Pracodawca, który rozwiązuje umowę o pracę z pracownikiem w sposób uzasadniający wypłatę odprawy, ma obowiązek wypłacić ją w dniu rozwiązania stosunku pracy. Nie można czekać na rozstrzygnięcie procesu o przywrócenie do pracy i pracodawca zdaje się przypuszczać, że pracownik może sprawę wygrać.
Zasada ta -- prosta i oczywista -- wydaje się nadal nie docierać do każdego, wnoszę tak przynajmniej po tekście w "Rzepie".
Oto opisuje się tam przypadek nauczycielki, która wskutek przeprowadzanych zwolnień grupowych utraciła pracę. Taki tryb zawsze kwalifikuje się do nabycia prawa do odprawy (kłania się ustawa z 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników -- tytuł fajny, ale to jedna z tych nielicznych już ustaw, które czyta się całkiem przyjemnie), jednak chlebodawca zdecydował się poczekać -- aż do rozstrzygnięcia kwestii jej przywrócenia do pracy.
(Na marginesie warto zauważyć, że nauczycielom mianowanym może przysługiwać nawet półroczna odprawa -- Karta Nauczyciela daje im taki przywilej np. w przypadku likwidacji czy restrukturyzacji szkoły, albo po... 2-letnim urlopie związanym z niemożnością zatrudnienia w miejscowości, do której nauczyciel przeprowadził się za swoim małżonkiem -- art. 28 ust. 2 w zw. z art. 70 ust. 2 karty nauczyciela).
Jak pisze "Rzepa" zdaniem dyrektorki szkoły wcześniejsza wypłata odprawy była niezasadna: jeśli nauczycielka zostałaby przywrócona do pracy, w ogóle odpadłaby podstawa do wypłacenia odprawy, natomiast chętnie by ją zapłaciła po uzyskaniu wyroku potwierdzającego prawidłowość zwolnienia nauczycielki, albo po cofnięciu powództwa (a to dobre w sumie).
Do tematu wmieszała się Państwowa Inspekcja Pracy, która skierowała przeciwko dyrektorce szkoły wniosek do sądu o ukaranie za naruszenie praw pracownika (w sumie bardzo szkoda, że odbyło się to w tym trybie -- wolałbym normalny pozew pracownika do sądu pracy o zapłatę odprawy, no ale cóż -- skuteczność sądów pracy wypada dość blado w porównaniu do trybu "dzwonimy do PIP).
Stanowisko to podzieliły sądy orzekające w sprawie o wykroczenie, wychodząc ze -- słusznego rzecz jasna -- założenia, iż odprawa należy się każdemu pracownikowi z momentem rozwiązania stosunku pracy, zatem należy ją wypłacić najpóźniej z dniem odejścia pracownika z pracy. Nie można przy tym zastanawiać się co sąd pracy zrobi z pozwem o przywrócenie do pracy, ani też w jaki sposób ewentualnie pracodawcy uda się uzyskać zwrot wypłaconej odprawy po powrocie pracownika do pracy. (Tu może dodam, że spotkałem się z sytuacją, w której sąd, przywracając pracownika i wiedząc od pracodawcy o wypłaconej odprawie, nakazał -- tym samym wyrokiem -- zwrot zapłaconej odprawy. Jest to o tyle istotne, że stanowi podstawę do potrącenia odpowiedniej kwoty z wynagrodzenia uzyskanego przez pracownika.)
Warto w tym miejscu przypomnieć, że o terminie wypłaty odprawy wypowiedział się Sąd Najwyższy (wyrok z 21 października 1999 r., I PKN 320/99), który wyraźnie wskazał, że skoro przepis mówi o nabyciu prawa do odprawy w związku z rozwiązaniem stosunku pracy, to należy je wypłacić właśnie z dniem jego rozwiązania -- a każdy dzień opóźnienia oznacza powstanie roszczenia o odsetki (uwaga, wyrok zapadł jeszcze pod rządami poprzedniej ustawy o zwolnieniach grupowych; ustawa się zmieniła, ale ten akurat przepis jest taki sam).
Jakby ustawa przesądzała o jakimś innym terminie jej wypłaty (np. "w ciągu 14 dni od...") albo zakreślała inną podstawę nabycia prawa do odprawy -- nie jako "rozwiązanie stosunku pracy" -- można by rozważać inne ustawienie terminu zapłaty.
Ale obowiązujący stan prawny nie uzasadnia takich kombinacji.
PS na zdjęciu: człowiek ciężko pracujący.




Ja się kilka lat temu spotkałem z jeszcze bardziej absurdalną sytuacją.
Kolega został zwolniony z pracy, oddał sprawę do sądu pracy.
Przysługiwało mu prawo do zasiłku i poszedł się zarejestrowac do Urzędu Pracy.
Ale z powodu, ze sprawa była w sądzie pracy, to z Powiatowego Urzędu Pracy dostał
decyzję odmowną - (już nie pamiętam dokładnie) albo w ogóle zarejestrowania jako
bezrobotnego i wypłaty zasiłku, albo tylko samej wypłaty zasiłku.
Uzasadnienie było podobne.
Coś w stylu: bo jak go sąd przywróci do pracy i jeszcze, nie daj Boże przyzna od
pracodawcy odszkodowanie za ten czas pozostawania bez pracy, to wtedy on bedzie
musiał oddać zasiłek...
I chyba sie martwili, jak to od niego ściagną.
Na szczęscie II instancja zmieniła tą absurdalną decyzję PUP. skomentuj
nie dotyczy to odszkodowania za skrócony okres wypowiedzenia, ale... Osoba dostaje
"dyscyplinarkę". Zakłada sprawę w sądzie pracy, a jednocześnie rejestruje się w PUP.
Po kilku miesiącach sąd wydaje nakaz przywrócenia do pracy i jednocześnie za okres
gdy osoba była niesłusznie odsunięta od pracy nakazuje pracodawcy wypłacić
wynagrodzenie... pomniejszone o wypłacony zasiłek dla osób bezrobotnych :)
A co do terminu wypłaty odszkodowania - baaaaardzo mało osób o tym wie, baaaardzo
mało pracodawców się do tego stosuje. Ostatni dzień pracy to ostatni dzień roboczy
miesiąca, ale wypłata 10 dnia następnego miesiąca. "No co, przecież zgodnie z
regulaminem pracy obowiązującym w zakładzie... skomentuj