Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain]
 Oceń wpis
   

Czekając nadal na ustosunkowanie się NCK do pytań o prawa do "raportów o stanie kultury" -- chociaż sytuacja robi się raczej beznadziejna, jako że rzecznik prasowy tej instytucji też chyba uważa, że wszystko zostało już wyjaśnione... -- pomyślałem, że warto choćby dwa zdania poświęcić walce brytyjskich "urzędników kultury" z wolnością (nie prawem lecz właśnie wolnością) dostępu do dóbr kultury.

Oto brytyjska National Portrait Gallery postanowiła ścigać amerykańskiego internautę, który ściągnął z internetowej galerii prac wystawionych w NPG blisko 3300 fotoreprodukcji obrazów -- i wrzucił je na Wikipedię.
Przyczyna? Rzekome naruszenie praw autorskich Galerii do reprodukcji, a także -- jak możemy dowiedzieć się z wezwania, którego treść Derrick Coetzee udostępnił na swojej stronie (nb. piekielnie podoba mi się ten amerykański zwyczaj pokazywania treści pozwów, pism procesowych i wyroków w internecie!) -- naruszenie praw ochronnych do bazy danych, bezprawne obejście technicznych zabezpieczeń, a także naruszenie warunków korzystania z zasobów internetowych NPG.

National Portrait Gallery zażądała usunięcia pobranych plików z Wikipedii jak i z każdej innej strony, na której reprodukcje zostały rozpowszechnione oraz z dysku twardego komputera Derricka Coetzee(!), a także powstrzymywania się na przyszłość zarówno od pobierania plików ze strony NPG, jak i od łamania zasad, na jakich serwis Galerii jest udostępniany w internecie.
Krnąbrny internauta rzecz jasna odmówił zastosowania się do oczekiwań NPG, zaś w procesie wspierać go będzie Electronic Frontier Foundation.

Linia obrony Coetzee jest stosunkowo prosta i opiera się na ogólnej zasadzie, którą można streścić w prostym zdaniu: ochronie podlegają tylko utwory, a zatem jeśli coś nie jest utworem, ochronie nie podlega (dla ambitnych jeszcze cytat z art. 1 ust. 1 pr.aut.: przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, por. Jak stworzyć utwór (don't be AWIL) i Wykłady akademickie chronione jak utwór?).
Trudno, żebym jeszcze raz wymyślał to, co już napisałem, zatem po prostu zacytuję siebie samego: "Do powstania utworu w rozumieniu przepisów prawa autorskiego konieczne jest podjęcie działań, które są 1) przejawem działalności twórczej oraz 2) mają charakter indywidualny. W literaturze przyjmuje się, iż nie powstanie utwór, jeśli działaniom autora nie da się przypisać działań kreacyjnych prowadzących do powstania dzieła, które jest dostatecznie rozróżnialne od innych wytworów ludzkiego umysłu. Barta i Markiewicz nazywają to po ludzku: "liczy się oryginalność i indywidualność twórczości."

Odmówić zatem należy możliwości powoływania się na ochronę prawnoautorską zarówno wszystkim przejawom działalności człowieka, które nie są równocześnie twórcze i dostatecznie zindywidualizowane. Zaliczyć do nich należy m.in. prace powstałe wyłącznie wskutek zastosowania ściśle opisanej procedury (zdjęcia paszportowe czy do dowodów nie pozostawiają grama dla inicjatywy fotografa), jak i sporządzone kopie i reprodukcje innych utworów.

Wprawdzie prawnik wypowiadający się w imieniu NPG próbuje dowodzić, że reprodukcje obrazów podlegają ochronie właściwej dla utworów, aczkolwiek Francis Davey dowodzi, że zdanie "Copyright is a property right which subsists in accordance with this Part in the following descriptions of work -- original literary, dramatic, musical or artistic works" (s. 1(1) (a) ustawy Copyright, Designs and Patents Act 1988) wskazuje, iż utwór musi być oryginalny, zatem nie może być kopią innego dzieła.
A sfotografowane obrazy dawnych twórców -- jakkolwiek na to nie patrzeć -- mogą być tylko wiernymi kopiami, nigdy zaś przejawem twórczej działalności fotografa.

Na marginesie warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy.
Obrazy wystawione w National Potrait Gallery są dziełami twórców zmarłych dość dawno temu, zatem autorskie prawa majątkowe do nich już wygasły. Dozwolone będzie przeto rozporządzanie i korzystanie z wykonanego opracowania takiego utworu, bez konieczności oglądania się na jakiekolwiek zezwolenie, a dotyczy dotyczy to zarówno potomnych twórcy, jak i np. muzeum, w którym prace takie są zgromadzone (art. 2 ust. 2 pr.aut.).
Konsekwencją wygaśnięcia autorskich praw majątkowych do twórczości zmarłego autora jest "wpadnięcie" jego twórczości do sfery public domain, czyli do obszaru, z którego każdy może korzystać bez skrępowania: bez konieczności proszenia o zezwolenie, odprowadzania tantiem, zastanawiania się "mogę czy nie mogę?"

