Internet a wolność słowa
 Oceń wpis
   
A więc jesteśmy coraz bliżej ziszczenia się czarnego snu, w którym nie istniejesz, jeśli nie ma Cię w Google.

Dość boleśnie przekonał się o tym Matthew Lee, dziennikarz internetowej gazety Inner City Press którą Golgota Inc. - karnie, za zadawanie niewygodnych pytań o stosunek kalifornijskiego molocha - usunęła z agregatora wiadomości prasowych Google News. (Czytając tekst na Gazeta.pl można odnieść wrażenie, że Innercitypress.com wyleciał z wyszukiwarki, ale nie - Google.com nie blokuje informacji o ONZ z jego stron).

Matthew Lee od dawna zajmował się tropieniem nieprawidłowości w działalności Organizacji Narodów Zjednoczonych. W tym celu uzyskał nawet oficjalną oficjalną prasową akredytację, co nie zmienia faktu, iż - jak każdy dziennikarz (mi znów grozi się aktem oskarżenia za ujawnianie prawdy...) - dostał się pod ostrzał tych, którzy nie byli szczególnie zachwyceni jego artykułami.
Czarę goryczy przelały - jak sądzi sam zainteresowany - niewygodne pytanie o stosowanie cenzury przez giganta z Mountain View.

W odpowiedzi na zarzuty Google usuwa dostęp do gazety z katalogu News, formalnie powołując się na jakieś kruczki w regulaminie, zgodnie z którym dostawcą treści nie mogą być jednoosobowe redakcje (kryterium naprawdę idiotyczne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach).
Zabawne, bo w Inner City Press Lee nie pracuje sam, o czym można się dowiedzieć z odpowiedniej części jego strony.
Owszem, w sprawie można słać skargi, pisać odezwy i protestować - ale co mu zrobisz?
Matthew Lee nazywa całą sprawę - i słusznie - zwykłą cenzurą.

Podobna sprawa, też z Kalifornii, gdzie sąd nakazał - za karę, bo źle pisali o bankierach - usunięcie serwisu Wikileaks z systemu DNS (dla nietechnicznych - co to jest DNS można poczytać w Wikipedii).

Wikileaks to serwis zajmujący się ujawnianiem informacji o skorumpowanych rządach i politykach, które to informacje zainteresowani najchętniej schowaliby pod ziemię po wsze czasy (słowem: serwis zajmujący się rozpowszechnianiem przecieków). Tym razem podpadł szwajcarskiemu bankowi Julius Baer, najprawdopodobniej zaangażowanemu w pranie pieniędzy skradzionych przez byłego prezydenta Kenii.
 
Niezadowolony bank poszedł do sądu, a sąd, najprawdopodobniej w ramach czegoś jak nasze zabezpieczenie powództwa, nakazał rejestratorowi domeny usunięcie stosownych wpisów z systemu DNS. W konsekwencji wchodząc przez Wikileaks.org otrzymujemy komunikat o błędzie - serwis dostępny jest wyłącznie bezpośrednio pod adresem IP http://88.80.13.160 (domeny wikileaks.org nie ma już nawet w wyszukiwarce Google) oraz pod mirrorami jak libertypen.org czy wikileaks.be (na szczęście postanowienie sądu nie zakazuje dalszej działalności serwisu)wikileaks.be.

Zdaniem twórców serwisu decyzja sądu narusza Pierwszą Poprawkę do konstytucji, ponieważ prowadzi do pogwałcenia wolności słowa, zaś poprzez to orzeczenie sądu Stany Zjednoczone usytuowały się gdzieś pomiędzy Chinami, Rosją, Algierią i Egiptem.

Obie sprawy dowodzą, że w stechnicyzowanym świecie "majster przy switchu" nadal może wiele - i że mylili się ci, którzy wskazywali, że demokratyzacja informacji (jeden z elementów web 2.0) uniezależni nas od oficjalnych przekaziorów.

Cóż z tego, że Inter City Press może sobie istnieć, a Lee nawet dostanie od obłudników z NZ akredytację, skoro jeśli będzie się niegrzecznie zachowywał, "dyrektorzy świata" dogadają się z "dyrektorami internetu" - i mit powszechnej wolności wspieranej postępem technologicznym pryśnie? Cóż z tego, że można sobie założyć serwis i pisać w nim niewygodne rzeczy, skoro decyzją sądu będzie można odciąć czytelników od jego treści?

W pierwszej sprawie niepokojące jest to, że Google - w sumie spółka całkowicie prywatna i podlegająca normalnej grze rynkowej - w pewnym stopniu wyręcza wymiar sprawiedliwości, decydując o tym jakie treści będą udostępniane w jej serwisach, a jakie już nie znajdą tam miejsca (rachunek zysków i strat zamiast kodeksu?) Jak się ma takie możliwości, wkrótce może się okazać, że pokusa tępienia niewygodnych internautów będzie zbyt silna.

