2008-03-22 00:02
To już jest naprawdę zgroza: chłopcy i dziewczęta z ferajny (czyli STOART) chyba naprawdę pozazdrościli popularności Dorocie Rabczewskiej -- i po (niezakończonej jeszcze) wojence z Creative Commons wzięli się za sklepiki osiedlowe.
Tym razem propozycja z cyklu "kup pan cegłę" jest prostsza nawet niż nagonka na frajerów, którzy korzystają z utworów rozpowszechnionych przez innych frajerów, którzy nie chcą za to nawet grosza. (Oto cytat ubiegający się o zaszczytny tytuł bzdeta marca -- Włodzimierz Wiśniewski, dyrektor! biura! zarządu! STOART):
Zaprawdę przednie. Niestety, według oceny mojego prawnika interpretacje STOART nie są wykładnią prawną, a działania Stowarzyszenia w opinii ekspertów nie są jednoznacznie oceniane. Bełkot? Może i bełkot, ale to bełkot dyrektorski.
Tym razem propozycję nie do odrzucenia dostała sklepikarka z Białegostoku, która ma czelność puszczać sobie w pracy muzyczkę z radyjka, co zdaniem mędrców oznacza obowiązek zapłaty tantiem od publicznego odtwarzania wykonań muzycznych i słowno-muzycznych. A to wszystko dlatego, ponieważ (uwaga, kolejna wypowiedź biorąca udział w nieogłoszonym konkursie... czy pracę w STOART ten może dostać tylko, kto umie takie brednie opowiadać??):
(aż sobie zrzut zrobiłem, bo to takie piękne zdanie, a jak zniknie to nikt mi nie uwierzy).
art. 104 pr.aut. (fragmenty):
2. Do organizacji, o których mowa w ust. 1, stosuje się przepisy prawa o stowarzyszeniach, z tym że:
(...)
3) nadzór nad organizacjami sprawuje minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.
3. Minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego udziela zezwolenia, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, organizacjom dającym rękojmię należytego zarządzania powierzonymi prawami.
4. W przypadku stwierdzenia naruszenia zakresu udzielonego zezwolenia, minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego wzywa organizację do usunięcia naruszenia w wyznaczonym terminie z zagrożeniem cofnięcia zezwolenia.
5. Zezwolenie, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, może być cofnięte, jeżeli organizacja:
1) nie wykonuje należycie obowiązków w zakresie zarządzania powierzonymi jej prawami autorskimi lub pokrewnymi oraz ich ochrony;
2) narusza przepisy prawa w zakresie udzielonego zezwolenia.No to jedziemy z zestawem pytań:
Może moja rada zabrzmi absurdalnie, ale u licha chyba ministerialny nadzór, o którym mowa w art. 104 ust. 2 pkt 3 pr.aut. -- zwłaszcza w kontekście ust. 3-5 -- nie powinien aż tak jawnie ignorować tej sytuacji?
Tym razem propozycja z cyklu "kup pan cegłę" jest prostsza nawet niż nagonka na frajerów, którzy korzystają z utworów rozpowszechnionych przez innych frajerów, którzy nie chcą za to nawet grosza. (Oto cytat ubiegający się o zaszczytny tytuł bzdeta marca -- Włodzimierz Wiśniewski, dyrektor! biura! zarządu! STOART):
Według ocen naszych prawników, każdy kto chciałby wykorzystywać utwory z licencją CC w miejscu prowadzenia działalności gospodarczej (jest to równoznaczne z wykorzystywaniem muzyki dla celów komercyjnych) winien wstrzymać się do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy.
Zaprawdę przednie. Niestety, według oceny mojego prawnika interpretacje STOART nie są wykładnią prawną, a działania Stowarzyszenia w opinii ekspertów nie są jednoznacznie oceniane. Bełkot? Może i bełkot, ale to bełkot dyrektorski.
Tym razem propozycję nie do odrzucenia dostała sklepikarka z Białegostoku, która ma czelność puszczać sobie w pracy muzyczkę z radyjka, co zdaniem mędrców oznacza obowiązek zapłaty tantiem od publicznego odtwarzania wykonań muzycznych i słowno-muzycznych. A to wszystko dlatego, ponieważ (uwaga, kolejna wypowiedź biorąca udział w nieogłoszonym konkursie... czy pracę w STOART ten może dostać tylko, kto umie takie brednie opowiadać??):Działamy zgodnie z ustawą wydaną na podstawie decyzji ministra kultury i sztuki w 1995 roku. Ustawa stanowi, że jeśli klient "coś" słyszy, to jest to jednoznaczne z publicznym odtwarzaniem i nieważne jest to, czy dzieje się tak w warzywniaku, u fryzjera, szewca czy w hipermarkecie.
(aż sobie zrzut zrobiłem, bo to takie piękne zdanie, a jak zniknie to nikt mi nie uwierzy).
art. 104 pr.aut. (fragmenty):
2. Do organizacji, o których mowa w ust. 1, stosuje się przepisy prawa o stowarzyszeniach, z tym że:
(...)
3) nadzór nad organizacjami sprawuje minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.
3. Minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego udziela zezwolenia, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, organizacjom dającym rękojmię należytego zarządzania powierzonymi prawami.
4. W przypadku stwierdzenia naruszenia zakresu udzielonego zezwolenia, minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego wzywa organizację do usunięcia naruszenia w wyznaczonym terminie z zagrożeniem cofnięcia zezwolenia.
5. Zezwolenie, o którym mowa w ust. 2 pkt 2, może być cofnięte, jeżeli organizacja:
1) nie wykonuje należycie obowiązków w zakresie zarządzania powierzonymi jej prawami autorskimi lub pokrewnymi oraz ich ochrony;
2) narusza przepisy prawa w zakresie udzielonego zezwolenia.No to jedziemy z zestawem pytań:
- jaka to ustawa została wydana na podstawie decyzji ministra kultury i sztuki w 1995 roku?