PS w poświęconym sprawie NPG vs. Coetzee tekście na EFF dość przewrotnie brzmi ostatni akapit: "NPG wydaje się myśleć, że brytyjskie prawo powinno się stosować wszędzie w internecie. Jeśli to prawda, to samo można powiedzieć o innych, bardziej restrykcyjnych przepisach (...). Pozostawiłoby to nas na łasce najgorszych rzeczy, które zagraniczne przepisy prawa autorskiego mogą nam zaoferować -- czego amerykański sąd nigdy nie zatwierdził".
Czy tylko mi się wydaje, że dokładnie w taki sposób myślą czasem amerykańskie przedsiębiorstwa szukające ochrony dla swojej twórczości?

PPS powyżej Stańczyk autorstwa Jana Matejki, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

Komentarze (35)
mStop proponuje zmiany w prawie... Dziennik. Ostateczna kompromitacja.

Komentarze

2009-08-04 12:42:33 | 89.228.66.* | Mikołaj (PMM)
Re: Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain] [23]
Czekaj, czekaj, te 3300 fotek to utwory muzeum / fotografa. Muzeum ma prawo nie
wyrażać zgody do wykorzystania ich pracy, bo w końcu czemu miałoby się zgadzać.
Zrobienie 3300 fotek dzieł to kupa pracy, którą dałoby się przeliczyć na konkretną
kwotę. Jeśli Coetzee tak bardzo chce pomóc Wikipedii, niech ruszy tyłek do muzeum i
sam porobi te wszystkie fotki. Wtedy to będzie jego praca i jego czas zostanie
poświęcony na popstrykanie.

IMHO mylone jest prawo do zrobienia reprodukcji (autor zmarł dawno, niech się inni
gonią) z prawem do wykorzystywania czyjejś pracy. Śmiem twierdzić, że zrobienie
dobrej reprodukcji (czy to namalowanie kopii, czy zrobienia dobrego zdjęcia) to
jednak jest konkretny wysiłek i nie można sobie tego jumać "bo autor oryginału
umarł"... skomentuj
2009-08-04 13:18:34 | 83.14.42.* | detoks
Re: Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain] [2]
Olgierd, idąc tropem twojego rozumowania zajumanie i dystrybucja filmu nie może
podlegać każe bo przecież to tylko cyfrowa kopia a nie oryginalny przejaw
działalności - twoim zdaniem jedynie taśma filmowa na którą nakręcono film podlega
ochronie, a jak się ją skopiuje na płytę dvd do wypożyczalni to już nie, bo to
kopia??
to chyba przegięcie... skomentuj
2009-08-04 13:21:54 | 83.14.42.* | detoks
Re: Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain] [0]
kurcze to przecież genialna linia obrony dla wszelkich oszustów...
"Wysoki sądzie zawartość płyt które sprzedawałem na bazarze nie podlega ochronie, bo
to jedynie kopia kopii oryginału..."

Jak sądzisz udałoby się? skomentuj
2009-08-04 13:23:32 | 83.19.119.* | A.J.
O ile w polskim i amerykańskim prawie autorskim ta kwestia nigdy nie budziła
kontrowersji, to co do bryjskiego były spory, które nie mogły się rozstrzygnąć wobec
braku precedensu taki jak sprawa Corela vs. jakaś biblioteka w USA (poszło mniej
więcej o to samo).

Mikołaj: po pierwsze, muzea często nie wpuszczają ludzi z profesjonalnym sprzętem, po
drugie: to już leży w interesie samego wykonawcy, aby zagwarantować sobie umową
godziwe wynagrodzenie za swój wysiłek, bo obecne prawo autorskie mu wyników pracy nie
chroni, gdyż to jest wyłącznie praca odtwórcza, bez elementu twórczości własnej. skomentuj
2009-08-04 13:25:52 | 83.19.119.* | A.J.
Re: Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain] [2]
detoks: tak nie rozumiesz. W prawie autorskim chodzi o to, że kopie podlegają
ochronie TAK SAMO jak oryginał. TAK SAMO, to oznacza: jeśli oryginał ochronie nie
podlega, to kopie również nie.

Poza tym nie rozróżniasz utworu od jego materialnego nośnika. skomentuj
2009-08-04 13:27:17 | 95.48.39.* | grafzeroo
Detoks - filmy to zły przykład bo jako świeże utwory nie należą do public domain.
Ale reprodukcje filmów, w przypadku których autor zmarł więcej niż 70 lat temu
sytuacja będzie analogiczna do tej z portretami(na bazie prawa USA).

