Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu
 Oceń wpis
   

Będąc wywołanym do odpowiedzi w komentarzach pod jakimś rantem, że ktoś tam rozpowszechnił czyjś tam listel w jakimś tam serwisie społecznościowym -- w komentarzach linkuje się do błędnych poglądów opartych bądź na pominięciu ważkich elementów stanu faktycznego, bądź na nietrafnej wykładni norm ;-) -- muszę chyba po raz ostatni napisać o tym, że to adresat jest "właścicielem" otrzymanej korespondencji, zatem to zasadniczo od jego woli zależy jej ewentualna publikacja.

art. 23 kc Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.(Nie moja) teza brzmi następująco: ponieważ art. 23 kodeksu cywilnego wśród podlegających ochronie dóbr osobistych wymienia "tajemnicę korespondencji", to z pewnością rozpowszechnienie treści takiej korespondencji będzie naruszało dobra osobiste jej uczestników.

To błędny i oparty na sam już nie wiem czym pogląd. Załóżmy jednak (przez chwilę), że powyższe zdanie jest prawdziwe. No dobrze, ale w myśl art. 23 kc chronione są także inne dobra, jak na przykład: twórczość naukowa i artystyczna czy wizerunek. Oznaczać to zatem musi, że -- skoro w tak prosty sposób ustanowiliśmy bezwzględny zakaz drukowania otrzymanego listu -- nie będzie także wolno nam, równie bezwzględnie i pod żadnym pozorem, opublikować cudzej twórczości albo zdjęcia.
Czy to zdanie jest prawdziwe? Nie, jest nieprawdziwe, a to dlatego, że publikacja (i inne korzystanie) z cudzej twórczości lub rozpowszechnianie wizerunku może mieć miejsce, i to nie tylko za zgodą zainteresowanej osoby. Podobnie jak: naruszenie nietykalności mieszkania, korzystanie z wynalazków, naruszenie wolności, etc. etc.

Sęk w tym, że do tak kardynalnie niepoprawnych wniosków może dojść ten chyba tylko, kto zapomina, że mamy w Polsce system norm prawnych, nie zaś luźną federację przepisów. Stąd też niepozorne słówko "bezprawność" (art. 24 par. 1 kc) sprawia, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których działania takie będą zgodne z prawem, a więc -- mimo pozornego naruszenia dóbr wyliczonych w art. 23 kc -- ich pogwałcenie nie będzie mieć miejsca: tylko i aż tylko dlatego, że jest sobie gdzieś jakiś inny ukryty przepis, który sprawia, że w takiej konkretnej sytuacji dane działanie jest dopuszczalne.

I tak skoro art. 82 prawa autorskiego mówi o tym, że przez pierwsze 20 lat po śmierci adresata decyzję o rozpowszechnieniu podejmuje rodzina, która pozostała na łez tym padole, to nie można na tej podstawie wnioskować o rozszerzeniu owego "zakazu". Proszę Państwa, tam nie ma nic o tym co się dzieje po upływie owych 20 lat, nie ma słowa o sytuacji po śmierci nadawcy listu (teoretycznie można stosować per analogiam art. 82 pr.aut. -- ale dlaczego w sumie?).
Nieprawdą będzie zatem, że na rozpowszechnienie treści korespondencji powinien zgodzić się także jej autor
, a już na pewno nietrafnym jest budowanie takiego poglądu na treści art. 23 kodeksu cywilnego: są sytuacje, kiedy prawo mówi, że może o tym zadecydować jedna osoba i sytuacją tą jest następujący model: jestem odbiorcą korespondencji i nadal żyję. Kropka.

