2007-02-01 11:24
Jak jeszcze zobaczyłem na dokładkę ciekawy wpis na blogu JKM - stwierdziłem: jak nie dziś to kiedy?
Sosumi. No tak, bo przecież Apple przoduje w dziwnych procesach o
Dalsze konsekwencje: w 2003 r. (ćwierć wieku po wstąpieniu na ścieżkę wojenną) Apple Corps pozywa - już nie tęczowe, ale srebrzyste) jabłuszko w związku z wejściem na rynek sklepu iTunes.
A w samym iTunes muzyka Beatlesów - może - pojawi się dopiero w tym roku.
A sosumi żyje nadal swoim własnym życiem, wystarczy zajrzeć do kodu strony apple.com w rejonie "all rights reserved". Koń by się uśmiał.
JESZCZE się Państwo nie śmieją, moje miliony słuchaczy? No to jedziemy dalej.
Trzy lata po historii z sosumi Apple przyjęło dla komputera Power Macintosh 7100 kodową nazwę Carl Sagan. Nazwa kodowa ma to do siebie, że żyje tak długo jak długo marketingowcy nie wymyślą lepszej - głupszej nazwy - dla produktu (Vista długi czas była Longhornem). Ale astronom (znany także z tego, że widziano go ze sputnikami na pustyni) wkurzył się na wieść, że obok Carla Sagana pojawiły się już Cold Fusion oraz Piltdown Man, co mogło oznaczać, że panowie z Cupertino podejrzewają go o pseudonaukawość - i oddał sprawę do sądu. I przegrał.
Mimo wygranej sprawy Apple zmienia nazwę kodową na BHA, co Sagan momentalnie rozszyfrował jako Butt-Head-Astronomer... i znów pozwał komputerowców o naruszenie dóbr osobistych. I znów przegrał.
A Apple zmieniło nazwę systemu na LAW co tłumaczono jako Lawysers Are Wimps.
W literaturze przedmiotu proces ten uznawany jest za jeden z bardziej kontrowersyjnych. W pozwie Apple powołało się na ochronę prawnoautorską czegoś tak ulotnego jak "look and feel" systemu operacyjnego, co zostało - chyba słusznie - skwitowane jako próba sądowego powstrzymania konkurencji rynkowej. Nawet jeśli Microsoft dopuścił się naśladownictwa (co jest oczywiste), sąd nie podzielił stanowiska powoda, iżby stanowiło to niedopuszczalny plagiat. Co więcej, gdyby sąd podzielił racje Apple, w ten sposób firma uzyskałaby faktyczny monopol na wszelkie formy graficznego interfejsu użytkownika.
RACJĘ ma JKM pisząc, że nadmierna ochrona patentowa dławi postęp techniczny. Angażując się w skomplikowane procesy, wynajmując kancelarie specjalizujące się w prawie patentowym, przeprowadzając audyt prawny dźwięków systemowych firmy tracą czas i pieniądze na sprawy, które nie służą użytkownikom komputerów.
Polska - szerzej: Unia Europejska - od tego szaleństwa na razie się oddaliła, chociaż jeszcze nie opadł kurz po wojnie o patenty na software. Amerykanie, co ciekawe, mimo krępujących regulacji i dziesiątek (setek?) tysięcy patentów, na które trzeba uważać, jakoś dają sobie radę z postępem technicznym. Europa, w której oprócz patentów firmy są stłamszone przez socjal, związki zawodowe, uzgodnienia, dyrektywy i inne wytyczne mogła by sobie nie poradzić.
Wszystkie obrazki za Wikipedią.
Kategoria
paragraf 22




Patenty i prawa autorskie: coraz bardziej jestem przekonany do tezy, że instytucje te
wyginą jak dinozaury. Już są w fazie elephantiasis ;) skomentuj
Czuję się jak zielony krasnal na różowych schodkach różowego domku w różowym ogródku
gdy jako użytkownik końcowy stykam się z praktycznym zastosowaniem praw autorskich w
postaci licencji na oprogramowanie. Na jednym tak, na dwóch nie, jak wymienię
bebechy, to tak a jak płytę główną to nie, jak dołożę pamięci to żeby korzystać
posyłam fotkę z literkami z naklejki, a jak oddam komp do naprawy to tak ale tylko na
gwarancji mogę, bo po gwarancji, to już tylko nowy software. Czy ktoś się w tym
połapał? skomentuj
Olgierd: "Jak jeszcze zobaczyłem na dokładkę ciekawy wpis na blogu JKM"
No to idziemy:
JKM: "W sprawie ochrony tzw. własności intelektualnej miałem mieszaną opinię.
Właściwie: był to jedyny problem społeczno-gospodarczy, gdzie nie miałem prostej i
jedynie słusznej opinii."
To wiele wyjaśnia ;-) skomentuj
Myślę, że jakbyś go poznał to byś zrozumiał: ten facet ma tyle luzu, dowcipu i
autoironii, że mógłby się chyba mierzyć z Woodym Allenem ;-) skomentuj