Ale nie oznacza to, że lekceważyłbym niebezpieczeństwo płynące z nadgorliwości władzy państwowej (sądowniczej), która - niezależnie od tego czy pozew szwajcarskiego banku jest zasadny, czy nie - powoduje de facto wyrzucenie serwisu internetowego poza jego środowisko (ilu przeciętnych zjadaczy bitów i bajtów wpadnie na to, że można informacji poszukać pod innymi adresami?

Wykluczenie domeny z systemu DNS to nie tylko ograniczenie wolności słowa, to także głęboka ingerencja w istotę internetu - coś jak oślepienie przechodnia w centrum zatłoczonego miasta. Nikt nikomu nie zabronił pisać, serwis nie został zamknięty. Wykluczenie domeny z internetu stanowi nie tylko naruszenie praw serwisu; w moim przekonaniu pokrzywdzonymi są także zwykli internauci.
Komentarze (11)
Podziękowania Dorozumienie zgody na spam?

Komentarze

2008-02-21 00:07:00 | *.*.*.* | marlowe
Re: Internet a wolność słowa [2]
Widzisz, Olgierd, narzekasz na Google, a to zwykła prywatna firma. Jak to się ma do
libertarianizmu? Przekonywałem kiedyś Maćka Dudka, że gdyby rządy upadły, od razu
zastąpią je korporacje i to z podobnym luba nawet gorszym skutkiem. Tyle mamy
przecież przykładów. I sami libertarianie o tym piszą. Zabraniając Google decydowania
jakie materiały mogą być łatwodostępne, ograniczysz wolność google, pozwalając na ten
proceder, pozwalasz, by Google ograniczało w ten czy inny sposób wolność innych ludzi
:)

Wszystkich nigdy nie zadowolisz... Czy będziesz libertarianinem, socjalistą,
kapitalistą, komunistą prawdziwym czy stalinowskim, liberałem, Lepperem, Kaczyńskim,
Tuskiem, czy Rudakiem :)))

Pozdrawiam :) skomentuj
2008-02-21 00:12:24 | *.*.*.* | marlowe
Acha, i jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy.
Ograniczanie wolności większych, bo są więksi i mają możliwości uparcie mi się
kojarzy z komunizmem, a nie z libertarianizmem.
:) skomentuj
2008-02-21 08:41:59 | 193.164.157.* | Mikołaj (PMM)
Re: Internet a wolność słowa [1]
Weź jednak pod uwagę, że te "kruczki prawne" zabezpieczają Google News przed
żądaniami dodania do nich każdego jednego osobnika, który sobie założy blogaska i
będzie nap... w swojego byłego pracodawcę, nielubiany koncern, partię polityczną etc.
Takim gościom ciężko zrobić z własnej życiowej misji choćby i dwuosobową gazetę, więc
jest to całkiem skuteczna metoda odsiewania oszołomów.

Inna rzecz, że ponoć w przypadku Inner City Press te reguły nie mają mieć
zastosowania, bo pracują tam dwie osoby + grono współpracowników. Gdyby tak było
naprawdę, to można mieć pretensję do Google o to, że nie przestrzega własnych
regulaminów, a nie o to, że w ogóle je ma i że w ten sposób zabezpiecza się przed
spamem informacyjnym. skomentuj
2008-02-21 08:49:51 | *.*.*.* | wysyisback
Korporacje nie zastąpiłyby rządu choćby ze względu na koszty. Siła organizacji
rządowych bierze się z mocy nakładania podatków, z czego pośrednio korzysta też wiele
największych podmiotów prywatnych. Ucinając strumień pieniędzy z podatków podcinasz
zarówno rząd jak i jego kontrahentów. Czy dla Haliburtona inwazja w Iraku byłaby
opłacalna gdyby miał ją sam sfinansować? skomentuj
2008-02-21 08:59:03 | *.*.*.* | olgierd
=> marlowe: ogólnie, nie ukrywam, wolę być dyskryminowany przez dowolne (duże, małe)
przedsiębiorstwo, niż przez państwo. W pierwszym układzie zawsze mogę liczyć na to,
że dzięki konkurencji znajdzie się inny przedsiębiorca, dla którego będę atrakcyjnym
klientem czy twórcą. Jeśli postawi na mnie krzyżyk państwo - w zasadzie jestem
skończony. Zostaje emigracja albo życie na marginesie.

Ale ogólnie to się zgadzam, każda dyskryminacja jest fe, nawet jeśli ma opierać się
li tyko na grze rynkowej. Ta się nie opiera.