A wracając do portretów - z jednej strony rozumiem stanowisko internauty(to są
"wolne" utwory), ale rozumiem też konieczność ochrony pracy reproduktorów i
instytucji digitalizujących dawne prace. Bo takie cyfrowe kopie w wysokiej jakości to
nie to samo co zdjęcie zrobione w muzeum. skomentuj
2009-08-04 13:30:55 | *.*.*.* | olgierd
@Mikołaj: no właśnie spór dotyczy pojęcia "utwór". Jeśli przyjmiemy, że "utwór" to
jest to, o czym mowa w art. 1 ust. 1 pr.aut., to reprodukcje nie są utworem,
niezależnie od tego, czy ktoś poniósł koszty związane z ich wykonaniem.

Natomiast inny temat to ochrona baz danych. Ale z tekstu na EFF wynika, że w USA
czegoś takiego nie ma.

@detoks: nie da się ;-) uwierz mi -- nie da się. Ale wyobraź sobie, że właśnie ze
względu na te przepisy można:
a) wydawać bez ograniczeń utwory np. Adama Mickiewicza
b) wydawać reprinty wydanych dawno temu publikacji. skomentuj
2009-08-04 13:31:20 | 83.14.42.* | detoks
no właśnie!
To na co Olgierd zwrócił uwagę jako 'na marginesie' jest sednem sprawy -
fotoreprodukcje to kopie, więc podlegają ochronie jeśli podlega ochronie oryginał - i
na odwrót.
Sam fakt zrobienia fotokopii nie sprawia nagle że można jumać te zdjęcia do woli -
można to robić tylko jeśli oryginalne obrazy weszły do public domain - a w tak dużym
zbiorze część może jeszcze podlegać ochronie! skomentuj
2009-08-04 13:32:35 | 83.19.119.* | A.J.
Ech, to zatroskanie o los robotnika, chłopa i fotografa... Taka autostrada czy dobry
chodnik to też nie w kij dmuchał, a czemi nikt nie domaga się "tantiemów" od każdego
przechodnia czy kierowcy dla wykonawców tejże? skomentuj
2009-08-04 13:36:23 | *.*.*.* | olgierd
@grafzeroo: troszkę się z Tobą zgadzam i wydaje mi się, że twórców takich baz chronią
właśnie przepisy o ochronie baz danych (bo takiej ochronie podlegają nawet rzeczy,
które na pojęcie "utworu" nigdy by się nie załapało).

Pytanie na ile instytucja publiczna może odmawiać komuś dostępu do takich dóbr
wskazując na merkantylny charakter prowadzonej przez siebie działalności? Nb. facet
nie robi z tego plakatów na sprzedaż, nie zainstalował sobie sklepiku internetowego,
gdzie sprzedaje te pliki (to dość ważne IMHO).

Podobną w sumie sprawą jest digitalizacja książek w Google Books -- ktoś się w USA
kapnął, że w ten sposób Google może zmonopolizować dostęp do tych dóbr i zadano im
całkiem sensowne pytania o dozwolony użytek, o public domain etc.

A z innej beczki: ciekawe czy NPG zgodziłoby się wpuścić mnie w celu strzelenia sobie
3300 fotek ich zbiorów ;-) skomentuj
2009-08-04 13:37:04 | 83.19.119.* | A.J.
"w tak dużym zbiorze część może jeszcze podlegać ochronie! "

Jak mu się udało to wrzucić na Wikipedię, to znaczy że wybrał te, które nie
podlegają. "Tymi ręcami" usuwałem stamdąd w swojm czasie obrazy Witkacego, czemu
towarzyszyły pomruki niezadowolenia, że propagowaniu polskiego dziedzictwa
kulturalnego stawiam tamę. Dobra wiadomość: w 2010 roku będzie można je wrzucić z
powrotem. skomentuj
2009-08-04 13:38:56 | *.*.*.* | olgierd
@detoks: nie masz racji, to nie jest tak, że kopie można jumać tylko wtedy, kiedy
oryginalny utwór wszedł do public domain.

