Rządowe Centrum Legislacji i tajemniczy skrypt GoStats
 Oceń wpis
   

logo Rządowego Centrum Legislacji (RCL.gov.pl)Coś mnie ostatnio bierze lekka paranoja: postanowiłem wyposażyć swoją przeglądarkę już nie tylko w AdBlocka+, BetterPrivacy i Targeted Advertising Cookie Opt-Out (TACO) -- ale i zacząłem eksperymentować z Fire GPG (to smutna konsekwencja przerzucenia się na pocztę w przeglądarce) -- ale i skusiłem się na NoScript.

Następnie zaś, w celu obadania co nam szykują w temacie blokowania dostępu internetu -- co za paradoks, amerykański Departament Stanu wyda 45 mln dolarów na program wspierający swobodny przepływ informacji w internecie, nawet Hilaria Clinton apeluje o coś tam do Pekinu, my zaś przywracamy GUKPiW, a co dzielniejsi posłowie chcą wtrącić do więzienia osoby, które korzystają z usług internetowych pomagających chińskim dysydentom -- przeszedłem się na stronę Rządowego Centrum Legislacji. (W skrócie: RCL to podległy Prezesowi Rady Ministrów urząd odpowiedzialny za jakość polskiego prawa i prawidłowość legislacji.)

Odwiedziłem zatem stronę RCL.gov.pl i... zdębiałem. Twórcy serwisu zdecydowali się bowiem zbierać dane o użytkownikach witryny poprzez skrypt tajemniczej formy GoStats.pl.
Zobaczcie zresztą sami:

skrypt gostats.pl na stronie Rządowego Centrum Legislacji

Piszę o GoStats.pl jako o tajemniczej firmie, ponieważ na jej stronie (nie linkuję, ale wiecie co wpisać w przeglądarce) nie ma ani słowa o tym, co jest wymagane zarówno ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną (art. 5-6) czy art. 173 prawa telekomunikacyjnego, ani też słowa z tego, co nakazuje kodeks spółek handlowych oraz inne przepisy.
Słowem: nie wiadomo co to jest ten GoStats.pl: brak siedziby i adresu, regulaminu użytkownika (są tylko dość lakoniczne "zasady korzystania" oraz "polityka prywatności").

Nie mniej lakoniczny jest rejestr WHOIS, z którego można się dowiedzieć tylko tyle, że domena została zarejestrowana w Księstwie Luksemburg. Dopiero poszukanie informacji o bliźniaczych adresach -- na przykład GoStats.com i GoStats.de -- prowadzą do niejakiego Richarda Chmury. (Patrząc na stronę www.richardchmura.com mogę powiedzieć, że facet wygląda przyzwoicie, ale co z tego...?)

Braki te nie przeszkadzają jednak RCL -- przypomnijmy: instytucji odpowiedzialnej za jakość prawa w Polsce -- korzystać z usług firmy, o której nie można powiedzieć dosłownie NIC.
Z wyjątkiem tego, że Rządowe Centrum Legislacji reklamuje jakieś "liczniki na bloga" (WTF?)

Osobny, ale wcale nie nieistotny temat to niezdrowe raczej zainteresowanie Rządowego Centrum Legislacji internautami: po co im wiedzieć kto, kiedy, skąd i w jaki sposób łączył się ze stroną RCL.gov.pl? Przecież

Sprawdziłem pod tym kątem inne serwisy okołorządowe i nie znalazłem GoStats.pl ani na premier.gov.pl, ani na sejm.gov.pl, nie ma go na Mofnet.gov.pl oraz MF.gov.pl, z usług GoStats.pl nie korzystają Prezydent.pl, Rada Legislacyjna ani UKE.gov.pl, nie uświadczycie skryptu na stronie Senatu... nieszczęsny ombudsman korzysta z nieszczęsnego Stat24.pl (ale już nie na okropnym CodziennikuPrawnym.pl). Ba, nawet GIODO.gov.pl jest "czysty" -- o ile na miano czystego można zarobić instalując skrypt Google Analytics, bo ten króluje prawie wszędzie (nie ma go chyba tylko na Sejmie i Senacie oraz u Premiera).

Po co im to wiedzieć? Chcą się o reklamy ścigać? Dla nich też ważna lokata w Megapanelu?

