O rzekomym zajumaniu okładek "Wprost"
 Oceń wpis
   

ścięta głowa Jana ChrzcicielaW ramach "a weź pan i się wypowiedz" -- to ulubiony sport Polaków z czasów pewnej popularności tego bloga, acz nadal niektórzy trwają ;-) -- w ostatnim czasie poproszono mnie o zajęcie się: zmianą warunków w jakieś telewizji, aferą pt. "olaboga zły bloger zajumał nam jotpega z okładką Wprost!" oraz postępowaniem wyjaśniającym dotyczącym obrazy majestatu prezydentki Warszawy -- tj. karygodnym (dosłownie) śnie o ściętej głowie HGW.

Wybieram blogera, bo dawno nie pisałem o banalnej głupocie, która kryje się pod pozorem prawa.

Z NaTemat.pl -- denerwuje mnie czasem ten serwis niemiłosiernie (aczkolwiek na bezrybiu i rak ryba...) -- dowiedziałem się, że naczelny "Wprost" przyatakował Michała Olecha, młodego dziennikarza i blogera, bo ten, korzystając z dziurawego systemu sprzedaży e-prasy, przez dłuższy czas miał dostęp do plików z okładkami tego tygodnika jeszcze przed ukazaniem się poszczególnych numerów w kioskach. I brał je sobie, i wrzucał na swojego Twittera, po to tylko, żeby pokazać co będzie w najnowszym numerze tygodnika.
To jest brał i wrzucał jakieś maluśkie "prezentacyjne" pliki, takie zajawki sprzedażowe, nie pliki ze składu w jakimś InDesign czy w czym teraz się składa prasę.

Dla "Wprostu" -- IMHO od niepamiętnych czasów najsłabszego tygodnika tego rodzaju w Polsce (bez znaczenia: sprzed Lisa, z Lisa, po Lisie -- czy w kontrze do Lisa) -- to kamień obrazy, który można podnieść w piśmie przedprocesowym. Zwłaszcza, że ów bloger jakoś tam współpracuje z Lisem (a że przy okazji można "Wprostowi" dokopać, to w NaTemat.pl pojawiły się aż dwa nieprawdopodobne teksty: właśnie "Bloger w niebezpieczeństwie" Tomasza Machały i opatrzony patetycznym tytułem "Dziś wszyscy jesteśmy @MichalOlech. Środowisko staje w obronie blogera i wyśmiewa wydawcę "Wprost". Takie zwykłe polskie piekiełko, od którego prasa nie jest wolna, aczkolwiek nie ze względu na jakiekolwiek -- smoleńskie, sreńskie -- resentymenty, ile na biznes. Wydawca "Wprostu" i tak robi bokami, jakby się udało jeszcze urwać kawałek tortu dla "Newsweeka"...
Nieważne.

Swoje racje tygodnik kierowany obecnie przez Sylwestra Latkowskiego wyłuszczył w tekście "Czy w sieci można wszystko?". Bazując na nim oraz na tym, co czytam w sieci, rozumiem, że potraktowano pokazywanie pliczków z okładkami "Wprost" jako bezprawne działanie na szkodę wydawcy, które naraża go na stratę, za co ma przeprosić i zapłacić -- bagatela -- 25 tysięcy złotych (nie wiem tylko czy odszkodowania, jak pisze Tomasz Machała, czy też zadośćuczynienia na cel społeczny, jak czytam na stronie "Wprost").
Do tego podlinkowano tam gustowny -- i pozornie merytoryczny -- tekst "Czy bloger Na Temat jest złodziejem?", z którego ma wynikać, że owszem, jest złodziejem, bo kradł, a kradł, bo w sieci "Można publikować treści, które już się ukazały, rzecz jasna z podaniem ich źródła. Natomiast nie można publikować bez zgody autora treści, które się jeszcze nie ukazały. Narusza to prawo autorskie i jest po prostu kradzieżą czyjejś twórczości"