Różnica polega na tym, że skoro kopia nie stanowi utworu, to nie możesz naruszyć praw
kopisty -- i kopiście nic do tego. Natomiast zawsze coś do tego twórcy
pierwotnego/oryginalnego utworu. Jumając kopię, naruszasz prawa twórcy -- ale nie
kopisty. skomentuj
2009-08-04 14:21:10 | 83.14.42.* | detoks
to kiedy jeszcze można jumać kupie - zakładając że oryginał nie wszedł do public
domain?(oczywiście zakładamy że nie mamy żadnych praw do oryginału - a tenże nie jest
pozbawiony praw;)

w następnym zdaniu piszesz że jeśli jumam kupie naruszam prawa twórcy... skomentuj
2009-08-04 14:23:16 | 95.48.39.* | grafzeroo
@Olgierd
Jestem zdania że publiczne muzea gromadzące utwory będące wspólną własnością całego
społeczeństwa(to te w PublicDomain) powinny w jakiś sposób udostępniać swoje zbiory
również w postaci cyfrowej(w końcu udostępnianie zbiorów to ich zadanie statutowe),
tym bardziej że najczęściej nie wolno do muzeum wnieść osprzętu foto który umożliwi
zrobienie zdjęcia satysfakcjonującej fotografa jakości(mam na myśli statyw itp).
Pytanie brzmi czy takie reprodukcje powinny być uwolnione z praw również do użytku
komercyjnego(choć akurat sprawa portretów tego nie dotyczy)? skomentuj
2009-08-04 14:26:16 | 83.24.34.* | jumasz mnie pan?
Slusznie Olo walczy o public domain. Niesłusznie przemilcza istotę pozwu
cease-and-desist order, której prawa autorskie do utworów są wątkiem pobocznym.
Istotą wezwania jest zajumanie przez Coetzeego pełnej bazy fotek poprzez obejście
zabezpieczeń, które ta baza przed jumaczami posiada. Kiepsko to widzę dla sprawcy, bo
Hameryka ma w głębokim poważaniu dobro publiczne i niską szkodliwość wikipedii.
Obrazy są w public domain, każdy może sobie do woli pstrykac foty, a nawet skopiować
ze strony muzeum, nie moze jednak ukraść całej ich bazy danych, która - i tu
zaskoczenie - jest chroniona prawem autorskim. Ten zbiór fotek public domain jest
utowrem i nie wolno go publikować bez pozwolenia, ot i cała sprawa. Pozorny paradoks,
tak naprawdę pietrowe złożenie. skomentuj
2009-08-04 14:37:19 | *.*.*.* | olgierd
@detoks: jumać kopie możesz zawsze ;-) w tym sensie, że kopista ("twórca kopii") nic
Ci za to nie może zrobić. Ale może Ci za to zrobić autor utworu chronionego.

@grafzeroo: widzisz, myślę, że tu doszliśmy do punktu, w którym powinniśmy się
pozastanawiać, czy instytucje publiczne (administracja, te różne instytucje kultury,
itd.) powinny prowadzić działalność konkurencyjną (handlową, etc.) wobec prywatnych
przedsiębiorstw. Uważam, że nie powinny.

Ale jeśli mogą, to czy mogą równocześnie monopolizować ten zakres usług.

@jumasz: zbiór zdjęć nie może być utworem, może zaś podlegać ochronie jako baza
danych. Obejście zabezpieczeń -- jakich? -- to jest jeszcze inna sprawa (i mam
wrażenie, że marginalna -- pewnie chodzi o to, że facet zaprogramował jakiś kombajn,
który przeszedł się po serwisie i automatycznie ściągnął wszystkie pliki. skomentuj
2009-08-04 14:40:55 | 123.119.159.* | PMGPMG
Raz

http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Wikipedia_Signpost/2009-07-13/Copyright_threat


tutaj więcej na temat tego konfliktu (z tego co któryś z adminów wiki powiedział
problem jest taki że na zdigitalizowanie tych obrazów zostało wydane coś koło
megafunta)

Dwa
Skoro już wiki i prawo do umieszczania - nie wiem czy omówiłeś sprawę testu
Rorschacha
http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Wikipedia_Signpost/2009-08-03/In_the_news
i to jest dobre pytanie czy publikować czy nie. Bo podobno testy psychologiczne
używane w diagnozowaniu są nie do kupienia dla człowieka "z ulicy". skomentuj
2009-08-04 15:14:08 | *.*.*.* | olgierd
Skoro wykonanie reprodukcji kosztowało milion funtów, to zamawiający powinien zadbać,
aby nie udostępniać ich na zewnątrz.

O Rorschachu słyszałem i myślę, że to podobna sprawa. To kwestia psychologicznej
kliki nb. (no i pewnie "czystości" badań przeprowadzanych nimi). skomentuj
2009-08-04 16:57:01 | 79.191.42.* | inny_marcin
olgierd,

sam napisałeś, że zarzucają mu "bezprawne obejście technicznych zabezpieczeń". nie
wiem co to za zabezpieczenia, ale skłonny jestem uznać rację NPG. skomentuj
2009-08-04 17:05:42 | 83.19.119.* | A.J.
"nie wiem co to za zabezpieczenia"