W sprawie statystyk GoStats posłałem listela z pytaniami do RCL, ale jak dotąd nie uzyskałem odpowiedzi. Jak dostanę -- nie omieszkam poinformować P.T. Czytelników.

Komentarze (29)
Bezwzględna zemsta KACZORA... ...bo każdy fotograf to...

Komentarze

2010-01-23 20:23:20 | 89.228.69.* | Mikołaj (PMM)
Re: Rządowe Centrum Legislacji i tajemniczy skrypt GoStats [0]
Wiesz, wiedzieć o odwiedzających coś trzeba, choćby ze względów technicznych. Tyle że
takie dane ładnie podają różne skrypty analizujące logi serwera. Do celów
technicznych w zupełności wystarcza darmowy i wolny (GNU) AWStats -
http://awstats.sourceforge.net/

Poziom świadomości internetowej naszych rządzących widać właśnie po takich kwiatkach. skomentuj
2010-01-23 22:18:32 | 109.243.117.* | ANZELM_CIUMLASA
OLGIERDZIE - INTELIGENTNY CZŁOWIEKU, [7]
Ty coś tutaj ściemniasz. Pisałeś niedawno, że nie znasz się na tych klockach zwanych
kodem strony., a tutaj ujawniasz takie talenty. Chyba, że Ty jesteś ściemniaczem do
potęgi, więc po prostu ściemniasz, że się znasz na tych klockach???

Jako, że ja jestem zaprzeczeniem ściemniacza, to pozwolę sobie rozjaśnić Ci umysł, że
amerykańskie słowo "department" to odpowiednik naszego ministerstwa. To słowo
również oznacza - wydział, dział, oddział, szczególnie w dużych firmach.

Tak więc, nie grzesz więcej tak jak nasi niedouczeni dziennikarze, którzy oprócz
departamentu także usilnie i nagminnie nazywają amerykański rząd administracją.
(Amerykańskie słowo "administration" oznacza rząd. Tymczasem w polskich mediach była
administracja Reagana, administracja Busha, jest administracja Obamy).

Pozdrowienia dla ściemniaczy,
rozjaśniacz ANZELM CIUMLASA

p.s. Jak wygląda taki skrypt zamieniający KACZORA DONALDA na KACZORA DONALDA??? skomentuj
2010-01-23 23:09:52 | *.*.*.* | spex
Pewnie z poziomu bazy danych pozmieniali Kaczora Donalda na > Kaczora Donalda + filtr na
wszystkie nowe dane wprowadzane do bazy, wprowadzający daną zmianę w locie. skomentuj
2010-01-24 09:25:14 | *.*.*.* | olgierd
@Mikołaj: ależ proszę, niech się interesują. Ale skoro administracja zbiera nasze
dane osobowe i w dodatku za pośrednictwem pomiotu pochodzącego z państwa trzeciego w
rozumieniu UoODO (i to nie wiadomo jakiego), to powinna o tym nas poinformować.

@Anzelmie: mój talent ogranicza się do wciśnięcia kombinacji klawiszy CTRL+U, a
następnie CTRL+F i odszukania frazy "stats". Grzebać w kodzinie nie umiem. skomentuj
2010-01-24 09:43:52 | 83.30.188.* | PoNgO
@ANZELM
Oczywiście, że słowo administracja w kontekście prezydenta USA oznacza rząd. Wiedzą o
tym wszyscy i nie jest to żaden błąd w tłumaczeniu. Jest to przyjęty zwyczaj z języka
amerykańskiego, który po polsku brzmi tak samo dziwnie jak po angielsku, bo
uniwersalnym słowem dla określenia rządu w każdym państwie jest słowo government.

Słowo administration używa się tylko w odniesieniu do rządu amerykańskiego, a w innym
kontekście oznacza ono to samo co w języku polskim czyli administrację. Tłumaczenie
"administracji prezydenta" na "rząd prezydenta" przypomina tłumaczenie Kongresu na
Sejm albo Sekretarza Stanu na Ministra Spraw Zagranicznych. skomentuj
2010-01-24 10:32:28 | 213.238.109.* | GrzegorzA
@olgierd - cenię Twoją świetną robotę, ale w tym przypadku moim zdaniem robisz z igły
widły i zapędzasz się w rzucaniu oskarżeń. Przecież tej strony nie "programował"
prezes RCL, tylko jakiś informatyk który wiele się nie zastanawiając wrzucił skrypt
który wygooglował i tyle. Nie wymagasz chyba, żeby zleceniodawca, czyli RCL, znał się
na technologii i sam prezes siadał później do kodu strony i analizował, czy czasem
nie będzie się do czego przyczepić. skomentuj
2010-01-24 10:40:36 | *.*.*.* | olgierd
Owszem, wymagam, żeby organ odpowiadał za treść strony oraz przestrzegania prawa w
stu i jeden procentach.