Co by było gdyby było inaczej? Doskonały przykład padł w komentarzach pod tamtym rantem: jakbym dostał jakiś spam (np. od sklepu April.pl), bo by mi ten spamer głowę urwał -- a jednak jakoś mogę i niczego się nie boję. Mało tego: adresaci różnych dziwnych pogróżek i połajanek byliby praktycznie bezbronni wobec swoich męczycieli, i to bez znaczenia czy byłyby to różne "wezwania", czy też coś na obraz i podobieństwo "jesteś szurniętym głąbem i rozsmaruję twoją gębę na betonie. W tym miejscu przypominam, że jest tajemnica otrzymanej korespondencji, a jak ją naruszysz to nie dość, że będziesz ćwokiem, ale i rozsmaruję twoją gębę na betonie". Po prostu łobuz piszący takie rzeczy byłby całkowicie kryty -- czy tak??!

Oczywiście nie oznacza to, że adresat może rozpowszechnić treść swojego własnego (otrzymanego) listu zawsze i wszędzie. Niewątpliwie trzy razy warto się zastanowić zanim zdecydujemy się wyciągnąć na światło dzienne słowa, które mogą naruszać dobra osobiste (prywatność, dobre imię, etc.) autora lub osoby trzeciej. To, że nadawca zdecydował się napisać nam o swoich bardzo intymnych przeżyciach nie oznacza, że możemy to od ręki przeklejać na blogaska. Podobnie jak niekoniecznie dobrze skończy się ujawnianie niewybrednych cudzych opinii na temat innych osób.

Generalnie jednak warto raz na zawsze zapamiętać: owszem, kodeks cywilny w art. 23 wprost zalicza do dóbr osobistych tajemnicę korespondencji -- podobnie jak np. twórczość, wizerunek -- ale nie oznacza to jednak, że nie warto poszukać innej normy, która może jednak czynić nasze działanie w ściśle określonych warunkach uprawnionym. Będzie to m.in.: krytyka (nawet ostra) działań osób publicznych, krytyka literacka i innej opublikowanej twórczości, korzystanie z cudzych utworów w ramach dozwolonego użytku, rozpowszechnianie wizerunku osób publicznie znanych bądź takich, które otrzymały wynagrodzenie za rozpowszechnianie (art. 81 pr.aut.).
Natomiast wszelkie działania nie wynikające z uprawnienia ustawowego -- rozpowszechnianie wizerunku osoby publicznie znanej w reklamie, jumanie, wypisywanie wulgarnych głupot nawet o polityku -- może skończyć się zastosowaniem art. 24 i art. 448 kc.

Komentarze (14)
Jak pozbyć się ministra... 7 z tygodnia (XV)

Komentarze

2011-01-20 22:13:39 | 62.121.124.* | Piotr VaGla Waglowsk
Re: Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu [0]
Nawiasem mówiąc, odnośnie spamu i możliwości publikowania takiego w kontekście prawa
autorskiego: http://prawo.vagla.pl/node/7102

Z uzasadnienia VI ACa 1012/2005:
"Z powyższych względów bez wątpienia prawidłowo Sąd Okręgowy uznał, iż doszło do
naruszenia autorskich praw osobistych i majątkowych A. K. poprzez publikację wiersza
powoda bez jego zezwolenia, z naruszeniem treści, formy utworu i z pozbawieniem
autorstwa, co też uzasadniało ochronę tych praw z zastosowaniem środków z art. 78 i
art. 79 ustawy."

Bo może się zdarzyć, że autor to nie ta sama osoba, która jest nadawcą. A gdyby była
tą samą osobą, to prawa autorskie by jej nie przysługiwały? Przysługiwałyby (gdybyśmy
mieli do czynienia z utworem). Ale dlatego Olgierd napisał o granicach dozwolonego
użytku itp.

