Od jakiegoś czasu czekałem na poważny, analityczny tekst napisany na blogu -- czyli taki, który z jednej strony dałby mi do myślenia, a z drugiej może posłużył jako przesłanka do dyskusji o etyce na blogaskach (bo wiadomo, że blogerzy sprzedajni nie są).
I oto jest: Mirek Połyniak pisze o Blogvertisingu, który podobno idzie na dno, bo jest mała sytuacja kryzysowa i brak zrozumienia dla "mediów społecznościowych". Trwożąc się nad aroganckim traktowaniem blogerów i pracowników Mirek Połyniak poucza ("mam nadzieję, że dzisiejszy wpis będzie bardzo pouczający, szczególnie dla wszystkich, którzy chcą wystartować ze swoją firmą związaną z Internetem") swoich Czytelników z wyżyn swojego Wiedzestwa: nie idźcie tą drogą, albowiem ja jestem tym, który wie i który was poprowadzi ku prawdzie.
Muszę przyznać, że bardzo lubię takie teksty: dość odważne, krytyczne, z tezą.
Ważne jest jednak, żeby teza się broniła. Nie chodzi o to, żeby być hiperobiektywnym, ani o to, by nie zajmować się tym, co kogo boli. Ważne jednak, by nie zapominać o owej etyce (to takie stare i niemodne słowo), która wymaga -- to moje zdanie, ale ze mnie taki oldschoolowiec trochę -- by ujawniać Czytelnictwu detale, bez których odbiór rzeczywistego obrazu będzie niemożliwy.
Przechodząc od ogółu do szczegółu: pochyliwszy się nad losem spółki Brand New Media sp. z o.o. Mirek Połyniak zapomniał dodać dość istotnego szczegółu, który -- to moja opinia, ale chyba nie aż tak nieuzasadniona -- rzuca nowe światło na jego warsztat dziennikarza śledczego.
Oto bowiem nasz głęboko etyczny i niesprzedajny następca Woodwarda i Bernsteina występuje w sprawie w podwójnej, a nawet potrójnej roli: (i) jako bloger, który realizuje swoje prawo do wyrażenia swojego niezadowolenia, (ii) jako przedsiębiorca, który zamawiał w Brand New Media przeprowadzenie jakichś tam kampanii reklamowych, (iii) jako dłużnik, który nie płacił za owe kampanie, w związku z czym sąd musiał wydać nakaz zapłaty -- a komornik ściągnąć dług (bo dłużnik sam w sobie nadal nie raczył zapłacić).

Półzdaniem można powiedzieć, że mamy oto taką sytuację, że przedstawiciel mediów społecznościowych okazuje się być nie tyle wnikliwym obserwatorem, lecz stroną (niepodjętego sporu) o niezapłaconą należność -- która po przerżnięciu sprawy, zamiast przeprosić i więcej się nie wygłupiać -- bierze się za oczernianie wierzyciela-kontrahenta.

Odnosząc się jeszcze raz do tekstu Mirka Połyniaka złośliwie można powiedzieć, że każdy przedsiębiorca może pójść na dno, jeśli kontrahenci mu nie płacą -- dobrze jednak, że są jeszcze jakieś sposoby.
Gorzej jednak -- dla czystości sytuacji na rynku i w mediach -- jeśli tacy "etyczni" biznesmeni, nie zważając i nie informując nawet swoich odbiorców o konflikcie interesów, pouczają innych "jak robić trzeba", nie rezygnując z podwójnej roli gracza na rynku oraz (nieuczciwego) recenzenta tego rynku.
Wydaje się jednak, że miast stroić się w piórka eksperta, warto zacząć od zmiany podtytułu blogaska na "niewiarygodny kontrahent" oraz zacząć reklamować się w branży czarnego PR.
PS w ramach transparentności pragnę wyjaśnić, że Brand New Media sp. z o.o. jest spółką zależną od Money.pl sp. z o.o., zaś pozew oraz wniosek egzekucyjny sporządzał niżej podpisany.




Skoro już kwoty zamazujesz, to zamaż też xxx za każdy dzień, bo można z tego
wywnioskować, że nie zechciał zapłacić Wam yyy zł (z dokładnością powyżej 99%) :-) skomentuj
Drogi Olgierdzie,
Cieszę się, że jednak właściciel BNM w jakiś sposób próbuje bronić swego "Titanica",
bo jak widać na e-maile od swoich (byłych) klientów nie zwykł odpowiadać - mniemam,
że to zwykłe niedopatrzenie, a nie zwykła arogancja.