Przecież regulaminu sklepu internetowego też nie pisze prezes spółki, polityki
prywatności nie pisze kierownictwo, za treść ofert też nie bardzo. Ale jak będzie
problem, to jednak spółka -- czyli pośrednio zarząd -- za to odpowie.

To się nazywa nadzór i w ramach nadzoru też są pewne obowiązki. skomentuj
2010-01-24 11:14:38 | 213.238.109.* | GrzegorzA
No to też prawda. Ale nie widzę akurat w tym przypadku (RCL-u) wielkiego powodu do
krytykowania całej instytucji. Jestem przekonany, że ten skrypt wrzucił tam
webmaster, a sam zarząd/prezes nie jest w stanie czytać kodu strony ani się na nim
znać. Powiem więcej, nawet nie powinien tego robić bo nie na tym polega ich praca i
nie za to pobierają pensje. Po prostu powinni to zmienić jak im zwróciłeś uwagę i
tyle. Mogłoby się obyć bez nakręcania afery z takiego błahego powodu. skomentuj
2010-01-24 11:33:49 | 188.33.28.* | ANZELM_CIUMLASA
PoNgO JESTEŚ W BŁĘDZIE, [1]
Jesteś w błędzie i to wielkim. Nieprawdą jest, jak twierdzisz, że o tych
subtelnościach ze słowem administracja wszyscy wiedzą. Nie wie o tym prawie nikt, a
już z pewnością nie wiedzą te tłuki dziennikarze. W ogóle, to mało kto rozumie
istotę U.S.A. dlatego oni tak partolą tę Unię Europejską, która z definicji miała być
takimi United States of Europe.

Poza tym, słowo "government" oznacza w U.S.A. tylko i wyłącznie rząd stanowy.
Natomiast słowo administration oznacza w U.S.A. tylko i wyłącznie rząd federalny.
Więc nie usprawiedliwiaj tych tłuków, lecz wtłucz im to do głowy. Zresztą przyjrzyj
się językowi stosowanemu przez te tłuki z mediów, to zobaczysz, że to mniej niż zero
- to dwa zera (00) i spuścić wodę. (To był dżołk i tutaj należało się śmiać - jeżeli
jesteś młody, to nie czujesz błuesa, więc Ci podpowiem, że dawniej kibelki oznaczano
symbolem "00" zamiast WC).

Pozdrowienia dla wszelkich administratorów, łącznie z administratorem U.S.A.,
ANZELM CIUMLASA

p.s. A słowo "department" to naprawdę ministerstwo, chociaż może być też być np. New
York Fire Department, co oznacza nowojorską Straż Pożarną. skomentuj
2010-01-24 11:35:17 | 83.30.188.* | PoNgO
@GrzegorzA
Jakiej afery? Nie ma żadnej afery. Zarząd (lub inny organ kierowniczy) jest
odpowiedzialny za całą instytucję - nie musi znać się na programowaniu a i tak jest
odpowiedzialny za kod strony. Ta odpowiedzialność to właśnie ich ciężka praca i za to
pobierają pensje. I nie ma znaczenia czy prezes jest ekspertem w danej dziedzinie czy
nie - liczy się to że jest prezesem.

Natomiast petenta/klienta nie obchodzi wewnętrzna organizacja w instytucji, on patrzy
na RCL z zewnątrz a więc całościowo jako na jeden podmiot. skomentuj
2010-01-24 11:42:54 | 188.33.28.* | ANZELM_CIUMLASA
GRZEGORZU A. [1]
Bardzo mi się podoba Twoje podejście do sprawy. Tak powinno być, że prezes nie
powinien się znać na niczym (ach to podwójne przeczenie w język polskim), bo jeżeli
się zna na czymkolwiek, to co to za prezes.

