Zagubione zakupy internetowe... -- post scriptum po latach
 Oceń wpis
   

Ten tylko nigdy się nie wstydzi tego, co zrobił, co nic nie robi. Zatem jako człowiek pracujący w tym blogasku od 6 z okładem lat (oraz świętujący jakoś 20-lecie pierwszego tekstu napisanego do prasy i podpisanego imieniem i nazwiskiem własnym...) muszę czasem coś odszczekać. 

Tym razem odszczekuję tekst, który w lipcu 2008 roku napisałem dla działu Prawo mojego ulubionego portalu internetowego, czyli -- Zgubione zakupy internetowe -- jakie masz prawa? 
Niestety, tekst, który napisałem w dobrej wierze, bo tak mi się wówczas wydawało -- dziś zaczyna odbijać mi się czkawką, zwłaszcza jak widzę, że powielono go stugębnie, a nawet mi się nim odgryza ktoś z Agito.pl w tekście poświęconym antykonsumenckim praktykom w tym sklepie.

Chodzi o odpowiedzialność sprzedawcy prowadzącego sprzedaż wysyłkową (np. w sklepie internetowym -- właściwie to innych już prawie nie ma i u nas nawet nie było) za uszkodzenia czy utratę towaru w transporcie do kupującego.
Ówczesne moje --  b ł ę d n e  -- stanowisko można streścić następująco:

  • skoro ogólną zasadą prawa cywilnego jest odbiorczy charakter długu, do spełnienia którego zobowiązany jest przedsiębiorca, a w dodatku strony w umowie nie umówiły się co do miejsca jego spełnienia, to miejscem tym jest siedziba przedsiębiorcy-dłużnika (czyli sprzedawcy) -- (art. 454 par. 1 zd. 1 w zw. z art. 454 par. 2 kc);
  • można się zatem ze sprzedawcą umówić, że prześle kupiony towar w inne miejsce, niż miejsce spełnienia świadczenia (którym ma być jego e-sklep), a w takim przypadku poczytuje się, że wydanie rzeczy nastąpiło z chwilą jego powierzenia profesjonalnemu przewoźnikowi (art. 544 par. 1 kc);
  • a skoro niebezpieczeństwo przypadkowej utraty lub uszkodzenia rzeczy przechodzą na kupującego z chwilą jej wydania (tj. z chwilą przekazania go kurierowi czy poczcie), to pod warunkiem, że sprzedający dopełnił swoich powinności w zakresie opakowania towaru (wynikających z art. 545 par. 1 kc), jest on zwolniony z odpowiedzialności za zaginięcie towaru w dostawie -- bo przecież ryzyko to obciąża już nabywcę (art. 548 par. 1 kc);
  • w którego to interesie leży ubezpieczenie przesyłki (art. 547 par. 2 kc); 
  • tedy o ile nie umówimy się ze sprzedawcą inaczej -- na przykład w kwestii przejścia ryzyka na moment fizycznej dostawy towaru do kupującemu -- to całe ryzyko zniszczenia lub kradzieży drogiego laptopa kupionego w Agito.pl spoczywać miałoby właśnie na kupującym...

Otóż dziś odszczekuję i z pełną odpowiedzialnością przyznaję się: ówczesna moja opinia prawna oparta była na błędzie i wynikała z niedostatecznego przemyślenia zagadnienia.

Minęło prawie pięć lat, w którym to czasie przeczytałem art. 454 par. 1 zd. 1 kodeksu cywilnego chyba sto razy, dopiero pod koniec tego żmudnego procesu dostrzegając błąd i jego genezę.

Przepis brzmi -- pozwolę go sobie zacytować w całości, wytłuszczając to, co istotne (a co idiotycznie pominąłem w rozważaniach toczonych na łamach Money.pl w 2008 roku):

Jeżeli miejsce spełnienia świadczenia nie jest oznaczone ani nie wynika z właściwości zobowiązania, świadczenie powinno być spełnione w miejscu, gdzie w chwili powstania zobowiązania dłużnik miał zamieszkanie lub siedzibę.

P.T. Czytelnicy, niezależnie od tego, czy zaglądacie tu z nudów, czy za potrzebą (cały czas mam nadzieję, że jakaś grupa e-Wokulskich szuka tu i nie tylko tu niedrogiej porady prawnej ;-) -- pies leży pogrzebany właśnie we właściwości zobowiązania!! 