Ale to tak tylko na marginesie. Pozdrawiam serdecznie skomentuj
2011-01-21 02:09:16 | *.*.*.* | batwing
Re: Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu [1]
Nie mam zamiaru kwestionować podejścia pod kontem prawnym - nie mam tu zupełnie
autorytetu, ale MSZ zwykła grzeczność wymaga uzyskania zgody na publikację takiego
listu. skomentuj
2011-01-21 09:03:22 | *.*.*.* | olgierd
Jeśli chce i może się być wobec danej osoby grzecznym ;-) skomentuj
2011-01-21 09:35:27 | 188.33.244.* | GŁUPI JASIO ZE WSI
BATWING - POD "KONTEM" JĘZYKOWYM TEŻ NIE JESTEŚ AUTORYTETEM !!! [0]
Dlatego - GDY NIE POTRAFISZ, NIE PCHAJ SIĘ NA AFISZ.
Głupi Jasio Ze Wsi

p.s. A wiesz co to jest kont prosty i pod jakim kontem wrze woda??? skomentuj
2011-01-21 22:30:55 | *.*.*.* | pamietnikwindykatora.pl
Re: Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu [1]
Publikuję na potęgę otrzymywane e-maile z opisami spraw. Usuwam tylko dane osób i
firm występujących w treści oraz czasem ewentualne inne (fragmenty) za pomocą których
ktoś mógłby zidentyfikować daną osobę. skomentuj
2011-01-23 01:21:36 | *.*.*.* | czytajnik
Off topic. [3]
"Fajne" aburdy prawne ktos zgromadzil w jednym artykule, moze Olgierd cos sobie z
tego wybierze i rozwinie w odrebny artykul (najbardziej szokujace jest chyba
tlumaczenie komornika zabierajacego zasilek pogrzebowy).

Calosc jest tutaj:
http://www.aferyprawa.eu/Zycie/Kilka-refleksji-odnosnie-tematyki-poruszanej-w-AP-czyl
i-wojen-obywateli-z-wladza-wybrane-z-listow-do-Redakcji

Cytat fragmentu:

" No dobrze... dajmy spokój "alimenciarzom". Osoba bezrobotna podjęła się wykonywać
działalność, z której może wyciągnąć jakieś 600-700 zł miesięcznie. Na jedzenie z
biedą wystarczy, na mieszkanie już nie. Na początek wystarczy. Chce jednak żyć w
zgodzie z prawem. Rejestruje się, i ochoczo płaci podatek. Wiele jej nie zabiorą, bo
przecież przy takich dochodach powszechne zwolnienie podatkowe jest zauważalne.
Zapłaci te swoje paręnaście procent... i będzie się cieszyć, że legalnie może
zarabiać... STOP! A ZUS? Tu nie ma mowy o żadnych procentach! Jest konkretna
trzycyfrowa kwota, i nie ma zmiłuj się. Nie zapłaci (bo wtedy cała praca straciła by
sens, przestałaby przynosić jakikolwiek dochód), to spotkają ją represje, o których
szkoda nawet mówić. Więc ma się wyrejestrować i pracowac nielegalnie, także narażając
się na represje? Dlaczego ów słynny ZUS nie może być - tak jak podatek - procentowy
(i to z powszechnym zwolnieniem!) a nie kwotowy? Nikogo nie obchodzi, że ten właśnie
kwotowy ZUS powoduje, że setki tysięcy ludzi uciekają z tego nieszczęsnego kraju albo
przechodzą do szarej (a raczej czarnej) strefy? Czy to przypadkiem nie jest afera
prawa? Dawanie ludziom wyboru - albo pracujesz legalnie, nie masz żadnego zysku i
jeszcze dopłacasz (ciekawe z czego...) - albo pracujesz nielegalnie, i państwo ma na
ciebie haka, w każdej chwili mogą cię wsadzić... A powiem szczerze, rodzajów
działalności gospodarczej przynoszących całkowity dochód rzędu najwyżej kilkuset
złotych miesięcznie jest bardzo dużo. W obecnym stanie prawnym nie da się ich
zalegalizować.