Także zgadzam się z Tobą, że praca prezesa nie ma polegać na tym żeby za coś
odpowiadał. Prezes ma dostawać pieniądze za to, że jest, przy czym nie chodzi o to,
iż za to, że jest prezesem, ale za to, że w ogóle jest. Widzę Ciebie w roli
prezesa.

Pozdrowienia dla prezesów,
ANZELM CIUMLASA skomentuj
2010-01-24 11:53:21 | 213.238.109.* | GrzegorzA
@ciumlaso i @olgierdzie: oczywiście prezes Rządowego Centrum Legislacji jest od tego,
żeby się zastanawiać czy na ich stronie powinien być skrypt gostats.pl, stats24.pl,
google analytics czy może warto napisać swój skrypt do analizowania ruchu na stronie.
Fatalne jest jeszcze to, że ta strona stoi na serwerze razem z innymi
(http://www.bing.com/search?q=ip:81.219.17.12) w tym prywatnymi! straszne! Dlaczego
wykupili na nią jakiś wspóldzielony hosting?! skandal - i tam są przetrzymywane nasze
dane osobowe. Powinni przecież wybudować swoją serwerownie, kupić serwery i napisać
swój system operacyjny na nie. Prezes RCL-u powinien za to wylecieć!

I na tym kończę tę jakże błyskotliwą dyskusję. skomentuj
2010-01-24 11:59:37 | 83.30.188.* | PoNgO
@ANZELM
Bzdury pleciesz. "Government" to rząd, także w znaczeniu rządu federalnego.
Government to słowo popularne na amerykańskiej ziemi przede wszystkim w odniesieniu
do władzy centralnej, a słowa administracja używa się zazwyczaj w kontekście
wskazującym na jakiś konkretny rząd USA. Różnica jest mniej-więcej taka sama jak
między "rządem", a "rządem Donalda Tuska".

"Department" w angielskim ma oczywiście wiele znaczeń, zazwyczaj jest to wydział - w
znaczeniu korporacyjnym jak także np. wydział uczelni wyższej. Jest to również
amerykańskie ministerstwo. I właśnie z tego ostatniego powodu w słowniku języka
polskiego (PWN) znalazło się takie słówko jak departament. To polskie słowo
określające m.in. ministerstwo w Ameryce. Analogia jest taka sama jak ze słowami
określającymi różne nazwy parlamentów, np. Sejm, Izba Reprezentantów, Duma, Bundestag
itp. skomentuj
2010-01-24 12:58:37 | 109.243.201.* | ANZELM_CIUMLASA
PoNgO JESTEŚ W BŁĘDZIE, [4]
Jeżeli ja plotę bzdury, to to co Ty pleciesz to pewnie wiklina albo ratan.
Bądź pewien, że Amerykanin mając na myśli rząd federalny użyje co najwyżej zwrotu
"presidential government". Samo government to dla Amerykanika jedynie rząd stanowy.

Natomiast słowo "administration" oznacza dokładnie władzę wykonawczą w rządzie
federalnym. Ludzie nie rozumieją różnic w zarządzaniu U.S.A. i innymi krajami,
dlatego mylą te pojęcia. W rządzie federalnym U.S.A. istnieje zarówna grupa
wykonawcza, jak i grupa tworząca politykę, dlatego nie da się tego ściśle
przetłumaczyć. Jednak w Europie, władza wykonawcza nazywa się rządem, więc
"administration" to po prostu rząd federalny U.S.A.

A jak chodzi o te analogie do parlamentów różnych państw, to nie znam się na
cybernetyce, ale wydaje mi się, że wrzuciłeś do jednego wora różne twory.
Szczególnie DUMA, to według mnie odpowiednik polskiego Zgromadzenia Narodowego, a nie
Sejmu czyli Parlamentu. Ale może się mylę, bo aż tak nie interesują mnie białe
niedźwiedzie.

PoNgO, zamiast pleść, lepiej zacznij strugać tak jak ten stolarz, który wystrugał
Pinokia i stał się sławny. W końcu na ten blog zaglądają także dzieci.