Otóż istotą sprzedaży na odległość, sprzedaży wysyłkowej, sprzedaży przez internet jest: sprzedać i dostarczyć. Oferta przedsiębiorcy działającego w ramach swojego e-sklepu nie polega na: tu jest kapelusz, goń se pan go sam. Przedsiębiorca mówi: ja tobie, drogi kliencie, mój panie, towar  s p r z e d a m  o r a z   d o s t a r c z ę
Oznacza to, że w oczywisty sposób -- nawet bez nazywania tego w tych wszystkich regulaminach sklepów internetowych, które śnią się w nocy niektórym e-sklepikarzom -- zachodzi przesłanka innego ukształtowania miejsca spełnienia świadczenia, tj. w momencie, w którym z właściwości zobowiązania (myślmy o tym tak: "prowadzę sklep wysyłkowy, więc zobowiązałem się przenieść własność rzeczy i ją dostarczyć do nabywcy") wynika właśnie powinność jego dostarczenia do kupującemu -- cała moja misterna konstrukcja wyłożona w tekście z lipca 2008 roku (i powielona stugębnie...) bierze w łeb...

Mógłbym to przemilczeć, próbować zachować twarz jako wszechwiedzący i nieomylny -- lecz taki nie jestem... Zbłądziłem, lecz teraz, jak ten Kmicic naprawić grzechy młodości pragnę...

Komentarze (19)
Bowman vs. Monsanto... na miarę... Alior Bank: mamy regulamin, ale...

Komentarze

2013-03-11 08:50:13 | *.*.*.* | januszek
Re: Zagubione zakupy internetowe... -- post scriptum po latach [6]
To chyba nie jest takie proste: "Sprzedaję i dostarczam" bo takich sprzedawców jest
mało (o czym wiem bo akurat chcę kupić dużą lodówkę i już na starcie skreśliłem tych
sprzedawców, którzy własnym transportem nie dostarczają). Większość działa tak:
"Sprzedaję i wysyłam za pośrednictwem profesjonalnie zajmujących się dostarczaniem
podmiotów". skomentuj
2013-03-11 09:32:48 | 78.133.198.* | Przyrodnik
Ale wtedy przeciez tez kupujemy u sprzedawcy usługę wysłania/przesłania/przekazania
za pomocą wybranych przez sprzedawcę podmiotów. To znaczy, w moim rozumieniu, ze
sprzedawca jest odpowiedzialny ponieważ nie daje nam mozliwości wzięcia na siebie
odpowiedzialności za przesylkę. Czyli jeśli to sklep mówi "wysylamy FedExem a nie
British Mail" to nie my zlecamy wysyłke tylko on. skomentuj
2013-03-11 09:44:27 | *.*.*.* | olgierd
@januszek: ale sposób dostarczenia towaru, czyli czy ma własny transport, czy
korzysta z profesjonalnego przewoźnika, nic tu nie zmienia.

Zmieniłoby, gdyby sklep był "weź pan sobie przyjedź sam", a w przypadku marudnego
klienta "no dobra, to przywiozę to panu do chałupy". Wówczas wiadomo, że to nie jest
sklep wysyłkowy, zaś dowóz nastąpił incydentalnie.


Zaś co do tematu, który porusza Przyrodnik -- "sprytnie" załatwia to część
sprzedawców na Allegro, którzy piszą, że "przyjmują pełnomocnictwo do zawarcia umowy
przewozu w imieniu kupującego". Ale to jest tylko wytrych -- IMHO nie załatwia tematu
nawet na ćwierć grosza. skomentuj
2013-03-11 09:53:46 | *.*.*.* | januszek
Czasem mamy możliwość wyboru sposobu dostarczenia zakupionego towaru, nawet możemy
wybrać przewoźnika (np poczta, rodzaj przesyłki, kurier rodzaj przesyłki etc). skomentuj
2013-03-11 11:53:32 | *.*.*.* | olgierd
Jasne, zawsze jest to jednak "sprzedaż z dowozem".