Mam nadzieję, że dla równowagi opublikujesz również odpowiedź na złożoną przeze mnie
reklamację, której - jeśli już nie pamiętasz - byłeś autorem :-)
Rozumiem, że wszyscy komentujący ten wpis http://wp.me/ps7bY-1xq cierpią na konflikt
interesów ;-)
serdecznie pozdrawiam,
Mirek Połyniak
PS. Jeśli chcesz być już bardziej papieski od samego papieża to może odpowiedz
publicznie na pytanie, czy BNM uregulowało wszystkie zobowiązania wobec swoich byłych
pracowników?
Jak widzisz cel mojego wpisu był zupełnie inny, o czym będziesz mógł się przekonać
już wkrótce! skomentuj
bardziej w imieniu spółki czy jej zarządu. Przedstawiam fakty, które raczyłeś
pominąć, a które wydają się być dość istotne. Tak, to jest konflikt interesów, o
którym powinieneś pamiętać: nie zapłaciłeś, więc spółka poszła do sądu, więc teraz
powstają takie elukubracje.
Jeśli istniały jakiekolwiek przesłanki do "reklamacji", trzeba było informować o tym
kogo trzeba. Skądinąd Twe pretensje były tak niesamowite, że aż wierzyć mi się nie
chce -- stąd pewnie i rozsądna decyzja, żeby się nie wygłupiać dalej.
Co do zobowiązań: nie wiem nic o tym, ani o zaległościach, ani też o ich braku. Ale
mogę złośliwie dodać, że zwykle jeśli są jakieś trudności, to wiąże się to z tym, że
ktoś "zapomina" zapłacić.
Cóż, uważam po prostu, że się mścisz za to, że spółka poszła po swoje. Wiele osób by
o tym myślało, aczkolwiek niektórzy zrobiliby najpierw rachunek sumienia.
PS Frazę "bardziej papieski od papieża" używa się w innym kontekście.
pozdrawiam,
O.R. skomentuj
chcesz powiedzieć, że jako prawnik Money.pl używasz na prywatnym blogu oficjalnej
korespondencji swego pracodawcy bez jego wiedzy? chyba w takie opowieści nikt
prawnikowi nie uwierzy :-D
być może trudno jest to dostrzec ale ja nie traktuję swego bloga jako poletka do
jakichkolwiek porachunków: ani prywatnych, ani firmowych - przecież Money.pl zostało
poproszone o komentarz dot. BNM z wyprzedzeniem
a ja nie opisuję swoich własnych i kuriozalnych doświadczeń z BNM tylko cytuję
publicznie dostępne źródła
a fakt, że ta płatność została świadomie potraktowana tak wyjątkowo nie wzięło się
bezpodstawnie, o czym zresztą powinieneś doskonale wiedzieć
Mirek Połyniak
PS. "oczerniać" oznacza ponoć "podawać na czyjś temat kłamliwe, oszczercze
informacje; szkalować, obmawiać"
mam nadzieję, że poprosisz wszystkie cytowane przeze mnie osoby o publikację
sprostowania :-) skomentuj
bloga, który o ile mi wiadomo - choć oczywiście mogę się mylić - nie należy do żadnej
z korporacji prawniczych, to skąd na zawiadomieniu o wszczęciu egzekucji pozycja
koszty zastępstwa prawnego w postępowaniu egzekucyjnym? Tak tylko rzuciło mi się w
oczy :) skomentuj
sądowej.
Co do komentarza: zapewne nie otrzymałeś odpowiedzi dlatego, że nikt nie mógł
uwierzyć, że to w ogóle jest możliwe -- robić śledztwo dziennikarskie co do spraw
spółki, z którą było się w (nieszczególnych) relacjach.
@Pjaj: tam akurat było zero ;-) skomentuj
zacytuję fragment e-maila z 7 lipca br.:
"Pana prośbę przekazałam już do zainteresowanych tematem osób"
dodam, że przyszło to z... Money.pl :-)
może więcej wiary w ludzi, umiejętności czytania ze zrozumieniem, zdrowych relacji z
otoczeniem,
a spadnie zapotrzebowanie na serwilizm (to ostatnie słówko to mój skromny wkład w
propagację
ciekawego słownictwa)
@Pjaj
szacun za uważne czytanie ze zrozumieniem! skomentuj
Napisz tutaj coś więcej na temat tego co jest grane. Jak dotąd, to Ty i Olgierd
gracie sobie w jakąś grę podogną do ping-ponga, a stado pacjentów czyli baranów nie
wie o co chodzi.
