Odpowiedzialność pracownika za szkodę wyrządzoną pracodawcy
 Oceń wpis
   
Dawno temu już zapowiedziałem, że koniec z nieodpłatnymi poradami prawnymi via listel dla Czytelników Lege Artis -- najpopularniejszego lubczasopisma poświęconego bezprawiu(tm). Ale czasem piszecie do mnie o takich sprawach, że nawet mój wyluzowany rozumek lasuje się z wściekłości. I wówczas muszę zareagować.

Napisał do mnie Pan Jan Kowalski (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), informatyk-programista zatrudniony w Bardzo Ważnej Firmie SA, któremu przytrafiła się bardzo kiepska historia. Otóż Pan Piotr (tak go nazwijmy) zatrudniony jest na stanowisku kodera, czyli pisze jakieś tam sobie kody na zlecenie pracodawcy. Pracodawca nie jest z branży IT, ale dobry kod wiele u niego znaczy, toteż koderzy mają u niego dość dobrze. A raczej mieli -- bo o tym jest ta opowieść.

Czas jakiś temu do Pana Marcina przyszedł przełożony z zadaniem: zrób to-i-to, ale zanim zaczniesz dłubać na zicher (cytuję) 'pokaż działający schemat'. No i pracownik, jak to pracownik, zrobił co mógł najlepszego -- po niedługim czasie pokazał kierownictwu napisany przez siebie szkic aplikacji, w której użył elementów z zewnątrz. Z zewnątrz czyli -- bez ściemy -- kodu, do którego praw nie miał, który nie był na FLOSS, ale którego funkcjonalność odpowiadała założeniom.
Do przeznaczonej do oceny przełożonych próbki Pan Krzysztof dołożył -- tak twierdzi i chyba pracodawca tego nie podważa -- informację, iż jest to wersja alfa, do testów tylko, nie do wdrożenia, ani tym bardziej do sprzedaży. Jak się spodoba, to napisze ów fragment kodu po swojemu.

Dalej wypadki potoczyły się w przewidywalny sposób. Menejdżment -- nie puszczając pary z gęby i nie zważając na zastrzeżenia Pana Wojciecha -- poszedł po bandzie: okazało się, że aplikacja jest niezwykle ważna i istotna, i już-już musi iść. I poszła. Wraz z fragmentami trefnego kodu.
Traf chciał -- z trefnymi sprawami zawsze jest tak -- że o sprawie dowiedział się kto nie trzeba (czyli właściciel praw do tego kodu). A że jest on czuły na takim punkcie, wystąpił do Bardzo Ważnej Firmy SA z żądaniem naprawienia szkody, a ponieważ tejże bardzo zależało na zachowaniu dobrej opinii (czyt.: zamiatamy pod dywan co się da) -- zawarto ugodę, na podstawie której zapłacono jakieś tam (wcale nie takie małe) pieniądze tytułem odszkodowania.

Tu opowieść powinna się urywać, ale się nie urywa.

Przez Bardzo Ważną Firmę SA przebiegł dreszcz odpowiedzialności ('szukamy winnego, a na pewno odpowiedzialnego'). Padło na naszego kodera, który przecież dostarczył produkt, produkt do kitu, a nawet -- mało tego -- produkt, który zamiast przynieść zyski, przyniósł tylko straty. Menedżer przyszedł do programisty z informacją, że firma bardzo popłynęła, a zatem ktoś musi beknąć. I przyniósł kwit do podpisu -- 'na podstawie art. 91 par. 1 kp wyrażam zgodę na potrącenie z wynagrodzenia kwoty xxx będącej...', a także oralną zapowiedzią -- chyba boją się, że informatyk się zwolni z pracy -- iż niech no tylko spróbuje wypowiedzieć umowę, to pożałuje.

Słowem: pracodawca uważa, że wskutek zawinionego błędu pracownika naprawił wyrządzoną szkodę, a zatem tenże pracownik powinien szkodę naprawić z własnej kieszeni, w całości (art.
120 w zw. z art. 122 kodeksu pracy). A to oznacza, że Czytelnik będzie przez dłuższy czas pracował w zasadzie tylko na odpracowanie kwoty zapłaconej przez Bardzo Ważną Firmę SA.

A mi się scyzoryk w kieszeni otwiera. Zacznijmy od tego, że skoro nasz programista wyraźnie opisał produkt jako wersję testową, szkic służący do zapoznania się z możliwościami softu oraz zaznaczył, że jeśli się spodoba przełożonym, to on napisze brakującą partię kodu -- to nie sposób zarzucać mu jakiejkolwiek winy w wyrządzeniu szkody.
Za wprowadzenie oprogramowania z wadą prawną na rynek odpowiada wyłącznie osoba, której nie chciało się sprawdzić zastrzeżenia, co oznacza przynajmniej ograniczenie odpowiedzialności programisty na podstawie art. 117 par. 1 kp (przyczynienie się osoby trzeciej lub pracodawcy), albo nawet -- takie jest moje zdanie -- wyłączną odpowiedzialność tejże osoby.

Napisałem przynajmniej, chociaż jest dla mnie oczywistą oczywistością, że za wyrządzenie szkody pracodawcy (i przez pracodawcę) Pan Błażej odpowiedzialności nie ponosi.

