Jak pozbyć się ministra (niekoniecznie Klicha)
 Oceń wpis
   

I protest

cytat dnia: "Ministrem się bywa (...)" -- Bogdan Klich, Minister Obrony Narodowej, w dzisiejszym porannym wywiadzie dla Tok FM


Na marginesie debaty o katastrofie smoleńskiej i raportach dotyczących późniejszych zdarzeń wywołano temat dymisji ministra Klicha, do której wzywa go nawet pewien kłopotliwy poseł koalicyjnego PSL. Minister się zapiera, że nie zamierza uchylać się od odpowiedzialności, i chociaż wprawdzie ministrem się tylko bywa, zamierza dalej nieść ten swój krzyż...
Mniejsza z tym.

z Konstytucji RP:
art. 157. 1. Członkowie Rady Ministrów ponoszą przed Sejmem solidarną odpowiedzialność za działalność Rady Ministrów.
2. Członkowie Rady Ministrów ponoszą przed Sejmem również odpowiedzialność indywidualną za sprawy należące do ich kompetencji lub powierzone im przez Prezesa Rady Ministrów.
art. 159. 1. Sejm może wyrazić ministrowi wotum nieufności. Wniosek o wyrażenie wotum nieufności może być zgłoszony przez co najmniej 69 posłów. Przepis art. 158 ust. 2 stosuje się odpowiednio.
2. Prezydent Rzeczypospolitej odwołuje ministra, któremu Sejm wyraził wotum nieufności większością głosów ustawowej liczby posłów.
art. 161 Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, dokonuje zmian w składzie Rady Ministrów.
Całkowicie na marginesie tego wszystkiego chciałem napisać, że polskie prawo i przyjęte zasady odpowiedzialności politycznej ministrów w ogóle nie sprzyjają takim honorowym rozwiązaniom.
Zasada ustrojowa jest prosta: to Prezes Rady Ministrów decyduje o kształcie swojego gabinetu, w tym zarówno o nominacjach, jak i o odwołaniach ze stanowisk (art. 161 Konstytucji RP). Znaczy się decyduje (formalnie) prezydent, ale wyłącznie na wniosek premiera -- i jest przy tym związany wnioskiem: nie może odmówić powołania czy odwołania członka rządu. Może mieć swoje zdanie, może nawet je artykułować -- ale nie może stanąć okoniem.

Taka konstrukcja sprawia, że niewiele do powiedzenia może mieć sam zainteresowany -- ergo minister, który przyzna się "skrewiłem!", nie utraci stanowiska, o ile szef rządu nie złoży stosownych papierów u prezydenta. Minister może naciskać, może manifestacyjnie okazywać niezainteresowanie dalszą karierą rządową, i nawet jeśli rozsądny premier weźmie takie sygnały pod uwagę -- jak się uprze, nikt (ani prezydent, ani zainteresowany minister) nie zmuszą go do zwolnienia członka swojego gabinetu ze stanowiska.

Oczywiście, uprawnienie do negatywnego decydowania o składzie rządu -- czyli tylko w zakresie odwoływania poszczególnych ministrów -- przysługuje Izbie Poselskiej, która w ograniczonym zakresie może decydować o zmianach na rządowej liście płac. Z generalnej konstrukcji odpowiedzialności politycznej rządu oraz poszczególnych ministrów (odpowiednio art. 157 ust. 1 i ust. 2 ustawy zasadniczej) wynika, że za błędną politykę rządu może być odwołany cały rząd (art. 158 konstytucji), zaś w przypadku zastrzeżeń do pracy pojedynczego ministra -- wotum nieufności można ograniczyć do tejże osoby. W takim przypadku prezydent jest związany uchwałą sejmową (art. 159 ust. 2) i premier nie ma tu nic do powiedzenia.

