cytat na dziś: "Ja też był przedsiębiorcą, a nie jakimś politykiem nienormalnym. (...) Na ubranie kurwa 9 tys., a teraz to nawet zaczęli mi płacić po 8 i pół. Straszne pieniądze. A za trzy roki to auto zajeździsz. To jest urągające dla parlamentarzysty. Takie moje zdanie jest." (sen. Tadeusz Skorupa (PiS), via Tygodnik Podhalański)
Tygodnik Podhalański pisze o próbie dogadania się przez senatora Skorupę z przedsiębiorcą, ale nawet nie to jest najciekawsze, że zdaniem reprezentanta Narodu 9 tysiaków miesięcznie "na ubranie kurwa" to "straszne pieniądze" -- co ogólnie jest "urągające dla parlamentarzysty" -- najlepsze jest to, że oto obecnie Wielce Czcigodny Pan Senator miał zagrozić mediom prokuratorem, ponieważ "To są informacje zdobyte nielegalnie, nie będę się do tego ustosunkowywał, media nie mogą tak postępować z osobami publicznymi" (tak w wypowiedzi dla RMF FM).
Sęk w tym, że osobiście jestem przekonany, że rozmówca Wielce Czcigodnego Reprezentanta Narodu Zasiadającego z Łaski Narodu w Senacie mógł nagrać (nawet bez zgody i wiedzy sen. Skorupy) swoją własną rozmowę i udostępnić jej treść innym osobom -- trudno bowiem zarzucać rozmówcy nielegalność informacji zdobytych w trakcie swojej rozmowy (samemu sobie można zarzucać, że się plecie takie androny) -- natomiast jak najbardziej jestem pewien, że media jak najbardziej mogą i powinny tak postępować z osobami -- przy całym szacunku dla Wielce Czcigodnego Pana Senatora, który musi borykać się z takimi trudami za marne 9000 złotych miesięcznie -- publicznymi.
Jakby też nie patrzeć dostojność senatorska nie jest obowiązkowa, nie biorą do izby wyższej na siłę nikogo, to są normalne wybory, o każdy taki mandat bije się kilku kandydatów.
Ogólnie wstyd.
PS na zdjęciu senator Tadeusz Skorupa, autor Jarosław Kruk, na licencji CC Uznanie Autorstwa-Na tych Samych Warunkach 3.0
PS2 1 kwietnia ;-) Senator odbył briefing (link w komentarzu), z którego pozwoliłem sobie wykonać stopklatkę. Zachwycające!!





Z obfitości serca usta mowią!
Clou tej wypowiedzi to: "Ja też był przedsiębiorcą, a nie jakimś politykiem
nienormalnym." :-))) skomentuj
Myślę, że dla zachowania honoru parlamentarzysty powinien te psie pieniądze oddawać
na dom dziecka i pracować społecznie. skomentuj
Żal że po upublicznieniu takiego tekstu straszy sądami zamiast zrezygnować z
mandatu... skomentuj
Jak wygląda zgłoszenie urażenia uczuć religijnych ? Można takie zgłoszenie wysłać
emailem ? skomentuj
Nie wiem skąd bierze się taka drastyczna różnica między Sejmem a Senatem ale taka
jest prawda. Izba niższa jest mądrzejsza od Izby wyższej. Odwrotnie niż w Stanach
(choć tam funkcja Senatu jest zupełnie inna niż w Polsce).
Do Sejmu trafiają głównie politycy (tacy od politykowania), natomiast do Senatu
jakieś gwiazdy TV (Big Brother), piosenkarze (Budka Suflera) itp. W jakim innym kraju
senator wciąga do nosa cukier-puder będąc ubranym w babską kieckę? :)
Dlatego sen. Tadeusz Skorupa niestety mnie nie szokuje. skomentuj
jeden co nic nie robił.
A co do sprawy legalności tych nagrań to widać teatrolog z wykształcenia z PiS Marek
Suski twierdzi, że to zbrodnia publikować swoje rozmowy
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7702632,Skorupa_tlumaczy_sie_i_pozywa_
_Tygodnik_Podhalanski_.html skomentuj
damskich ciuszkach.
Ale ogólnie będzie większy porządek, jeśli będzie ich 17, a w izbie poselskiej -- 99,
góra 101. Myślę, że wówczas senator Skorupa mógłby się skupić na skokach przez ogień
i wyruszaniu na wiatraki z ciupagą. skomentuj
Najwidoczniej pomyliło mi się z tymi big brotherowcami aczkolwiek i tak nie zmienia
to zbytnio wartości przeciętnych. Wciąż mam wrażenie, że do Senatu idą ci o
mniejszych rozumkach.