Jeśli nawet okazałoby się, że informacja była niejasna bądź trudna do zauważenia przez osoby postronne -- przez co decydenci nie mieli prawidłowego oglądu sprawy -- to także nie można mówić o wyrządzeniu szkody z winy umyślnej. To nie koder podjął decyzję o wprowadzeniu oprogramowania do obrotu, zatem być może pracodawca może marzyć o ściągnięciu z niego trzykrotności jego miesięcznego wynagrodzenia (art. 119 kp) -- ale nie więcej.

Trzecia sprawa, chyba najbardziej bulwersująca. Mam niejasne wrażenie, że nasz nieszczęśnik jest dobrym koderem i ktoś z Bardzo Ważnej Firmy SA wpadł na pomysł wykorzystania sytuacji jako okazji do zatrzymania go u siebie na dłużej (taki swoisty zakaz konkurencji). Niech pracuje, płaci i płacze. A to już się robi grubsza sprawa.

Na miejscu bohatera opowieści (imię zmienione) nie przyjąłbym takich warunków. Najlepiej nie reagować -- jeśli pracodawca zdecyduje się na wytoczenie powództwa (kłania się konieczność uzyskania tytułu do potrącenia należności z wynagrodzenia -- art. 87 par. 1 kp), sąd powinien przywołać go do porządku. Podobnie jeśli zdecyduje się na represje w postaci zwolnienia programisty z pracy -- taka przyczyna w życiu się nie uchowa.

Reasumując -- tekst przydługawy, ale sprawa naprawdę poważna -- nie dajcie się ludzie robić w balona. Jakby na to nie patrzeć, kodeks pracy chroni wynagrodzenie pracownika przed autorytatywnymi cięciami pracodawcy oraz dość wyczerpująco określa zasady odpowiedzialności pracownika za szkodę wyrządzoną pracodawcy.
A jak nie wiecie -- zawsze pytajcie.


P.S. Tytuł notki miał być dłuższy -- coś w rodzaju 'Odpowiedzialność pracownika za szkodę wyrządzoną pracodawcy wskutek rzekomego dostarczenia nieprawidłowego kodu oprogramowania, przez co doszło do naruszenia autorskich praw majątkowych osoby trzeciej, za co odszkodowanie wypłacił pracodawca' -- ale mi się nie zmieściło.
Komentarze (5)
Słówko wyjaśnienia (fałszywy... SklepOpon.pl -- spam raczej...

Komentarze

2008-04-20 09:33:45 | *.*.*.* | maw
Re: Odpowiedzialność pracownika za szkodę wyrządzoną pracodawcy [0]
Z tym tytułem to się też zgodzę - nie wiem, kto to wymyślił, że jedynie właściwy i
słuszny tytuł to taki, którego dłgość nie przekracza 60 znaków. Podobnie jest z
długością słów kluczowych - maksymalnie 20 znaków na pozycję, co przy słowach
trójczłonowych oznacza niestety konieczność dzielenia ich na odrębne - co skutkuje
takimi dziwnymi "kawałkami" zamiast logicznych wyrażeń. Knoiec offtopu. Niech żyją
polskie firmy i menedżment, który jest tak do przodu, że go z tyłu brakuje!

Pracowniku, olej pracodawcę - rynek w PL nie ma się aż tak źle, żebyś nie został
przyjęty w pocałowaniem w rękę, gdybyś się chciał zatrudnić u kogoś innego.

W jakiejś gazecie czytałem także "pracownik techniczny nie ponosi odpowiedzialności
za decyzje sprzedawcy" co się akurat tyczyło komisu, który chciał do obiegu wypuścić
pojazd ze spawaną ramą. Wypisz - wymaluj, taka sama sytuacja.

Olgierd, podpowiadam - załóż sobie od razu kategorię "Polskicz biznessens", bo
absurdów w naszym miodem i mlekiem płynącym kraju nie brakuje. Zwłaszcza w świecie
biznesu. skomentuj
2008-04-20 10:38:26 | 79.184.55.* | wariat2k
Off Topic [1]
"Dawno temu już zapowiedziałem, że koniec z nieodpłatnymi poradami prawnymi via
listel dla Czytelników Lege Artis"

Od samego początku zastanawiam się czy wystarczy ustne zapewnienie, że się
czytelnikiem nei jest, czy musi być na piśmie ;-)

Poza tytułami drażni jeszcze konieczność dodawania 2k do nicka jeśli ktoś go sobie
zarezerwował choć jego nick jest przecież linkiem więc się i tak odróżnia. skomentuj
2008-04-20 15:25:54 | *.*.*.* | olgierd
=> Wariacie, jednak większość listeli zaczna się od słów "jestem czytelnikiem Twojego
bloga..." etc.etc. Więc nie mam trudności z odróżnieniem ;-)
Spróbuj może dodawać 3k do nicka? Nie przejdzie? :-) skomentuj
2008-04-20 22:33:36 | *.*.*.* | Quake
komentarz nieco off topic [1]
Tak człowieku, a jak ci się już wydaje, że rozumiesz co oznacza zwrot "WYŁĄCZNIE
pracodawca" (art. 120 k.p.) to możesz zacząc czytać orzecznictwo SN:

http://www.rp.pl/artykul/121028.html

A wówczas dowiesz się wielu nowych i ciekawych rzeczy... skomentuj
2008-04-21 09:06:23 | *.*.*.* | olgierd
Hmm i w pewnym sensie znów mam mieszane uczucia. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]