Urojone. Po prostu na raz pokazywany jest tylko fragment grafiki. Te fragmenty można
sobie potem posklejać. Mniej więcej tak, jakby biblioteka w celu zabezpieczenia
książki przed skserowaniem udostępniała na razy tylko po 20 stron. skomentuj
2009-08-04 20:41:54 | *.*.*.* | olgierd
Inny Marcinie: niniejszym zarzucam Tobie przełamanie innych zabezpieczeń niniejszego
bloga. Nie wiem jakie one są, ale jestem skłonny uznać swoją rację. skomentuj
2009-08-04 21:29:15 | 85.222.24.* | inny_marcin
@A.J.: rzeczywiście urojone, ale ... mimo wszystko jest to swego rodzaju
zabezpieczenie przed pobraniem obrazków w wysokiej rozdzielczości z bazy. oczywiście
możemy dyskutować co jest zabezpieczeniem, a co nie, ale dojdziemy do stwierdzenia,
że każde udane wejście na dowolny komputer jest legalne.

@olgierd: NPG się powołuje na stosowne paragrafy i opisuje zabezpieczenie (przeczytaj
rozdział "Unlawful circumvention of technical measures"). na jakie Ty byś się powołał
w przypadku mojej osoby? jakie to zabezpieczenia przełamałem?

zostawmy zabezpieczenia. sedno sprawy tkwi w pytaniu: czy profesjonalna digitalizacja
obrazów jest przejawem twórczości? utwór musi być oryginalny ("original"), a
wspomniamy Francis Davey wymienia następujące przesłanki:
- "Original" implies "not copied". An author may adapt something that already exists
but they must put enough "independent skill and labour" into that adaptation to
result in something that is "original".
- "Original" means that sufficient" independent skill and labour" has gone into the
work. It really doesn't matter if its an identical copy of something that already
exists provided that enough originality has gone into the copying.

w takim razie - czy profesjonalna digitalizacja obrazów wymaga "independent skill and
labour"? w przeciwieństwie do Olgierda twierdzę, że tak. Francis Davey powołuje się
na przypadki, z których czasem wynika co innego. cóż, jeszcze nie raz pojawi się
dyskusja pt. "oryginalny czy wtórny".

czy książka zawierająca transkrypcję utworów Bacha jest przejawem oryginalnej
twórczości? skomentuj
2009-08-04 22:36:35 | 83.24.17.* | jumasz mnie Pan?
@Olgierd Właśnie o to idzie: kombajn zajumał bazę danych i drugi kombajn opublikował
gdzie indziej. Baza (chroniona) zajumana. Opłaty nie wniesiono, a o pozwolenie nikt
nie pytał. skomentuj
2009-08-05 09:21:21 | 83.31.221.* | A.J.
@inny_marcin:

Zabezpieczenia:
Problem w tym, że twórcy tego systemu (Zoomify), który zakupiła NPG, podkreślają, że
nie jest to system zabezpieczeń.

Copytight:
Znawcy brytyjskiego systemu prawnego od dawna podkreślają tą różnicę, że tam bardziej
się liczy kawał ciężkiej roboty niż oryginalność pomysłu. W kontekście Wikipedii było
to główną przyczyną, że ciało zarządzające zmieniło politykę wobec reprodukcji
obrazów z domyślnej (czyli respektującej prawa lokalne) na stwierdzającą, iż
"reprodukcje nie są utworami według prawa USA" i co najwyżej z ostrzeżeniem, że
lokalne ustawodawstwo może być inne. Dopiero ta zmiana pozwoliła temu Amerykaninowi
wykonać taką akcję.

Problem pewnie pozostanie: wątpię, czy NPG doprowadzi lub czy chociażby chce
doprowadzić do sądowego rostrzygnięcia. Stan takiej mglistości prawnej jest dla wielu
korzystny, tak jak na naszym podwórku niepewność do do statusu "materiałów
urzędowych" skomentuj
2009-08-06 10:03:10 | 89.228.66.* | Mikołaj (PMM)
@ A.J.

Muzea nie wpuszczają ludzi z profesjonalnym sprzętem, gdy owi ludzie wchodzą z ulicy.
Jednak zdecydowana większość muzeów (w tym NPG) pozwala na umówienie się w sprawie
profesjonalnych sesji fotograficznych / filmowych. Potrafią pomóc etc., acz nie za
darmo. Dla mnie to uczciwe podejście - amatorzy robią zdjęcia amatorskie za darmo,
profesjonaliści robią profesjonalne zdjęcia za odpłatnością. Która to kasa przecież
nie idzie do kieszeni pracowników, ale na funkcjonowanie muzeów.

Kwestia wynagrodzenia dla autora zdjęć mnie w sumie niewiele obchodzi - dzieło
skończone, milion funtów wypłacony, prawa majątkowe do zdjęć przeniesione zapewne na
NPG. Zatem jeśli Coetzee chce udostępniać innym profesjonalne zdjęcia z NPG, to już
znamy cenę - milion funtów i pewnie jakiś rok pracy. Niech się chłop poświęci, ze
swoimi dziełami będzie mógł zrobić wszystko, łącznie z udostępnieniem na Wikipedii.

