A teraz coś całkowicie z innej beczki: wystarczało parę zdań wyrażonej opinii o firemkach biorących się za zawodowe ściganie jumiejących internautów dla "Gazety Prawnej", a rozdzwonił się mój telefon w kieszeni.
No dobra, z telewizji zadzwonili tylko dwa razy, ale obie rozmowy były pocieszne:
- telewizja nr 1, abonamentowa, głos męski: czy mogę udzielić wypowiedzi? No przecież mogę, pod warunkiem, że ekipa przyjedzie do mnie. Czyli dokąd? A, do Wrocławia -- A to skontaktuję się z Wrocławiem. I za kwadrans esemes, że są zarobieni i się nie da. OKej -- jak dla mnie luz;
- telewizja nr 2, bezabonamentowa, głos żeński: zapraszam do programu o piractwie internetowym, na poniedziałek. Ja na to, że chętnie (w sumie wiedziałem, że będzie skucha, więc mogłem skłamać...), ale chciałbym wiedzieć gdzie i kiedy? Poniedziałek, godzina jakaś tam, a my jesteśmy przy ulicy takiej a takiej.
Uśmiechnąłem się pod nosem i mówię, że może być problem, bo jestem 360 kilometrów od Warszawy; a panna na to: oj, to szkoda, bo rozumiem, że pan nie przyjdzie do nas? No nie da się...
I jak już podpowiedziałem jej do kogo jeszcze może się zwrócić, panna do mnie: "to życzę miłego wypoczynku".. A ja jej na to, że to nie wypoczynek, że mieszkam w innym mieście, bo przecież jest jeszcze życie poza Warszawą.
To jest w sumie zabawne jak wiele osób, które szukają kontaktu z ludźmi, o których przeczytali albo zasłyszeli w centralnych mediach ma pewność, że rozmówca musi mieszkać i pracować w stolicy (dotyczy to nie tylko wczorajszej dziennikarki, ale i na przykład różnych organizatorów szkoleń, którzy też czasem do mnie telefonują). Tymczasem mam niesprecyzowane wrażenie, że zwłaszcza dziennikarze -- zwłaszcza próbując skompletować zestaw osób do jakiegoś programu -- powinni najsamprzód obadać z kim dokładnie mają do czynienia, a nie lecieć od razu z tematem... 
A dlaczego właściwie o tym piszę? Bo chciałem ostatnio skrobnąć parę zdań na temat mniej lub bardziej zabawnych wpadek dziennikarskich; przy czym mniej zabawna to relacja w Mail Online (to portal brukowca Daily Mail) z łez Amandy Knox po oddaleniu jej apelacji od wyroku, w którym uznano ją winną morderstwa (tymczasem włoski sąd uniewinnił Knox, dzięki czemu mogła ona wrócić do domu) -- zaś bardziej zabawna to pewność z jaką red. Tomasz Lis wpierał Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie wie skąd startują tzw. "aniołki Kaczyńskiego" -- a później się okazało, że bazował na błędnej, lecz sprostowanej informacji podanej przez "Wprost" (czego już naczelny tego tygodnika nie doczytał...)
No i tak doszliśmy do rzetelności dziennikarskiej...
PS popołudniem kolejny telefon, znów telewizja nr 1 (ale tym razem głos damski): czy zechciałbym we wtorek wziąć udział w programie "Gadanie na śniadanie" (czy jakoś tak) -- o ściganiu piratów internetowych. Rozśmieszyło mnie to, więc mówię wprost "tak, jeśli studio jest we Wrocławiu", a dziewczę coś w ten deseń: "oj, nie, w Warszawie, ale czy nie mógłby pan przyjechać? nie da się?"
Niniejszym oznajmiam, że do końca miesiąca nie odbieram żadnych połączeń od prefiksu 799, zaś na wszystkie zaproszenia od TVP2 będę reagował negatywnie po świata kres.




lis i rzetelnosc dziennikarska?
buahahaha skomentuj
Dziennikarze i politycy w moim rankingu, pod każdym względem są na samym dnie ( łeb w
łeb ). A najgorsze jest to, że roszczą sobie prawo do kształtowania społeczeństwa. skomentuj
Lis się wyłożył, to prawda i to na całej linii. Kaczyński poczuł się bardzo pewnie i
okazał w pełni swą nonszalancję, przyprawioną szczyptą arogancji. W sumie dzięki
brakowi profesjonalizmu Lisa - Kaczyński odsłonił swą naturę, a to niemało ;) skomentuj
ktoś z głębokiej prowincji jaką jest Wrocław ;-)
a tak na poważnie to na stronie "o mnie" nie masz tylko napisane, że lege artis jest
zarejestrowane we wrocławskim sądzie a nie jest napisane wprost gdzie mieszkasz. skomentuj
Freiherr von Richthofen, ale nie ma słowa, że nadal tu mieszkam.
A za słowa o profesjonalizmie -- dziękuję :) potraktuję to z pełną powagą. skomentuj
mieszka w stolicy (DC - default city? :) )? skomentuj
A z tym DC to się nawet na usenecie zdarza -- niedawno nawet na preclu zwróciłem na
to uwagę, że ulica pod jakimś tam wezwaniem może być też w innym mieście, ale opis
sytuacji nijak nie musi pasować do tego innego miasta. skomentuj
Jest taka zasada w internecie. Jesli podana jest tylko ulica to znaczy ze to w
Warszawie. Głównie "napływowcy" uwazaja ze i tak juz wszyscy mieszkaja w tej
miescinie, a jak nie mieszkaja to po co sie przejmowac p*********** skad sami
pochodza? Zwlaszcza jak "ktos cos chce" jest wielkie zdziwienie (polaczone z irytacja
ze ich oklamuje) ze nie jestem "stont" i nie moge na jutro a tak wogole to mnie to
nie obchodzi. skomentuj
coś istnieje...
BTW
HADOPI ruszyło z rozmachem:
http://www.techdirt.com/articles/20111004/13463316198/france-continues-mass-processin
g-infringement-accusations-60-people-get-third-strike-notice-650000-get-first-strike.
shtml
;) skomentuj
Czytaj to -
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html
http://polish.ruvr.ru/2011/10/05/58216077.html skomentuj
wszystkimi swoimi studiami, i co więcej przynajmniej czasami potrafi z tych łączy
korzystać ;) Niejednokrotnie nadawali programy z udziałem gości, którzy byli w kilku
miastach, realizowane z kilku studiów naraz. Więc jakby im zależało, to by mogli. Ale
im nie zalezało, tylko tak naprawdę potrzebowali jakiegos wypełniacza czasu do
programu... skomentuj