Ja - jako rasowy baca - dbam o to aby barany były świadome. Coś jak Towarzystwo
Świadomego Baraństwa i Owiectwa.
Wiedz, że tylko baca może Ci pomóc.
Pozdrowienia,
GŁUPI JASIO ZE WSI
p.s. Mnie to wygląda na to, że Ty zostałeś wyruchany przez jakąś firmę i oni każą Ci
jeszcze za to ruchanie zapłacić. skomentuj
- moja opinia - moje zdanie itd... Olgierd, popracuj nad stylem i wywal te
przeszkadzające w czytaniu artefakty. Dzięki.
PS i co to za wymysł z tymi podwójnymi myślnikami? skomentuj
Ide po piwo i chipsy... skomentuj
umowne zasądzone wynoszą 50 % kapitału dziennie :) skomentuj
@Mirek Połyniak: przekazała, ale zainteresowane osoby stwierdziły -- to chyba proste
-- że nie ma potrzeby odpowiadać. Jak sądzę przede wszystkim właśnie dlatego, że nikt
nie mógł uwierzyć w to, że taki kontrahent może zacząć bawić się w dziennikarstwo
śledcze...
... bo powiedzmy sobie szczerze: przecież nie zainteresowałbyś się tematem, gdyby nie
nakaz, prawda? ;-P skomentuj
rozpocznę od końca
"... bo powiedzmy sobie szczerze: przecież nie zainteresowałbyś się tematem, gdyby
nienakaz, prawda? ;-P"
szkoda, że nie zadałeś sobie trudu zweryfikowania tej hipotezy - ciekaw jestem, co
napiszesz, gdy się okaże, że motywy były inne...
ale przecież łatwiej jest zniżyć się - pod płaszczykiem tropienia blogoidalnych
konfliktów interesów - do ataku personalnego, który de facto w ogóle nie odnosi się
do meritum problemu, bo przecież nie ja jestem autorem krytycznych komentarzy na moim
blogu pod adresem stylu zarządzania BNM
"zainteresowane osoby stwierdziły, że nie ma potrzeby odpowiadać"
cóż, kolejny przykład smutnego stylu relacji z otoczeniem
czyżby nie wszyscy byli godni dialogu ze strony władców BNM? to już było
przerabiane... tym bardziej dziwi oburzenie skoro swojej szansy na prezentację
sytuacji nie chcieliście wykorzystać
@ Jasio:
zadałeś trafne pytanie, acz jego forma pozostawia wiele do życzenia i osobiście dziwi
mnie, że gospodarz tego bloga toleruje wulgaryzmy
w wielkim skrócie, by nie było niejasności: nikt nikogo nie oszukał, kiedyś BNM
realizowało zleconą przeze mnie kampanię, co do części której ja i mój klient
mieliśmy zastrzeżenia
styl komunikacji BNM - arogancja i podejście "client fuck us", które niektórzy mylą z
"client focus" (zbieżność fonetyczna) wyczerpały moje pokłady dobrej woli i ZEN -
dlatego postanowiłem pójść z BNM na udry i droga przedstawiona we wpisie była tego
naturalną konsekwencją
ale jak widać fakt, że spór nie został podjęty nie dał autorowi tego bloga do
myślenia i Olgierd wystąpił pod maską samozwańczego inkwizytora braku obiektywizmu -
a prawdziwe motywy tego wpisu i tak widać "gołym okiem"... skomentuj
Już coś więcej wiem. Ale opisz dokładniej w jaki sposób ta firma Was wyruchała. W
końcu większość ludzi poszukuje w internecie stron o ruchaniu.
W kwestii formalnej - zdanie "client fuck us" jest niepoprawne. Albo powinno być "we
fuck client" (lub "client is fucked by us"), albo Olgierd ma rację. Bo zdanie
"client fuck us" znaczy, że "klient nas rucha".
Tak w ogóle, to wydaje Mi się, że zamiast "client" pownno być słowo "customer".
Client to po amerykańsku pacjent korzystający z usług prostytutki lub prawnika czyli
pokrewnego zawodu. Ten amerykański język, to jest naprawdę logiczny.