Jeszcze przykład polskiej praworządności z całkiem innej beczki. Miasto X
zafundowało sobie instytucję o nazwie (powiedzmy) Związek Komunikacji Miejskiej.
Prawda, że instytucja ta nie posiada własnych środków przewozowych, organizuje jednak
przetargi, i pod jej szyldem różni przewoźnicy organizują komunikację. Są jednak
tacy, którzy widzą potrzebę zapewnienia dodatkowych przewozów, nieobjętych odgórnym
planem ZKM-u, dlatego kupują minibus, i organizują przewozy konkurencyjne. ZKM - w
majestacie prawa - nakazuje tym konkurencyjnym przewoźnikom, by ich pojazdy
zatrzymywały się tylko na wybudowanych przez ZKM przystankach, wszelkie zatrzymanie
się poza przystankiem w celu wymiany pasażerów jest karane mandatem (o wysokości 3000
zł, więc nie takim znów małym). Korzystanie z przystanków jest natomiast objęte
odpowiednio wysokimi opłatami, które właściciele minibusów uiszczają w ZKM, czyli u
konkurencji. Minibusiarze muszą też uzgadniać z ZKM-em swoje rozkłady jazdy tak, aby
ZKM-owi się spodobały, i za takie uzgodnienie każdorazowo muszą ZKM-owi płacić. Mało
to, na przystankach powinni wywiesić rozkłady jazdy, za odpowiednią opłatą. W nocy
nieznani sprawcy rozkłady te niszczą, a za wywieszenie nowych pobierana jest kolejna
opłata. Do tego dochodzą różne inne dziwne obciążenia finansowe (np. coś w rodzaju
podatku drogowego za korzystanie z miejskich ulic), wszechstronne badania techniczne
itd. Czy jest do pomyślenia w praworządnym kraju, by płacić konkurencji (cokolwiek)?
W Polsce tak się właśnie dzieje - w majestacie prawa - i czy kogokolwiek to
obchodzi?

I jeszcze jeden przykład. Firma telekomunikacyjna X podpisuje umowę na
świadczenie usług internetowych własnym kablem, i dodatkowo na usługę VOIP, czyli na
telefonię internetową. Umowa jest ważna kilka lat, i zawiera klauzulę, że nie może
być przed tym terminem rozwiązana. Ale pewnego dnia przychodzi informacja, że firma X
sprzedała część swoich klientów (sic!) firmie Y, naturalnie z zachowaniem ważności
wszelkich zawartych umów. Po niedługim czasie jednak firma Y wypowiada klientom
usługę VOIP, pozostawiając w mocy całą resztę umowy (w tym cenę usługi). Oburzeni
klienci próbują oddać sprawę do sądu, tu jednak okazuje się, że firma Y nie ponosi
żadnej odpowiedzialności, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, twierdzi, że nie jest w
stanie zapewnić usługi VOIP z powodów technicznych (firma X mogła, posługując się
dokładnie tą samą infrastrukturą). Jest to podobo przyczyna obiektywna (coś na
kształt siły wyższej), i dlatego wszelki pozew byłby nieskuteczny. Po drugie, klient
nie może żądać odszkodowania, bo (podobno) usługi internetowa i VOIP były w umowie
potraktowane łącznie (tj. nie wiadomo, ile płacono za jedną, a ile za drugą), a
ponadto VOIP była usługą zależną od internetu, a więc niemożliwą (!?) do
wyodrębnienia. Jedyne więc, co klient mógłby zrobić, to zerwać umowę z firmą Y,
ponosząc (wysokie) kary umowne. VOIPa i tak by tym sposobem nie odzyskał, bo na
terenie miasta żadna inna firma telekomunikacyjna nie uzyskała pozwolenia (sic!) od
władz samorządowych (wybranych w demokratycznych wyborach!) na doprowadzenie własnych
łączy internetowych. Czy cała ta opowieść (którą być może nie relacjonuję z
dokładnością wymaganą przy rozprawach sądowych, ale na pewno oddającą istotę rzeczy)
mieści się w pojęciach praworządności i wolności gospodarczej?