To bardzo ciekawa koncepcja, wynikająca zapewne z nieco uproszczonej definicji dozwolonego użytku, który -- to prawda -- co do zasady odnosi się do utworów uprzednio rozpowszechnionych (por. art. 23 ust. 1 pr. aut. albo przedruk z art. 25 ust. 1, albo cytat z art. 29 pr. aut.). No i jest uprawnienie do decydowania o pierwszym publicznym udostępnieniu utworu wskazane jako jeden z przejawów autorskiego prawa osobistego (art. 16 pkt 4 pr. aut.). (A mówię o uproszczeniu, bo ani to kradzież, ani nie da się powiedzieć, że "jak się coś ukazało, to można to sobie publikować" -- bo coś mi to pachnie pokutującym nadal przekonaniem, że "jeśli znalazłem w internetach, to mogę przewalić na swoją stronkę, byle bym podpisał").
Znaczy się: faktycznie, jeśliby wydawca "Wprost" nie udostępnił utworu -- choćby i pliczka poglądowego z rysunkiem okładki najbliższego numeru -- to można by zacząć dumać czy jego wyciągnięcie na Twittera naruszyło jego prawa.

Problem jednak w tym, że... nie ma problemu. Jakby na to nie patrzeć: inkryminowane pliczki zostały dostarczone przez wydawcę do serwisu, w którym sprzedaje się e-prasę, przecież dokładnie w celu ich prezentacji wraz z ofertą nabycia e-wydania "Wprost". Zostały zatem jak najbardziej rozpowszechnione w rozumieniu przepisów ustawy o prawie autorskim -- rozpowszechnione, nawet jeśli wydawca tygodnika myślał (lub myśli) inaczej.
Zaś bez względu na to, czy Michał Olech znajdował je "dodając" 1 do nazwy pliku z poprzednią okładką, czy też użyłby do tego wyszukiwarki -- na pewno ich nie ukradł ani zecerowi z wierszownika.


PS na obrazku ścięta głowa Jana Chrzciciela. Ale o zbrodniczym śnie napiszę może nieco później, bo to naprawdę przednia informacja jest. Lepsza nawet, niż niezasadne pretensje "Wprost".

Komentarze (2)
O tym skąd biorą się klauzule... O publikacji wyroków w...

Komentarze

2013-04-05 11:56:07 | 78.133.198.* | Przyrodnik
Re: O rzekomym zajumaniu okładek "Wprost" [0]
O tym jak Wprost (i wspierająca ją Agora) "rozumią" internet i komputery.
Przeglądarki takie jak Opera czy firefox z pluginami pozwalają oglądać całe galerie
zdjęć które znajdują się w jakimś katalogu. Po prostu klika się "następne" i kolejne
zdjęcia wskakują w okienko. Nie trzba nawet nic wpisywać w pasku przeglądarki. Co nam
strona/serwer UDOSTĘPNIŁ to widzimy.

CO z kolei przypomina mi o czymś od drugiej strony. Czyli złamaniu tajemnicy
państwowej. Było taie wydarzenie co abw,cbs czy inne ateki chciały ścigać
dziennikarzy ze zdrade tajemnicy państwowej którą ktoś im przekazał. I sprawa sie
rozbijała że dziennikarz żadną tajemnicą związany nie jest, umowy z rządem nie ma,
weryfikacji nie przechodził więc łamie tajemnice ten kto jest to jej utrzymania
zobowiązany.
I tutaj mamy identyczną sytuację która każe mi myśleć że "Jak Kali powiedzieć coś
tajemnego to dobrze, jak Kali komuś tajemnemu coś powie a on przekaże dalej to źle" skomentuj
2013-04-29 21:10:17 | *.*.*.* | lokaty ranking
Re: O rzekomym zajumaniu okładek "Wprost" [0]
Jeśli ktoś nie potrafi zapanować nad internetem to niech się nie pcha na rynek
internetowy. Ten przykład pokazuje też, że jak się chce to na każdego znajdzie się
paragraf. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]