Ciekawe pytanie zadano mi w licznej korespondencji do redakcji: czy osoba będąca właścicielem 'prywatnego' forum internetowego (prywatnego czyli prowadzonego niezarobkowo i niezawodowo) także jest związana obowiązkami określonymi w art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?
Wątpliwości nasunęła definicja usługodawcy, którym zgodnie z art. 2 pkt 6 tejże ustawy jest osoba fizyczna, osoba prawna albo jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, która prowadząc, chociażby ubocznie, działalność zarobkową lub zawodową świadczy usługi drogą elektroniczną.
Zainteresowanym tematyką odpowiedzialności za cudze wpisy na forach internetowych zachęcam do przeczytania tekstów Odpowiedzialność za komentarze na forum internetowym oraz Odpowiedzialność administratora forum za cudze wpisy.
Przepis ten co do zasady wyłącza spod działania przepisów ustawy wszelką działalność, choćby była prowadzona za pomocą danych wysyłanych i odbieranych w systemach teleinformatycznych (art. 2 pkt 4), jeśli działalność ta nie ma związku z zajęciami zawodowymi bądź zarobkowymi właściciela serwisu.
Na marginesie warto podkreślić, iż zarówno w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną jak i w innych przepisach brak jest legalnej definicji pojęcia 'działalności zawodowej'. Najczęściej przyjmuje się, iż działalność zawodowa niekoniecznie musi być wykonywana przez przedsiębiorców w rozumieniu art. 43(1) kc oraz przepisów o działalności gospodarczej... i to w zasadzie wszystko co próbuje się na ten temat powiedzieć.
Problem jednak w tym, że taka definicja z pewnością nie odpowiada na pytanie: co trzeba robić, albo od czego wystarczy się powstrzymywać, aby przyjąć, iż dana działalność nie jest działalnością zawodową usługodawcy?
Ze względu na to wyłączenie, zdaniem pytającego, administrator całkowicie prywatnego serwisu internetowego (np. forum) nie tyle mógłby korzystać z dobrodziejstwa zasady notice & takedown wskazanej w art. 14 ust. 1 ustawy, ile w ogóle obowiązki te nie dotyczyłyby go -- właśnie dlatego, że ustawa w całości nie odnosi się do jego postępowania.
Przyznać muszę, że powstałą w ten sposób teorię uznałbym za dość sprytną, gdyby nie fakt, że jej przyjęcie w praktyce uznałbym za zdecydowanie niekorzystne dla osób hobbystycznie zajmujących się prowadzeniem serwisów.
Feler założenia jest bowiem taki, że cytowany przepis nie jest przepisem stanowiącym o czyjejkolwiek odpowiedzialności, służyć on ma właśnie uchyleniu się od odpowiedzialności -- pod warunkiem wszakże podjęcia reakcji na zgłoszenie nadużycia przez osobę uprawnioną. Gdyby zatem art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie miał zastosowania do całkowicie prywatnych stronek, to administrator takiego forum mógłby ponieść konsekwencje wpisu autorstwa innej osoby niezależnie od tego, czy pokrzywdzony wystosowałby odpowiednie zgłoszenie.
Przekonuje mnie zresztą do tego brzmienie ust. 1 w zestawieniu na przykład z ust. 2 lub 3.
Art. 14 ust. 2 posługuje się konstrukcją 'Usługodawca, który otrzymał (...)', zaś w ust. 3 czytamy, iż z odpowiedzialności względem usługobiorcy jest zwolniony 'Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość (...)'.
Dla porównania: art. 14 ust. 1 wprost stanowi, iż odpowiedzialności za przechowywane dane nie ponosi 'ten, kto'; nie jest zatem adresatem normy usługodawca, lecz każda osoba, która udostępnia zasoby teleinformatyczne w sposób wskazany w tym przepisie.
Oznacza to, iż nawet właściciel całkowicie hobbystycznie prowadzonego -- tj. nie nastawionego na zysk, nie obleczonego żadnymi reklamami -- forum internetowego powinien starannie oceniać każde zgłoszenie wystosowane przez osobę, co do której na jego forum pojawiły się dane, które można ocenić jako bezprawne, albowiem tylko w ten sposób jest w stanie skutecznie i ostatecznie uchylić się od skutków wpisów dokonanych przez innych autorów.




ciekawe jest założenie, że każde forum ma jednego konkretnego "właściciela" skomentuj
rozproszona struktura i każdy może postawić serwer, zatem nawet wystąpienie z
żądaniem wobec 101 adminów serwerów usenet nie sprawi, iż kolejnych 202 adminów też
usunie trefny materiał.
Także rola TS -- rzekomego 'właściciela' grup -- jest raczej ściśle określona i na
pewno nie polega na jakimkolwiek zarządzaniu treścią. Założenie grupy na wniosek
użytkowników to zwykły przełącznik, a już sam serwer, na którym poszczególne treści
spoczywają jego nie jest...
Ale już w odniesieniu do poszczególnych serwisów agregujących treści z usenetu i
prezentujących je na stronach www, to bym powiedział, że podobnie. Tj. można wystąpić
ze skutecznym żądaniem usunięcia danej treści z danego serwisu, nawet jeśli materiał
pozostanie na serwerze usenetowym. skomentuj
niektórych przypadkach wcale nie jasne. ja np. założyłem 10 lat temu grupę na Yahoo
Groups, nie zaglądam od 5, ktoś tam jest moderatorem, pewnie przekazał już dawno
władzę komuś jeszcze innemu... kto odpowiada? nie wiadomo.
w Niemczech zawsze każą pisać "Impressum" przy serwisach, czyli dostrzegają ten
problem. skomentuj
będzie np. Yahoo Inc. i w pierwszym rzędzie ew. poszkodowany powinien zwrócić się do
nich z wnioskiem o usunięcie danych.
Inaczej będzie z klasycznym usenetem, ponieważ jak wiadomo nie ma tam jednego
centralnego serwera czy admina. skomentuj
Pojawiły się na nim niewybredne opinie umieszczone przez anonimowych użytkowników na
temat firmy X i jej właściciela, który potem za pośrednictwem działu PR próbował
postraszyć redakcję sądem.
Informacje o nim nie były jednak nieprawdziwe czyli bezprawne, zatem sprawa ucichła
szybciej niż zdążyła nabrać rozgłosu.
eVa skomentuj