Popatrz na to pod kątem e-pizzy, która -- dla łatwości przeprowadzenia paraleli --
wynajmuje kuriera na rowerze *na fakturę*, czyli nie ma człowieka na etacie, któremu
podstawia służbowy rower, lecz zleca usługę dowozu ciepłego placka profesjonalnemu
przewoźnikowi (takiemu, który w PKD ma "przewóz towarów").
Jeśli całkowicie polegalibyśmy na moim tekście z lipca 2008 r., to w przypadku "nie
mamy pańskiej pizzy, bo facet się zmęczył pedałowaniem i zjadł ją po drodze, więc
może pan pozwać kolarza, a my kasy nie oddamy" faktycznie musiałbyś dochodzić kasy od
tego kuriera.
Moja koncepcja A.D. 2013 jest jednak taka, że skoro to jest "pizza z dostawą na
kwaterę", to jednak przedsiębiorca w taki sposób organizujący działalność swojego
przedsiębiorcy -- niezależnie od tego, czy do dowozu jadła wynajął zawodowo
trudniącego się przedsiębiorcę, czy posyła łebków spod bramy, którym płaci za to 2
zyle -- ponosi odpowiedzialność za to, że pizza trafi na mój stół.
Albo chociaż na mój próg :) skomentuj
2013-03-11 12:03:59 | *.*.*.* | januszek
Mnie ta rowerowo-pizzowa analogia nie do końca pasuje bo nie ma ustawy regulującej
warunki ogólne usługi przewozu pizzy na rowerach :) Takie przepisy regulują zasady na
jakich działa Poczta oraz firmy kurierskie. Są tam określone np warunki reklamacji
etc. skomentuj
2013-03-11 13:13:35 | *.*.*.* | olgierd
Jest :) jest ustawa o sprzedaży i dowozie pizzy -- uchwalono ją już w 1964 roku ;-)
innej nie trzeba. skomentuj
2013-03-11 14:57:47 | 93.179.216.* | jacek222
Re: Zagubione zakupy internetowe... -- post scriptum po latach [11]
A jeżeli w regulaminie e-sklepu będzie wprost napisane że kupując produkt zawieram
UMOWĘ nie tylko ze sklepem ale także z firmą X (pełne dane) która odpowiedzialna jest
za przewóz towaru?
No to wtedy chyba tylko firma X odpowiada za uszkodzenie w transporcie? skomentuj
2013-03-11 21:27:16 | 77.65.69.* | Paweł Judek
Sprawa nie jest taka prosta, bo po pierwsze wiele sklepów umożliwia opcję odbioru
osobistego - czy wówczas też dostarczenie do domu należy do właściwości zobowiązania?
Po drugie interpretacja przepisu powinna uwzględniać wykładnię systemową tzn, nie
powinna prowadzić do wniosków, które byłyby nie do zaakceptowania z punktu widzenia
zasad racjonalnego prawodawcy w świetle całości systemu prawnego.

A opinia autora w tym wypadku zupełnie pomija specyfikę prawa przewozowego. Otóż w
myśl art. 75 ust. 3 pkt 2 lit b prawa przewozowe osobą upoważnioną do dochodzenia
roszczeń wobec przewoźnika jest osoba uprawniona do rozporządzania przesyłką. O tym z
kolei, kto ma prawo rozporządzać przesyłką stanowi art. 53 pr. przew. Wynika z niego
generalnie, że prawo takie przysługuje nadawcy lub odbiorcy, a z chwilą odbioru
przesyłki wyłącznie odbiorcy. Oznacza to, że z chwilą odbioru przesyłki tylko
odbiorca ma jakiekolwiek roszczenia wobec przewoźnika.

Biorąc powyższe pod uwagę, należałoby dojść do wniosku, że w myśl obecnych poglądów
autora, skoro ryzyko uszkodzenia przesyłki przechodzi na odbiorcę dopiero z chwilą
dostarczenia mu przesyłki, nadawca ponosiłby odpowiedzialność za uszkodzenia w czasie
transportu, ale nie miałby jakichkolwiek uprawnień wobec przewoźnika, gdyż te
przysługiwałyby odbiorcy, który rzecz jasna nie byłby w żaden sposób zainteresowany
tym, żeby ich dochodzić, skoro może obciążyć kosztami sprzedawcę. Trzeba by więc
uznać, że ustawodawca stworzył system, który już na starcie stawia nadawcę na
straconej pozycji.

Oczywiście można argumentować, że strony mogą się umówić, że ryzyko przejdzie na
odbiorcę dopiero z chwilą wydania mu przesyłki, a przepisy prawa przewozowego
pozostaną wówczas bez zmian. Ale jeśli ktoś zmienia regulacje ustawowe w swoich
umowach, powinien zadbać, żeby uwzględnić w nich również specyfikę prawa przewozowego
i przewidzieć np. cesję roszczeń wobec przewoźnika.