@olgierd
Och, też nie mam nic przeciwko ekstrawaganckim zwyczajom senatora Piesiewicza.
Wolność Tomku w swoim domku - prywatnie senator powinien móc robić co zechce. Jedyne
co mnie w tej sprawie zmartwiło to to, że człowiek ten tak łatwo uległ szantażystom.
Ponadto ten sposób imprezowania może rodzić wątpliwości czy aby senator jest
wystarczająco zdrowy na ciele i umyśle aby należycie sprawować ważną funkcję
parlamentarzysty. Damskie ciuszki świadczą raczej o problemach psychicznych, co
moralnie nie jest ani złe ani dobre. Jednak na senatora się chłopina nie nadaje.
Jeśli chodzi o rozwiązania systemowe to jestem zdania, że senat powinien zostać
zlikwidowany. Istnienie dwóch izb wydaje mi się tak samo bez sensu jak
dwuinstancyjność sądownictwa - chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego taki system ma być
mniej omylny niż jednozbowy (jednoinstancyjny). Jest to tylko i wyłącznie
rozwadnianie odpowiedzialności oraz strata czasu i pieniędzy. skomentuj
Spokojnie... jeszcze parę lat i PRLowskie, weterańskie pokolenie zastąpią studenci
ja-wiem-wszystko. : ) skomentuj
dwuinstancyjnego sądownictwa.
Rzecz jasna w klasycznym dwuizbowym parlamencie różnica jest bardziej widoczna, niż u
nas (nasz Senat jest pod tym względem bardzo ułomny) -- jakby na to nie patrzeć izba
wyższa wyewoluowała od rady koronnej (i tak w Stanach pełni funkcje doradcze wobec
prezydenta) -- ale nawet w naszym systemie widzę jego rolę właśnie jako dodatkowy
mechanizm "mieszania w prawie". Po prostu: by nie było za łatwo uchwalać nowego
prawa.
(Chociaż nie będę ukrywał, że megasuper to jest właśnie amerykański Senat, który nie
dość, że ma inną rolę, niż Izba Reprezentantów, to inaczej wybierany, na inną
kadencję...)
Co do sądownictwa to tu się kompletnie nie zgadzam. Uważam, że każdy powinien mieć
uprawnienie do sprawdzenia wydanego wyroku przez jeszcze jeden "mądrzejszy" sąd.
A że nasza procedura sprawia, że II instancja wcale nie musi być mądrzejsza... no cóż
;-) skomentuj
kontrola. Widać, że do głosu dochodzi pokolenie, które nie pamięta jak było jeszcze
niedawno (tryby doraźne w postępowaniach itd.)
Jeżeli Senat miałby sprawować jakąś realną kontrolę nad działalnością Sejmu to przede
wszystkim powinien istnieć jakiś inny system wyłaniania senatorów (nie wiem do końca
jaki - może jakiś cenzus, może wybitni prawnicy, może ekonomiści - każde rozwiązanie
ma poważne wady). W sytuacji, w której większość senatorów to przedstawiciele partii
rządzącej, kontrola jest iluzoryczna. Co najwyżej wprowadzają drobne poprawki ale nie
uwalą całej ustawy. Poza tym, zmiany senatu dużo łatwiej odrzucić niż veto
prezydenta.