Dalej piszesz o tym, że Zoomify to nie system zabezpieczeń etc. OK, zgadza się. Ale
na stronie NPG są zasady korzystania z serwisu, które Coetzee złamał. Tego gościa nie
usprawiedliwia chęć udostępnienia _cudzych_ fotek ogółowi ludzkości. Od
uszczęśliwiania na siłę to było paru osobników, ale na szczęście już nie żyją.


@ Olgierd

Wiesz, dla mnie tutaj nie ma specjalnego sporu. Reprodukcja to odbitki ksero czy inne
rzeczy produkowane masowo. Także odbitki ze zdjęć zrobionych dla NPG. Ale zrobienie
profesjonalnych fotek portretom to już trochę pracy i wiedzy, zatem jest to normalny
utwór. Tematyka może mało oryginalna, ale z pewnością wśród milionów zdjęć Big Bena
znajdziemy dziesiątki właściwie identycznych. I to IMHO kończy temat, czy
profesjonalne zdjęcia obrazów to utwory.

Co więcej, nie wydaje mi się słuszna interpretacja, że zdjęcie obiektu należącego do
Public Domain (o ile tak można mówić o obiektach) nie podlega ochronie prawa
autorskiego. Takie rozumowanie oznaczałoby, że można sobie jumać wszelkie zdjęcia
krajobrazowe, lotnicze zdjęcia miast oraz zyliony zdjęć słynnych zabytków. Wszak
autorzy piramid egipskich, Colosseum czy wspomnianego Big Bena rozstali się z naszym
światem ciut dawniej, niż 70 lat temu.

Dalej pytasz, na ile instytucja ma prawo odmówić dostępu. IMO złe pytanie, wszak
dostępu nikt Ci nie odmawia. Masz nawet wstęp bez opłat. A że instytucja nie zgadza
się na każdą Twoją działalność? Ma do tego prawo, również z powodu ochrony
posiadanych dzieł. Obrazom szkodzą zdjęcia z flashem, więc pełna dowolność mogłaby
się skończyć tym, że za kilkadziesiąt lat nie będzie czego oglądać. Ale tych 3300
fotek możesz sobie pstryknąć, np. wynajmując NPG. Da się.

Facet co prawda nie zainstalował sklepiku, ale wrzucił fotki na Wikipedię. Stamtąd
zdjęcia są kopiowane na cały świat, a to może oznaczać spadek dochodów dla instytucji
posiadającej zbiory. Takie działanie wbrew woli _właściciela_ zdjęć nie jest mile
widziane w żadnym kraju.


Co do publikowania zdjęć kart testu Rorschacha IMO sprawa jest stosunkowo prosta -
można opublikować zdjęcia oryginalnych kart sprzed ponad 70 lat. Psycholodzy mogą się
burzyć, ale mieli kilka dekad na opracowanie nowszej wersji tych samych testów lub na
przygotowanie czegoś kompletnie nowego.
Natomiast czy publikować _omówienia_ samych kart - to jest kwestia dyskusyjna. Raz,
że testy są ciągle w użyciu. Dwa, że sporo osób może brać te omówienia za pewnik.
Trzy, że jednak pod względem treści medycznych (a psychologia w dużej mierze graniczy
mówi o zdrowiu psychicznym) Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem. To raczej problem
etyczny, który Wikipedyści muszą rozstrzygnąć we własnym zakresie. skomentuj
2009-08-06 11:04:59 | 83.19.119.* | A.J.
_właściciela_ zdjęć:

O to to to! Cały czas przenosisz pojęcia z praw materialnych na prawa do rzeczy
niematerialnych, takich jak utwory. Bo technicznie to sprawa wygląda tak, że kiedy
Coetzee już oglądał na swoim monitorze obrazy decydując, które z nich weźmie w swoje
lepkie paluchy, to JUŻ W TYM MOMENCIE były to kopie kopii, i to skopiowane po X razy,
w zależności od tego ile routerów miał po drodze. I znalazły się tam zupełnie zgodnie
z prawem i w sposób przewidziany przez twórców systemu. A co ten niegodziwiec zrobił
z nimi dalej, można oceniać moralnie różnie, ale prawnie tylko w kategoriach praw
autorskich i to kraju, gdzie ten niecnota przebywa.

Powołujesz się na prawo zarządcy terenu do nakładania jakichś ograniczeń: pełna
racja, ale czy np. właściciel restauracji który wpuszcza tylko w krawatach ma prawo
żądać, żebyś ten krawat nosił i po wyjściu?