Jak to w ogóle jest z tym prawem koncesjonowania usług przez samorządy? Dlaczego
firma A musi ubiegać się o koncesję, by móc w ogóle rozwinąć działalność na terenie
miasta Z, dlaczego firma B musi wnioskować do sejmiku wojewódzkiego (sic!!!) o to, by
uruchomić dodatkowy kurs (!) na linii autobusowej, którą obsługuje (w tym momencie
nie wytrzymam, i dodam, że za tak zwanej komuny takich wymogów chyba jednak nie
było...), i to kurs wykonywany tylko w niektóre dni tygodnia. Co to wszystko ma
wspólnego ze szczytnymi hasłami konkurencji? Podobno wszystko jest zgodne z prawem...
jeśli tak, to może tym prawem należałoby się zająć najpierw, a nie ludźmi, którzy
wydają decyzje w oparciu o to prawo?

Dlaczego za postawienie ławeczki przy grobie na cmentarzu komunalnym, na terenie
dzierżawionym na 15 lat przez rodzinę zmarłego, żąda się dodatkowej, wcale nie
niskiej opłaty? Jak to, wydzierżawiłem teren, i nie mogę na tym terenie ustawić
ławeczki, którą przecież łatwo można usunąć, trudno ją więc uznać za jakiś trwały
obiekt budowlany? Podobno jest to zgodne z prawem... I, całkiem już na koniec,
jeszcze jeden przykład z dziedziny spraw ostatecznych. Oto dłużnik alimentacyjny
chowa swojego zmarłego ojca. Otrzymuje z ZUS-u zasiłek pogrzebowy, który jest wolny
od komorniczego zajęcia (podobno). ZUS powiada, że pieniądze przeleje w ciągu 3
tygodni na konto, albo wypłaci gotówką, ale w ciągu trzech miesięcy. Przedsiębiorca
pogrzebowy dał miesiąc na zapłacenie za pochówek, dłużnik nie ma więc wyjścia, i
wskazuje swoje (tajne) konto. ZUS owszem, przelewa tam zasiłek, ale wcześniej donosi
(sic!!!) o tym komornikowi. Ten ostatni konto zajmuje, i to do jego rąk trafia
zasiłek. W uzasadnieniu twierdzi, że pieniądze przestają być zasiłkiem z chwilą, gdy
trafiają na konto, bo odrywają się od źródła...
To są prawdziwe afery prawa, a nie to, że prokurator Iksiński wziął łapówkę od
gangstera Igrekowskiego! Bo tak naprawdę, co z tego ma przeciętny obywatel? Niestety,
na te afery nie ma chyba mocnych. I ludzi sprawy te nie interesują na ogół... chyba
że sami padną ofiarą. Wtedy zaczynają rozumieć, że żyją w państwie gorszym niż
okupacyjne... ale jest już za późno. I znikąd nie mają pomocy, zresztą sami nie byli
skłonni jej udzielić innym, gdy jeszcze to nie oni byli dotknięci represjami naszego
demokratycznego państwa. " skomentuj
2011-01-23 03:18:49 | 83.142.180.* | M_T
Ja w artykule u czytajnika widzę jeden kretynizm - w sposobie myślenia. Busiarstwo
nie płaci za używanie przystanków konkurencji, tylko właścicielowi infrastruktury
przystanku - czyli miastu. A dlaczego musi płacić? A kto ma za nich odśnieżać
przystanki zimą, sprzątać, wymieniać szyby w wiatach? Chcą korzystać to muszą się
dorzucać - koniec kropka. Ale widocznie dla busiarstwa miasto (w tym jego mieszkańcy)
to wyłącznie konkurencja...