Pozdrowienia dla prostytutek,
dla prawników
oraz wszystkich ruchających
i ruchanych,
GŁUPI JASIO ZE WSI skomentuj
przecież pochyliłby się nad tym, na tym to polega. skomentuj
po prostu zabrakło w Twoim tekście. skomentuj
W ostatni piątek (czwartek?) lipca 2011 aresztowano blogera Bogdana Goczyńskiego,
autora między innymi artykułu "Rzeczpospolita przestępcza"
blog Bogdana Goczyńskiego:
http://bgoczynski.wordpress.com/
Za co go aresztowano tego jeszcze nie wiadomo, ale wiecej o tym:
np.
http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/22212,bloger-i-dziennikarz-bogdan-goczynski-ares
ztowany
albo gógiel >> Bogdan Goczyński aresztowany
Pozdrowienia dla blogerów i ich pacjentów.
chlop z chlopa skomentuj
@jaso ze wsi napisz cos jeszcze bo tylko Twoje posty da się tu przełknąć (bez
skojarzeń) :D
Ja to widze tak: Mirek napisał coś, ale zapomniał czegoś dodać. Olgierd to dodał
tylko tez coś tam zapomniał :) Jak to w życiu jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi
o.......
@Olgierd dołączam się do pytanka co t te podwójne myślniki znaczą? :) Wiem w wrodzie
jest takie ustrojstwo krótki i długi myślnik to nawet taką fajną nazwę ma, ale tu to
trochę dziwnie wygląda. skomentuj
zamiast wklepywać alt+0151. ;) skomentuj
W OOo (albo w Libre Office) samo mi się przerabia. A na blogasku nawet nie chciało mi
się tego szukać -- pomijając, że musiałbym najsamprzód wywołać klawiaturę numeryczną,
co przy mojej (przyznam, że dzikawej) interpunkcji byłoby jeszcze bardziej
czasochłonne.
Tak jest prościej, a efekt prawie taki sam. skomentuj
Dziękuję Ci za Twoje docenienie Moich postów. Jednak wiedz, że Moje posty dlatego
czytasz z przyjemnością, że Jasio pisze tylko wtedy kiedy ma coś ciekawego do
napisania.
Poza tym, Jasio nie uprawia takiego stylu jak to Olgierd z Mirkiem Połyniakiem.
Jasio pisze prosto z mostu o co chodzi.
Ja nadal nie wiem o co chodzi Mirkowi i Olgierdowi, chociaż, wiadomo, że chodzi o
kasę. Przypuszczalnie Mirek dał się wyruchać jakimś patałachom, które Mu zachwalały
"skuteczną" kampanię reklamową w internecie.
Gdyby Mirek skonsultował to z Jasiem - rasowym bacą, który obserwuje zachowanie stada
owiec, więc wie, że ludzie zachodują się jak stado baranów -, to Jasio by odradził
Mirkowi wszelkie kampanie w internecie. Po prostu internet NIE SPRZEDAJE wbrew temu
co sądzą "fahofcy" po debilnych studiach od marketingu.
A wystarczyło aby Mirek przeczytał to -
http://romanwlos.wordpress.com/2010/12/09/google-adwords-jak-zostac-bankrutem-w-jeden
-dzien/
Przypuszczam, że Mirek został wyruchany, ale nie chce za to ruchanie zapłacić. Wobec
tego Mierk wyruchał tę firmę co wyruchała jego. Z kolei ta firma wyruchała
podwykonawcę, bo nie ma pieniędzy od Mirka. I właśnie na tym polega ta piramida
ruchania.
Pozdrowienia dla miastowych,
dla ruchających i ruchanych,
GŁUPI JASIO ZE WSI skomentuj
cóż, wiara we własną nieomylność to już boskość niemalże ;-)
odrobina cierpliwości: kołowrotek Mojry kręci się niespieszno ale nieustannie
@ Jasio:
pozwolę sobie kontynuować jedynie wątek customer vs. client
CUSTOMER
a person or an organization that buys something from a shop/store or business
CLIENT
a person who uses the services or advice of a professional person or organization
myślę, że w wypadku B2B "client" jest bliższe istoty, a generalnie to uważam,
że brytolska wersja angolskiego jest fajniejsza skomentuj
tekstom (bez względu na to czy jest to prawda czy wymysły) -- chodzi o to, żeby nie
kręcić i pisać prosto z mostu "ponieważ oni mnie wpienili, bo jest tak i tak, to ja
teraz ujawnię całą prawdę".
Tymczasem Ty zdecydowałeś się ujawnić pół prawdy. Też dobre, ale musisz pamiętać, że
zawsze będzie ktoś, kto zna wie coś o tej drugiej, brakującej połówce.
Dla mnie EOT. Pisz dalej co chcesz, ale pisz 100% prawdy. 50% jest nieciekawe. skomentuj