Ciekawostka zza oceanu: CrunchGear donosi, że pojawienie się nowej wersji czytnika książek elektronicznych (Amazon wprowadza Kindle 2.0) już powoduje problemy prawne -- The Authors Guild, amerykańska organizacja zrzeszająca pisarzy, zarzuciła Amazonowi, że funkcja głośnego odczytywania treści publikacji przez urządzenie narusza prawa twórców.
Cytowany przez Wall Street Journal działacz tej organizacji miał powiedzieć "Nie mają prawa czytać książek na głos. To utwór zależny, chroniony przepisami prawa autorskiego".
Podkreślmy: nie chodzi o nagranie udźwiękowienia książki, chodzi o to, że zmyślny Kindle umie czytać literki, z których złożony jest plik. (Rzecz dobra dla leniwych "czytelników", albo dla tych, którzy uważają, że ekran takiego hovienka średnio nadaje się do czytania).
The Authors Guild wychodzi z tego samego założenia, zgodnie z którym tantiemy autorskie powinny płacić dzieci śpiewające kolędy (por. Jeszcze parę słów o ZAiKS). Pomija przy tym "drobny" -- acz istotny z prawnego punktu widzenia -- szczegół: owszem, nawet jeśli przetworzenie "w locie" tekstu na dźwięk powoduje powstanie utworu zależnego, to dopiero rozporządzenie i korzystanie z takiego opracowania może nastąpić dopiero za zgodą twórcy utworu pierwotnego.
A czytanie sobie samemu książki "na głos" na pewno nie podchodzi pod te regulacje, co dobitnie podkreśla EFF: ochronie podlega dopiero publiczne wykonanie, ale nie samemu sobie.
Na marginesie: projekt zmian prawa autorskiego obejmuje m.in. możliwość poboru tantiem za korzystanie z utworów chronionych przez jedną tylko organizację zbiorowego zarządzania. Wreszcie!Na marginesie: ciekawe wnioski nasuwa lektura strony The Authors Guild. Okazuje się, że to ta właśnie organizacja stała swego czasu za głośnym pozwem przeciwko Google Books. Sprawa skończyła się ugodą, na podstawie której Google zapłaciło 125 mln dolarów odszkodowania -- polecam genialny cytat z oficjalnego materiału gildii: "while we don’t approve of your unauthorized scanning of our books and displaying snippets for profit, if you’re willing to do something far more ambitious and useful, and you’re willing to cut authors in for their fair share, then it would be our pleasure to work with you" -- można powiedzieć, że to klasyka oportunizmu (tu można zapoznać się z dokumentacją sprawy, polecam zwłaszcza 141-stronicowy dokument podsumowujący ustalenia stron).
Bardzo możliwe, że cała afera sprowadza się do prostego założenia: teraz stosowne odszkodowanie zapłaci Amazon -- i będzie OK.
PS na zdjęciu poprzednia wersja Kindle, zdjęcie za Wikipedią, autorstwa Ted-m.




Jeszcze śmieszniejsze jest to, że automaty do czytania książek dla niewidomych
istnieją od dawna; czyżby Kindle na tyle dobrze czytał po angielsku, że wyprze
książki audio? skomentuj
Olgierd, The Authors Guild działa podobne, jak każda zalegalizowana mafia np. ZAiKS.
Zasiadają w niej ludkowie, którzy nie napisali w swoim życiu dobrej książki i to też
determinuje ich upór w wydzieraniu pieniędzy od firm. Z kolei google lub amazon
zgodzą się płacić, bo dbają o swoje dobre imię.
Inna sprawa, to wiek "szefów" instytucji chroniących prawa autorskie, który
uniemożliwia zrozumienie sposobu w jaki rozwija się świat. skomentuj
Gdyby autor tego bloga spróbował kiedyś napisać - nawet nie dobrą, ale jakąkolwiek -
książkę, to by inaczej śpiewał. Fajnie by było, żeby wszystkie książki były za darmo
wszędzie. Tylko, że wtedy by ich wcale nie było, bo nikt by nie pisał. skomentuj
szacownej, przeszło 1000-stronicowej publikacji w wydawnictwie C.H. Beck, dostał za
to parę groszy plus 5 egzemplarzy autorskich (4 poszły na Allegro, za cenę ok. 40%
półkowej).
Autor nie wnosi, iżby książki były za darmo.
Autor pisze tego bloga za darmo. Autor chciałby dostawać za to jakąś kasę, ale jest
zdania, że nikt by za to nie zapłacił nawet grosza. Nie zmienia to faktu, że Autor
nadal pisze -- nadal za darmo. skomentuj
ale to użytkownik korzystając z funkcji syntezy mowy narusza prawa autorskie, nie zaś
Amazon. Amazon nie musi nikomu nic płacić, gildia zaś może pozywać posiadaczy Kindle
2, o ile oczywiście udowodnią im, że korzystają z syntezy książek, do których prawa
należą właśnie do gildii... skomentuj
(utworu) przez urządzenie nie powoduje powstania utworu zależnego (opracowania) -
nadal mamy do czynienia z utworem pierwotnym. nie jest to tez 'artystyczne wykonanie'
w rozumieniu polskiego pr.aut., gdyż następuje bez udziału człowieka.
Natomiast czy doszło do naruszenia praw autorskich (do utworu pierwotnego) nalezy
IMHO oceniać przy względnieniu kontekstu odtworzenia, tzn. czy następuje ono
publicznie. Odtworzenie na potrzeby własne (właściciela egzemplarza czy w ramach
dozwolonego użytku prywatnego) w mojej ocenie, na gruncie prawa polskiego, nie
stanowiłoby wkroczenia w monopol ekspoloatacyjny twórcy/jego następców prawnych skomentuj