Zaś co do pensji senatora to rzeczywiście nie powala ona wysokością. Zwróćmy uwagę,
że to jeden z "560 wybrańców narodu", a zarabia tyle co średni manager albo
właściciel większego sklepu. Moim zdaniem powinno się pójść albo w zdecydowanie
wyższe pobory (dotyczy to moim zdaniem także np. sędziów ale to temat na inną
rozmowę) albo właśnie pobory w ogóle zlikwidować - wtedy uniknęło by się sytuacji z
poprzedniej kadencji gdy posłowie jednej z partii sprzeciwiali się skróceniu kadencji
bo pobrali kredyty i jak przestaną być posłami to nie będą mieli jak spłacić. skomentuj
krajowej? Co złego jest w pensji średniego menedżera? Że niby to są aż tacy
eksperci...? :-)
Ja mam jeszcze inny pomysł: parlament obradujący na sesjach (tak, tak, jak za
Peerelu), powiedzmy 4 sesje rocznie, płacimy dietę za udział w sesji. Podstawowy
plus: będzie mało czasu na wymyślanie nowych ustaw, więc jest szansa, że przejdą
tylko naprawdę najpotrzebniejsze projekty ;-)
(Wariantowo: sesyjność Izby Poselskiej, zaś Senat jako właśnie taka "Rada Starszych"
obradująca w continuum... sam nie wiem...) skomentuj
Bez jaj, rocznie daje to 108 tysięcy gołej pensji. Do której dochodzi zwrot kosztów
reprezentacyjnych, sporo gratisów, diety za udział w komisjach oraz całkiem spora
kasa na biuro. Cały ten szmal jest za "friko", bo senator nie ponosi żadnej realnej
odpowiedzialności za prawo przez siebie uchwalane. Nie musi mieć też żadnych
kwalifikacji czy dorobku zawodowego. Kto ma tak dobrze?
Kasę tej wielkości zarabia raczej wyższa kadra menadżerska, której aż tak wiele nie
mamy. No i oni tacy ludzie naprawdę nie mają lekko. Nikt im nie pozwoli opieprzać się
przez 4 lata, pracę mogą stracić w każdej chwili, muszą mieć określone wyniki co
kwartał. Last but not least żeby dostać fuchę w wyższej kadrze kierowniczej, trzeba
mieć jakieś konkretne dokonania i trochę sukcesów. Panu senatorowi najwyraźniej
główka się pod kapeluszem grzeje.
PS. Pomijam setki tysięcy osób pracujących za najniższą krajową czy tych prowadzących
działalność, którym po opłatach kosztów zostaje niewiele więcej. Tutaj porównania
mogłyby być po prostu nieprzyzwoite. skomentuj
dietami i sesjami jest bardzo dobry. Tylko, ze wtedy parlamentarzyści musieliby z
czegoś żyć a to rodzi ryzyko, że w działalności gospodarczej będą wykorzystywać
przywileje itd.
Dlatego uważam, że powinno się zdecydować - albo jedynie diety i wówczas w
parlamencie ludzie, którzy są wystarczająco zamożni, żeby sobie na posłowanie
pozwolić, albo pełne uzawodowienie z zakazem innej działalności (np. jak u sędziów),
ale wtedy zdecydowanie wyższe uposażenia.
Poza tym jest jeszcze element związany z pewnym prestiżem - ja jako obywatel
chciałbym aby reprezentowali mnie ludzie np. dobrze ubrani - chociażby w porządnych
garniturach. U przyzwoitego krawca we Wrocławiu na rynku marynarka kosztuje 3500 zł,
do tego dochodzą spodnie i koszula. W Warszawie na Kruczej przyzwoity garnitur
kosztuje ok. 6000 złotych.
Uważam, że uposażenia parlamentarzystów powinny iść przede wszystkim na to, żeby się
dobrze prezentowali na zewnątrz bo taka jest ich główna rola - reprezentacja. Jak
wyglądają parlamentarzyści - wiadomo ogólnie. Więc może wybrać wyjście pośrednie -
np. system dotacji celowych - tyle i tyle rocznie na ubrania, tyle i tyle na whisky
dla gości itd. Resztę parlamentarzysta pokrywa z własnych wydatków. skomentuj
nie takiego samego typu zarobki, jak innych. Pieniadz to pieniadz. Po co ta
maskarada? skomentuj
niech się ubiera jak chce -- i tak nikt mu w zasadzie na sali plenarnej nie zagląda.
A czy do telewizji przyjdzie w swetrze, koszulce polo czy garniturze od Ermanilo to
jego broszka. Mnie to powiewa.
Co do rozróżnienia dieta/pensja: wyłącznie dietę biorą wyłącznie ci parlamentarzyści,
którzy nie rezygnują z pracy zawodowej. Wynagrodzenie otrzymują ci, którzy rezygnują
ze swojej pracy. Senator Skorupa może brać tylko dietę (marne 2,5 koła bodajże) i żyć
za to, co sobie wypracuje. skomentuj
parlamentarzysta nazywa sie dieta. skomentuj
dyskusję. No i udało się :). Jednakże zachowałem się prowokatorsko, gdyż nie
uzasadniłem zbytnio swej opinii. Także może teraz dopowiem.