Dwa - to nie ZKM nakazuje zatrzymywać się wyłącznie na przystankach, tylko prawo. Jak
autobus należący do ZKMu wysadzi pasażerów poza przystankiem - jego kierowca dostanie
równie wysoki mandat jak busiarz. skomentuj
2011-01-23 04:12:18 | *.*.*.* | czytajnik
@M_T
Autor tamtego artykulu, ktorego fragment zacytowalem, wlasnie prawo krytykowal - na
poczatku swojego artykulu bowiem napisal:
"Interesuje mnie też, czy "Afery Prawa" interesują się nie tylko RESPEKTOWANIEM
prawa, ale samym jego kształtem. Obawiam się, że tu dopiero jest wylęgarnia afer!
Sprawy związane z polskim prawodawstwem są znacznie trudniejsze - bo przecież niby
wszystko odbywa się w majestacie prawa, a jednak budzi u co światlejszych osób
mieszane uczucia."

Sadze zatem, ze nalezy przeczytac caly jego artykul przed przystapieniem do
konstruktywnej krytyki.

Nawet jesli odnosnie przystankow w czyms nie mial racji, to wiele z innych
zauwazonych przez niego absurdow, rzeczywiscie wydaje sie absurdami.

Czy rzeczywiscie komornik moze w ten sposob w majestacie prawa zabrac zasilek
pogrzebowy jak on to opisal? skomentuj
2011-01-23 05:44:45 | *.*.*.* | spex
Jeśli chodzi o część busową, to co pisze autor to jest jedna wielka bzdura.

- Tak ZTM oprócz tego iż zajmuje się swoją komunikacją, zajmuje się też wydawaniem
zezwoleń dla linie regularnie i specjalne. I nie tak bo mu się chce, ale iż tak jest
"pośrednio" napisane w prawie przewozowym. A dokłądniej, w powiacie (zapewne miejskim
w tym przypadku) takie zezwolenia wydaje prezydent miasta, a w tym przypadku ZTM w
jego imieniu.

- Zgodnie z prawem przewozowym wymiana pasażerów dozwolona jest na _wyżnaczonych_
przystankach. Oczywiście przewoźnik prywatny może wystąpić do zarządczy drogi o
indywidualnego przystanku. Ale który też musi utrzymać. A 3000zł kary, za wysiadanie
poza przystankami może nałożyć tylko Inspekcja Transportu Drogowego.

- Tak busy muszą usgadniać rozkład, i tak muszą za to płacić (stawki są w ustawie)
oprócz tego muszą też płacić za wydanie np odpisu od zezwolenia na linie.

- Nie, busy nie muszą płacić "miastu" za rozwieszanie rozkładów. To obowiązkiem
przewoźnika jest wywiesić rozkład. I co najwyżej może być karany za jego brak.

- Podatek drogowy każdy kierowca płaci, nażywa się kacyza i jest wpicona w cenę
paliwa.

- Każdy pojazd ma też posiadać aktualne badania techniczne, by dbać o bezpieczeństwo
pasażarów i samego kierowcy. skomentuj
2011-01-23 14:21:36 | 89.78.50.* | Budyń
Re: Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu [3]
Skąd więc moda na durne disclaimery w korporacyjnych e-mailach ?
"Ta wiadomośc jest przeznaczona dla odbiorcy...." skomentuj
2011-01-23 16:17:29 | 77.7.46.* | ~~
@Budyń
Jak to po co? Żebyś się przestraszył i nie udostępnił :). skomentuj
2011-01-25 07:59:11 | 94.75.121.* | jednak Bronek
A to już olgierd kiedyś komentował (olgierd - przypomnisz?), summa summarum ogólnie
wychodziło z tych wyjaśnień, że te disclaimery są nic nieznaczącą pisaniną... skomentuj
2011-01-25 08:50:12 | *.*.*.* | olgierd
"Corporate email bullshit":
http://olgierd.bblog.pl/wpis,corporate;email;bullshit,20497.html skomentuj
2011-02-04 06:49:45 | *.*.*.* | kasman
No właśnie, "ewentualnie inne (fragmenty" - z tym też trzeba uważać, bo mogą
wskazywać na konkretną osobę nie mniej niż dane osobowe. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]