Sytuacja teraz wygląda tak, że NPG chce zjeść ciastko (napędzić odwiedziny na stronę
atrakcyjną zawartością w wysokiej jakości) i mieć ciastko, czyli zabraniać ich
rozpowszechniania, również tam gdzie takie zakazy nie mają mocy prawnej, opierając
się tylko na poczuciu własnej moralnej słuszności.

Zdecyduj się zatem czy rozmawiamy o tym jak jest, czy jak powinno być; czy w
kategoriach systemu prawnego czy też etycznego. Bo do tej pory przeskakiwało to z
kwiatka na kwiatek. skomentuj
2009-08-07 14:01:43 | *.*.*.* | olgierd
No dobrze, skomentuję ;-)
Uważam, że w art. 1 ust. 1 pr.aut. chodzi o SZTUKĘ. Sztuka to coś indywidualnego i
twórczego, przefotografowanie innego obrazka nie jest ani indywidualne, ani twórcze.


Dlatego też np. konsekwentnie odmawiam możliwości nazwania utworem banalnych,
produkowanych toczka-w-toczkę landszaftów (kiedyś takie były w Kazimierzu Dolnym,
dziś chyba wszędzie).
Z tych samych przyczyn odmawiam tego prawa np. obrazom namalowanym na podkładzie z
fotografii, jeśli fotografię wykonał inny artysta.

Etc. etc. ;-) skomentuj
2009-08-07 14:07:58 | *.*.*.* | olgierd
O, bardzo ładny cytat a propos tego, że ktoś się napracował: "
Przedmiotem ochrony w prawie autorskim jest dzieło ustalone we właściwej mu postaci,
a nie proces twórczy autora, który może w przyszłości doprowadzić do powstania
dzieła. Nie można bez popadnięcia w sprzeczność z regułami wykładni art. 1 i 2 pr.
aut. uznać, że ustawodawca pod pojęciem "opracowanie" rozumie co innego niż nowy
utwór. Utworem w rozumieniu prawa autorskiego jest zawsze przejaw (rezultat) pewnych
czynności, a nie same czynności. Utworem nie jest malowanie, pisanie, ale namalowany
obraz, napisana książka. Taka sama definicja odnosi się do twórczości zależnej -
opracowań. Przedmiotem praw zależnych nie jest tłumaczenie książki w rozumieniu
dokonywanych czynności, ale efekt, przejaw tego tłumaczenia w postaci opracowania,
który jest ustalony czy utrwalony w konkretnej postaci." (Byrska Małgorzata, Prawne
aspekty modyfikowania programu komputerowego). skomentuj
2009-08-07 17:15:55 | 89.228.66.* | Mikołaj (PMM)
@ A.J.

Zdjęcia to zdjęcia, niezależnie od tego, czy są w wersji elektronicznej, czy jest to
3300 odbitek. Jeśli zlecę Kowalskiemu zrobienie 3300 zdjęć i mu za to zapłacę, to
zdjęcia są moją własnością, niezależnie od tego czy to pudełko negatywów + papierowe
odbitki, czy karta pamięci z plikami RAW + DVD z JPEG. Prawa majątkowe do tych zdjęć
mam ja i mogę je rozpowszechniać na takich zasadach, jakie uznam za słuszne. Ukraść
można papierowe odbitki, ukraść można pliki. Tutaj się chyba zgodzimy?

Jeśli mowa o kopiowaniu, to nawet polskie przepisy wyróżniają kopiowanie wymagane
przez informatyczny proces technologiczny (Art.23 oraz Art. 23-1). Przy czym taka
kopia nie oznacza przecież uzyskania pełni praw majątkowych do tej kopii. Można ją
trzymać na kompie, można oglądać, można ją obrabiać w GIMP-ie / Photoshopie etc. -
wszystko, na co dozwolony użytek pozwala. Ale jeśli licencja / właściciel nie
pozwalają, to nie mamy prawa do dalszego rozpowszechniania, niezależnie od tego czy
rozpowszechniamy odpłatnie, czy nieodpłatnie.

Twoje myślenie oznaczałoby, że każdy materiał obejrzany na swoim kompie masz prawo
bezkarnie rozpowszechniać dalej, lekce sobie ważąc reguły, na jakie się zgodziłeś
otrzymując dostęp do tych materiałów. Owszem, prawo robi od tego wyjątki, ale są one
dość ściśle opisane, np. prawo cytatu.

Olgierd co prawda nie zgadza się ;) z tym, że zdjęcia obrazów są utworem. Ale IMHO
są. A w najgorszym wypadku są tych obrazów opracowaniem, czyli też podlegają
ochronie. Podobne stanowisko widać też w części spraw w UK, w których orzeczenia
stanowiły, że podlega ochronie zdjęcie obrazu, do wykonania którego potrzeba było
określonej wiedzy. Tę sprawę też chyba należałoby zostawić sądom brytyjskim, bo tutaj
do porozumienia raczej nie dojdziemy.