- w którym przepisie owa ustawa podaje definicję "słyszenia" czegoś przez klienta?
- skoro nieważne jest czy rzecz dzieje się w warzywniaku czy w hipermarkecie, to być może stosowne wezwania powinni dostawać kierowcy zbyt głośno puszczający muzyczkę podczas jazdy samochodem?
- idźmy dalej: mam komórkę, która potrafi odtwarzać jakieś tam filmy; jeśli puszczę go sobie w autobusie i ktoś zerknie mi przez ramię, to czy jakiś OZZ też do mnie przyjdzie po pieniądze?
- a czy kierowca tego autobusu, który puszcza sobie radyjko w szoferce, też będzie musiał płacić tantiemy na rzecz STOARTu?
Może moja rada zabrzmi absurdalnie, ale u licha chyba ministerialny nadzór, o którym mowa w art. 104 ust. 2 pkt 3 pr.aut. -- zwłaszcza w kontekście ust. 3-5 -- nie powinien aż tak jawnie ignorować tej sytuacji?
Kategoria
... stróż prawości




Komentarza który chciałbym tu zostawić, nie zostawię bo są święta, pozostaje mi więc
tylko powiedzieć. OOoooo kurka.
Wesołego jajka! skomentuj
oklaskami przyjme informacje o interwencji ministra, ale watpie czy do niej dojdzie
to mi przypomina pewna firme, ktora swoje korzenie ma na Sycylii i tez zajmuje sie
pobieraniem roznego rodzaju oplat skomentuj
instytucji, z których (jak widać) bierze przykład nasz STOART, DZIAŁALNOŚCIĄ MAFIJNĄ.
To dokładnie takie same metody. skomentuj
Ustawa mówi, że można publicznie odtwarzać utwory muzyczne, o ile nie wiąże się to z
uzyskaniem korzyści majątkowych. Z tego co piszą na stronie
http://www.zaiks-stop.v.pl/ (• Można wygrać - obejrzyj to koniecznie !!!
• ) to sąd uznał, że w przypadku lokalu gastronomicznego właściciel nie musi
płacić zaiks, a więc "Ustawa stanowi, że jeśli klient "coś" słyszy, to jest to
jednoznaczne z publicznym odtwarzaniem my ass". Chociaż, to jest publiczne
odtwarzanie. Tylko ozzty "nie pamiętają" o owym "czerpaniu korzyści majątkowych". Co
do pytań: (według ozz) puszcza Pan muzykę w autobusie - nie trzeba płacić. Kierowca
za to już musi (dokładniej - przewoźnik) - gra muzyka, jedzie się miło. Nie ma muzyki
- czeka Pan na przystanku na przewoźnika legalnie grającego i daje jemu zarobić ;) skomentuj
przed wyjściem wyciągają legitymację z uprzejmym pytaniem "czy wykupił Pan licencję
na grające w pana taksówce radio?"
Może warto napisać do ministra dwie petycje: w sprawie CC i żeru na warzywniakach?
Przecież to jest chore - w jaki sposób radio ma wpłynąć na obrót taksówkarza czy
właściciela sklepu spożywczego? W ten sposób ozzty: odstraszają ludzi od puszczania
radia w takich miejscach -> radiostacje są słuchane przez mniej osób -> mniej osób
słucha artystów, dostają oni mniejsze tantiemy od stacji radiowych! skomentuj
mp3, jest tak idiotyczne, że zakrawa na demencję...
Jest równie idiotyczne jak egzamin z topografii miasta dla taksówkarzy w dobie GPS.
Jest równie idiotyczne jak wiele innych spraw wydumanych przez, lekko mówiąc,
jełopów, którzy nagle poczuli władzę.
To najlżejsze słowa na jakie pozwolę sobie w tym czasie.
Artysta powinien zarabiać na koncertach na żywo. A utwory nagrane powinien wrzucać w
sieć za friko. A jak się komuś nie podoba to niech siedzi w warzywniaku, żeby już
nawiązać do powyższego tekstu. Mielibyśmy problem z głowy. I to niejeden...
Pozdrawiam skomentuj
pomijając już fakt, że nie każdemu uda się zgromadzić tłum zdolny wypełnić stadion,
zaś na bilety za $999999.99 do baru nie każdego będzie stać -- ale poza tym się
zgadzam :-) skomentuj
interpretacje - bo przecież egzekwowanie obowiązku płacenia za słuchanie muzyki przez
Panią w warzywniaku jest absurdem. Ciekawe czy ktoś się kiedyś pokusi o analizę
przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Co chwila próbując się nimi
posługiwać natykam się na różnego rodzaju "kwiatki". skomentuj
nam reklamy. Więc jak w warzywniaku słuchamy radia (razem z reklamami), to chyba
radio prowadzi działalność komercyjną, a nie warzywniak. skomentuj
nadinterpretują art. 70 ust. 3 w zw. z art. 18 ust. 3 pr.aut. skomentuj
prawdopodobnie wynik dbałości o prawość ;) skomentuj
jeżeli płacimy abonament za radio i mamy płacić za jakieś zaiks-y czy stoart-y
chociaż w żadnym radiu nie słyszałem komunikatu zakazującego odtwarzanie publiczne
jak w przypadku ( cd,kaset lub płyt ) bo samo radio jest publiczne to powinniśmy brać
pieniądze od puszczania obcych reklam w radiu w naszych lokalach dla naszych klientów
np. od 100zł miesięcznie myślę że powinniśmy się zrzeszyć i przerwać to okradanie
naszych kieszeni pod byle pretekstem. skomentuj