Pozdrowienia dla wyplataczy i strugaczy,
ANZELM CIUMLASA

p.s. Polski rząd struga od lat i dobrze na tym wychodzi. skomentuj
2010-01-24 15:02:01 | 89.228.69.* | Mikołaj (PMM)
@ Olgierd

"Ale skoro administracja zbiera nasze dane osobowe i w dodatku za pośrednictwem
pomiotu pochodzącego z państwa trzeciego w rozumieniu UoODO (i to nie wiadomo
jakiego), to powinna o tym nas poinformować."

Co prawda nie badałem tego skryptu ani usługi, ale wydaje mi się że za jego pomocą
żadnych szczególnych danych osobowych nie zbiorą. Inna rzecz, że dane ze statystyk
odwiedzalności etc. to może być cenna informacja.



@ GrzegorzA

"Oczywiście prezes Rządowego Centrum Legislacji jest od tego, żeby się zastanawiać
czy na ich stronie powinien być skrypt gostats.pl, stats24.pl, google analytics czy
może warto napisać swój skrypt do analizowania ruchu na stronie."

Nie. Ale on odpowiada za działanie RCL oraz za wszelkie kontrakty i umowy przez RCL
zawierane. Jeśli umowa jest źle napisana (tak, jak w tym przypadku), to on za to
odpowiada.


"Fatalne jest jeszcze to, że ta strona stoi na serwerze razem z innymi
(http://www.bing.com/search?q=ip:81.219.17.12) w tym prywatnymi! straszne!"


Niekoniecznie aż "straszne", ale na pewno to jedna z wielu oznak amatorszczyzny. Cena
za własne IP nie jest wielka, a korzyści są spore. Na przykład niełączenie tegoż IP z
tym, co się na prywatnych stronach znajduje. A może się tam znaleźć spam czy porno. skomentuj
2010-01-24 17:42:21 | *.*.*.* | olgierd
@GrzegorzuA: nigdy bym nie pomyślał, że ten niewinny tekst zostanie odebrany jako
"robienie afery" bądź nawet wołanie o dymisję szefa RCL! W życiu i w żadnym
przypadku! -- piętnuję, i owszem, ale abstrakcyjnie i bezinteresownie. Po prostu
wolałbym, żeby rządowe serwisy internetowe nie działały jak jakieś p***********
startutopijne przedsięwzięcia.

Uważam też, że jeśli urząd zamierza zbierać dane o użytkownikach, to powinien ich o
tym powiadomić, a następnie -- wybrać w miarę wiarygodnego dostawcę usług.
GoStats.pl, mimo całego szacunku dla wszystkich tego rodzaju przedsięwzięć,
wiarygodne w moich oczach nie jest. skomentuj
2010-01-24 19:42:25 | *.*.*.* | olgierd
W kwestii "departamentu" jako "ministerstwa". To nie jest do końca prawda. Język
angielski zna słowo "ministry" i równie dobrze Clintonowa mogłaby być "Ministry of
the State" albo "Ministry of Foreign Affairs". Ale nie jest.

A dlaczego nie jest?

Otóż dlatego, że rząd Stanów Zjednoczonych to nie jest rząd w takim sensie, w jakim
znamy go z Europy: ministrowie i przewodniczący im Prezes Rady Ministrów. To jest
rząd niejako jednolity, co skutkuje tym, że jeśli np. dojdzie tam do głosowania i
prezydent przegra powiedzmy 1:11, to może powiedzieć "bardzo dobrze, panowie,
wypowiedzieliście się; a teraz zrobimy jak ja chcę".

U nas jak na RM głosują, to minister od żyta razem z ministrem od zeszytów i od
fabryk mogą przegłosować premiera. Dlatego oni są ministrowie, a nie "departamenty". skomentuj
2010-01-24 21:00:39 | 79.163.157.* | piotrmanps
Prezes, szef jest od tego aby kontrolować i pilnować - w tym przypadku. Zainteresować
się takimi aspektami jak ta opisana tutaj. Od tego jest, płacą mu. Ciekawe co tam
wysmarują w odp. ? skomentuj
2010-01-24 21:59:01 | 109.243.6.* | ANZELM_CIUMLASA
OLGIERDZIE - INTELIGENTNY CZŁOWIEKU, [0]
Mając, tak jak ja, duszę Amerykanina, to słysząc słowo "ministry" pomyślałbyś o
jakimś klasztorze, zakonie czy innym przybytku duchowieństwa. Wierz mi, że prezydent
U.S.A. razem z wice-prezydentem jest szefem władzy wykonawczej (executive) i podlega
mu 13 "departments". W U.S.A. prezydent jest zarazem szefem rządu czyli premierem.
Dlatego tam się nie kłócą o to kto ma lecieć samolotem, ani nie muszą robić takich
szerokich samochodów, gdzie każdy siedzi koło kierowcy.