(W tym miejscu warto przypomnieć manewr zastosowany przez premiera Kaczyńskiego we wrześniu 2007 r., po tym jak PO złożyła wnioski o głosowanie wotum nieufności wobec 19 ministrów. Otóż szef rządu wówczas złożył na ręce prezydenta pisma w sprawie odwołania tych ministrów -- co spowodowało, że wnioski PO stały się całkowicie bezprzedmiotowe (bo ministrów już nie było) -- aby natychmiast... powołać ich ponownie. W znanych mi opiniach trick ten został uznany za bezskuteczny, jednak do głosowania nad dymisjami członków jego rządu i tak nie doszło.)

Moim skromnym zdaniem takiego rodzaju ustawienie kompetencji organów -- już pomijam kwestię czy prezydent powinien mieć więcej do powiedzenia na temat rządu (ja uważam, że oczywiście tak) -- jest o tyle niefajne, że może prowadzić do pozostawania na urzędzie osoby, która nie ma najmniejszej ochoty do dalszego sprawowania funkcji ministerialnej.

Komentarze (7)
Ochrona nazwiska człowieka jako... Tajemnica korespondencji a...

Komentarze

2011-01-20 12:17:15 | 78.133.198.* | Przyrodnik
Re: Jak pozbyć się ministra (niekoniecznie Klicha) [1]
A co z nieufnoscia spoleczenstwa do ministra? O ile sejm niektorym ministrom wotum
nieufnosci moze nie udzielic o tyle gro spoleczenstwa otwierajac dzien po dniu gazete
moze uznac ze minister sie po prostu nie nadaje. I co wtedy? Listy pisac do premiera? skomentuj
2011-01-20 12:41:10 | *.*.*.* | olgierd
Albo naciski na premiera (prasa, opinia publiczna bezpośrednio), albo chodzić po
swoich posłach, żeby odwołali. skomentuj
2011-01-20 14:27:52 | 83.23.124.* | maho
Re: Jak pozbyć się ministra (niekoniecznie Klicha) [3]
> może prowadzić do pozostawania na urzędzie osoby, która nie ma najmniejszej ochoty
do dalszego
> sprawowania funkcji ministerialnej.

Może zastosować metodę Korfantego - "niniejszym składam urząd komisarza
plebiscytowego, podkreślając, że wszelkie usiłowania w kierunku cofnięcia mego
postanowienia pozostaną bez skutku"

Kto zechce odrzucić dymisję ministra, jeżeli ten powiedzmy publicznie ogłosi że jak
dymisja zostanie odrzucona, to on ją złoży znowu i znowu? skomentuj
2011-01-20 15:49:48 | *.*.*.* | olgierd
To jest insza inszość -- na razie nie wyobrażam sobie nikogo trzeźwego na umyśle, kto
by tak robił, stąd te różne "oddawanie się do dyspozycji premiera" etc. skomentuj
2011-01-20 18:08:20 | 82.139.13.* | karzeł reakcji
na zdjęciu kobieta, [0]
która jako jedyna walczy o niepodległą Polskę. skomentuj
2011-01-21 09:47:20 | 213.17.245.* | Dobromir
"stąd te różne "oddawanie się do dyspozycji premiera"

A to dla mnie najgłupsza fraza, jaka zadomowiła się głównie wśród polityków (choć nie
tylko). Nikt z podwładnych nie robi łaski - od momentu powołania taka osoba ZAWSZE I
W KAŻDEJ CHWILI jest do dyspozycji zwierzchnika.

A jakby się nie "oddawali do dyspozycji" (hmmm, po namyśle stwierdzam, że to
"oddawanie się" brzmi niejednoznacznie :-P)? To co - premier (czy inny zwierzchnik)
nie może takiego zwolnić lub wydać jakiejś dyspozycji, polecenia? To jakaś
lingwistyczna bzdura ... skomentuj
2011-01-24 11:08:09 | 83.23.124.* | maho
@dobromir - może i bzdura, ale z tradycjami. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]