Zacznijmy od parlamentu. Rzeczywiście, bliski ideałowi wydaje się być amerykański
Senat. Dlatego do ewentualnej likwidacji powinna iść Izba Reprezentantów.
Padają tu argumenty, że im trudniej przepchnąć ustawę tym lepiej dla wszystkich.
Gdyby faktycznie tak było to najlepiej gdyby istniało aż 5 lub 10 izb! Ba, najlepiej
prawo weta dać nie tylko prezydentowi ale także premierowi, całym województwom itp.
Utrudnić (a przynajmniej spowolnić) proces legislacyjny można by również poprzez
zwiększenie liczby parlamentarzystów.
Tak więc sposobów na "mieszanie w prawie" jest bardzo wiele, lecz przecież nie o to
chodzi. Chodzi o to, aby przez sito przechodziły tylko te dobre pomysły, a złe
odpadały. Idea oczywiście słuszna, ale wykonanie już nie. Dwuizbowość (podobnie jak
trójizbowości, czworoizbowości itd :)) wcale nie sprawia, że z parlamentu wychodzą
lepsze ustawy. Zwiększanie liczby członków danego organu też nie sprawia, że wydaje
on mądrzejsze decyzje.
Kolegialność prawidłowo funkcjonuje tylko przy małych liczbach, dlatego też np.
prywatne spółki nie maja stuosobowy rad nadzorczych i pięćdziesięcioosobowych
zarządów. Natomiast Walne Zgromadzenia przy rozdrobnionym akcjonariacie działają
często dysfunkcyjnie i nie spełniają dobrze swojej roli (przykładem niech będą te
amerykańskie banki, w których zabrakło kontroli właścicielskiej nad menadżerami).
Dlatego zamiast stawiać na ilość powinno się stawiać na jakość. Poparciem tej tezy
niech będzie chociażby fakt, że najważniejsze projekty ustaw wychodzą z obrad Rady
Ministrów, czyli z organu znacznie mniej licznego niż parlament (a przez to
efektywniejszego i bardziej odpowiedzialnego).
Postulat, że senat powinien być "Radą Starszych" jest jak najbardziej słuszny! Jeśli
jednak byśmy uznali, że taka rada jest potrzebna gdyż jest po prostu lepsza od zgrai
zwykłych posłów to pojawia się pytanie – po co nam ci posłowie? Dlatego w
parlamencie powinna być TYLKO tego typu elita, a druga izba z hałastrą jest
zbyteczna. Także mówiąc o zlikwidowaniu senatu miałem na myśli likwidację
dwuizbowości a nie likwidację tej lepszej izby. Aczkolwiek w Polsce Senat nie jest
wcale lepszy od Sejmu, poza tym warto zachować nazwę "Sejm" z powodów historycznych.
Ostatnim (ale nie mniej ważnym) argumentem jest rozwodnienie odpowiedzialności.
Mechanizm ten działa zarówno w przypadku władzy ustawodawczej jak i sądowniczej
(wykonawczej pewnie też, ale na szczęście Rząd nie ma dwóch instancji). Przedstawię
to jednak na przykładzie sądów.
Otóż tak się składa, że biorę udział w procesie cywilnym (de facto jestem powodem,
choć sprawa jest trochę bardziej skomplikowana). Oczywiście jestem przekonany, że mam
rację, co gorsza strona pozwana ma odwrotne zdanie - stąd spór. I niestety wyrok
pierwszej instancji nie ma dla mnie tak dużego znaczenia jak mogłoby się wydawać
ponieważ dobrze wiem, że bez względu na to jak będzie brzmiał ten wyrok sprawa i tak
trafi do apelacji i dopiero w sądzie apelacyjnym rozegra się finał z którego będę
mógł się cieszyć lub płakać. Co gorsze jestem pewien, że podobne odczucia me sędzina
(pani sędzia). Zapewne podświadomie zdaje sobie ona sprawę, że nawet jeśli popełni
błąd to nie stanie się nic złego ponieważ jej wyrok i tak się nie uprawomocni. Jej
decyzja może być nieodpowiedzialna, bo nie będzie decydująca. Decydować o tym co
sprawiedliwe będzie sąd drugiej instancji, choć w rzeczywistości wcale nie jest
bardziej kompetentny w podejmowaniu decyzji niż pierwsza instancja. Na pewno jednak
jego decyzja będzie bardziej przemyślana bo jej ostateczność wymusza większe poczucie
odpowiedzialności. Dlatego ja najchętniej pominąłbym ten pierwszy etap i od razu
przeskoczył do tego drugiego. Byłoby szybciej, dużo szybciej.