Dlatego "department" to dokładny odpowiednik naszego ministerstwa. Z kolei, polskie
ministerstwa dzieliły się kiedyś na departamenty (może niektóre dzielą się tak do
dziś). Np. w Ministerstwie Komunikacji istniał kiedyś Departament Lotnictwa
Cywilnego, potem Generalna Dyrekcja Lotnictwa Cywilnego, a obecnie Urząd Lotnictwa
Cywilnego zwany mafią dęblińską.

Pozdrowienia dla dociekliwych,
ANZELM CIUMLASA skomentuj
2010-01-24 22:21:10 | 109.243.6.* | ANZELM_CIUMLASA
OLGIERDZIE - INTELIGENTNY CZŁOWIEKU, [0]
Ponieważ sprawiedliwość i prawda znaczy dla mnie wszystko, więc po napisaniu
poprzedniego komentarza nie byłem w stanie zaznać spokoju. Dlatego czem prędzej
zajrzałem do książki Special English Word Book wydanej przez Voice Of America (VOA -
czytaj - wi - oł - ej), gdzie sprawdziłem słowo "administration - jest tam podane
"executive branch of a government" czyli wykonawcza gałąź governmentu.

Jest tam także diagram zatytułowany - The Government Of The United States. I tutaj
zaskoczenie - w skład "the government of the United States" wchodzi Constitution,
pod nią podlega Congres, President and Vice-president oraz the Supreme Court.
Poniżej są Departments and Other Offices and Agencies.

Tak więc szok dla wszystkich - nawet dla mnie. Government Of The United States ma
się nijak do rządów znanych w Polsce czy innej Europie. Na government składa się cały
ten system. Natomiast administration jako wykonawcza część govermentu to jak
najbardziej odpowiednik naszego rządu. I co - nie mówiłem.

Pozdrowienia dla potomków Georga Washingtona,
ANZELM CIUMLASA skomentuj
2010-01-25 09:15:08 | 83.14.42.* | detoks
Re: Rządowe Centrum Legislacji i tajemniczy skrypt GoStats [2]
napisałeś:
"Osobny, ale wcale nie nieistotny temat to niezdrowe raczej zainteresowanie Rządowego
Centrum Legislacji internautami: po co im wiedzieć kto, kiedy, skąd i w jaki sposób
łączył się ze stroną RCL.gov.pl?"
to zdanie jest niepotrzebne i paranoiczne zresztą jak dalsza część wpisu - jedyny
problem jaki widzę to korzystanie z jakichś dziwnych gostatów w tym celu - po prostu
żenada.
Olgierd nie wiem czy wiesz, ale strona jest wstanie śledzić wszystko co na niej
robisz - kiedy klikasz w jakie linki i co wpisujesz w 'szukaj' logując za każdym
razem twój ip - i będzie to całkiem normalna praktyka. skomentuj
2010-01-25 09:39:52 | *.*.*.* | olgierd
Tak, przyznaję, że wpis ma charakter lekko paranoiczny. Ale co ja zrobię, że ONI
wpędzają mnie w tę paranoję? :-)

A na poważnie: po co im znać te statystyki? Tak zupełnie na poważnie -- z ciekawości?
Ale po co ta ciekawość? skomentuj
2010-01-25 11:41:26 | 77.255.175.* | ps2
Paranoja musi być lekka, bo gdyby była ciężka nie używałbyś w ogóle poczty
"przeglądarkowej". skomentuj
2010-01-25 12:29:58 | 109.243.113.* | ANZELM_CIUMLASA
OLGIERDZIE - INTELIGENTNY CZŁOWIEKU, [5]
Chciałem Ci zwrócić uwagę na jeden drobny szczegół odnośnie tych photographerów,
których można obejrzeć klikając na Twoje linki. Otóż ten Mosiek co go aresztowały
amerykańskie gliny, to nie był aresztowany za fotografowanie, lecz za to, że nie
chciał się oddalić od miejsca gdzie Straż Pożarna coś tam gasiła. Więc tutaj raczej
w grę wchodzi niestosowanie się do poleceń policji. Jeżeli się nie zgadzał z tym, że
mu każą się oddalić, to mógł poprosić o potwierdzenie tego na piśmie. Ja tak zawsze
robię gdy jakiś pieś coś mi każe - wierz mi - każdy pies wtedy pęka kiedy ma coś
podpisać.