Jeśli jednak żadnych zmian nie ma, system pozostaje spójny tylko przy takiej
interpretacji art. 544 w zw. z art. 454 k.c., która uznaje również w sprzedaży
wysyłkowej przejście ryzyka na kupującego z chwilą wydania jej profesjonalnemu
przewoźnikowi. skomentuj
2013-03-12 10:07:28 | *.*.*.* | olgierd
Jeśli chodzi o odbiór osobisty, to sprawa jest prosta -- skoro klient nie zleca
dowozu, to taka usługa nie jest objęta świadczeniem.

Natomiast co do uwag dot. pr.przewozowego -- zgadza się, faktycznie tak to wygląda.
Jednak powiedziałbym, że stawiając wnioski wyłącznie na podstawie regulacji procedury
reklamacyjnej w prawie przewozowym jest czymś w rodzaju "patrzenia od tyłu".

Skoro bowiem art. 454 par. 1 kc wyraźnie mówi, że miejsce spełnienia świadczenia może
wynikać z właściwości zobowiązania, to nie sposób powiedzieć, że przepis nie może
mieć zastosowania tylko dlatego, że strony umowy nie mogą (choćby per factiam
concludentiam -- a przecież prowadzenie sprzedaży wysyłkowej nie jest faktem
konkludentnym, lecz istotną częścią zobowiązania sprzedającego, wynikającą z
prowadzonej przezeń działalności gospodarczej) modyfikować postanowień art. 53
pr.przewozowego.

Słowem: faktycznie może być tu luka (nie znam prawa przewozowego na tyle, żeby
polemizować), jednak niewątpliwie luki tej nie wolno wypełniać w ten sposób, że
powiemy "a zatem art. 454 par. 1 kc w odniesieniu do sprzedaży wysyłkowej nie może
być rozumiany jako dający stronom możliwość modyfikacji miejsca spełnienia
świadczenia". Bo daje taką możliwość.

Widziałbym tu zatem dwie możliwości:
- ryzyko za utratę lub uszkodzenie przesyłki po prostu będzie obciążać sprzedawcę, co
jest o tyle łatwe do przełknięcia, że jest on profesjonalnym przedsiębiorcą, i zwykle
jego relacje z przewoźnikiem polegają na relacjach B2B -- odbiorca zwykle z
przewoźnikiem kłóci się jako C2B, co stawia go na gorszej pozycji,
- e-sprzedawca powinien zawrzeć taką umowę z przewoźnikiem, która będzie przewidywała
modyfikację relacji z art. 53 pr.przewozowego, tj. nadal da mu możliwość składania
reklamacji nawet po doręczeniu paczki do adresata (a to chyba nie jest ius cogens?).


Nb. zapominamy o jeszcze jednym: skoro paczka nie dotarła do odbiorcy, to nadal nie
jest on uprawnionym w rozumieniu prawa przewozowego. Więc co -- zostawiamy wówczas
konsumenta w takim prawnym limbo? ;-) skomentuj
2013-03-12 10:16:40 | 78.133.198.* | Przyrodnik
@jacek222: Ale co jesli ty tej firmy nie lubisz? Kurier nie przyjezdza jak jestes w
domu? Skoro sprzedawca twierdzi że zawierasz umowe to znaczy ze masz prawo wyboru z
kim ją zawierasz. I wtedy ty jestes nadawcą.

@Paweł Judek: Nie wiem czy czytałeś taką informację ale PRZED odebraniem przesyłki
nalezy ja sprawdzić czy nie jest uszkodzona. Przesyłka nieodebrana, nic nie
przechodzi na odbiorcę. Nadawca ma pelne prawo do roszczeń wobec kuriera. Paczkę
odbieramy to znaczy że nie mamy zastrzeżen. Otwieramy i znajdujemy potłuczoną
przesylkę? Mamy wtedy reklamację do nadawcy a nie przewoźnika. Uznajemy że on
wywiązał się ze swojej umowy a nadawca wsadził pokruszony kryształ albo nie
zabezpieczył odpowiednio. skomentuj
2013-03-12 10:25:41 | *.*.*.* | olgierd
Zimna logika :) brawo skomentuj
2013-03-13 10:15:15 | 85.221.161.* | Paweł Judek
@ olgierd

Nie chodzi mi o sytuację, gdy klient nie zlecił przewozu. Chodzi mi o sytuację, że
odbiór osobisty jest możliwy. Jeśli jest bowiem możliwy, nie sposób twierdzić, że
immanentną cechą sprzedaży dokonywanej przez danego przedsiębiorcę jest przesyłanie
zakupionego towaru do kupującego.