PS. Na miejscu Wikipedii podziękowałbym za taki "wkład", nawet jeśli sądy brytyjskie
Coetzee uniewinnią. Takie postępowanie zawsze będzie moralnie wątpliwe, a zdjęcia z
muzeum to nie "whistleblowing", uzasadniający takie postępowanie. Ale to ja. skomentuj
2009-08-07 20:04:17 | 83.31.224.* | A.J.
"Olgierd co prawda nie zgadza się ;) z tym, że zdjęcia obrazów są utworem. Ale IMHO
są."

IMHO nie. Przekonanie to popieram czynem; w ramach konkursu na Wikipedii dostałem
nawet granta na zakup albumów malarskich, które bezczelnie wrzucałem na skaner
(wcześniej równie bezczelnie skanowałem albumy zakupione ze środków własnych).

Nad tymi albumami pewnie też się ktoś napracował, być może nawet zapłacono duże
pieniądze komuś. Moje postępowanie z punktu widzenia etyki pewnie jest pewnie Twoim
zdaniem równie naganne jak Coetzee'go... tym niemniej w 100% dozwolone polskim
prawem.

Co do uznania dla ciężkiej pracy: zeskanowanie, retusz, ostateczne opracowanie i
załadowanie tych zdjęć to też kupa roboty: i co, spotyka mnie za to jakieś uznanie?

"Twoje myślenie oznaczałoby, że każdy materiał obejrzany na swoim kompie masz prawo
bezkarnie rozpowszechniać dalej,"

O nie nie. Gdzie niby coś takiego napiasłem?

"Takie postępowanie zawsze będzie moralnie wątpliwe"

W ogóle cała ta Wikipedia to siedlisko takiej zgnilizny... Szerzy się tam
pornografię, faszyzm, ostatnio również zniesławia. Porządni ludzie się w to nie
mieszają! skomentuj
2009-08-07 21:40:47 | *.*.*.* | olgierd
Znalazłem jeszcze jeden komentarz, cytowałem Mikołajowi w ciągu dnia (teraz nie chce
mi się go szukać), ale tam szło coś takiego, że prawo autorskie chroni efekt czyjejś
pracy, a nie samą pracę.

Zatem gadanie o mozole, z jakim facet SKOPIOWAŁ 3000 obrazów ma tyle samo sensu, co
zastanawianie się nad artystycznym wyrazem pracy faceta, co wykopał 3000 metrów rowu.
Z pewnością to świetna i bardzo potrzebna komuś tam praca, ale niekoniecznie twórcza
i zindywidualizowana. skomentuj
2009-08-08 01:25:38 | 195.150.64.* | ~SpeX
Re: Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain] [3]
@A.J. Wiki rozdaje grandy jakieś na opracowanie pewnych haseł?

@olgierd @ 2009-08-07 14:07:58
Czyli wszystkie tutoriale czym są ? :P skomentuj
2009-08-08 07:32:56 | 83.31.217.* | A.J.
SpeX:
Chodzi o projekty opisane tutaj: http://pl.wikimedia.org/wiki/Wikikonkurs

Generalnie zasadą jest, że nie płaci się za wkład własny wikipedysty, tylko za
materiały i narzędzia (np. filtr polaryzacyjny) albo koszty typu bilet wstępu.

Przy okazji naszej dyskusji: znalazło się jedno normalne (niestety, mniej znaczące)
muzeum, które nie miało oporów przed wpuszczeniem wikifotografa z wypasionym aparatem
na statywie:
http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Muzeum_w_Bielsku-Bia%C5%82ej_-_Zamek_ksi%C
4%85%C5%BC%C4%85t_Su%C5%82kowskich skomentuj
2010-11-02 08:53:10 | 195.189.231.* | Pit2
Najczęściej artysta za życia nie miał ze swojej twórczości złamanego grosza, a
dzisiaj wszyscy chcą robić na jego marce maksymalne kokosy. Niedługo młodzi ludzie
nie będą wiedzieli kto to był Witkacy. Bo dostęp do jego twórczości będzie tylko w
abonamencie. skomentuj
2010-12-02 14:49:22 | 95.40.181.* | konradis
no to panowie tak do podsumowania,:
jest na scianie graffiti (jest podpis autora), ktos przechodzi robi zdiecie i
upublicznia na swoim blogu,
ja wchodze na bloga widze zdiecie sciagam na kompa, potem drukuje to na drukarce i
przyklejam na koszulke, potem sprzedaje koszulke na allegro. Lamie prawo czy nie?
jesli lamie to kogo prawo blogera?
A co jesli zdiecie blogera troche zretuszuje, zeby nie bylo identyczne i znow nakleje
na koszulke i sprzedam, to tezlamie prawo? skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]