Aktualny system ma budzić w obywatelu poczucie, że jego sprawa spotkała się z
należytym rozpoznaniem i dlatego sądy są zmuszane do wałkowania dwa razy problemu
tegoż obywatela. Nie ważne jednak ile razy będzie on wałkowany, bo tak czy siak tylko
ten ostatni wyrok się liczy. Dlatego lepiej by było gdyby ostatni wyrok był
jednocześnie tym pierwszym.
Oczywiście wciąż zakładam istnienie kasacji, gdyż takowa występować może tylko w
wyjątkowych przypadkach. Podobnie jestem zwolennikiem apelacji w przypadku jeśli jest
ona uzasadniona błędami proceduralnymi lub innym bardzo ważnym powodem.
Uff, wybaczcie za tak długi wywód, ale dla mnie temat ten jest szalenie ciekawy. skomentuj
sedziowie byli summienni, pracowici, z duza wiedza prawnicza i ogolna, niezbyt
obciazeni sprawami, a jest dokladnie odwrotnie, dlatego to co opisujesz (jak powinno
byc w sadzie) to czysta utopia niemozliwa do zrealizowania w naszej ponurej
rzeczywistosci. skomentuj
dwuinstancyjność wcale nie poprawi tej statystyki. Gdyby nie było drugiej instancji
to liczba błędów popełnianych w pierwszej instancji byłaby podobna do liczby błędów
jakie popełniają w tej chwili sądy apelacyjne.
Ponadto zlikwidowanie albo ograniczenie dostępu do II instancji spowodowałby właśnie
odciążenie sądów. skomentuj
niby jak zmierzyć coś tak ulotnego jak niesprawiedliwość sądów. Zresztą tezy
przeciwnej również nie sposób dowieść metodami statystycznymi więc pod tym kątem nie
ma co dywagować. Lepiej poruszać się na gruncie logicznego myślenia. Myślę, że
wystarczająco uzasadniłem swoją opinię na ten temat i nie zamierzam już bardziej tego
argumentować. I tak wyszedł mi z tego przydługi tekst... skomentuj
niektorych ludzi niczego nie udowodniles. ;) No offence.
Zakladasz, ze sad pierwszej instancji wzial by sie lepiej do roboty, gdyby nie bylo
sadu apelacyjnego, bo by sedzia mial swiadomosc, ze jego wyrok jest ostateczny (z
wyjatkiem skargi kasacyjnej). Watpliwa to teza, bo jesli dany sedzia jest leniwy,
niezbyt rozgarniety, o znikomej wiedzy, nieetyczny (w tym m.in. przekupny), popadl w
rutyne itp., to fakt, ze wszystkie jego wyroki beda prawomocne nie wplynie na ich
jakosc, gdyz nie wplynie na to jakim czlowiekiem jest ten sedzia. Przy dwoch
instancjach zawsze istnieje prawdopodobienstwo (przyznaje, ze w naszych realiach
bardzo niewielkie, ale jednak nie zerowe), ze w drugiej instancji trafi sie sedzia,
ktory bedzie takim sedzia jaki powinien byc wzorem dla innych - i wtedy nawet
wszystko jedno bedzie czy wyrok dla Ciebie bedzie korzystny czy nie, ale przynajmniej
bedziesz widzial (z uzasadnienia), ze rzeczywiscie sprawiedliwie sprawe osadzono i
nie ma sie do czego przyczepic (a nie tak jak to ma zwykle miejsce w naszych
sadach).
Co z tego, ze przy jednej instancji prawomocny wyrok bedziesz mial szybko skoro on
bedzie do d* i nic z tym nie zrobisz, szczegolnie, ze odnosnie skargi kasacyjnej
obowiazuje przymus adwokacki, a nasi korporacyjni prawnicy to w wiekszosci szkoda
slow... skomentuj
opracowuja wskazniki orzecznictwa przedstawiajace ile orzeczen danego sedziego
zostalo uchylonych czy zmienionych przez sady wyzszych instancji. Oczywiscie nie
przestawia to calego obrazu sprawy (bo w koncu na ktoryms etapie kontrola sie konczy,
wiec nie sposob prawdziwej poprawnosci orzeczen wyznaczyc), ale nie jest tez tak, ze
zupelnie zadnych danych na ten temat nie ma. skomentuj
że sędziowie I instancji są przeciętnie rzecz biorąc tak samo leniwi i tak samo
skorumpowani jak ci z II instancji.