A co do prawa przewozowego - modyfikować art. 53 i 75 pr. przew. strony nie mogą, bo
w praktyce całe prawo przewozowe to ius cogens. I jak to w wykładni systemowej fakt
ten powinien być uwzględniany również przy interpretowaniu innego aktu prawnego.

Nie da się więc zawrzeć pomiędzy sprzedawcą a przewoźnikiem umowy, która
zabezpieczałaby interesy sprzedawcy. Z kolei przerzucanie na niego ryzyka uszkodzenia
rzeczy, w sytuacji gdy nie będą mu przysługiwać żadne roszczenia wobec przewoźnika
trudno pogodzić nawet z zasadami konstytucyjnymi - pozbawiam kogoś roszczeń
majątkowych, dając je komuś innemu, a jednocześnie obciążam go ryzykiem utraty
towaru. Istnieje natomiast wymóg interpretowania przepisów w taki sposób, aby
zapewnić zgodność z Konstytucją. Żadne z zaproponowanych rozwiązań nie wydaje się
więc możliwe do zaakceptowania.

A o zaginionej paczce nie zapomniałem - jeśli nic innego nie zostało postanowione w
liście przewozowym (a poczynienie takich zastrzeżeń można uznać za sprzeczne z
obowiązkami sprzedającego, zresztą praktyka pokazuje, że nigdy się tego nie robi)
zgodnie z art. 53 ust. 2 pr. przew. odbiorca ma prawo rozporządzać przesyłką, więc
jeśli przesyłka zaginie, ma pełne prawa dochodzić roszczeń od przewoźnika. skomentuj
2013-03-13 10:26:10 | 85.221.161.* | Paweł Judek
@ Przyrodnik

Jeśli przesyłki nie odebrano, istotnie nadawca wciąż ma prawa, ale - jak pisałem
wyżej - odbiorca również. Jeśli jednak przesyłkę odebrano, prawa ma wyłącznie
odbiorca. Trudno natomiast różnicować moment przejścia ryzyka na odbiorcę w
zależności od tego, czy przesyłkę dostarczono, czy nie. O tym, kiedy przechodzi
ryzyko trzeba bowiem wiedzieć zanim dojdzie do zdarzenia powodującego szkodę.

A co do skutków odebrania przesyłki niestety nie masz racji - jeśli odbieramy
przesyłkę bez zastrzeżeń, nie oznacza to zawsze, że tracimy wszelkie roszczenia wobec
przewoźnika. W przypadku wad niewidocznych czyli choćby w przykładzie, kiedy z
zewnątrz nie ma żadnych uszkodzeń, a w środku potłuczony towar, można zgłosić
roszczenia w ciągu 7 dni od odbioru. Nadto w szeregu innych przypadków nawet
odebranie bez zastrzeżeń przesyłki z wadami widocznymi nie powoduje utraty uprawnień
- choćby w przypadku gdy szkoda powstała wskutek rażącego niedbalstwa przewoźnika
albo z jego winy nie spisano protokołu szkodowego.

Nie masz też racji, że jeśli otwieramy paczkę i znajdujemy potłuczoną przesyłkę mamy
roszczenia do nadawcy, a nie do przewoźnika. Zgodnie z art. 781 par. 2 k.c. jeśli
przewoźnik przyjął przesyłkę bez zastrzeżeń, domniemywa się, że znajdowała się ona w
należytym stanie. Jeśli przewoźnik nie sprawdził, czy w środku nie znajduje się
potłuczony kryształ, to już jego problem. skomentuj
2013-03-15 10:44:31 | 91.244.187.* | Franek46
@Paweł Judek
A jak art. 781 Kc ma się do art. 4 ustawy z 27 lipca 2002 o szczególnych warunkach
sprzedaży konsumenckiej, który stanowi, iż jeśli niezgodności towaru z umową ujawni
się w ciągu 6 miesięcy od wydania towaru, to domniemywa się, że istniała w chwili
wydania towaru? Generalnie zatem chyba jednak jeśli konsument (a sprzedaż wysyłkowa
to w większości wypadków transakcje konsumenckie) kupi coś na odległość, to może
wymagać od sprzedawcy, by wykazał, iż wydał przewoźnikowi towar zgodny z umową, czyż
nie? skomentuj
2013-03-15 10:50:19 | 91.244.187.* | Franek46
@Paweł Judek
"Nie da się więc zawrzeć pomiędzy sprzedawcą a przewoźnikiem umowy, która
zabezpieczałaby interesy sprzedawcy. Z kolei przerzucanie na niego ryzyka
uszkodzenia
rzeczy, w sytuacji gdy nie będą mu przysługiwać żadne roszczenia wobec przewoźnika
trudno pogodzić nawet z zasadami konstytucyjnymi - pozbawiam kogoś roszczeń
majątkowych, dając je komuś innemu, a jednocześnie obciążam go ryzykiem utraty
towaru. Istnieje natomiast wymóg interpretowania przepisów w taki sposób, aby
zapewnić zgodność z Konstytucją. Żadne z zaproponowanych rozwiązań nie wydaje się
więc możliwe do zaakceptowania."