=> Mikołaj: jeśli jest jasny regulamin to dla mnie sprawa jest prosta. Ale jak
rozumiem gazetka Lee w Google News *była* i mimo, że nic się w niej nie zmieniło -
*już jej nie ma*.
No i jednakowoż jeśli Lee rzetelnie opisuje sytuację to związek między pyskowaniem a
wycięciem jest niezaprzeczalny. Więc nie regulamin i obsada, ale krnąbrność. skomentuj
2008-02-21 12:35:26 | 79.187.222.* | a_na_logicznie
Re: Internet a wolność słowa [5]
ja sobie na te okazje taki battonik zrobilem
http://analogicznie.files.wordpress.com/2008/02/biggoogle.jpg
linkujac do cenzurowanego skomentuj
2008-02-21 14:53:55 | *.*.*.* | olgierd
=> wysyisback: myślę, że gdyby Haliburton miał zapłacić za Irak, operacja trwałaby
maksymalnie 3 tygodnie, utrąciliby Saddama i dogadali się z jego następcami, robiąc z
nimi dobre interesy.

Dlaczego Google czy Yahoo! nie napadnie na Chiny lecz z nimi współpracuje? Przecież
Haliburton mógłby kupić cały rząd iracki i 10 następnych. Za pieniądze z ich własnej
ropy. skomentuj
2008-02-21 16:24:41 | *.*.*.* | wysyisback
Gdyby Haliburton napadł na Irak, byłby w kompletnej finansowej dziurze. Swojego
własnego watażkę nie jest łatwo utrzymać jeśli musisz finansować jego rząd i pomagać
w tłumieniu ewentualnych buntów. Żeby utrzymać siły porządkowe na tyle potężne by
trzymać kraj w ryzach i walczyć z rebeliantami, potrzeba miliardów dolarów. Znacznie
taniej jest ułożyć się z istniejącym rządem i gładko przejść do interesów. Jeśli
chcesz dokonać politycznego przewrotu, potrzebujesz pomocy instytucji mającej stały,
stabilny przypływ środków ze źródła w niewielkim stopniu zależnego od opinii jej
"klientów" i nie dbającej o ekonomiczną zyskowność. Wypisz wymaluj - rząd.

Google czy Yahoo nie napadają na Chiny dokładnie z tego samego powodu - biznesu nie
interesuje chaos tylko stabilne, przewidywalne zasady. Jedynie w takich warunkach
można dokonywać długoterminowych przewidywań i inwestycji, a takie się liczą. Bałagan
jest korzystny tylko dla wybranych firm, które nie muszą jego opanowywania finansować
ale dostają za udział w porządkach kasę. To jest typowy profil firmy będącej
kontrahentem armii.

Wojna nie opłaca się gdy musisz za nią płacić. Żeby się o tym przekonać, wystarczy
zastosować znane z sektora prywatnego zasady księgowości do US Army i sprawdzić na
jak olbrzymim minusie byłaby ta organizacja gdyby nie mogła korzystać ze środków
pochodzących z podatków. Ich istnienie jest warunkiem koniecznym do utworzenia armii
mającej siłę wystarczającą do tego by bawić się w występy za granicą. skomentuj
2008-02-21 16:32:02 | 83.18.243.* | S&S
"utrąciliby Saddama i dogadali się z jego następcami, robiąc z nimi dobre interesy.
"- niezłe, a gdzie zwykli obywatele i ich wolność?
Świat jest bardziej skomplikowany niż się panu Rudakowi wydaje. Amerykańce też za
chiny nie mogą pojąć o co tym arabom chodzi. Oni im niosą kaganek demokracji, a ci:
nie i już.
Pan Rudak też nie może pojąć, żę ja np i wielu innych. mamy w d... jego libertynizm
którym chciał by nas uraczyć. skomentuj
2008-02-21 16:45:39 | *.*.*.* | wysyisback
Panu S&S najwyraźniej pomyliły się dwa wyrazy zaczynające się od "liber". Rozumiem,
że "kaganek" i "kaganiec" również Pan myli. skomentuj
2008-02-22 08:27:27 | *.*.*.* | olgierd
Mogę być nawet liberpermisywnym dewiantem, bylebym miał rację ;-)

Świat widział już parę przewrotów organizowanych i finansowanych przez
przedsiębiorstwa. Myślę, że jakby to było takie proste, Haliburton po prostu kupiłby
Saddama i rządził jego rękoma. Albo kogoś z jego otoczenia, zgładził watażkę i
rządził jego rękoma.

Co do "zwykłych obywateli i ich wolności" chciałem zwrócić uwagę, że owszem, w
baasowskim Iraku niewątpliwie pojęcia te miały olbrzymie znaczenie ;-) skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]