'osoby niepublicznej' to a) można wszystko zrobić z wizerunkiem osoby publicznej, włącznie np. z wykorzystaniem w reklamie, b) nie można mówić o samej czynności fotografowania jako ewentualnie godzącej w cudzą prywatność.
Kategoria
prawo i życie




bardzo nieładnie manipulujesz. robienie zdjęć jest tak samo szkodliwe jak patrzenie.
publikacja to inna bajka. skomentuj
publikacji zdjęć drukiem czy w internecie -- oni tylko dostarczają fotografie do
publikacji.
Dlatego jak rozumiem -- nie pisałem o tym, bo i Guardian kwituje rzecz półzdaniem --
z Sunday Express była szybka ugoda. A Big Pictures zapewne idzie właśnie w tym
kierunku.
Tak czy inaczej zobaczymy co będzie dalej, z orzeczenia nic nie wynika dla istoty
sprawy. skomentuj
blogowaniem. Podasz do siebie jakieś namiary? Moje to d.cichy@clickad.pl skomentuj
Na ile jesteśmy zobowiązani przestrzegać regulaminów? Na ile są one prawem i ile mogą
ograniczyć naszą wolność?
Przykaład, regulaminy większości kin zabraniają wnoszenia produktów spożywczych nie
zakupionych w kinie. Czy jest to ok? skomentuj
kolejnego posta. Zatem tam będzie odpowiedź. skomentuj
"We embarked on this lawsuit, not because we were seeking special privileges for our
children, but because we wanted them to grow up, like their friends, free from
unwarranted intrusions into their privacy,"
to trzeba było kurde nie pisać bestselera, pracować w biurze jak mamusie "their
friends" i byłby spokój. wogóle z procesami to jej ostatnio zdecydowanie odbiło:
http://arstechnica.com/news.ars/post/20071114-infringus-maximus-rowling-wins-injuncti
on-against-harry-potter-lexicon.html
aż się zdenerwował pisarz o parę klas od niej lepszy:
http://greensboro.rhinotimes.com/Articles-i-2008-04-24-177772.112113_JK_Rowling_Lexic
on_and_Oz.html skomentuj