Podkreślam - przeciętnie! Oznacza to, że mądry, zacny i sprawiedliwy sędzia może ci
się trafić już w I instancji a i tak nic ci z tego nie przyjdzie bo przy apelacji
trafisz na głupka który zmieni ten wyrok. Dlatego też przegranej stronie zazwyczaj
opłaca się składać apelację. Obecnie nie ma większego znaczenia czy trafi ci się
dobry sędzia w pierwszej próbie, liczy się to czy trafisz na takiego w ostatniej
próbie.
Dwuinstancyjność nie oznacza, że człowiek ma dwie szanse na wygraną. To tak jakbyś
miał dwa rzuty monetą ale nie jest ważne co wypadnie za pierwszym razem bo i tak
decydujący o wygranej jest drugi rzut. Pierwszy rzut wykonujesz tylko po to aby móc
potem wykonać ten drugi :).
Aspekt psychologiczny o którym wspomniałem (ten o rozmyciu odpowiedzialności) jest
dyskusyjny, ale nawet bez niego nie znajduję uzasadnienia do wałkowania w sądach dwa
razy tego samego. To po prostu ogromna strata czasu, a większej sprawiedliwości z
tego nie ma. skomentuj
i tak
trafi do apelacji i dopiero w sądzie apelacyjnym rozegra się finał z którego będę
mógł się cieszyć lub płakać. Co gorsze jestem pewien, że podobne odczucia me sędzina
(pani sędzia). Zapewne podświadomie zdaje sobie ona sprawę, że nawet jeśli popełni
błąd to nie stanie się nic złego ponieważ jej wyrok i tak się nie uprawomocni. Jej
decyzja może być nieodpowiedzialna, bo nie będzie decydująca. "
i ja do tego powyzej nawiazalem.
Poza tym zakladasz blednie, ze sad II instancji bedzie z rowna checia
zmienial/uchylal wyrok sprawiedliwy, jak wyrok niesprawiedliwy. Jesli chodzi o sady
cywilne to w ogole stosunkowo rzadko sie zdarza (w porownaniu z sadami karnymi) aby
sad II instancji zmienial/uchylal orzeczenie. Sad II instancji najczesciej oddala
apelacje, zatem glupi i leniwy sedzia najczesciej oddali apelacje pozwanego od
sprawiedliwego wyroku, nie dlatego ze zauwazyl ze wyrok jest sprawiedliwy, ale
dlatego, ze oddalanie to jest to, co taki leniwy sedzia robi najczesciej. Zatem
zarowno jak sie trafi na leniwego sedziego w sadzie II instancji jak i gdy trafi sie
na madrego sedziego w II instancji, to gdy wygralismy z madrym sedzia w I instancji
wowczas szansa na niekorzystna zmiane wyroku w sadzie II instacji jest mniejsza, niz
na zmiane wyroku na korzystna, w przypadku gdy przegralismy w I instancji z powodu
leniwego sedziego w I instancji. skomentuj
nadzieja umiera ostatnia) - dlaczego chcesz im ja odebrac? ;) skomentuj
logiczne jak u dzieci z podstawówki. To chyba jakaś prowokacja? skomentuj
instancji nie robią w zasadzie nic, możesz przedstawić 5 sensownych zarzutów, oni
zajmą się po łebkach 2, oddalą apelację -- i "nie mamy pańskiego płaszcza, i co pan
nam zrobi?" W kasacyjnych zresztą nie jest dużo lepiej, bo szanse, że kasacja
zostanie przyjęta do rozpoznania jest bardzo niewielka (o ile nie zostanie
odrzucona).
Co do dwuizbowości legislatywy:
- obie izby powinny istnieć, choćby po to, żeby żaden stan nie czuł się wykluczony (i
byśmy nie wrócili do sytuacji sprzed Rewolucji F.)