No to niedługo trzeba będzie przyjąć wykładnię antykonstytucyjną ale za to
pro-unijną. Albo zmienić treść Prawa przewozowego. Art. 20 nowej dyrektywy o prawach
konsumenta (2011/83), która ma być implementowana do czerwca 2014 mówi:

"W przypadku umów, zgodnie z którymi przedsiębiorca wysyła towary konsumentowi,
ryzyko utraty lub uszkodzenia towarów
przechodzi na konsumenta w chwili wejścia przez konsumenta lub osobę trzecią wskazaną
przez konsumenta, inną niż przewoźnik, w fizyczne posiadanie towarów. Jednakże ryzyko
prze­chodzi na konsumenta z chwilą dostarczenia towarów przewoź­nikowi, jeżeli
konsument zlecił temu przewoźnikowi ich trans­port, a przedsiębiorca nie oferował
takiej możliwości, bez
uszczerbku dla praw konsumenta wobec przewoźnika." skomentuj
2013-03-17 15:51:59 | *.*.*.* | olgierd
I to by odpowiadało temu, co mi się wydaje już dziś :)

A przez to, że sklep oferuje *możliwość* odbioru osobistego nie zmienia się fakt, że
nadal jest to sprzedaż na odległość -- i na pewno nie zmienia to sytuacji konsumenta,
jeśli zdecyduje się na przesłanie towaru przez sprzedawcę. skomentuj
2013-03-20 21:52:36 | 77.65.69.* | Paweł Judek
@ Franek46

Przyznaję, że z konsumentami jest problem, jeśli chodzi o kwestie przejścia ryzyka
uszkodzenia w przewozie - są bowiem wątpliwości, czy 548 i 544 k.c. się do
konsumentów stosuje wobec istnienia ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży
konsumenckiej. Osobiście jestem zdania, że się stosuje, choć mam świadomość, że
istnieją odmienne poglądy.

Co do stosunku art. 781 k.c. do art. 4 ustawy o sprzedaży konsumenckiej - na pewno
ustawa nie wpływa na relacje z przewoźnikiem, którego obowiązuje treść art. 781 k.c.
Jeśli natomiast chodzi o relacje sprzedawca - konsument, rzeczywiście to ciekawe
zagadnienie czy można powołać się na domniemanie w odpowiedzi na domniemanie. Pojawia
się bowiem pytanie, który przepis jest w stosunku, do którego szczególny. Istnieje
prawdopodobieństwo, że w sądzie wygrałaby wykładnia prokonsumencka, choć niestety
prowadziłaby ona do dalece negatywnych skutków dla sprzedawcy, który nie mógłby
obciążyć przewoźnika kosztami wymiany rzeczy na nową.

Jeśli natomiast chodzi o nową dyrektywę o uprawnieniach konsumenta, tu wątpliwości
nie będzie - wykładnia prowspólnotowa ma pierwszeństwo przed wykładnią
prokonstytucyjną i bez wątpienia to sprzedawcę obciążać będzie ryzyko uszkodzeń w
transporcie. W tym wypadku istotnie prawo przewozowe przestanie tworzyć spójny system
z resztą przepisów i należałoby rozważyć jego zmianę. skomentuj
2013-04-15 15:47:54 | *.*.*.* | porównanie lokat
I moim zdaniem zmiany te są jak najbardziej na plus.
Sama obecnie kilkukrotnie padałam ofiarą umywania się od odpowiedzialności
sprzedającego za to, co się dzieje z rzeczą po opuszczeniu jego
mieszkania/zakładu/magazynu. Czy jednak powinnam odpowiadać za coś, na co wpływu nie
mam? Chyba nie do końca. skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]