Z kolei, ten fotograf w Nottingham, to nie bardzo wiemy o co tam naprawdę chodziło.
Wygląda na to, że boby chciał mu przypałować metalowym, teleskopowym batonem. Jak
zauważył jeden z komentatorów, boby nie ma w widocznym miejscu numeru służbowego,
więc albo mógł to być przebieraniec, albo należy mu się za to dyscyplinarka.

Natomiast jak chodzi o te ustawy antyterrorystyczne, to mnie się wydaje, że to
kolejny krok w realizacji New World Order przez grupę Mośków zwanych grupą
Bilderberg. Jest w internecie dużo ciekawych filmów na ten temat. Jest też
informacja, że to grupa Bilderberg decyduje o losach świata, w tym o tym, kto
zostanie prezydentem U.S.A. i innych czołowych krajów. Jest też informacja, że
Andrzej Olechowski uczestniczył w spotkaniach grupy Bilderberg oraz, że to oni kazali
mu startować w wyborach prezydenckich w Polsce w roku 2010. Ale ten dziadek-agent
nie ma żadnych szans z jedynym godnym, bo od zawsze BEZPARTYJNYM kandydatem na
prezydenta RP 2010, którego nie wymienię z imienia i nazwiska, bo inteligentny
czytelnik znajdzie to sobie w internecie pod adresem - www.romanwlos.go.pl lub
www.romanwlos.xwp.pl

Pozdrowienia,
ANZELM CIUMLASA skomentuj
2010-01-25 12:34:43 | *.*.*.* | olgierd
Bildenberg... boże, na śmierć zapomniałem tej nazwy!
Od razu przypomniał mi się Bond i jego perypetie z Bloefeldem oraz Organizacją Widmo
;-) skomentuj
2010-01-25 13:11:10 | 109.243.113.* | ANZELM_CIUMLASA
OLGIERDZIE - INTELIGENTNY CZŁOWIEKU,

Nie Bildenberg, lecz BildeRberg. Wprawdzie jedna pani to mówiła Binder Belg, ale to
tak samo jak jeden gość miał do sprzedania książkę Sołżenicyna pt. Archipelag GUAM.

A co do Bonda, to widzę, że oglądasz filmy na wysokim poziomie.

Trzymaj się,
ANZELM CIUMLASA skomentuj
2010-01-25 14:07:26 | *.*.*.* | olgierd
Tak, bardzo lubię Bondy. W zasadzie wszystkie. skomentuj
2010-01-25 15:00:47 | 83.21.111.* | PoNgO
@olgierd
Bondy są nierówne, niektóre części są genialne, a niektóre kiepskie. Szczególnie
dobre są te "odcinki", gdzie występuje dany aktor w roli Bonda po raz pierwszy.

Wracając do tematu :). Świetnie wytłumaczyłeś etymologie tych departamentów.

@ANZELM
Masz dobry słownik, częściej z niego korzystaj. Przytoczona definicja "government"
potwierdza to co pisałem - że słowo to odnosi się do władzy centralnej (choć ja
miałem na myśli jedynie władzę wykonawczą). Z kolei definicja "administration" pasuje
jak najbardziej do polskiej administracji :).
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=administracja

Dla Polaków administracja Obamy to jest to samo co rząd Obamy. Dziennikarze raczej
nie popełniają błędu skoro to znaczenie również znalazło się w SJP (PWN).

Z mojej strony koniec off-topu. skomentuj
2010-01-25 15:57:35 | *.*.*.* | olgierd
Kiepskawe były l. 80-te, ale i wówczas była świetna scena ucieczki na waltorni przez
góry z Czechosłowacji do Austrii ;o)

No i ten model z Australii był słabawy, a ten ślub to już w ogóle porażka. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]