- izba niższa powinna mieć prawo wnoszenia projektów (jestem przeciwnikiem inicjatywy
ustawodawczej egzekutywy! -- jak rząd chce mieć "swoje" ustawy, niech szuka szczęścia
w izbie poselskiej) i uchwalania ustaw,
- izba wyższa powinna skupiać się na pilnowaniu jakości tego prawa (właśnie poprzez
takie quasi-veto) oraz doradzaniu egzekutywie (check and balances),
- co do nazewnictwa -- w kontekście "trzeba utrzymać nazwę Sejm" (już kiedyś pisałem)
-- proponuję przywrócić polską tradycję: Sejm dzieli się na Izbę Poselską i Senat, a
nie "Nienazwane Coś" dzieli się na Sejm i Senat. Sejm to tradycyjna nazwa polskiego
parlamentu, nie nazwa jednej z jego izb! skomentuj
najlepszy dowód na to, że taki system nie ma sensu. Czasem jednak zdarzają się zmiany
wyroków, co nie znaczy że po zmianach są one bardziej wolne od błędów. A dlaczego
przeważają oddalenia apelacji? To proste - ponieważ w rzeczywistości sędzia II
instancji ma podobne kwalifikacje i rozumuje w tych samych kategoriach co sędzia I
instancji. Poziomem lenistwa też się nie różnią, lecz przecież sędzia I inst. jakiś
wyrok musi wydać, natomiast sąd apelacyjny może iść po najmniejszej linii oporu gdyż
sugerowany wyrok ma już na tacy (to kolejny aspekt psychologiczny).
2) Gdyby obie izby miały całkiem różne, niepokrywające się kompetencje to wówczas
miałoby to jakieś ręce i nogi. Natomiast jeśli dwuizbowość ma powodować wydłużenie
procesu legislacyjnego to jestem przeciw takiemu rozwiązaniu. Senat nie powinien być
"dodatkowym filtrem". Mógłby natomiast przejąć dotychczasowe kompetencje legislacyjne
Rządu.
3) Co do trójpodziału władzy to prawda - jest on mocno zaburzony. Też uważam, że Rząd
powinien zajmować się wykonywaniem prawa a nie jego tworzeniem. Zastanówmy się jednak
dlaczego tak się dzieje. Moim zdaniem RM bierze się za inicjatywę ustawodawczą
ponieważ parlament nie jest w stanie konstruktywnie pracować nad ważnymi projektami.
Oni potrafią tylko głosować i kłócić się w komisjach. Ponieważ ktoś te projekty musi
tworzyć, dlatego rząd pełni rolę takiej uber-komisji sejmowej.
4) Co do nazwy - jak najbardziej masz rację, przy założeniu że są dwie izby. Gdyby
była tylko jedna to wówczas nie miałoby znaczenia czy Sejmem nazywamy izbę czy
parlament. skomentuj
rzeczywistosci sady, jak i proponowanej zmiany legislatywy.
Do tej wyliczanki Olgierda moge jeszcze dodac Trybunał w Strasburgu, w ktorym szansa
dopuszczenia skargi do merytorycznego rozpoznania wynosi tylko ok. 1%, jak to w
rzeczywistosci przebiega mozna poczytac tutaj:
http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=prawo&id=2262
Wlasnie dlatego niektorzy zbieraja podpisy w internecie pod petycja o pozbawienie
sedziow i prokuratowow immunitetu:
http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=sady&id=2255
bo immunitet wcale nie chroni przed korupcja, niektorzy sedziowie sami chca byc
skorumpowani:
http://www.niepoprawni.pl/blog/164/temida-zebrze-pod-polskim-sadem-upadek-sedziego
http://www.niepoprawni.pl/blog/164/temida-zebrze-pod-polskim-sadem-cz-1
http://www.iswinoujscie.pl/artykuly/2499
chroni natomiast ich w rzeczywistosci przed odpowiedzialnoscia za wlasne bledy. Jak
by sedziowie musieli odpowiadac za wlasne bledy to wowczas nawet leniwy sedzia by
pracowal choc troche inaczej (glupi sedzia juz niekoniecznie, bo taki by nie potrafil
pracowac inaczej, daltego takiego trzebaby usunac z zawodu).
Niemniej wykazalem powyzej, ze dzieki istnieniu II instancji mamy minimalnie wieksza
szanse na to, ze wyrok niekorzystny dla nas wydany przez leniwego sedziego w I
instancji zostanie uchylony (wszystko to przy zalozeniu okreslonego zachowania
leniwego sedziego w II instancji - lecz o tym ze zalozenie takiego zachowania jest
sluszne dowodzi empria - oraz zalozeniu, ze istnieja tez nieleniwi sedziowie i czasem
mozna na takich trafic). skomentuj
http://www.dailymotion.pl/video/xcvimc_briefing-senatora-rp-tadeusza-skoru_news
miodzio skomentuj