2007-11-20 16:10
Dziś kolejny news z cyklu co państwo zrobi, żeby wtrącić nas za kraty.
Oto jak donosi Gazeta Wyborcza lubelska policja wpadła na trop niebezpiecznego bandyty, ale dzięki odwadze nieustraszonych funkcjonariuszy przejęła jego łup, zaś sprawcy grozi do 10 lat w pudle. Narkotyki? Zabójstwa na zlecenie? Kradzież dzieł sztuki? A może chociaż nielegalne oprogramowanie albo diwiksy?
Nie, tym razem organy ścigania ujęły właściciela nielegalnego skarbu.
Rzecz bowiem w tym, Drodzy Czytelnicy, że w Polsce wolno sobie pochodzić amatorsko po lesie z wykrywaczem metali, jednak art. 36 ust. 1 pkt 12 ustawy o ochronie zabytków mówi, iż poszukiwanie ukrytych lub porzuconych zabytków ruchomych, w tym zabytków archeologicznych, przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania wymaga uzyskania pozwolenia od wojewódzkiego konserwatora zabytków.
Wolno się przejść, wolno wyzbierać kapsle, ale nie wolno szukać skarbów.
Mamy prawo, przyznać trzeba, dość restrykcyjne. Proszę zwrócić uwagę, iż takie brzmienie przepisu w zasadzie sprawia, że samo uruchomienie wykrywacza metalu może zostać uznane za naruszenie normy. Wprawdzie mogę szukać nieskarbów - w okolicy gdzie nigdy bym nie podejrzewał, że coś mogę znaleźć - ale przecież takiej czy innej intencji nie udowodnię w żaden sposób.
Przyznam, że znacznie bardziej odpowiada mi prawodawstwo amerykańskie. Przypomnijmy bowiem, iż gdyby Robert Ballard musiał kierować się polskimi przepisami, być może nigdy nie znaleźlibyśmy Titanika i Bismarcka.
Jest jednak w przywołanej ustawie paradoks jeszcze większy, z którego być może nie wszyscy sobie zdają sprawę. Chodzi o wywóz obiektów techniki - zdefiniowanych m.in. jako urządzenia, środki transportu świadczącymi o kulturze materialnej charakterystycznymi dla dawnych i nowych form gospodarki - za granicę.

Z jednej bowiem strony obiekty techniki nie wymagają jakiegoś specjalnego sposobu oznaczenia czy wpisania na jakąkolwiek listę, aby były traktowane przez ustawę jako przedmiot ochrony. Wystarczy, że mam aparat Ami albo Syrenę 105 sprzed 1982 r., abym jadąc z nimi na wakacje, musiał wystąpić o pozwolenie bądź zaświadczenie, że pozwolenia takiego nie potrzebuję (art. 59 ust. 1 pkt 2 ustawy). Podkreślam - mowa o sprzęcie, który nie jest ujęty w żadnym rejestrze, wykazie czy w jakikolwiek inny sposób.
(O kurczę, właśnie sobie uzmysłowiłem, że niedawno nabyłem drogą kupna Pentaksa K1000, warto byłoby sprawdzić rok produkcji...)
Jakie konsekwencje grożą amatorowi Opla Manta (trudno o bardziej obciachowe "coś"), który świadom bądź nieświadom ciążącej na nim powinności wyskoczy swoją bryką poza granice Rzeczypospolitej? Do 5 lat pozbawienia wolności (chyba że działa nieumyślnie - wówczas do 2 lat za kratami), a na dokładkę przepadek zabytku (art. 109 ustawy).
Drżyjcie zatem posiadacze zegarków Poljot po dziadkach, amatorzy starych aparatów fotograficznych, miłośnicy aut dzwoniących miłym brzmieniem korozji. Schengen was nie dotyczy!
Oto jak donosi Gazeta Wyborcza lubelska policja wpadła na trop niebezpiecznego bandyty, ale dzięki odwadze nieustraszonych funkcjonariuszy przejęła jego łup, zaś sprawcy grozi do 10 lat w pudle. Narkotyki? Zabójstwa na zlecenie? Kradzież dzieł sztuki? A może chociaż nielegalne oprogramowanie albo diwiksy?
Nie, tym razem organy ścigania ujęły właściciela nielegalnego skarbu.
Rzecz bowiem w tym, Drodzy Czytelnicy, że w Polsce wolno sobie pochodzić amatorsko po lesie z wykrywaczem me
Wolno się przejść, wolno wyzbierać kapsle, ale nie wolno szukać skarbów.
Mamy prawo, przyznać trzeba, dość restrykcyjne. Proszę zwrócić uwagę, iż takie brzmienie przepisu w zasadzie sprawia, że samo uruchomienie wykrywacza me
Przyznam, że znacznie bardziej odpowiada mi prawodawstwo amerykańskie. Przypomnijmy bowiem, iż gdyby Robert Ballard musiał kierować się polskimi przepisami, być może nigdy nie znaleźlibyśmy Titanika i Bismarcka.
Jest jednak w przywołanej ustawie paradoks jeszcze większy, z którego być może nie wszyscy sobie zdają sprawę. Chodzi o wywóz obiektów techniki - zdefiniowanych m.in. jako urządzenia, środki transportu świadczącymi o kulturze materialnej charakterystycznymi dla dawnych i nowych form gospodarki - za granicę.

Z jednej bowiem strony obiekty techniki nie wymagają jakiegoś specjalnego sposobu oznaczenia czy wpisania na jakąkolwiek listę, aby były traktowane przez ustawę jako przedmiot ochrony. Wystarczy, że mam aparat Ami albo Syrenę 105 sprzed 1982 r., abym jadąc z nimi na wakacje, musiał wystąpić o pozwolenie bądź zaświadczenie, że pozwolenia takiego nie potrzebuję (art. 59 ust. 1 pkt 2 ustawy). Podkreślam - mowa o sprzęcie, który nie jest ujęty w żadnym rejestrze, wykazie czy w jakikolwiek inny sposób.
(O kurczę, właśnie sobie uzmysłowiłem, że niedawno nabyłem drogą kupna Pentaksa K1000, warto byłoby sprawdzić rok produkcji...)
Jakie konsekwencje grożą amatorowi Opla Manta (trudno o bardziej obciachowe "coś"), który świadom bądź nieświadom ciążącej na nim powinności wyskoczy swoją bryką poza granice Rzeczypospolitej? Do 5 lat pozbawienia wolności (chyba że działa nieumyślnie - wówczas do 2 lat za kratami), a na dokładkę przepadek zabytku (art. 109 ustawy).
Drżyjcie zatem posiadacze zegarków Poljot po dziadkach, amatorzy starych aparatów fotograficznych, miłośnicy aut dzwoniących miłym brzmieniem korozji. Schengen was nie dotyczy!
Kategoria
paragraf 22




zastanawia mnie, czy zapisy w art. 36 ustawy o ochronie zabytków są konstytucyjne
(por. art 73 Konstytucji - Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej,
badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność
korzystania z dóbr kultury.)? skomentuj
Ten Pentax na camera obscura mi nie wygląda :) skomentuj
K1000 był produkowany od 1976 r., zatem całe pierwsze 6 lat produkcji łapie się na
zakaz wywozu. A za rok będzie już całe 7 lat produkcji.
Ami to chyba już po stanie wojennym w ogóle wypadł ze sklepów, ale nie pamiętam -
może Pan Makowski czyta i pamięta? skomentuj